Szardża – Dubaj. Po NCD Alliance global Forum 2017. Wpis turystyczno-zdrowotny. ;)

sharjh forumPisałam Wam już, że byłam uczestniczką Konferencji Chorych Ludzi w Dubaju, która nie była Konferencją Chorych Ludzi w Dubaju. Było to NCD Alliance Global Forum 2017. Czyli, w skrócie forum profesorów, NGOsów, polityków też trochę, dotyczące chorób niezakaźnych.

Wróciłam. I mogę napisać jak było;) Oczywiście mam sporo przemyśleń na temat tematu konferencji – NCD Alliance Global Forum 2017, ale równie ważne jest `to, jak to wszystko zniosłam, co? i to, jak tam było, nie? i co zobaczyć w tym Dubaju? ;)

Swoją drogą to strasznie długi wpis, więc podzieliłam go tematycznie, bo pewnie wielu z was będzie męczyć czytanie go na raz.

Podróże

Mnóstwo osób pytało mnie o lot (loty) i podróż. leciałam. Dwa loty w jedną, dwa loty w drugą, żadnych problemów. Nic nie bolało, uszy nawet  nie zatkało. Ból głowy w jedną stronę nie wystąpił, w drugą – minimalnie, ale zaczął się już w hotelu.

Wiem, że wiele osób reaguje źle na loty, ja nie. Dużo lepiej czuję się w samolocie niż w aucie. I w tym wypadku też tak było. Dojazdy na lotniska i z nich, taksówki, autobusy pomiędzy hotelem i naszym centrum konferencyjnym były dla mnie dużo gorsze niż loty. szczerze.

Najgorzej podczas całego wyjazdu czułam się w autobusie na pustynię i z pustyni.

Zorganizowano nam ognisko na pustyni, grilla, tańce arabskie – facetów;), jazdę na wielbłądach (nie jeździłam, byłam zbyt zmęczona na stanie w kolejce)… No fajnie było.

Ale po raz pierwszy od dawna faktycznie się obawiałam, że zwymiotuję. I w drodze tam (jakieś 30-40 minut, duża część przez miasto) i z powrotem. Gorzej było przy powrocie. Otwierałam okno i zamykałam, bo nie wiedziałam, jak jest gorzej. I szczerze mówiąc śmierdziało ropą (benzyną?). Nie wiem czy to z pól roponośnych na pustyniach, czy z busika, ale nic mi nie pomagało. kuliłam się i modliłam o rychły koniec.

Przy tym sześciogodzinny lot był jak spa. Oprócz tego, że turbulencje wylały na mnie kawę. Dwa razy.

Swoją drogą linie Emirates są naprawdę fajne. Jedzenie dobre, cały czas proponowali soczki, stewardzi i stewardessy bardzo zdecydowani i życzliwi (wszystkie stewardessy niby wyglądają na życzliwe, ale to zdecydowanie i przeszkolenie fajnie było widać). Oferta filmów dobra, mimo że z niej nie skorzystałam, jakieś minimalne wifi też dało radę;) bardzo przyjemnie:)

Odwiedziłam też po raz pierwszy w życiu lotnisko w Dubaju. Rzeczywiście jest ogromne. Bałam się hałasu i chaosu, ale miałam dużo szczęścia. Przyleciałam późno w nocy, wylatywałam o 8 rano, ominęły mnie największe tłumy. naprawdę. Nigdzie nie czekałam w tłumie, nigdzie nie było kolejek. Zobaczyłam to najbardziej przy kupnie śniadania. Kupiłam bez kolejki, dostałam szybciutko i szybko zjadłam. Patrzę w kierunku stoiska i tam kolejka na 20 osób. a różnica była półgodzinna, pewnie 6 rano-6:30. Tyle wygrać!;) Lotnisk w dubaju zaskoczyło mnie też cenami. Może nie wszystkimi, ale można było tam kupić jedzenie poniżej 20 zł, i… w automatach była woda za 2 dhs (czyli jakieś 2 złote). :ooooo na Okęciu nie ma na to szans.

PLL Lot jak zwykle. Woda (nie dostałam, turbulencje!) i najmniejsze Prince-Polo.

Konferencja i Szardża

Plan był taki. Odpoczywać dużo i uczestniczyć we wszystkim co się da. Ale bez spinki, że coś muszę. Miało być tak, że robię to, na co mi zdrowie pozwala. I nie obchodzą mnie wyrzuty sumienia wobec organizatorów NCD Alliance Global Forum.

