przyczyny udaru (VII): kortyzol – moja nadzieja na diagnozę

peer stress Nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby z udarowymi sprawami iść do endokrynologa. ale trafilam. Przez koszmarna wagę, której nie mogę zrzucić i rozmawiamy.

o cyklu miesięcznym, który zanika, o tym, że nie tylko tarczyca stanowi o hormonach, o moich problemach. i jest jedna rzecz, która może powodować

  1. otyłość (w tym brzuszną) – ja
  2. zwiększoną krzepliwość krwi – ja
  3. depresję – ja.
  4. bardzo  nieregularne miesiączki – ja.

KORTYZOL – hormon produkowany przez nadnercza.

piszą o nim ‚hormon zabójca’, hormon stresu… I mam nadzieję, że to z nim mam problem. bo podobno ślicznie się leczy tabletkami:)

kortyzol jest hormonem wydzielanym przy stresie. długotrwały stres jest naszym zabójcą:) kiedy pani endokrynolog zapytała czy jestem od dziecka zestresowana, tylko spojrzałam na mamę i powiedziałam ‚wie pani, z taką matką…’

w ten sposób doszłyśmy do tego, że mój możliwy zwiększony poziom kortyzolu może nie być związany z całożyciowym, chronicznym stresem od dziecka (z tego co pamiętam, rodzice mnie nie bili pasem na okrągło)

Jestem w trakcie diagnozy i jestem szczęśliwa, że pani doktor nie potraktowała mnie jak oszusta, który chce usprawiedliwić swoje podjadanie.

oczywiście chciałabym, ale nie w taki sposób;)

i trzymam kciuki, żeby mój organizm miał problem z kortyzolem. jeśli tak by było, znalazłabym przyczynę połowy moich problemów:))))

 

 

Mój drugi udar

bicyclewydarzył się, gdy z mamą uskuteczniałyśmy zdrowy tryb życia.

Pojechałyśmy na wycieczkę rowerową, miałyśmy w planach nieco ponad 30 kilometrów. Czerwona flaga, brak pogody na plażowanie, ale mnie jakoś morze uspokaja, jak nie ma przy nim tłumów. Było ślicznie, początkowo pachniało lasem, później morzem, na końcu mżawką, która nagle zmieniła się w ulewę.  Ok, zrobiło się zimno, ale jakoś się jechało.

Strasznie mi zdrętwiała lewa ręka, aż musiałam się zatrzymać, żeby ją rozprostować z pomocą prawej. Oczywiście myślałam, że jestem tak wydelikacona, że to przez ziąb.  Mama patrzyła

na mnie tymi przestraszonymi oczami, więc umówiłyśmy się że dojedziemy do Dziwnówka, zjemy rybę i ona pojedzie po auto. Dojechałyśmy do smażalni i mama uznała że nie będzie czekać, co było sensowne, bo obie ociekałyśmy. Postanowiłam, że jak wróci, to zadzwonimy do mojej neurolog zapytać o radę.

Zamówiłam rybę i sok pomarańczowy. I nagle zorientowałam się, że nie jestem w stanie go odkręcić, a potem, że nawet utrzymać w dłoni. No to było coś. Podeszłam do pani przy kasie i zapytałam

Przepraszam, czy opada mi pół twarzy?

DCF 1.0

DCF 1.0

a ona się rozchitotała. Sama wiem, że to było dziwne pytanie, ale potem powiedziałam jej, że chyba przechodzę udar mózgu i  wytłumaczyłam jej skąd wiem. Nie wiem jak, bo czułam się bardzo, ale to bardzo zdezorientowana i żałowałam już, że wysłałam mamę po auto. Kiedy zorientowałam się, że nie jestem w stanie odwinąć sztućców i ze jest coraz gorzej zdecydowalam, ze czas zadzwonic po pogotowie i sprawdzilam godzine z paragonu, zeby wiedziec mniej wiecej o której pojawily sie objawy. W zgłaszaniu pomagało pół smażalni Przystanek Alaska w Dziwnówku, bardzo wszystkim dziękuję za pomoc i życzliwość:)

ja: Dzien dobry, chyba przechodzę udar mózgu

pani: a skąd pani wie?

ja: bo kiedyś już miałam…

pani: kiedy?

ja:no z 2 lata temu

pani: a jakie ma pani objawy?

ja: no na pewno niedowład, ale nie straciłam przytomności.

Pani: no i co by pani chciała?

ja: …

Pani? Wezwać karetkę?

Ja: tak.

no i tu nastąpiła długa próba przypomnienia sobie i dowiedzenia się gdzie jestem. 

I udało się:) W momencie w którym pojawiła się moja rybka na stole, wróciła mama i zajechała karetka. Zostałam zbadana, pan ratownik bardzo ładnie się mną zajmował, jechałam częściowo na sygnale i wszystko pamiętam! Z karetki zadzwoniłam do braciszka, nawet na kamerze. I powiedział mi, że wygladam dużo lepiej niż za pierwszym razem i żebym się nie bała.

