lewaczka.pl – udar mózgu » Blog Archives

Tag Archives: czas wolny

moim zdaniem mój udar

Przewlekłe choroby nie są anegdotami

Published by:

left handPiszę o tym swoim udarze, ubieram go w historie i nie zauważyłam ryzyka, które się za tym kryje. Choroba, opowiadana przez opowiadaczy, staje się rozczłonkowana na anegdotki. Kilkanaście szpitali, kilkadziesiąt osób, historyjki o bólu, ale więcej historyjek śmiesznych – anegdoty z życia.

My, chorzy działający w sieci, jesteśmy na to narażeni, przygotowując teksty.

My, chorzy, jesteśmy na to narażeni przez pytania o chorobę.

Pobyt w szpitalu nie jest anegdotką o lekarzu czy opowieścią o toalecie.

Udar mózgu jest czymś więcej, niż tylko strachem w momencie utraty władzy w ręce.

Ja to wiem, my to wiemy, bo znamy tę rzeczywistość. Ale czy wie to koleżanka z podstawówki, która pyta o zdrowie, bo słyszała, że…?

Być może nie. Wszyscy zamykamy się w świecie tysięcy anegdot. Zdrowi też, oczywiście. Ale jakoś mam poczucie, że szczególnie mi łatwo się zamknąć w obrazkach, nie historii.

Choroby raczej cechuje ciągłość. Zdrowienie, pogarszanie stanu, ciągłe wizyty w poradniach, niższe dochody, wizyty w aptekach, odsuwanie się od przyjaciół, każda anegdota jest częścią tej całości.

Nie zapominajmy, słuchając chorych, że rzeczywistość jest „czymś pomiędzy”, którego najczęściej nie widać. Anegdota nie odda strachu przed zaśnięciem. Staram się to sygnalizować, ale pewnie nie idzie mi jakoś super.

Tak tylko mówię.

moim zdaniem mój udar

Jesli zastanawiasz się jak wygląda udar… życzenia na nowy rok;)

Published by:

Moim zdaniem udar wygląda  jak najgorszy kac życia,  który trwa, trwa i trwa.

Mówisz bełkotliwie

Nie możesz utrzymać równowagi

Światło i hałas bolą cię jak szpilki wbijaj w duszę

Głowa boliiii

Czujesz się tak bardzo zmęczony

I tak bardzo biedny

Nie masz kontroli nad swoim ciałem

Świat wydaje się niesprawiedliwy i pełen zła

Albo nie możesz nic zjeść albo jeszcze wszystko co można

Tylko że ten kac nie przechodzi po dniu przeleżanym w łóżku. Trzeba się napracować, żeby przeszedł.  Ale piszę to z kilku powodów.  Po pierwsze, żebyście wiedzieli.  Po drugie,  żeby powiedzieć,  że cieszę się,  że już nie miewam kaców:D po trzecie,  żeby życzyć wam,  żebyście

 już nigdy nie mieli objawów kaca,  takich jak powyżej;)

Żeby rok 2017 był dla was łaskawy,  żeby był bardzo bardzo, bardzo, bardzo zdrowy i szczęśliwy,  żebyście mieli miliony monet, żeby ZUS, nfz i urząd  skarbowy były dla was przyjazne, żebyście mieli mnóstwo miłości wokół i uśmiechu.  Żeby rząd was nie wkurzał, a łóżko zawsze było cieplutkie. Życzę roku bez bólu głowy i spełnienia wszystkich marzeń.  :)

Roku 2016, goń się.  Nie byłeś dla mnie zbyt łaskawy, dla świata też nie, nie będziemy tęsknić. Kilka niesamowitych niespodzianek nie wynagrodzi mi wszystkich chorób i godzin zwątpienia.   Kopie cię w tylek i informuję, że w pierwszy stycznia weszłam z wybornym szampanem (poniżej) . nadchodzący rok 2017 cię zdeklasuje. Nie będzie miał trudnego zadania:D

piccolo

ps.

ostatnio nauczyłam się trochę za bardzo marudzić. postanowienie, że się oduczę, będzie chyba na miejscu?:)

mój udar odchudzanie rehabilitacja

Jak chcesz umrzeć ze śmiechu, idź na zumbę po udarze;)

Published by:

Jakaś pani psycholog powiedziała mi raz „proszę iść na zumbę, albo grać na instrumencie. To ładnie  synchronizuje półkule”.