Ale nie udało się podejść do tego na takim luzie. Czułam zobowiązania. Ten stres nakładał się na zmęczenie z powodu napiętego planu dnia…

sharjah forumOk, na konferencji było dużo długich przerw, kawy, herbaty i wody pod dostatkiem, ale też przerwy były spożytkowywane na gadanie i żarcie. I tam od rana do nocy było strasznie, bardzo głośno! Wszędzie ludzie, ciągły gwar. Czułam się słabo. W dniu najważniejszym (konferencyjnie) dla mnie niestety czułam się tak źle, że musiałam opuścić jeden warsztat.

Ok, próbowałam najpierw czego innego (warsztat był po niej). Drzemki na kanapie podczas sesji plenarnej. Niestety. Przemili wolontariusze i kochane wolontariuszki podchodzili do mnie co 3 minuty, żeby sprawdzić, czy dobrze się czuję. nie udało się drzemać w ogóle. Niestety. Wróciłam do hotelu i opuściłam warsztat. Miałam wyrzuty sumienia, ale telefon do mojego kochanego braciszka mnie ustawił. Po pierwsze zdrowie.

Przy okazji poznałam Rakyę. Cukrzyczkę z nigeryjskiej pustyni. Jej historia jest na tyle wyjątkowa, że opiszę ją pewnie w Galerii Twarzy. W każdym razie przycupnęłyśmy z nią na krawężniku czekając na autobus (nie przyjechał) i gadałyśmy. Rakyi posypało się życie. Najpierw wpadła w depresję, potem zaczęła dużo jeść. Mąż ją opuścił, bo za bardzo utyła. Więc jadła więcej. I z depresji wpadła w inne choroby. Nadciśnienie, cukrzyca to dwie, które pamiętam. Nie miała ich za bardzo jak leczyć i w końcu trafiła do jakiejś fundacji. I została w niej jako aktywistka. Nie jestem pewna, ale chyba też wróciła do wyuczonego zawodu, którego nigdy nie wykonywała.

Rakya była zmęczoną babeczką. Jest zapraszana na podobne wydarzenia często i powiedziała mi że jeździ na nie, opowiada za każdym razem tę samą historię i nie wie, czy cokolwie z tego wynika.

Na imprezę na pustyni nie pojechała.

Dlaczego? „dziecko, przecież ja mam pustynię codziennie”. No, to wytłumaczenie przyjmuję. Nie ma jednak raczej arabów tańczących taniec layalla (taki jak w video, tylko bez karabinów;p)

jakie to było koszmarnie głośne! a oni tańczyli i tańczyli bez końca. Ale w sumie występ wyglądał przynajmniej ciekawie.

W Szardży wzięłam udział w dwóch przyjęciach. Pierwsze było przyjęciem po ceremonii otwarcia. Cerermonię otworzył jego wysokość szejk Dr Sułtan III ibn Muhammad al-Kasimi, jego małżonka również była obecna, więc nasprawdzano nas pod kątem nieposiadania broni mocno. Szejk jest gościem światłym, wraz z małżonką finansują fundację Friends of cancer patients (wydaje mi się, że jej wysokość przeszła raka i po tym założyli fundację), ma dwa doktoraty. Jego mowa była popisywaniem się sukcesami Szardży, ale płacił za mój hotel, więc wybaczam;p

Pani szejkowa nie powiedziała ani słowa, mieliśmy też zabronione robienia jej zdjęć. WIdziałam ją  ostatni dzień, przechodziła obok mnie wychodząc z sali. Dziękowała nam za udział.

Imprezka po otwarciu i panelu na otwarcie NCD Alliance Global Forum była pyszna i na bogato.

Odbyła się na Flag Island, być może najbardziej znanym miejscu w Szardży. Wyspa nazywa się tak dlatego, że ma na środeczku największą flagę świata (jeśli nikt nie pobił tego rekordu). I to było właściwie jedyne miejsce, które zobaczyłam w tym mieście nie z autobusu. A z niego widziałm kilka ładnych budynków nocą. wszystko nocą, bo od rana do późnego popołudnia byliśmy w na konferencji.

