Coraz więcej udarów w mediach

plakat 1na6Coraz więcej udarów w mediach. To znaczy czego? Informacji udarowych. I w TV i w prasie. Moja babcia czyta życie na gorąco i wiem, że co kilka numerów jest coś wspomniane. A to o spastyczności, a to o udarze, a to o rehabilitacji… Szukam takich informacji, ale oczywiście nie kupuję wszystkich gazet, więc o wielu piszę. Ale wiem, że udarów mózgu jest w mediach coraz więcej.

A może to tylko ja zauważam, bo mnie to dotyczy? Czytaj dalej

lewaczka.pl na konferencji( ;

stroke alliance for europeCi z Was, którzy śledzą lewaczkowego fejsa, już wiedzą, że BYŁAM PRELEGENTEM. Na konferenji. Dlatego was zaniedbywałam ostatnio:) To jest pierwsza z kilku notek nawiązujących do tej konferencji. Na początek o mnie i o moich odczuciach, bo to dla mnie ważne.

Otusz…

Jakiś czas temu skontaktował się ze mną przemiły pan z Fundacji Udaru Mózgu i zaprosił mnie na konferencję udarową. Gdy przeczytałam zaproszenie zatkało mnie, potem prawie wpadłam pod samochód dostając potężny opieprz od obcego cypryjczyka, potem trwałam w szoku. Gdzieś w międzyczasie się zgodziłam, poczułam się dumna, przerażona, mile połechtana, ważna, malutka, odważna, przekonana, pełna wątpliwości, głupia – nie wszystko na raz wprawdzie, ale kaskada myśli i nastrojów była niesamowita. Cóż, przez jakiś czas myślałam, że to głupi żart nawet:)

No ale w środę wylądowałam w Warszawie, i rzeczywiście konferencja tam była, nawet dostałam plakietkę, wg której byłam tam speakerem.


badge

I jak ją zobaczyłam, zaczęłam się stresować. Następnego dnia miałam mówić. O blogu. O mojej lewaczce. Głównie o tym, jak bardzo nam, udarowcom, jest potrzebna nadzieja na lepsze jutro. Która jakoś sama nie przychodzi. Dlatego, mimo że na początku pisałam dla siebie i przyjaciół, teraz piszę też z myślą o wielu czytelnikach, którzy nie znają mnie i nigdy pewnie nie poznają, ale którym to, co piszę, przydaje się:) Pokazywałam, że mimo wrodzonego pesymizmu można się po udarze uśmiechać. To były superważne, ale banalne rzeczy. W pewnym momencie czułam, że się przed tym tłumem poryczę. Nie dlatego, że sama siebie wzruszyłam, tylko dlatego, że od początku wylatywały mi z głowy nawet najprostsze słowa. Stres zrobił swoje. Qaboos pomagał opanować stres, ale nie aż tak skutecznie. Nawet sułtan Omanu ma przy mnie ograniczone pole do popisu:)

sułtan qaboos

Potem znajomi, z którymi poszłam na drinka, śmiali się ze mnie, że jestem coachem. I trzeba mnie zdelegalizować. Jeśli stanę się coachem, proszę, zdelegalizujcie mnie natychmiast!

 

Od razu po swoim wystąpieniu czułam się tak źle, że myślałam, że umrę. Byłam pewna, że poszło mi źle, więc uciekłam w telefon, zbyt wiele osób czekało na wieści, jak mi poszło. Ale ucieczka była nieskuteczna. Ja gadałam, a ludzie podchodzili, gratulowali, klepali po pleckach. Chyba chyba się podobało. Chyba w tych dwóch dniach gadania o udarach pod każdym kątem, ale najbardziej z punktu widzenia „udarowych organizacji” Europy potrzebny był udarowiec, który też chciałby zmian;p Mój nowy znajomy powiedział mi, że wszyscy siedzieli na tej konferencji przez dwa dni, rozmawiając o udarach, ale dopiero ja poruszyłam ich serca i przypomniałam im, po co tu są. I nawet jeśli była to gruba przesada, ale po moim wystąpieniu zaczęli się do mnie uśmiechać, co było miłą odmianą:D

kasia

OK, koniec tego chwalenia. Plusów wyjazdu jest więcej. Wystąpiłam publicznie. JA WYSTĄPIŁAM PUBLICZNIE. I t o po angielsku. Przełamałam wielką barierę. Kolejną. Pooddychałam Warszawą. Wypiłam drinka z bekonem, oregano, masłem… (!!! – nie trafiłam zbyt dobrze, moi znajomi dostali pyszne drineczki, ja coś, co smakowało jak austriacka ziołowa gorzała):

kita koguta

 

Pomieszkałam w dobrym hotelu. Zbłaźniłam się mniej niż mogłam. Nawet po burżujsku zamówiłam room service, bo  potrzebowałam wrzątku. Nie zorientowałam się oczywiście, że w pokoju jest czajnik. Od wczoraj (adrenalina chyba zeszła) jestem padnięta, ale zadowolona. Bo łaj not.

Obojętnie jak by nie było, w tym miejscu, w każdej notce najważniejszy filtr udarowy. Jeśli będę kiedyś pisać o malowaniu paznokciu, uwierzcie mi – będzie to notka o malowaniu paznokciu po udarze. Jeśli napiszę o polityce, to ze względu na to, że polski parlament przygotuje super ustawę, wg której każdy oddział udarowy będzie musiał mieć 5 rehabilitantów, a każda rehabilitacja – psychologa.

PS

konferencja była organizowana przez Stroke Alliance for Europe (SAFE) a gospodarzem polskim była Fundacja Udaru Mózgu. No to tyle:)

1na6 – dlaczego piszę bloga?

1 na 6. Udar mózgu nie jest problemem z kosmosu. 1 na 6 w tym przypadku oznacza, że w rodzinie dziadkowie+rodzice+dwoje dzieci, jedna osoba będzie mieć udar. Ojciec? Syn? Babka? Prawdopodobnie każda z osób, które nie nie żyją jak pustelnicy, w swoim bliskim otoczeniu będzie miała do czynienia z udarem mózgu. Stąd hasło kampanii Fundacji Udaru Mózgu, na którą kiedyś na pewno bym nie zwróciła uwagi, teraz chciałabym, żeby każdy przynajmniej o niej usłyszał, wszedł na stronę www, przeczytał o co chodzi i zrozumiał, że to nie jest rzadka przypadłość. Akcja ma zwracać uwagę na profilaktykę udarową, bo nie każdy udar musi się wydarzyć.

plakat 1na6

Ja, kiedy po udarze byłam w stanie wziąć do ręki (prawej) telefon, żeby przeczytać o rokowaniach, dowiedzieć się co to za choroba, jak się z tego wychodzi, ile się leczy, czytałam tylko o tym, że jeśli nie umrę za chwilę, to za jakiś czas dobije mnie drugi udar. Polskie blogi udarowców miały po kilka wpisów i nie powiedziały mi niczego cennego. Artykuły tylko straszyły. Obraz był paskudny – śmierć, trwałe kalectwo i obciążenie rodziny do śmierci.

A ja jestem żywą dobrą prognozą. Chociaż wciąż się zmagam z niesprawnościami, radzę sobie. Jestem szczęściarą, chociaż mam pecha:) A ponieważ nie straciłam głosu w wyniku afazji, mogę opowiedzieć, jak to jest być ‚po’. I mogę pomóc tym, którzy próbują zrozumieć świat tych ‚po’, mogę pomóc w odnalezieniu się w świecie kogoś, kto miał udar. Statystyki są okropne – 1na6, więc wielu z nas będzie potrzebowało pomocy w sytuacji, w której zmienia się wszystko – od umiejętności po chęć życia.

Powiedziałam sobie, że jeśli ta strona pomoże chociaż jednej osobie, było warto. W pewnym momencie odebrałam pierwszą wiadomość od osoby, której naprawdę pomogłam. Potem następną. Więc było warto i jest warto.

Przy tym ćwiczę sobie pisanie – idzie bardzo opornie, ale jakoś idzie, coraz sprawniej, może kiedyś wrócę do zawodu…

Oczywiście zapraszam na stronę 1na6:)

Aaa, a ja dodam, że jest kolejna rzecz w moim życiu, która zmieniła się na lepsze po 21 grudnia 2014 roku: kiedy reguluję brwi, lewa strona boli mnie dużo mniej! Kobitki na pewno na pewno zrozumieją, że to duży plus:)