Więc w końcu poszłam na zumbę;) i raz w tygodniu sobie synchronizuję półkule.

O co chodzi z tą synchronizacją? 

Jak wiemy wszyscy nasze półkule mózgowe odpowiadają za różne rzeczy (leteralizacja – inaczej stronność). Prawa półkula jest bardziej twórcza, odruchowa i intuicyjna, lewa logiczna niby. I nasze mózgi podobno najlepiej pracują, jesteśmy najnajnaj mądrzejsi i najbardziej kreatywni i najlepiej się koncentrujemy kiedy dwie półkule pięknie ze sobą współpracują.

Jak by nie było, wydaje mi się że synchronizacja półkul nie może zaszkodzić, więc co drugi dzień siadam do pianina i… zapisałam się na zumbę:D

Tak, to jest ten moment w którym możecie spaść z krzeseł ze śmiechu. Bo ja się czuję tak:

bear

A powinnam tak:

zumba

Grupa robi 3 kroki w prawo, a ja zdążam na ostatni i już nie wyrabiam się z ruchem rąk. Jest śmiesznie. Często staję i się śmieję, bo sama siebie bawię. Ale mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Kroczek po kroczku. I może uruchomię biodra w końcu, bo póki co jestem sztywniarą, która nie umie poruszyć jednocześnie dwoma częściami ciała jednocześnie.

I tak się zsychnronizuję, że będę mogła kiedyś pracować normalnie jak człowiek na pełen etat. Albo nie etat, ale nie będę musiała odpoczywać co pół godziny. I będę mogła się koncetrować. I będę mogła tak tańczyć, jak ten facet

Oczywiście zajęcia są ciężkie i cały dzień się do nich przygotowuję nie nadwyrężając siebie w żaden sposób i obowiązkową minimalnie godzinną drzemką przed zajęciami. I po zumbie niczego już nie robię. Jest odpoczynek, filmik, herbatka i spaćko. To jest bardzo męczące dla mnie. Dodajcie hałas (muzykę znaczy), ludzi, chaos i wysiłek fizyczny i wyjdzie wam koszmar udarowca. A jednak warto.

I wiecie co? śmiejemy się we trzy, ja, mama i jej przyjaciółka, wszystkie trzy nie najszczuplejsze, i ja jestem dumna. Z siebie i mamy (nie wiem, czy mam prawo być dumna z przyjaciółki. Jeśli tak, to jestem:). Z mamy, że spróbowała, a ze mnie, bo jeszcze się nie przewróciłam i na nikogo nie wpadłam i się cieszę bardzo tą godzinką w tygodniu. Kurcze, miesiąc temu  chodziłam jak pingwinek i nie stałam stabilnie, a teraz udaję że tańczę:) I jeszcze rozumiem hiszpańskie teksty!:)))

ps.

oczywiście chciałabym też żeby Zumba pomogła mi schudnąć, ale mało mam wiary, że kiedykolwiek się uda…

inni udarowcy mój udar

Co jest niemożliwe:)

Published by:

raftingSiedzimy podczas przerwy. I moja nowa koleżanka Nava pokazuje mi zdjęcie na swojej tapecie.

Kilka osób w kapokach i kaskach. spływa w dół rzeką trzyosobowym kajakiem. wiecie, taki ekstremalny spływ.

Nava (pokauje na zdjęciu): to jestem ja, a ten pan a mną jest sparaliżowany. I ten za nim też.

Ja (lekko w szoku): Kajaki. Ektremalne. Więc to możliwe.

Nava: No, to nie jest niemożliwe:)

 

I tego się. trzymamy:)

 

 

mój udar

jadę na rowerze, słuchaj, do byle gdzie

Published by:

bicycleNie znoszę roweru. To znaczy tak – lubiłam go, jak byliśmy na wycieczce rowerowej w Austrii. Jarałam się strasznie, kiedy udało mi się podjechać pod górę, której bym pewnie nigdy nie zdobyła… I lubiłam jeździć, kiedy dostałam rower od rodziców, żeby pomykać po Warszawce. Wsiadałam często i jechałam przed siebie daleeeeeeeeeko.