Oczywiście że się bałam, ale nie śmierci, tego się raczej nie boję, ale tego, że znowu czeka mnie mnóstwo pracy i że drugi udar jeszcze bardziej mnie zdołuje. I mój powrót do świata aktywnych pewnie znowu się odwlecze o kilka lat. Bardzo się tego bałam i dalej się boję.

pogotowieW szpitalu pamiętam wszystko jakby mniej. wszystko mnie irytowało, Bo już byłam zmęczona naprawdę i coraz mniej potrafiłam sobie przypomnieć. Oczywiście powiedziałam wszystko, co pamiętałam… W końcu się pani doktor zdecydowała się na trobolizę. Objawy trochę mi się zmniejszyły, ale nie do końca, a skany głowy nie były tak  czytelne, bo nie było wiadomo, które ubytki są nowe, a które stare, i nie wiadomo było zbyt wiele. ile razy słyszałam w tym szpitalu „no nie widziałam/em pani przed udarem”, nie policzę.

Koniec końców nawet nie zauważyłam kiedy podano mi trobolizę na którą zgody nie pamiętam, ale pewnie ją wyraziłam, a kiedy tata, mama i ich przyjaciel stali patrząc na mnie tym wzrokiem. I poszli. A ja zostałam namówiona na tabletkę nasenną i spałam świetnie.

PS

Nie jestem lekarzem, ale rozonałam u siebie udar po niedowładzie i „dziwnym” czuciu się. Świat nie wirował, ale był odrobinę inny.  I wiecie, jak trudno wytłumaczyć to lekarzowi? Rozmowa kwalifikacyjna to przy tym pikuś.

 

Echo przezprzełykowe – mogło być gorzej

Man wrażenie że są rzeczy,  które przeżywam gorzej niż przeciętny obywatel(ka) i takie,  które przeżywam lepiej.

Gorzej przeżywam:

– regulację brwi

– Mowę nienawiści

– Echo przezprzełykowe

Lepiej:

– zakwasy

– udary mózgu

Jeśli chodzi o regulację brwi to moja pani kosmetyczka mówi,  że chyba jestem najwrażliwszą na ból jej klientką. Ciężko się że mną pracuje, a bardzo się staram!

Zakwasy nawet lubię,  to przyjemny ból  jęczenie że boli,  może być nawet Powodem do dumy.

Udary… No sami widzicie, wychodzę z nich obronną,  choć słabszą ręką :)

Tylko to echo… Echo przezprzełykowe jest jednym z badań,  które musiałam zrobić, a są przynajmniej tak nieprzyjemne jak rozstanie z ukochanym i kopniak w jaja (tak mi się wydaje, ajajaj, nie mam jaj…) naraz.  Echo przezprzełykowe robi się,  żeby zobaczyć to,  czego nie widać przy zwykłym węchu serca.

Jak to wygląda.  Najpierw robiąci ci znieczulenie, takie psikpsik w gardło,  bardzo gorzkie,  ale czymże jest gorzki smak lekarstwa przy smaku tego:

Jedzenie szpitalne

To naprawdę nic.  To psikpsik powinno nas znieczulic tak, żeby niiiiic nie było czuć.

Gówno prawda,  czuć i jest nieprzyjemnie.

Kiedy jesteśmy już znieczuleni, wprowadza się rurę. Przez ustnik (jak dzisiaj) albo bez niego. Lekarz zachęca,  żeby nie patrzyć na nic,  tylko zamknąć oczy, mniej się człowiek stresuje.

Ja byłam koszmarnie zestresowana, bo mogę pierwsze nadanie przezprzełykowe było koszmarne.  Nie wiedziałam,  czy się dolarów,  czy duże   kazali ale relaksować, przejmując ślinę lub nie,  było tak bardzo bardzo bardzo źle,  że jak odwieziono mnie na wózku do sali,  to mimo wpisu, na który czekałam jak na zbawienie, przespałam kilka godzin.

Dziś było dużo lepiej! Poprzednio rura miała średnicę miliona metrów,  teraz zwykłą, to było coś takiego co naprawdę dało się połknąć. Poprzednio nie.

Wiecie,  pytałam tatę,  czy to przeżycia,  mówił że tak.  Po poprzednim myślałam, że bezczelnie kłamie,  a po dzisiejszym, myślę,  że niekoniecznie.  Nie było aż tak źle!

Tzn.  Źle to przeżyłam,  ale naprawdę kochana pani pielęgniarka trzymała mnie za  rękę i mówiła uuspokajającym tonem, ja powtarzała sobie mantrę ‚i’m not the body,  not even the mind’ i próbowałam medytacji w najbardziej ekstremalnych warunkach.

