czego nauczyłam się po udarze (II i połowa): pierwsza czapka!

tadaaaaaaaaaaaaaaaaam:

hat, knitting, handmade

mama mówi, że jest brzydko zakończona. tata mówi, że artystycnie. grunt, że samodzielnie zrobiona!

podczas robienia, miałam problemy. spastyczna łapa czasem bolała mnie tak bardzo, że dawałam radę jeden tylko rządek (46 oczek)(albo 45).

o początkach robienia na drutach można poczytać tutaj;)

Duma mnie rozpiera!

umiesz liczyć? licz na palcach!

od udaru mam straszne problemy z liczeniem. Przeliczenie pieniędzy w portfelu jest zazwyczaj ponad moje siły, mimo że pieniędzy nigdy nie mam dużo;)

największe sprawia mi nie mnożenie, dzielenie czy odejmowanie, tylko proste odliczanie po kolei. Często policzenie do 10 czy 20 wymaga kilku prób. A to przecież jest potrzebne!

swoje kominy robię na 30 oczek (czyli muszę doliczyć do 30;p0

na basenie zazwyczaj przepływam 20-36 basenów (1 km-1,8 km)

w zagadkach logicznych muszę liczyć… kaskę muszę policzyć czasem, łyżki mąki do ciasta, wiecie, najprostsze rzeczy sprawiają mi takie trudności, że czasem nawet się poddaję – ostatecznie, jak zrobię 1400 m, a nie 1500, nikt nie umrze.

nie wiem, od czego to zależy. prawdopodobnie koncentracji mi nie starcza. ale na policzenie do 10? szczerze mówiąc łatwiej mi policzyć do 10 po angielsku, niemiecku, hiszpańsku, a nawet koślawym arabsku, niż po polsku – nie mam pojęcia dlaczego. Może dlatego, że po polsku nie liczę po to, żeby liczyć, tylko po to, żeby COŚ POLICZYĆ? A może dlatego, że kiedy liczę w obcym języku inne ośrodki w mózgu się uruchamiają – bardziej ‚lingwistyczne’ niż ‚matematyczne’?

ale szukam na to liczenie sposobów. na szybkie przeliczenie łączę w trójki i nadaję śpiewny rytm wypowiedzi, jakbym nuciła cyfrową piosenkę. na wielokrotnościach cyfry 3 (i 5, jak coś jest podzielne przez 5) się zatrzymuję na chwilkę, zbieram koncentrację, a potem lecę dalej. i jakoś gra.

klepaki (monety;p) łączę w kupki i jakoś leci. do tej metody trzeba stołu niestety:(

na basenie skupiam się na drugich pięćdziesiątkach, wyśpiewuję sobie w myśli na przykład dwieeeeeeście czteeeeeeeeeeryyyy dwieścieeeeeeeeeee cztery, co znaczy, że jak skończę basen, będę miała zrobione dwieście metrów przez przepłynięcie czterech basenów. Czasem się udaje bez niczego policzyć, a czasem to się tak wbija w głowę, że musisz pomyśleć ‚hejże, już płynęłam raz te dwieeeeeeeeście metrów, jestem na trzyyyyyyystaaaaaa już’. Na szczęście moja mama pływa obok i liczy mi też baseny, zazwyczaj nasze rachunki się zgadzają;)

i takimi sposobami sobie jakoś radzę w tych podstawowych rachunkach. dziś drugi raz w życiu wyszedł mi obrazek logiczny. Poziom 1, najłatwiejszy, ale jestem mega dumna, bo znaczy, że wszystko odliczyłam dobrze;p

grinders, logi, logimix

mój Nootropil, lek prokognitywny troszkę pomaga na to. Myślę, że to nie przypadek, że lepiej idą mi te obrazki na prochach, niż bez nich (;

ćwiczenie czyni mistrza. to sobie spróbuję z kolejnym obrazkiem:)