Poza tym nie lubiłam roweru. Chyba dlatego, że zaliczyłam kiedyś supermena na żwirze. Dalej mam brudne łokcie i kolana… A teraz to nie lubię z prostych powodów.

  1. Jestem flakiem, a rower jest supermęczący. Ja jestem z tych, którzy lubią zakwasy po wysiłku, nie sam wysiłek;)
  2. Cały czas się boję o równowagę. I jak czuję, że ją tracę to muszę się bardzo skupiać. I tak muszę się podwójnie skupiać. Tadam:)

Ale chyba muszę wrócić do pedałowania, bo patrz punkt nr 1. Bieganie mi nie idzie dobrze. A joga nie zbuduje wytrzymałości. Chyba że na stres;) Chciałabym znowu móc ładnie biegać i być wytrzymała bardziej, jeśli chodzi o sportowanie się. Szczerze mówiąc, rok temu w październiku byłam w lepsze formie. Może bo jeździłam na rowerze?;)

Poza tym chyba pewniej się czuję, jeśli chodzi o równowagę. w sensie… jest bardziej wyćwiczona jak jeżdżę na rowerze.

A że nie znoszę rowerków stacjonarnych to trzeba wychodzić z domu. Będę jeździć. Choć nie lubię;)

i wiecie co? Moja mama to przeczyta, mój tata to przeczyta, i będą mi jęczeć iiiiiidź na rower. Albo choooodźmy na rower. Nieważne, że mi się nie będzie chciało, tata będzie mówić no wieeesz że musimy a ja będę się wkurzać. Ciężkie jest życie!;)

mój udar Uncategorized

„też bym tak chciał”… czym różnią się wakacje od życia rencisty?(;

Published by:

Jak wygląda mój zwykły dzień? są dwie koncepcje odpowiedzi na to pytanie.

  1. wstaję i jestem na wakacjach. Wakacje są super, kto ich nie kocha? Tu sobie zrobię coś, tam sobie poćwiczę, w międzyczasie posiedzę w ogródku i jeszcze mi za to płacą! każdy by sobie życzył takiego życia, to jest takie super! JA TEŻ TAK CHCĘ!!!
  2. wstaję i mam normalny dzień.

lato w mieścieCzy muszę mówić, że odpowiedź nr 1 potrafi doprowadzić mnie do szału?

Nie znoszę, jak daje mi się do zrozumienia, że mam szczęście, bo wszyscy inni muszą chodzić do pracy, a ja mam już półtoraroczne wakacje. Jak coś takiego słyszę, mam ochotę mówić nieprzyjemne rzeczy, jak „ok, najpierw miej udar, potem pogadamy o Twoich wakacjach” i tak dalej.

Jak ktoś mówi, że „też by tak chciał”, znaczy się, że dużo nie rozumie. I cierpliwie tłumaczę, że to nie są wakacje. Nie było tak, że usiadłam i pomyślałam „ok, nie lubię swojej pracy, może lepiej by było się rozchorować, tak, żeby nie umrzeć, ale poważnie,  żeby za szybko nie wrócić do pracy”.

Ok, przyznaję, że czasem może to wszystko wyglądać na byczenie się, więc uczciwie przyznam od razu, że TAK, ZDARZAJĄ MI SIĘ LENIWE DNI. Kiedy nic nie robię, tylko patrzę na serialiki i bawię się z psem. Np. wczoraj. Ale zaraz. Wczoraj była niedziela, więc się nie liczy, większość z nas nie zasuwa w niedziele;p

Ale przez pozostałe dni w ogóle nie jest normalnie, niewakacyjnie. Cały czas ćwiczę, chociaż dużo mniej mniej niż wtedy, kiedy mówiłam, że nie mam pustych przebiegów. Wciąż często się źle czuję i jestem wymęczona i mam złe samopoczucie i wtedy najlepiej jest się położyć. [mamo, nie czytaj!] często, żeby nie powiedzieć codziennie zmagam się z wyrzutami sumienia, poczuciem smutku i tego, że przegrałam życie. Wiem, że to nieracjonalne, więc staram się to odsuwać i wymuszać głośny śmiech. Czasem wychodzi, czasem nie. [/mamo, możesz już czytać] Powoli zaczynam szukać pracy. Codzienność raczej chorego, niż turysty. Albo studenciaka na wakacjach, którym przecież niedawno byłam:)

Mam o tyle dobrze, że moi rodzice mają ogródek, do którego mogę wyjść.