Zapytałam potem dlaczego poprzednio połykałam rurę z 50 razy grubszą niż teraz,  a on powiedział ‚no pewnie tak mają jakieś 3D nowoczesne czy coś’

Wolę zwykłe 2D i wolę nie widzieć kolorowych pęcherzyków które tam lecą z jednej do drugiej komory.  Serio. Jeśli będziecie mieli kiedyś wybór między 2d a 3d, zastanówcie się uważnie(;

Kolejna różnica – na pytanie czy badanie będzie robione z kontrastem czy bez,  to pani pielęgniarka tutaj zdziwiła się nawet,  że robi się to z kontrastem.  Także wiecie,  bywa różnie :)

I jeszcze jedno,  różnica podejścia w szpitalach była ogromna.  Na kardiologii w Warszawie wszystko mi wytłumaczeno, powiedziano o ryzyku,  zostawiono kartkę,  żeby mogła świadomie wyrazić zgodę,  tu, gdybym nie miała doświadczeni, nie wiedziałabym na co jadę. Podpisałem zgodę,  wiecie,  jak trzeba,  to można.  A było trzeba :)

Podobno takie echo wygląda trochę jak gastrostoskopia – nie wiem,  nie miałam gastroskopii :D

Gardło mnie boli trochę,  ale jest lepiej.

Wiecie,  jest przecież tak,  że można się nie zgodzić na badanie.  Ale mi w zwykłym echo serca nie było widać PFO. Echo serca jest ważnym (choć często niekoniecznym) narzędziem diagnostycznym. A wszystko dobre,  co się kończy dobrze i tego się trzymam.

Ps

Nie mogę znaleźć żadnego ładnego zdjęcia odzwierciedlającego ten horror,  więc zostaje wam stare zdjęcie obiadu szpitalnego.  horror porównywalny!;)

 

 

 

 

 

 

Usg tętnicy szyjnej po udarze- i znowu jest dobrze!

Doppler_mitral_valveMuszę się pochwalić, że mam ładne, czyste tętnice szyjne i jakąś tętnicę w mózgu (środkową?  Mimo że się staram,  nie zapamiętuję wszystkiego).  Nie widać u mnie żadnych zwężeń, krew płynie bez zakłóceń.  Pan doktor był na tyle miły że pokazał mi jak to wygląda.

NIE MAM MIAŻDŻYCY! radujmy się :)))

To się nazywa chyba badaniem dopplerowskim. Zawsze byłam słaba z fizyki,  ale pamiętam kilka rzeczy.  Np.  to że w życiu możemy zaobserwować efekt dopplera jak jeżdżą karetki.  Jak karetka jest daleko to jej sygnał wydaje się wyższy, i jak się zbliża typ jest coraz niższy….  I tak dalej.  Ma to związek z długością fal.  Tyle mogę wam powiedzieć.  W usg dopplerowskim mamy też dźwięk.  I słychać szum krwi płynącej.  No nie jest to ładna muzyka (ale lepsza od disco polo!),  ale w zakłóceniach dźwięku można się odczytać nieprawidłowości.  Mój Pan doktor powiedział,  że u mnie żadnych nie widać.

Poprzednio miałam coś na tętnicy szyjne niewielkiego, ale teraz albo to się wchłonęło, albo po prostu jest niewidoczne,  więc jest dobrze.

Diagnozują mnie dalej.  

Powiem wam kilka fajnych rzeczy.  Po pierwsze,  przy pierwszym udarze Pan doktor robiący badanie zachował się nieładnie.  Jak zapytałam, jak to tam wygląda,  powiedział coś w stylu ‚będzie pani wiedzieć po opisie badania’. A tu się okazuje, że można od razu,  bo od razu widać,  czy coś płynie,  czy nie.

Inne rewelacje są takie,  że podobno istnieją jakieś schorzenia neurologiczne,  które mogą się objawiać udarami u młodych ludzi.  Ale nie ma na nie kuracji i wtedy się liczy tylko na aspiryne. Mogą być trudne w diagnozie i wiedza o nich wiele nie zmienia.  Ale ja chciałabym znać przyczyny,  żeby się nie bać…  Cóż. Dobre wieści mogą być też złymi,  bo nie znamy przyczyn.  Jutro napiszę wam o kolejnym badaniu.  Jeśli me przeżyję :)

Czasem w nocy gadam do siebie

left handCzasem budzę się w nocy, chwilę myślę i unoszę najpierw jedną, potem drugą rękę. Trochę mówię do siebie. Kiedy okazuje się że nie bełkoczę, przekonuję się, że wszystko jest w porządku.

Podobno około 30-40% osób doświadczonych udarem przejdzie go w ciągu pierwszych 5-ciu lat od udaru.

Dlatego taka ważna jest diagnostyka udaru i zmiana trybu życia na lepsze. Bo uwierzcie, nikt nie chce przechodzić tego horroru jeszcze raz.

Mimo że zmieniłam wszystko co trzeba było na lepsze, czasem budzę się w nocy, chwilę myślę i unoszę najpierw jedną, potem drugą rękę. Trochę mówię do siebie. Dopiero kiedy okazuje się, że nie bełkoczę, przekonuję się, że wszystko jest w porządku.