O tożsamości i stracie

Spotkałam starego znajomego w barze.

I rozmawiamy.  Nie pamiętam już, skąd to wyszło, ale zaczęłam mówić coś o stracie po chorobie.

Ja: jak tracisz to wszystko co było wcześniej, alkohol, papierosy, imprezy, słodycze, znajomych, colę, muzykę… to tak jakbyś stracił tożsamość.  A przynajmniej część niej.

On: to znaczy, że budowałeś tożsamość na złych rzeczach.

Ja: hmmm.

Zonk.

Kolega ma rację.

Wkładam do szufladki „przemyśleć to”.

Wstyd z powodu choroby? Pozbyłam się go

wstyd, shameNiby logika podpowiada, że chorowanie to nic wstydliwego, ale mam wrażenie, że wstyd z powodu choroby jest bardziej powszechny niż nam się wydaje.

Przynajmniej tak mi sugerują media. Raz, bo piszą raz po raz artykuły, że nie trzeba się wstydzić chorób. Tak jak nie trzeba się wstydzić niepełnosprawności.

Piszą też, że gwiazdy, które mówią o swoich chorobach, przełamują wstyd i pomagają pozbyć się go innym.

Także coś musi być w tym, że jest wiele osób wstydzących się choroby, prawda?

Ja też się wstydziłam. Pewnie część z was w to nie uwierzy, ale jestem wielki wstydzioch w kontaktach z innymi ludźmi. I wstydziłam się tego, że choruję. Czytaj dalej

moje życie nie zacznie się za rok

Notatka na marginesie

lotnie zacznie się za miesiąc

nie zacznie się jak wyzdrowieję

traktowanie choroby jak czasu „wyjętego z życia” jest nawet ok, jeśli choroba ma perspektywę na szybki koniec. L4 się kończy i wraca się do normy.

Jak jest się przewlekle życie jest tu i teraz, nie zacznie się jak wyzdrowiejemy. Nie ma co się oszukiwać. Nie ma co odkładać rzeczy na czas, kiedy wyzdrowiejemy, bo możemy przespać całe życie.

To tak jak z szukaniem partnera „jak już schudnę”.

A co, jak nigdy nie schudnę? Przykład może słaby, ale nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze poczuję się zdrowa. A życie leci. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, mnie to przeraża czasem, bo z drugiej strony czuję, że ja stoję. Mam 27 lat, a nie mam niczego, co dorosły człowiek powinien mieć.

A z drugiej strony nie można na sobie wywierać zbyt dużej presji. Trzeba próbować, kombinować, marzyć, ćwiczyć i działać, ale nie kosztem zdrowia i dobrego samopoczucia.

zdanie „jakoś to będzie” jest chyba moim przyjacielem ostatnio. Zawsze prawdziwe:)

Szczerze mówiąc jestem mądrzejsza na papierze niż w życiu. I mi przychodzi ciężko wyważenie i zbalansowanie. Dużo rzeczy WIEM, ale nie potrafię ich zastosować. w każdym razie się staram… Mimo że nastrój jest wybitnie niski ładnie się staram nie odkładać życia na później, a z drugiej strony traktować się z wyrozumiałością. Idzie mi różnie(;

Ps

wpis zainspirowany jednym z Waszych komentarzy – dziękuję:) nie pamiętam już czy tylko o tym ten komentarz mówił, to ważna sprawa,  ale też emocjonalnie ciężka, więc musiałam troszkę do tego wpisu dojrzeć