PS

alfabetu też nie powiem. nie ma mowy. szukanie w słowniku przebiega u mnie tak. mam literkę – na czuja oceniam w której części alfabetu jest (do ‚ł’ to dla mnie pierwsza część;p) potem oceniam w pobliżu których innych literek się znajduje np ‚mnopqr’ to jedna grupa dla mnie. i potem idę do odpowiedniej części alfabetu i jak strzała mówię sobie go w myślach i gdzieś tam powinna być literka;) po angielsku śpiewam sobie piosenkę

zacinam się przy V, czasem w ogóle nie(; na szczęście nikt (poza panią Magdą!)nie wymagał ode mnie recytowania alfabetu. ale umiejętność może być przydatna – w ostatniej pracy, gdzie musiałam wyszukiwać umowy czy potwierdzenia, znajomość alfabetu się przydawała;p

 

Kilka rzeczy, ktore po udarze zmienily sie na lepsze

Dziś mija dokładnie pół roku od mojego udaru, od kilku dni same negatywne przemyślenia. Ponieważ jednak Święta powinno się obchodzić radośnie, przy odrobinie wysiłku udało się wymienić 5 rzeczy, które zmieniły się w moim życiu na lepsze. Posłuchajcie…

1. Udar zostawił moją pracę, w której byłam więźniem głupiej lojalności i wiary w to, że może czeka mnie tam karierka ;

2. Nauczyłam się robić na drutach – teraz w końcu będę mogła narobić sobie kominów i nie chodzić w jednym, aż go zgubie w barze;

3. Rzuciłam fajki – nie na pierwszym miejscu, bo lubiłam palić i nigdy nie przyszło mi do głowy żeby rzucać. Ale obiektywnie rzecz biorąc to dobrze, że rzuciłam – z dnia na dzień, bezboleśnie. No dobrze, czasem ze smutkiem patrzę na znajomych i nieznajomych, którzy wychodzą na papierosa, rozmawiają i zaciągaja się dymem, tak jakby świat nie odwrócił się o 180 stopni.

4. Bywa, że się wysypiam. I choć to nie sprawia, że mam więcej energii, wciąż to nowe, ciekawr doświadczenie w moim dorosłym zyciu

5. Karta ‚wiesz, jestem po udarze’ rozgrywana kiedy zrobię coś nie tak, palnę coś głupiego, jestem zmęczona albo po prostu nie mam na coś ochoty działa w 99%. 

6. Zlikwidowano mi dziurę w sercu i odkryto przyczynę dziur w mózgu i teraz już wiem, na co będę musiała uważać do końca życia.

7. Dużo czasu spędzam na świeżym powietrzu. Z musu, ale biegam, chodzę, spaceruję, jeżdżę… Dużo więcej niż przed udarem.

8. Skupiam się na sobie tak, jak nigdy wcześniej.

Chciałabym dopisać te punkty do 10, ale czegokolwiek nie napiszę, zawsze kryje się za tym potężne ‚ale’,  np. Spędzam dużo czasu z rodziną, ale oderwano mnie od przyjaciół w warszawie itd. Dlatego zostawię to tak, jak jest. Do większości powyższych punktów mogłabym też dodac ‚ale’, ale tu minusy, nie przeważają plusow. Dlatego żeby nie było zbyt negatywnie, proszę wszystkich, żeby pijąc dzisiaj wodę/piwko/kawkje/cole zero wypili łyk za moje zdrowie. A na koniec zdjęcie kozy, bo kozy są cudowne, głupie i najśmieszniejsze na świecie

koziczka

 

 

 

czego nauczyłam się po udarze? (II)


Na początku to był koszmar, ale nauczyłam się robić na drutach! w mniej niż 3 tygodnie zrobiłam trzy kominy moim przyjaciółkom, na zdjęciu dumnie prezentuję wszystkie naraz. Są na tyle ładne, że da się je nosić bez wstydu:)

handmade

 

Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam z siebie tak dumna jak po skończeniu pierwszego z nich. Powinnam zapisać się do klubu wymiataczy razem z moją ulubioną handless organist, która już mnie nie bawi, tak jak dawniej:

handless organist

Palce wciąż niesprawne, sztywne i beznadziejne, ale udało się opanować podstawy. Oczywiśie, kiedy coś się psuje dalej krzyczę „mamoooooooo, naprawisz mi?”. Dawno temu, kiedy próbowałam brać się za druty, rzuciłam je w kąt przed upływem pół godziny. Może po udarze nauczyłam się też trochę cierpliwości?