mówili, że będzie lepiej, może i jest. Ale tylko troszkę

jest tak, że po udarze nikt ci nie powie, jak będzie przebiegać rehabilitacja i leczenie. Od początku nikt nie mówi, czy jest szansa na pełne wyzdrowienie, bo nikt tego nie wie i bardzo to trudno szacować.

Kiedy chorujemy na cokolwiek, mamy do czynienia z…

Prognozami

prognozy to tak jak z długoterminową prognozą pogody. Niby robi się ją na podstawie jakichś przesłanek, ale i tak w dużej mierze  zostaje wróżeniem z fusów.

Ja się skupię na swoim własnym udarze. Początkowo prognozy były superkiepskie, przewidywano, że mogę nie przeżyć. Niespodzianka! Przeszliśmy tę część. Potem prognozy dotyczące rehabilitacji. Czytaj dalej

Znajdź sobie nowe hobby…

Na konferencji o której tyle pisałam padło zdanie, które kołacze mi się po głowie straszliwie.

„jeśli nie możesz kontynuować swojego hobby, znajdź sobie inne”.

I to jest takie ostateczne, że aż zachciało mi się płakać (wiecie, jestem bardzo emocjonalna jeśli chodzi o temat straty),jak wtedy, kiedy tata mi powiedział

„będziesz jeszcze pisać. Nie dostaniesz Nobla z literatury, ale pisać będziesz”.

Tata mówi, że nigdy mnie nie widział tak smutnej, jak wtedy, kiedy to powiedział.

I rzeczywiście, jechałam  na rowerze i robiłam wszystko, żeby się nie dać złom pocieknąć.

Oczywiście tata nie miał niczego koszmarnego na myśli, osatecznie nie napisałam samodzielnie żadnej książki, ale to dla mnie znaczyło mnóstwo rzeczy  ze sfery opuszczonych marzeń (nie zmienię nigdy niczyjgo życia tak, jak (tu wstaw nazwisko jednego z moich ulubionych pisarzy) niektórzy pisarze zmienili moje.  I nigdy już nie będę porządnie moimi 4/5 mózgu.

To, mimo wielu trudnych momentów,byl jeden z najgorszych. Nigdy nie powiedziałabym choremu ‚zrezygnuj z pasji’. Mogłabym powiedzieć ‚znajdź sobie coś zastępczego’ ale nie powiem ‚nawet nie myśl o tym’, wszystko może się wydarzyć, mózg to tajemnicza maszyna, a treningi mogą czynić cuda. Tak jak przed udarem, nie wszyscy, my udarowcy, mieliśmy dostać Nobla, ale nie widzę powodu dla którego trzebaby przestać o nim marzyć i robić co w naszych mocach, żeby go zdobyć. Nie na tym polega pasja? Czy hobby?

Ok, osoba niechodzaca nie pójdzie na poranny jogging, a ktoś kto stracił wzrok nie ułoży nawet kawałka tradycyjnego puzzla. Ale przecież można wciąż interesować się bieganiem i korzystać z takich puzzli. Dużo jest stracone, ale nie wszystko. Najgorzej jest stracić to, co się kocha.

Ja np.kocham pisać. I pisze, wciąż niedobrze, ale coraz lepiej, nawet ja to przyznaję.

Uwielbiam podróżować i mimo że łapie mnie non stop choroba lokomocyjna, nie odmawiam podróży jak tylko mogę (: wspomnienia zostają dobre, a nie złe :)

Kiedyś lubiłam biegać, docenialam oczyszczającą moc biegu. I po udarze nauczyłam się chodzić, ale nie mogłam pobiec. Nie powinno być przeciwwskazan, bo byłam już wystarczająco sprawna i co? Krok po kroku, z pomocą mojej pani Madzi, doszlam do truchtu. I teraz sobie truchtam czasem :)

Mam masę książek, które koniecznie chciałabym przeczytać, ale nie mogę. Ich skomplikowanosc nie pozwala mi przebrnąć dwóch stron. Ale w styczniu czytałam tylko krótkie notki in na głos… Więc wiecie,nie teraz, to kiedy indziej(: Są rzeczy, które bardzo bym chciała robić, ale nie mogę. Ale nie chce się na tym skupiać ma co dzień, lepiej myśleć, że czasowo nie daje rady.

Sama siebie nie poznaje w takim pozytywnym wydaniu.  Jak komuś powiem,że jestem pesymista, niech mi pokaże te notkę. Przyznam wtedy, że tylko w 90%:)

Jak jest mi bardzo smutno,  że czegoś nie mam /nie mogę, to trochę się z siebie nabijam i robię sobie painta. Dam wam zobaczyć kilka – bo czemu nie? (; fantazja jest pod tego żeby bawić się!

FB_IMG_1447954200711FB_IMG_1447954110259FB_IMG_1447954116520FB_IMG_1447954137739FB_IMG_1447954144090FB_IMG_1447954152926FB_IMG_1447954163510FB_IMG_1447954175743FB_IMG_1447954182925

Kierowca po udarze (II)

samochódwczoraj kolejny sukces! Myślałam, że może dojadę nad morze, ale się nie udało.