Dla mnie wakacje są czasem odpoczynku od pracy. Odrębną kategorią. Na pewno gdyby poszperać po książkach, znalazłoby się trochę antropologicznych tekstów, do których mogłabym się odnieść. I jakoś myślę, że nie wyszłoby mi, że jestem na wczasach.

Na studiach mawialiśmy (za Ireną, której tekst podchwycił pewnie cały rocznik) że melanż to nie wczasy. Teraz mogę powiedzieć, że renta to nie wczasy:) Bywa fajnie, to prawda, cieszę się, że mogę iść na zajęcia o 10 rano, a nie o 18:00. I mogę pojechać do innego miasta bez kombinowania ze zwolnieniami. Ale czy trudności, które mam i mdłości w autobusie są tego warte? (;

Na samą końcóweczkę powiem, że chętnie bym oddała swoje wakacje w zamian, nawet za swoją ostatnią pracę. Albo za możliwość pracy. Bo wtedy bym była panią swojego losu. Mi nikt nie dał wyboru. Nie zapytał „hej, może byś posiedziała w domu tak ze dwa lata?”.

p.s.

notkę oczywiście stworzyłam ‚pod wpływem’ kilku komentarzy ostatnio;)

 

 

mój udar

o moim lenistwie

Published by:

pies odpoczywaNiedawno powiedziałam kilku osobom, że jestem oazą spokoju i odpuszczam: Przed udarem też nie byłam jakoś szczególnie wybuchowa, ale teraz mam mniej się spinam. Po prostu czuję, że nie ma co się przejmować.

Aż tu nagle… Kilka dni temu wybuchłam po raz pierwszy.

O co poszło? Kolega powiedział mi, że jestem leniwa. Nie pierwszy raz po udarze to usłyszałam, ale pierwszy raz coś mi się we mnie złamało, aż miałam łzy wściekłości w oczach.

Jak to wyglądało? Wracałam do domu ze spotkania. Niby nic mnie nie bolało, ale czułam się, jakby przebiegło po mnie stado bawołów. Mdłości, zmęczenie takie, że najchętniej usiadłabym na krawężniku i zapłakałabym nad swoim losem. Ale dzielnie szłam – gdybym nie zrobiła dłuższego spaceru, byłby dzień bez ćwiczeń fizycznych żadnych. Chciałam przejść minimum 4 km, zanim wsiądę do autobusu. Chciałam też uspokoić mdłości na świeżym powietrzu. I pisze kolega. Początek rozmowy jak często:

– jak się czujesz?

– bywało lepiej, ale się trzymam

– coś cię boli?

– nie, ale się kiepsko czuję

– wyjdź na dwór, uprawiaj sport, jesteś TAKA LENIWA. itp.itd.

I pewnie gdybym nie miała kilku kilometrów za sobą to bym nie wybuchła. Ale miałam i zrobiło mi się strasznie przykro, że ktoś, kogo dość dobrze znam, mówi że jestem leniwa.

Z moim lenistwem to jest tak, przyznam się:

JESTEM LENIWA Z NATURY. MAM WRĘCZ LENIWĄ DUSZĘ.

Ale robię inne wrażenie. Na niektórych wręcz wrażenie pracusia. Trochę dlatego, że staram się jak mogę powściągać moje lenistwo i – a już od udaru na pewno – idzie mi dobrze. Wręcz bywam pracowita:)

Pytanie filozoficzne: czy brzydka kobieta zdobywająca tytuł miss świata jest dalej brzydka? Czy zapach potu wkomponowany w perfumy będzie wciąż smrodem? Czy leniwiec, który dużo pracuje jest leniwcem?