Usiadłam koło Gruzinów i już do końca konferencji byłam nazywana ‚kochana’;) Oczywiście uwaliłam swoją piękną sukienkę już pierwszym daniem. Cały czas jedzenie trochę leci mi z lewej strony. Tam pomalowano mi rękę henną, arabka,, w przeciwieństwie do Gruzina, niestety nie była zbyt rozmowna. Może nie chciała gadać, może nie umiała po angielsku, może się wstydziła… Wiem, że była śliczna.

sharjahNastępnego dni wzięto nas do centrum archeologicznego Mleiha, gdzie mogliśmy sobie popatrzeć na różne dziwy i plansze o kozach. Interesujace było;) ale nie na tyle, żeby powtarzać więcej rzeczy;p potem wspomniane już ogniska, grille i znowu tańce arabskie.

Na tej imprezce jedyny raz podczas wyjazdu zostałam nazwana ‚habibi’. Rozmowa była miła, więc mogłam być habibi. Wizytówkę dostałam;)

Byłam zawiedziona niebem nad pustynią. Nasłuchałam się i wyobrażałam sobie dziwów nie z tej ziemi, było zwykłe. Ale pewnie dlatego, że u nas było jasno. W końcu lampy, tradycyjne jakieś lampiony, świece, dwa ogniska, oświetlone miejsce do tańca osłabiało migotanie gwiazd.

Położyłam się na piasku i patrzyłam w niebo, tam też było mi zzbyt gwarno i intensywnie. I od razu nieco pożałowałam, bo wolontariusze zaczęli skakać wokół mnie i pytać, czy wszystko w porządku. Nie ma takiego gapienia się w niebo! Ale może to i dobrze, przynajmniej wiedziałam, że jakbym miała jakiś udarek albo atak padaczki, ktoś by na mnie zwrócił uwagę.

Dubaj

W Dubaju, gdzie przeniosłam się po konferencji NCD Alliance Global Forum i spędziłam dwie noce, byłoby inaczej. Byłam sama, żadnego wolontariusza przy boku;) Wieczorami umówiona byłam ze znajomymi znajomych, i to mi dawało trochę pewności.

Co powiedzieć o tym mieście? Cóż. Widziałam sporo (chyba wszystko, co mogłam przez półtorej dnia) i zdecydowanie bardziej podoba mi się dzika, niezbyt świecąca część miasta, pełna zapachów, kolorów i chaosu, a nie ta świecąca budynkami budowanymi za petrodolary.

W ogóle. wiedzieliście, że Dubaj jest na skraju bankructwa? Miasto wydaje ropne pieniądze bez umiaru i pożycza na kończenie inwestycji… To jeden z powodów dlaczego wprowadzają tam podatek VAT od przyszłego roku. Niby tylko 5%, ale to ogromna zmiana.

Oczywiście ropę mamy tanią, ale niestety – władze Dubaju wydają podobno pieniądze tak, jak ja tygodniówkę w  gimnazjum. Bez myślenia i sensu;) Burj Khalifa, najwyższy budynek świata, został ukończony za pieniądze innego emiratu. Kto bogatemu zabroni. ( ;

dubajNo ale wjechanie na Burj Khalifę robi wrażenie. Nawet nie dlatego, że jest wysoko (jest, ale w Nowym Jorku był fajniejszy widok z Top of the Rock, sorry;p), ale ponieważ  dopiero z góry widać było, że to miasto NAPRAWDĘ ZOSTAŁO ZBUDOWANE NA PIASKU. Już pan Jezus mówił, żeby nie budować na piasku, bo domy mogą spłynąć, ale u nich wszystko się trzyma. Być może dlatego, bo rzadko pada, ale to jest niesamowite. Patrzyłam na miasto i nie wierzyłam, że tak można. Na piasku trudno się nawet rozkłada namiot… W to wszystko wpakowano tak niesamowicie wielkie pieniądze, że nie dziwię się, dlaczego Dubaj nie ma kasy.

Dubaj zaczyna świecić milionami pożyczonych monet.

Mieszkałam jednak w miejscu, które świeciło się blaskiem patyny;)  Niestety, mój hotel był bardzo zły. Niestety chcieli mnie policzyć tam podwójnie (!). Udało mi się tego uniknąć, ale cały czas hotel był bardzo zły. Są takie miejsca, gdzie niby jest łazienka, ale nawet po prysznicu czujesz się nieświeżo, bo jest tam tak niedobrze. To tam. Ale co mi tam, to były tylko dwie noce. Nic mi też nie zginęło. Mimo że byłam tam raczej jedyną białą squaw w tym przybytku i niektórzy przyglądali mi się podejrzliwie, nie czułam się zagrożona i nie czułam się niepewnie.

Mam jednak pewien problem. Jestem życzliwa, uśmiecham się do ludzi (mimo że na początku się mnie boją) i lubię z nimi rozmawiać. Przechodząc koło sklepów, z których słyszałam cały czas „excuese madam! excuese me miss! Bag? Chanel? Louis Vuiton? Prada? Arabic perfume?” (przepraszam panią! Panienko! Torbę? Chanel? Louis Vuiton? Oryginalne perfumy arabskie!” albo „dobra cena!”) i pierwszego dnia rozmawiałam z ludźmi zamiast patrzeć w ziemię. I przez to otrzymałam: 3 propozycje małżeństwa (wydaje mi się że jeden z panów byłby skłonny rzeczywiście się ze mną ożenić;p), jedną seksu, miliard kupienia rzeczy w dobrej cenie, dwa zaproszenia na obiad, i kolejny miliard próśb o numer telefonu. Następnego dnia, nauczona doświadczeniem, już nie reagowałam na nic, nawet nie mówiłam ‚nie, dziękuję’. Albo mówiłam bez patrzenia w stronę ust wypowiadających propozycję.

Swoją drogą: w mieście 100% sprzedawców sklepowych to mężczyźni. to znaczy… chodzi mi o takie małe sklepiki, gdzie zaczepiają ludzi. Panie na kasie się zdarzały, ale niezbyt często;)

W wielkim centrum handlowym Mall o Dubai sprzedawało sporo kobiet;) Nie, żeby Arabek. Filipinki widać lepiej pracują;)

Jeszcze o kompleksie Dubaj Mall – Burj Kahlifa: jest na bogato, ale też jest rozległy. Trochę ciężko się w nim zorientować, oznakowanie w Dubai Mall jest takie sobie, a droga z metra do najwyższego budynku świata zajęła mi nieco ponad 20 minut, mimo że byłam na miejscu dzień wcześniej. Najpierw idzie się w długaśnymi korytarzami (nie lękajcie się, są tam też chodniki ruchome);), potem przez centrum handlowe. Nie lubiłam tego. Nie lubiłam też tego, że za wodę pod Burj trzeba było dać dycholca. A gazowaną… dwie dychy. niestety nie udało mi się wcześniej kupić bo biegłam, żeby zdążyć na 12:00, więc kupiłam (niegazowaną;p) i wjechałam na górę.

I pamiątki. W budynku są dwa sklepy z pamiątkami i te z dołu są o wiele tańsze. Czekoladki z wieżą – na górze 54, na dole 34. To samo. Nie wiem, czy można się targować jak na bazarkach, ale wyglądało na to, że nie. W ogóle w dubaju można (trzeba?) się targować przy kupowaniu ciuchów, butów, torebek na straganach. Jak okaże się zainteresowanie większe to po ptakach, ale tak to jest całkiem fajnie. Nie jestem mistrzem i tracę czujność, ale ogólnie można sporo stargować.

W Dubaj Mall odwiedziłam też akwarium. Nie wiem ile kosztuje, bo kupiłam bilet przez internet bk+akwarium. Akwarium i wodne zoo trochę przebiegłam niestety, bo gdybym nie spięła tyłka, nie zdążyłabym na stare miasto, a bardzo mi zależało. Ale ładnie to wyglądało. Czy na tyle, żeby zapłacić miliony monet? Nie wiem. Ja jestem rozrzutna niestety jak mam co rozrzucać, więc starałam się nie ograniczać na zwiedzaniu:)

dubajChoć nie znoszę centrów handlowych i źle je znoszę, trochę żałuję że nie było czasu po nim pospacerować. Mam wrażenie, że ominęło mnie tam coś. Np. gubiąc drogę znalazłam strasznie fajny wodospad z rzeźbami skaczących ludzi. Mam przeczucie, że w DM kryje się więcej takich niespodzianek.

Chodziłam poprawnie ubrana (dużo lepiej niż w Omanie;p), moim błędem było tylko uśmiechanie się do ludzi. Ale o tym w paragrafie towarzyskim( ;

Ryneczki, uliczki, w sumie im bardziej zabrudzone i dzikie, tym bardziej ciekawe. Niestety nie mam z tych uliczek zbyt dobrych zdjęć, jak nimi wędrowałam byłam zestresowana wizją podwójnego płacenia za hotel. Wydawało mi się też, że dobrze negocjiuję ceny, do czasu kiedy dałam się nabrać i za magnes i 3 widokówki zapłaciłam, zamiast 15 dhs (około 15 zł), 30.

Czujność!

Najfajniejszy jednak był targ hinduski, taki dla prawdziwych hindusów, nie turystów (chociaż przewodniki piszą o tym targu. Turystów jednak, oprócz siebie, nie widziałam żadnych;p). kupiłam sobie tam kolorowe szmaty, w których podobno mam się nie pokazywać publicznie i przeprawa przez kanał abrą. To taka tradycyjna łódeczka rybacka, która obecnie służy jako taksówka z jednej strony kanału na drugą (kanał, oczywiście, sztuczny). Mój towarzysz co 10 sekund pytał, czy się nie boję. Pewnie sam nie czuł się zbyt pewnie. Nie bałam się. Nie boję się wody i kąpieli. I chybotliwych łódeczek. Po prostu świetnie pływam. Mam wobec wody respekt i w połączeniu umiejętnościami daje mi to poczucie, że jednak nie umrę przez utopienie się.

dubajCiekawą rzeczą jest, że oczywiście te kanały i zatoki to twory sztuczne. Trzeba było je wykopać i wybudować mosty. Najpierw wykopano kanał, potem zbudowano mosty, jeszcze potem kazano pieszym na opłaty za most. Odbywa się to z pomocą jakiegoś systemu bezprzewodowego, jakaś naklejka, nic wielkiego. Ale moim zdaniem to drogie. 4 dhs za przejazd. Czyli koło 4 zł. Brak opłaty – mandat. A mandaty w Dubaju są wysokie. Miasto nie ma pieniędzy;)

Ogólnie w tym centrum świata czułam się nieźle, choć chaos bardzo (bardzo!) mnie przytłaczał. Dobrze, że popołudniami miałam ‚opiekę’. Na zmęczeniu nie udałoby mi się znaleźć dobrych restauracji i zobaczyć wielu rzeczy. Nie miałam mapy i GPS-u i ciężko byłoby mi się odnaleźć. Zrezygnowałabym szybko z chodzenia po mieście na rzecz hotelu, bo jak jestem zmęczona, dużo gorzej odnajduję się w przestrzeni. A tak to zgubiłam się tylko raz;)

Moim zdaniem Dubaj warto zobaczyć, ale nie jest to miasto z listy ‚muszę koniecznie zanim umrę’. Jest spoko, ciekawy, ale nie aż tak. Byłam tam na intensywne półtorej dnia, myślę że zabrakło mi kolejnego 1,5-2 dni żeby poznać miasto jak typowy turysta.

Metro jest przyjazne, ludzie są przyjaźni, raczej mówią po angielsku, jest spoko.

sharjahKontakty z ludźmi

Mówię w dwóch obcych dwóch językach ludzi i aniołów, w kilku kolejnych dukam powitania i jakieś podstawy. W tym po arabsku.

Niestety arabowie nie chcieli ze mną rozmawiać w ich języku, powiedzieć mi, jak się nazywają i tak dalej. Nie poćwiczyłam.

Poćwiczyłam jednak angielski. Wszędzie gadałam po angielsku. I, jak to u mnie, dopóki byłam wypoczęta, było całkiem spoko. Na zmęczeniu znikały mi słowa głównie, gramatyka trochę mniej, ale też.

Niemniej, bardzo mnie cieszy to, że udało mi się pogadać z miliardem ludzi. Na NCD Alliance Global Forum sama nawet do nich zagajałam. Tzn. przy posiłkach było dość nietrudno, przy przerwach na kawę trochę gorzej, ale udawało mi się:) Jakoś pewnie się tam czułam, chociaż bardzo z innej bajki. W bandzie profesorów, polityków, działaczy było trochę chorujących, ale większość z nich, z tego co widziałam, była otrzaskana w takich wydarzeniach. Najczęściej byli związani z różnymi organizacjami tak czy inaczej. Ja przedstawiałam się jako ‚wolny strzelec’, ‚bloger o zdrowiu, bo sama choruję’. Zostałam w końcu zaproszona w charakterze chorego.