Mieliśmy z tatą zaplanowany wypad nad morze (120? 100 km? coś takiego), rano czułam się pewnie i dobrze, więc jazdę zaczęłam JA i to nienamawiana przez nikogo. I ujechałam kawał drogi, przeszło godzinę jechałam, ale potem, dość nagle poczułam paskudne zmęczenie. Takie, że zjechałam zaczęłam się bać kierowania, wiedziałam, że nagle koncentracja mi siadła i muszę się zamienić. Więc zjechałam na bok i się zamieniłam.

Żal mi było, bo gdybym mogła się pochwalić jak daleko ujechałam, to byłabym z siebie dumniejsza;p ale wiecie, bezpieczeństwo na drodze to ważna rzecz:) ważniejsza niż duma, na pewno.

To nagłe opuszczenie przez siły nie jest dla mnie niczym nowym, znam to dobrze ze swojej codzienności. Dobrze wiedzieć, że koncentrowanie się na drodze może być też czymś wysysającym siły witalne:) Dłuższe wycieczki nie są dla mnie więc:)

Na miasto wciąż bym się sama nie wypuściła autem. Jeżdżę bardzo uważnie, dość powoli, raczej nie grozi mi zabranie prawka za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. Ale widzę swoje reakcje. Wiem, że jestem jak świeżak po odebraniu dokumentu. Tylko że mam wolniejsze reakcje, więc teraz skupiam się milion razy bardziej, niż wtedy, kiedy zaczynałam jeździć. Nie spowodowałam do tej pory żadnej niebezpiecznej sytuacji, ale widzę to w pierdołach. np. w tym, jak powolutku włączam wycieraczki, albo jak długo kierunkowskaz mi miga po tym jak skręciłam. Uwierzcie, za długo. Wiem jednak, że to się jeszcze poprawi. Mam nadzieję że na tyle, że będę mogła jeździć po mieście bez obaw:) To nie będzie jutro czy za miesiąc, ale może za rok czy dwa . A może wcześniej? Zobaczymy.

W każdym   razie nad morzem było pięknie…

polskie morze zimą

…a powrót był tak męczący, że mdłości trzymają mnie trochę do teraz. zastanawiałam się, czy to nie przeziębienie, ale chyba po prostu zmęczenie:)

ps

początki mojej poudarowej samochodowej drogi, możesz sobie przypomnieć tutaj. jest różnica!:)

Wsiadaj bracie, dalej, hop!

Jeszcze pół roku temu uwielbiałam jeździć samochodem. Lubiłam nawet długie, dla wielu ludzi męczące podróże, lubiłam prowadzić auto i być wożoną:) Lubiłam czytać w podróży, obserwować krajobrazy, po prostu jechać Nie byłam rajdowcem, ale zwykłym, porządnym kierowcą, który jeździ pewnie (parkuje z dużą niepewnością). Nigdy nie było tak, że wracałam do domu i w ogóle nie jeździłam. A tutaj… Już kolejny miesiąc siedzę w Szczecinie, a na myśl o aucie wzdrygam się potężnie, bo przyjemności jazdy nie mam w ogóle z dwóch powodów:

Po pierwsze, sama (prowadząc) nie pojadę dalej niż do najbliższego sklepu, a i to zazwyczaj z duszą na ramieniu. Wynika to z wielkich problemów z koncentracją i podzielnością uwagi. Nie boję się o siebie, tylko że ktoś wyjdzie mi na drogę, a ja, nie zdążę go zauważyć, rozbiję sobie  (rodzicom) auto, a jemu głowę. To naprawdę paraliżujące i szczerze mówiąc nie wiem, jak to wyćwiczyć. Trochę gram w gry, żeby ćwiczyć podzielność uwagi, ale każdy kto się przesiadał z Need for speed do prawdziwego auta wie, że to nie to samo. Przy jeździe na rowerze jest podobnie. Nie wypuszczam się na ulice miasta, bo w sytuacjach, w których w zasięgu wzroku jest kilku użytkowników drogi, nie mogę mieć pewności, że zareaguję tak, jak ktoś zdrowy, kto umie jeździć na rowerze. To, że czasami z trudem trzymam równowagę, to zupełnie inna kwestia.

Po drugie, kiedy jestem pasażerem, zawsze, ale to zawsze, łapią mnie nudności. Mniejsze i bardziej dotkliwe. Niezależnie od tego, czy zaglądam do telefonu, czy próbuję patrzeć w punkt na linii horyzontu, jest źle. Gdyby to mijało zaraz po wyjściu z auta, byłoby pięknie. Czasem nie mija. Czasem trzyma mnie po kilka dni, w czasie których mogę jedynie leżeć i jęczeć, a moja dieta ogranicza się do sucharków i rumianku. Na to nie pomagają aviomariny, herbatki z imbirem i inne takie. To jest koszmarne. Jak mdłości są mniejsze, nawet po mnie nie widać, nie marudzę, ale każdy wie jak jest. Tylko babcia zawsze pyta, czy miałam mdłości. I zawsze się dziwi, że jednak miałam. Co na to neurologowie? Moja neuro powiedziała, że nie nazwalaby tego chorobą lokomocyjną, a inni nie wiedzą co powiedzieć, oprócz tego że tak to może być po udarze. No szpiedzy donoszą, że nie jestem jedyna na świecie z takim dumnym problemem.

W obydwu przypadkach mam nadzieję, że czas leczy dziury (w mózgu) i będę mogła jeszcze jeździć bez bólu i strachu. Pozdrawiam z trasy szczecin-torun-warszawa, guma złapała nad jechać w domu, mdłości poczekamy aż będziemy 20 m za chata.