Myślałam przez chwilę o jeździe autem z instruktorem

 I porzuciłam ten pomysł.

Wsiadłam ostatnio za kierownicę naszego auta.  Brat mi zaproponował i chyba szybko pozalowal.

Miałam przejechać z 20 metrów i zaparkować.  Nic trudnego?

Nic bardziej mylnego! Zapomniałam jakoś o istnieniu pedału gazu. Tzn.  wiedziałam, że gdzieś tam jest,  ale gdzie?:o

Dopiero po chwili ruszyłam.  Na pustej ulicy było lepiej.  Zaparkowałam lepiej.

Zaczęłam się zastanawiać nad jazdami doszkalającymi. Z instruktorem.  Bo może kiedyś udałoby się wrócić. Czytaj dalej

mój kolejny epizod padaczkowy

Co mogę powiedzieć.  Byłam przerażona. Kolejny epizod padaczkowy za mną. Epileptyk poudarowy ze mnie pełną gębą.

Złapało mnie w moim bezpiecznym łóżku, kiedy odpoczywałam po trudach ostatnich dni I marzyłam, żeby przeszła mi prawiemigrena. Nie pamiętam,  czy złapało mnie w czasie snu,  czy raczej jak leżałam jeszcze, ale pamiętam za dużo.

Byłam przerażona.

Pamiętam  przerażonych rodziców i fakt,  że no kurde nie oddychało mi się łatwo. Opanowanie tego siłą woli nie wyszło. Nawet nie wiem, czy jest to możliwe.

Mam jednak wrażenie, że nie próbowałam za bardzo.  Że nie miałam siły nas walkę i odpuściłam. Nie jestem tego pewna,  ale jeśli tak było,  to przepraszam moich rodziców  :) Czytaj dalej

a może mogę strzelać? i lekarze mogą się mylić

strzelanieprzepraszam za milczenie z ostatnich dni. Jeden: w tygodniu miałam dużo do roboty i popołudniami chętnie odsypiałam. Sobotę towarzyską, a niedzielęsmutną, a potem migrenową. Teraz skrobię jednym paluchem na półleżąco walcząc z bólem głowy. możecie mnie trochę pożałować?;)

krótko więc nawiążę do tego, o czym pisałam [tutaj\ – o tym, że nie mogę strzelać. z tą padaczką, po udarze… raczej na pewno nie.

poszłam żegnać trenera, ale akrat był na zapleczu i najierw się pożegnałam ze znajomymi. Czytaj dalej

moja padaczka a moje strzelanie

Wczoraj pisałam na lewaczkowym fejsbuku, że miałam zły dzień.

brzmi jak  wyznanie chorego psychicznie? Może trochę… ( ;

Już tłumaczę;) Kłótnie oczywiście są prywatą i brudzikiem, którego prać publicznie nie będę. Napisałam o nich, bo bez tego informacja o strzelaniu nie jest śmieszna(;  Czytaj dalej

Padaczka poudarowa po raz trzeci

W niedzielę dostałam ataku padaczki. Taka niespodziewajka.

Niczego nie pamiętam.

bruisesMam przebłyski, że próbowałam mówić, że nie trzeba wzywać pogotowia… I nic. Wszystko co pamiętam to to, że ocknęłam się w szpitalu z okropnym bólem głowy i szlochem. Czemu płakałam? Nie wiem.

Wiem jednak, że tuliłam się do chłodnej barierki, żeby trochę lagodziła ból. I wołałam mamę podobno.

Uwierzcie: kiedy w szpitalu potrzebujecie środka przeciwbólowego, nikłe szanse, że dostaniecie go szybko.

Ale ja chciałam nie tym, tylko o wzywaniu karetki. Najpierw wezwały ją do mnie moje hinduski kochane. Potem rodzice. I od rodziców wiem, że nie chciano jej przysłać. Bo akademik i na pewno się czegoś naćpałam. Po raz kolejny założono że młody = pijany/pod wpływem substancji zakazanych. Nawet pytali, czy moi przyjaciele mi czegoś nie podali. Ależ podali. Pyszny, orientalny obiad.

Przyznaję, że byłam odurzona szczęściem. wygrałam w Chińczyka i wyzywałam kolegów od przegrywów. Ostatnio moim ulubionym prztyczkiem jest „przegraaaaaaaaaaaaaaałeś z dziewczyną po udarze, co się dzieje z twoim mózgiem?”. Mało eleganckie, ale niestety nie umiem wygrywać.

Na szczęście po raz drugi dzwonił mój tata, z którym ciężko dyskutować. Wytłumaczył dyspozytorowi/dyspozytorce że jestem po dwóch udarach i gwarantuje jej, że nawet nie tykam alkoholu.