Czyli tzw. ambasadora.  Albo adwokata. Jako że słowo ‚adwokat’ ma w źródłosłowie i ‚wołać o pomoc’ i ‚mówić w czyimś imieniu’ (‚mówiący w czyimś imieniu’?) mogę się nazwać adwokatem. Byłam naszym adwokatem tam, conie?(;

Generalnie ludziom bardzo podobała się moja historia i byli życzliwi. No, ze dwie osoby potraktowały mnie protekcjonalnie, ale byłam zbyt zmęczona, żeby się na to wkurzać. Tak to było bardzo przyjemnie. Jako nieodrodna córka tatusia czasem nie pamiętam twarzy. Poznałam kilku facetów koło pięćdziesiątki, siwych i ze zmniejszoną ilością włosów i już drugiego dnia ich nie rozróżniałam za bardzo. Jak się ze mną witali i zamieniali kilka słów, było lepiej. Ale tak to nic, nie znam typa. ;)

Najśmieszniejszą rzeczą, którą potem trochę przeżywałam, było dość dobitne wyrażenie swojego sceptycyzmu wobec wydarzenia przypadkowemu dziadkowi. Było śniadanie, drugi dzień nikt się do niego nie dosiadał, ja usiadłam, bo siedział w cichym kąciku. Powiedziałam mu, może zbyt dobitnie i za bardzo entuzjastycznie (no, trochę wykrzyczałam), dlaczego uważam, że główny cel konferencji jest źle sformułowany. Bo projektowanie wspólnej polityki dla chorób zakaźnych wydawało mi się i dalej wydaje niemożliwe. Dodałam coś o tym, że to póki co wygląda komuś z zewnątrz środowiska jak wydarzenie towarzyskie. Gdy zapytałam kim jest, z jakiej organizacji, odpowiedział, że z jakiejś jednej, i… że był głową WHO (światowej Organizacji Zdrowia). Gość honorowy NCD Alliance Global Forum. Westchnęłam, uśmiechnęłam się i powiedziałam, że „ach, to ty jesteś jednym z tych decydentów!”. Uśmiał się.

W ogóle uśmiał się z naszej rozmowy. Nie tego, co krytykowałam, ale z części osobistej i żartobliwej. Przy śniadaniu byłam jeszcze w formie. Na koniec zgodziliśmy się, że oboje mamy nadzieję, że z konferencji wyniosę więcej niż wspomnienie pieczonej fasolki na śniadanie.

Swoją drogą po drugim dniu konferencji moje zdanie złagodniało i chciałam mu o tym powiedzieć. Ale zawsze jak go widziałam, rozmawiał z mądrymi ludźmi i nie chciałam przeszkadzać. Może napiszę mu o tym szybkiego mailika.

sharjah forumNawiązałam trzy znajomości z ludźmi działającymi dla udarowców/zajmujących się udarami. Jakoś tak się składało, że siadałam koło nich;) To jest dla mnie ekscytujące. Niestety nie ze wszystkimi udało mi się pogadać dłużej, okazało się, że dwoje z nich to szychy, ale z panią z australijskiej, naprawdę prężnie działającej fundacji udarowej, udało mi się pogadać dłużej.

Zakumplowałam się też z chłopakiem z obsługi hotelowej. Przyszedł sprzątać pokój (w tym super hotelu w szardży, w drugim, Dubajskim, obsługa niby istniała, ale do mojego pokoju nie dotarła). Po raz pierwszy przyszedł, kiedy uciekłam z lekcji i drzemałam. Bardzo się postarałam i świetnie nam się gawędziło o nim, konferencji, pracy w hotelu… Po raz drugi przyszedł, kiedy akurat się pakowałam. Zapytał,  czy przez pozostałe dni serwis był ok (nie był tak dobry jak jego, szczerze mówiąc, nie ustawili mi kosmetyków pod linijkę;p) i pomógł mi! I sprawdził, czy niczego nie zostawiłam. dzięki temu wróciłam z kompletem ciuchów, bo na bank zapomniałabym koszul;) Nie jestem przyzwyczajona do wypakowywania walizki na wyjazdach, hostele i jednodniowe wypady nie zachęcają do tego. Chłopak, kiedy wychodziłam z hotelu, stał i machał mi łapką z drugiego piętra. To supermiłe, zwłaszcza że nie chciał  absolutnie niczego ode mnie. Po prostu był miły dla gościa.