I tak, i nie. Przepraszam że to powiem, może to zabrzmieć zarozumiale, ale na ten moment jedyną osobą, która naprawdę może oceniać moje lenistwo jestem ja sama. No, może też moi rodzice też, z którymi razem sobie leniuchujemy. Mój tata ma też leniwą duszę, wie jak to jest. Tata nawet leniwszą od mojej:) z drugiej strony, odpoczynek jest prawem. I nie można mylić lenistwa z odpoczywaniem:)

Ja mam ciągłe wyrzuty sumienia przez to, że robię niewystarczająco. Że nie wróciłam do pracy, że za mało ćwiczę. Strasznie bym chciała wrócić do aktywności zawodowej, żeby zagłuszyć te wyrzuty sumienia ale myślę, że nie jestem gotowa. Ciekawe, co ZUS będzie myślał za jakiś czas;)

Podsumuję, słowami: jestem i nie jestem leniwa jednocześnie, ale jak ktoś ma tyle odwagi, żeby mnie oceniać, to się wkurzam strasznie, zwłaszcza kiedy akurat jestem na kilkukilometrowym spacerze:P

ogłoszenie zatem:

jeśli ktoś miałby jakąś robotę, którą można zrobić nie ‚na wczoraj’, ale ‚na pojutrze’, to chętnie bym się podjęła! I, jak zwykle, nie zawiodę. Jedyną osobą, którą regularnie zawodzę, jestem ja sama;)

/koniec ogłoszenia

 

moim zdaniem mój udar

o reportażu o mnie;pp

Published by:

pracujemy dalej:)

pracujemy dalej:)

Ach dziwne to były dni. Wiecie jak wywiady męczą?;) zeszły tydzień spędziłam trochę na ich udzielaniu i tu mamy efekt: klik!

I wyszło niesamowicie smutno. Nie spodziewałam się tego! Naprawdę:) Bo powiedziałam pani reporterce masę dobrych rzeczy! no ale, jak chyba powiedziała, widać było tęsknotę we mnie…

Powstał zatem reportaż bardziej o chorowaniu, niż o zdrowieniu. Dobre to i złe (jak wszystko w życiu), z dwóch aspektów wybrano jeden.

smutno to wszystko wyszło, ale cieszę się, że moja niechęć do cebuli została udokumentowana :)

chciałabym dodać do tego wszystkiego, że i mam cudownego braciszka, który mnie karmił, robił mi paznokcie w szpitalu, dostawał mandaty pędząc do mnie i nie wahał się przed wyśmianiem mnie ani sekundy:P

poniżej reportaż wrzucony na youtubca bo mnóstwo ludzi (Np. moja babcia!) ma problemy z odsłuchaniem go przez aplikację na stronie. jak mi zablokują konto to przeżyję te kilka filmików;p

 

ps

ledwo wstałam a już padam. tak to wszystko było  supermęczące:) jest pretekst o drzemki!

inni udarowcy moim zdaniem

jednoręcy też sobie radzą:)

Published by:

stanie na jednej ręceJa jestem dwuręczna. To, że lewaczka jest mniej sprawna, to nie znaczy, że jej nie używam. Wręcz przeciwnie.

Ale jest cała masa ludzi, którzy po udarze pozostali z jedną tylko ręką sprawną, a drugą mają zupełnie nieruchomą.

Zapraszam na wpis typu ‚co by było gdyby’. Gdyby lewaczka była o prawaczce, czyli o radzeniu sobie z jednorękim życiem.

Niektórzy jednoręcy, zwłaszcza ci, którzy  są niesprawni bardzo długo, mogą zrobić niemal wszystko – od podrapania się po nosie, przez otwarcie słoika, po grę w bilard. Serio!

Oczywiście wszystkie umiejętności przychodzą z czasem, praktyką i – niekiedy – przyrządami (niekiedy gadżetami). Można je znaleźć w internetach:)

zapraszam na subiektywną listę niesamowitych rzeczy, które można zrobić jedną ręką.