Oczywiście nie obyło się bez sakrametalnego „coooo? taka młoda i już po dwoch udarach?”

Dobrze, że rodzice we mnie wierzyli. Udało się ich wezwać karetkę.

Myślę sobie o swoich atakach epilepsji sztuk trzy i nie mogę się nadziwić, że były tak od siebie różne.

Różne w długości i dochodzeniu do siebie. Przy tym ostatnim miałam 39 stopni gorączki, przy innych nie zanotowaliśmy. Przy ostatnim potykałam się wchodząc do domu (nie zostałam na noc w szpitalu;))), przy poprzednim zaraz po wstałam i poszłam na pizzę. Hawajską.

Niesamowite.

Ani razu chyba nie zmoczyłam się. Ale nie mam pewności co do pierwszego ataku.

Rzeczywistość padaczkowa zaczyna mnie martwić. Listopad – styczeń. Zbyt często.

Teraz, na pamiątkę mam miliardy siniaków i obolałe ciało –  jakoś trzeba było znieść moją nadwagę z 4 piętra.

moja nowa zabawka:)

Wiecie co jest najbardziej irytujące w fasolkach? po kilku dniach się nudzą. Nawet jak wybiera się je samemu ze sobą na zawody. Niestety. Po jakimś czasie wszystko się nudzi, dlatego rehabilitacja jest taka  trudna. Myślę, że połowa ludzi po prostu przerywa ćwiczenia przez nudę.

Ja, przyznaję bez bicia, też mam gorszy ćwiczeniowo czas. I nudzą mnie ostatnio fasolki. Dlatego tak rzuciłam się na zabawkę z Lidla za 15 zł. Tadaam!

zabawka

Wzięłam wersję z mniejszymi elementami, myślałam sobie pffff, co to dla mnie.

I niestety. Nie ma tak łatwo! Aż sama się sobie dziwię, jak opornie mi to idzie. Złapanie tego małego plastikowego gówienka jest raczej łatwe, ale obrócenie go w dobrą stronę supertrudne. I włożenie. Cały czas mam wrażenie, że coś nie pasuje.

Moja neurolog mówi w ogóle, że to niemożliwe, ale wydaje mi się, że od ataku padaczki

  1. dużo mniej boli mnie głowa (tzn. zaledwie kilka razy do tej pory i nie do płaczu)
  2. dużo gorzej operuję moją lewaczką.

Śmiesznie. Bo neurolog mówi, że to są dwie kompletnie odizolowane sprawy. Jakoś tak się zbiegło akurat w czasie. Dziwne…

 

Padaczka poudarowa: odsłona druga

Udało mi się kogoś namówić, żeby obejrzał ze mną trzeci sezon Twin Peaks, jednego z najgenialniejszych i najstraszniejszych seriali w historii telewizji.

Wyszła z tego całkiem miła randka. W pewnym momencie kolega wyszedł o kuchni czy toalety, ja chciałam ubrać sweterek, i okazało się, że nie mogę.

Pomyślałam, przepraszam, za słowa brzydkie: o kurwa, nie znowu. Oby to nie był kolejny udar. 

Ale to była raczej moja padaczka poudarowa, odsłona druga.

kolega wrócił do pokoju, ja powiedziałam, że będzie musiał mi pomóc ubrać sweterek, bo dziwnie się czuję, i wtedy Czytaj dalej

Zmiany w mojej głowie

Są rzeczy,  które po udarze ładnie wróciły do normy z czasów „przed” (np. Dalej jestem głupkiem i cały czas nucę pod nosem), ale są i takie,  które nie chcą wrócić.  Nie chodzi mi o te rzeczy oczywiste, jak mniej sprawna ręka albo pamięć,  ale to,  co zmieniło si we łbie. Otworzyło i zamknęło.

Wiem, że o wielu z tych rzeczy pisałam wcześniej tu i ówdzie. Ale co tam. Dobrze sobie takie rzeczy podsumowywać, żeby nie przestawać dziwić się życiu. Mogłabym ciągnąć tę listę dalej, ale jakoś mnie nadspodziewanie zasmuciła.

1. Chcę mieć dziecko.  Wcześniej byłam z rodzaju „nie każdy musi mieć dziecko”. Albo „nie ma mowy,  żeby ktoś mnie zmusił do ciąży”, „będę cudną ciocia dla bachorków brata”,a teraz bardzo chcę bachorka na własność.  Wątpliwości  mam tylko w czasie mdłości  ze zmęczeni:)

2.  Nie lubię muzyki. Wcześniej żyłam muzyką, mogłam wydać każde pieniądze i przejechać setki kilometrów, żeby posłuchać wielu artystów. Już nie. Myślałam, że to chodzi tylko o to, że dźwięki mnie męczą, ale chyba nie tylko. W ogóle mnie nie ciągnie. Żeby było jasne: bardzo tęsknię do czasów, w których żyłam muzyką. Strasznie tęsknię za atmosferą koncertów. I za znajomymi, i za przyjaciółmi… Ale nie za muzyką. Nie jestem już tak muzyczna. Jedynymi artystami, których dalej słucham z przyjemnością, nawet chęcią i więcej niż 1 utwór  są (z polskich) Zacier,  a z zagranicznych Tom Waits i Tallest Man on Earth. W pewnym momencie gładko mi wchodził Gooral i konkurs chopinowski.

Nie czuję przyjemności muzyki.

3. Przestałam  być leniwcem. Leniuchem.

4. Nie chomikuję aż tak. Pozbywam się rzeczy raczej niż je kupuję. to jest cudowne. Mój pokój zawsze będzie zagracony przez książki, ale mam teraz trochę miejsca  na ‚nieksiążkowych’ półkach.  To pewnie przez to, że chaos mnie wkurza mocno…

Czytaj dalej

Pozdrawiam z endokrynologii

słonik:)Po pierwsze: pielęgniarki i salowe są tu tak kochane, że nie wiem. Przemiłe. Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się żeby ktoś w szpitalu podszedł i zapytał, czy jestem głodna, bo nie załapałam się na obiad. I że mogą mi zrobić kanapkę! Takie rzeczy…

Po drugie:Pani dr uważa że jestem gruba nie od hormonów, takie mam wrażenie. I mówi, że drugi udar był dlatego, że był pierwszy. Co dla mnie jest dziwne, ale nic to. Powinnam się chyba położyć do łóżka i czekać na śmierć.

Po trzecie: cóż. Pobierają mi mnóstwo krwi. Wczoraj też nie mniej raczej. Dziś 21 ampułek. Także tego. Ręce mi się trzęsą i ciężko mi się pisze, więc więcej nic nie napiszę. Przepraszam za nieodpisywanie na maile! ale trzęsącymi rękoma jest jeszcze trudniej.

Zwłaszcza moja lewaczka odmawia posłuszeństwa bardziej niż zwykle. Szczerze mówiąc trochę mnie to martwi, ale co zrobię! lekarz wie. ja się boję ataku, więc się położę. Chyba nic więcej nie mogę.

Ja modlę się naprawdę, żeby coś było nie tak, bo ważę tyle, ile mały słonik i oczywiście mam inne mniejsze;) problemy zdrowotne, jak depresja, zaburzenia miesiączkowania i udar mózgu dwukrotny.

Myślałam, że nie dam się bardziej przywiązać do łóżka. Ale się myliłam!

kotek na łóżkuCóż, jestem pewnie monotematyczna, ale do kołaczącego w głowie od czasu „no, unikamy udarów” dołącza się (codziennie-na okrągło-to aż przerażające) „unikaj ataków padaczki”.

To śmieszne trochę, bo znowu niezależne od mojej woli. Może w przyszłości będzie, jak zacznę brać pełne dawki dobrze dobranych lekarstw. Póki co, czuję że trochę stąpam po kruchym lodzie.

Pani doktor ze szpitala, żeby zawsze zwracać uwagę na to, jak się czuję. I jak będę się czuła podobnie do tego jak się czułam przed swoim pierwszym i ostatnim atakiem, bezwzględnie usiąść. Bo lepiej sobie odmrozić poślady niż połamać miednicę. A ja, przed tym jak nastąpił napad padaczkowy, byłam zakręcona jak dziecko na karuzeli. Tzn. tak zdezorientowana. I powiększył mi się niedowład.

I przedwczoraj czułam się tak jak „w dniu zero”. I usiadłam na krawężniku. I brat mnie ogarnął (mój bohater najdroższy). I leżałam i leżałam. Właściwie do wieczora. Bo potem już nie potrafiłam ocenić jak się czuję. Po prostu bezpieczniej było zostać w łóżku.

Więc zostałam.

To przecież może dawać sygnały ostrzegawcze, ale nie musi. A ja się po ludzku boję. Np. tego że ‚złapie mnie’  na schodach i się połamię. ;)

ps

planowałam nieco inny wpis padaczkowy, ale jestem bardzo zmęczona (a nie wolno mi!)  napisze go nastepnym razem;)