Jednak los stawia na mojej drodze dobrych ludzi

I muszę wspomnieć o mojej ‚Dubajskiej ekipie’. Jednego wieczoru widziałam się ze znajomym Pakistańczykiem z Cypru… Chłopak wydał na nasze spotkanie kupę kasy, już samo to, że  przyjechał do Dubaju z Abu Dhabi taksówką, żeby zdążyć na 18:00, jak się zapowiedział, było mega. Poza tym nie pozwolił mi zapłacić za nasz obiad. I z tego się cieszę, bo kurde wróciłabym na debecie, bo wziął mnie do drogiego miejsca. Ja to bym wówczas wciągnęła cokolwiek, ale tak to siedziałam w restauracji z widokiem na tańczące fontanny.

Swoją drogą – pokaz fontann jest chyba co pół godziny wieczorem, ładny, ale te letnie wieczorne fontann w warszawie są dużo ładniejsze. Ok, rozumiem, że tu co pól godziny, tam raz w tygodniu, doceniam obydwie atrakcje, ale nie mamy się czego wstydzić.

Drugi wieczór spędziłam z kumplem mojego znajomego Hindusa. Mój Hindus jest najbardziej kochanym, prostolinijnym człowiekiem na świecie i wiedziałam, że mnie nie sprzeda do burdelu;) Mi chodziło o to, żeby mieć jakiś sprawdzony kontakt w razie kłopotów. Kogoś, kto by mi w razie czego pomógł, jakby mnie karetka zgarnęła z ulicy.  Nie wiem jak Ashkay sprawdziłby się w tej roli, na szczęście nie mieliśmy okazji tego sprawdzić, ale był świetnym przewodnikiem i rozmówcą. Kupował ze mną nawet ciuchy, ok – nie przymierzałam ich i jego rola ograniczała się do przytakiwania, jak widział mój entuzjazm, ale nie okazał się oceniający i zniecierpliwiony nawet w jednej sekundzie. :)

Podsumowanie

Wyjazd na NCD Alliance Global Forum 2017 ogólnie udał się lepiej niż przypuszczałam, ja dałam sobie radę, i chociaż przyćmiły go pewne smuteczki osobiste, poradziłam sobie lepiej, niż mogłam oczekiwać:) Niektóre ze strachów się spełniły, ale wróciłam żywa. Podobno to się liczy;)

Robiłam przed wyjazdem listę celów, którą (uwaga!) udało mi się zrealizować w 100%:)

  1. odzywać się do ludzi. (na pierwszej i jedynej konferencji, w której brałam udział, rozmawiałam tylko nieśmialo z tymi ludźmi, którzy do mnie podeszli. Nie chciałam być gburem, po prostu źle się czuję w tłumie i jestem wśród obcych supernieśmiała).
  2. Zobaczyć, jak wyglądają sprawy w innych chorobach. No tak: wiem mnóstwo o udarach, ale bez szerszego kontekstu ciężko jest ocenić, jak bardzo źle jest z udarami.
  3. Zawiązać jakieś znajomości „neurologiczne” (to głównie) i dotyczące wachlarza innych moich chorób. Lubię działać i pracować sama, być odpowiedzialną za siebie, ale kooperacja wielu niezależnych i odpowiedzialnych bytów, może być super. Jak na przykład w przypadku tej strony.
  4. nie stresować się tak bardzo. Bo kurde. Szkoda zdrowia. – no, ten punkt wyszedł połowicznie. ale ponieważ jakoś wyszedł, to zaliczam. bardziej stresowałam się ‚przed’, niż ‚po’.
  5. Dowiedzieć się na NCD Alliance Global Forum 2017 miliardów rzeczy, które będę mogła Wam przekazać. – i to taaaaaaaaaak:)

:)

tutaj mam dla was galerię:)

ps

kocham hotele (nie takie jak ten dubajski, bo był dość obleśny, ale inne – tak) i śniadania hotelowe. szczególnie jak serwują fasolkę typową dla angielskiego śniadania. Tutaj mieli. Śniadania były mega.

ps 2

nie było łatwo, ale dałam radę.

ps 3

mam długą listę tematów, które chcę poruszyć na blogu. ale najpierw muszę przetłumaczyć ten wpis. Na samą myśl o tym boli mnie ręka;)

Jedna myśl nt. „Szardża – Dubaj. Po NCD Alliance global Forum 2017. Wpis turystyczno-zdrowotny. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.