  1. otwarcie słoika. tak. okazuje się, że jest wiele gadżetów, które ułatwiają to trudne (nawet dla sprawnych) zadanie i butelek, różnorakich zakrętek.
  2. ubranie się. czynność, której od udaru dalej nienawidzę, mimo że rączkę mam operatywną. Jak to zrobić jedną ręką? Podobno się da! Wierzę na słowo tym, którzy sobie radzą.
  3. gra na komputerze/konsoli. Gry komputerowe mają to do siebie, że jakoś się personalizują. A co do konsoli – produkuje się kontrolery dla jednorękich.:) więc jak ktoś tęskni za Mortal Kombat, ma jeszcze szansę na dokopanie znajomym.
  4. zapalenie zapałki. Tak! tu aż wrzucam wideo.

pamiętam, że kiedyś (w liceum chyba) próbowałam to robić. ćwiczyłam i ćwiczyłam. prawie się udało:)

5. przygotowanie obiadu. tak… i to można. łącznie z krojeniem, siekaniem, trzymaniem patelni na ogniu (dostępne są specjalne deseczki i noże dla niesprawnych, które pomagają w gotowaniu:)

6. wiązanie butów. takkk!

8. gra w karty. i nie tylko w wojnę:) trzymadełka do kart już ktoś wymyślił.

9. nałożenie pasty na szczoteczkę. najmniejsze rzeczy mogą sprawiać masę kłopotów!

10. gra w bilard. niestety nie mogę wrzucić zdjęć, bo to prywatne zdjęcia pewnej kobitki i jej męża. Przed udarem facet uwielbiał bilard. I po udarze wymyślił ‚jak to się robi. Grał z jakimś urządzonkiem podtrzymującym kij na brzegu stołu, kij opierał sobie o ramię (jeśli się nie mylę). Żona napisała, że radził sobie nieźle. A jak się cieszył!

MNIE IMPONUJE.

Pani Madzia by mnie zabiła za próby nauki takich trików, bo w przypadku rehabilitacji bardziej sprawdza się próbowanie robienia wszystkiego chorą ręką, ale ja już nie jestem jednoręczna. I – mam nadzieję – nigdy nie będę.

A tym, którzy muszą radzić sobie z jedną ręką na co dzień, życzę powodzenia, pogody i uśmiechu!

PS

to tylko kilka z wielu stron dostępnych na ten temat:)

www.zyjlatwiej.pl

www.pomocedlaseniora.pl

http://www.onehandcanshop.com/

http://www.eatonhand.com/hw/hw107.htm

https://www.amazon.com/gp/richpub/listmania/fullview/RIKD5FM6WHIT7

http://www.toysrbob.com/onearm/

mój udar

Na nudę – Kaczor Donald:)

Published by:

donald duck, comic bookTo spadło na mnie nagle. Poczułam, że pragnę go bardziej, niż kiedykolwiek w życiu. I nie ma, że boli, musiałam go mieć, bardziej niż jakąkolwiek inną, szpitalną rozrywkę.

w końcu się doczekałam i wybłagałam o Kaczora Donalda.

Był akurat na moim poziomie, z wypiekami na buzi przeczytałam historię miłosną Sknerusa. Tylko mało go było… No ale rozbawił mnie i trochę oderwał od rzeczywistości. No, i jeszcze super zabawki mi dali, sztuczne karaluchy i dżdżownice. Udało mi się kilka osób przestraszyć. Dżdżowniczek już nie mam, ale karaluch dumnie straszy i zdarza się mu nabrać kolejnych gości:)

Po co to piszę? Ponownie naszło mnie na temat nudy. Pisałam już o pani Teresce, która oglądała obrazki. Wiecie, nawet tłum gości nie rozwieje smutku przymusowego, samotnego wieczoru.  Mi sama myśl o karaluchu rozwiała nudę na kilka wieczorów. Trochę się cofnęłam w rozwoju, ale to nic, trudno, co zrobić, wraz z Donaldem kumplujemy się do tej pory, kupuję komiks raz na jakiś czas. Niezbyt często, bo drrrogi jest wielce.

ba4cfaae-f79b-47d3-9c45-1b6144be64c2

Trzeba szukać swoich sposobów na zabicie nudy. Dobre to będzie też dla mózgu, kombinowanie mu nie zaszkodzi:)

Na drutach też zaczęłam robić z nudy.

Komiks jest tylko jedną z dróg(: