święta w szpitalu – oby nigdy więcej, ale jak trzeba, to można (;

christmas treeZ pierwszych dni poudarowych nie mam prawie wspomnień. Mam przebłyski. Pisałam już o tym gdzieś… Pamiętam zamartwianie się, że przecież miałam jechać do domu. I podobno mówiłam, że muszą mnie stąd wypuścić na wigilię.

Płakałam podobno tylko raz, kiedy Stefan wygadała się że dziś jest wigilia. Ze świątecznych rzeczy pamiętam, że mama ugotowała barszcz. Kocham maminy barszczyk zjadłam nawet uszko. Pamiętam też zmartwione twarze… I to, że ktoś przyniósł mi choinkę, żeby stała koło łóżka.

Tyle pamiętam. A tyle wiem:

Święta w szpital jest miejscem depresyjnym. Lekarze – dyżurujący tylko, więc mniej ich na salach. Rehabilitanci mają wolne, więc jeśli leżysz przez święta, nie spodziewaj się, że twoja rehabilitacja będzie kontynuowana, nawet jeśli twój mózg bardzo potrzebuje, żeby ktoś pomachał twoimi nóżkami. Wiem też, że w święta w szpitalu są strasznym czasem, w którym każdy próbuje się uśmiechać, żeby dodać innym otuchy, lecz te uśmiechy są krzywe jak uśmiech udarowca.

:) wiem też, że szpital stara się zrobić świąteczny nastrój dla tych, którym nie udało się uciec przed świątecznym pobytem, przez wyjątkowy posiłek. Mogę się założyć, że na wigilijny obiad był barszcz, wiem na 100%, że dostaliśmy kawałek ciasta. Więc Boże Narodzenie w szpitalu było odświętne, tak czy inaczej. W tłusty czwartek w Konstancinie  został uhonorowany wieczornym (!!! – bzdurnie) pączkiem, więc też nie było źle. raindeer

Biorąc pod uwagę to, co pamiętam i to, co wiem, kiedy zaproponowano mi miejsce na oddziale rehabilitacyjnym na Wielkanoc, przeraziłam się, powiedziałam, że ‚nigdy w życiu’ i ‚niech się sami rehabilitują’;p Ale nie wiem, jak bym się zachowała, jeśli musiałbym czekać kilka miesięcy dłużej przez to, że z wygody i wiedzy pogardziłam miejscem. Szpitale (z różnych powodów) przepustki dają wyłącznie w najbardziej wyjątkowych przypadkach, więc nie byłoby szans na legalne wymknięcie się na śniadanie Wielkanocne.

A w te święta życzę Wam, żebyście nigdy nie musieli poznać bliżej żadnego szpitala, w szczególności w świąteczny czas:)

Poniżej moja ulubiona piosenka ‚świąteczna’

i w oryginalnej wersji, która też jest zachwycająca.

ps

ja, jak o tym myślę,  bezustannie czuję wyrzuty sumienia, że zafundowałam najbliższym tak smutne święta, zwłaszcza że przez boże narodzenie nie wiadomo było, czy pacjent będzie żył. Chyba dlatego tak łatwo dałam się wmanewrować w obietnicę, że w tym roku ja jestem gospodynią. Gotuję i gospodarzę. Dobrze, że babcia robi karpia, bo chyba bym nie podołała:)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.