Dlaczego mówienie „nie” jest takie ważne – asertywność po udarze mózgu

8252402562_fe22f305a2_z-1Asertywność. Od zawsze mam z nią problem. Im większa prośba tym trudniej mi odmówić. Bo ruszenia tyłka, żeby coś podać tatusiowi bardzo łatwo;) ale z resztą mam problemy, dlatego jedna z moich współlokatorek nazywała mnie dobrym frajerem (gdyby usłyszała o przygodach ostatnich lat to by chyba nazwała ‚dobrym uberfrajerem’);) .

No. To był osobisty wstęp nie na temat bo nie mam zamiaru pisać o swoim frajerstwie;) Tylko o tym, że po udarze bezwzględnie trzeba umieć odmawiać.

Wyobraźcie  sobie, że wasza rodzina jedzie na wycieczkę. Bierzecie auto i jedziecie 200 kilometrów nad morze. Wiesz, że droga będzie męcząca, na miejscu będziecie w słońcu, dzieciaki będą się nudzić, więc nie będzie można przysiąść na zbyt długo, wrócicie późno w nocy.

Albo dostajesz zaproszenie z zakładu pracy na imprezę świąteczną.

Albo mama pyta, czy pojedziesz z nią z karmą (moi rodzice mają mały i pracochłonny interes. Zajmują się handlem karmą dla psów i kotów).

Albo brat prosi o pomoc w tłumaczeniach.

Albo tata po raz setny pyta, czy pójdziecie razem na koncert.

Albo ktoś proponuje wódkę używając ostatecznych argumentów (a ty nie chcesz pić. Bo jak chcesz to wszystko ok)

albo, albo, albo, albo, albo…

Nie mówię, że zawsze trzeba odmawiać, ale często lepiej jest powiedzieć, nie/nie teraz/innym razem. Po udarze warto czasem pomyśleć bardziej o sobie niż o innych. Albo zrezygnować z czegoś przyjemnego, żeby potem nie czuć się paskudnie przez 3 dni.

Ja na przykład chodzę raz na rok na imprezy, i muszę być asertywna kiedy nadchodzi czas wyjścia.  Nie ma mowy, żeby zostać do rana czy do końca imprezy, czy nawet długo. Hałas (zawsze kiedy jest kilka osób w jednym pomieszczeniu jest głośno), chaos… Nie daję rady długo;) ale często muszę ‚postawić na swoim’ i mimo (często uroczych;) próśb ‚zostań jeszcze trochęęęęęęęę’ trzeba wyjść, zanim przekroczy się granicę. Mimo że tęsknota za zabawą do białego rana jest duża;)

Odmowa jest czasem łatwiejsza niż okiełznanie wyrzutów sumienia. Dziś na przykład odmówiłam mamie towarzystwa w rozwożeniu karmy i zakupach. Bo w samochodzie cały czas mnie mdli. Bo czeka mnie długi dzień i mam kilka rzeczy do zrobienia. A jeśli bym pojechała, zrobiłabym ich mniej, na bank bym nie poćwiczyła, i źle bym się czuła i pewnie nie cieszyłabym się z wieczornego wyjścia do teatru. a mimo to mam wyrzuty sumienia, że mama pracuje, ja piszę.

Wyzwania komunikacji, hałas, stres, ograniczone możliwości, spowolnienie…  wszystko to trzeba wziąć pod uwagę zanim się na coś zgodzimy. Ja się tego uczę. Ciężko mi się odmawia. Ostatnio przez to wpakowałam się w kilka rzeczy typu „zbyt” (zbyt długi spacer, zbyt szybka pomoc, zbyt dużo rzeczy jednego dnia…). Oczywiście nie mówię, żeby od razu stawać się samolubem, ale zawsze zdrowiej jest umieć powiedzieć ‚nie’:)