Stanę się rzeczownikiem pospolitym! Czy warto dociekać przyczyn udaru?

(c) globalpanorama @ flickr

(c) globalpanorama @ flickr

Jak wiecie, ja się uparłam odkryć przyczyny udaru.

Prawda jest taka, że im więcej wiem, tym bardziej to wszystko jest skompliowane.

Dziś wyszłam z endokrynologii po 8 dniach i sobie myślę o tym wszystkim. Nie wszystkie wyniki mam prawidłowe, ale też za wcześnie jest by mówić o konkretach. Część wyników będzie do odbioru dopiero za miesiąc. I wtedy zobaczymy. Na razie dowiedziałam się, że mam lekką insulinooporność. Nie powinno to dziwić przy mojej wadze, ale mnie zdziwiło, bo zawsze gdy miałam mierzony cukier ładnie mi się mieścił w normie. Aż tu nagle…. No nic. Napiszę o tym niedługo, pewnie w tym tygodniu.

Ale wróćmy do mojego pobytu na endokrynologii. Wyszły mi pewne nieprawidłowości. I póki co nie mogę napisać wielu konkretów, oprócz tego że ginekolog mnie strasznie nastraszył. Uśmiałam się kiedy w rozmowie z przyjaciółką napisała:

G: moze zostaniesz rzeczownikiem i beda twoim nazwiskiej nazywac stan podobny do twojego
G:zdiagnozowali mi […wru…] (i tu moje nazwisko, którego nie lubię tu ujawniać;)  Katarzynę
G:how cool is that
No rzeczywiście cool. Ale też problem w tym, że kręcę się w kółko. Raz mam dużo nadziei , a potem tracę ją całą. Kiedy lekarz mi mówi że przyczyną drugiego udaru jest pierwszy udar to już w ogóle wątpię na maksa. To po co cała prewencja wtórna? To po co w ogóle dociekam?
No w każdym razie ja nie wierzę w to, że przyczyną mojego drugiego udaru jest pierwszy. Więc dociekam, jak w zasadzie zdrowy człowiek z taką se małą niepełnosprawnością, ale zdrowy, miał drugi udar. Pewne rzeczy wykluczam, inne badam głębiej i mam wrażenie że stare polskie porzekadło o drzewach nagle nabrało dla mnie nowego znaczenia.
Im dalej w las, tym więcej drzew.
I się przerażam, bo faktycznie nie wiedziałam ile rzeczy jest we mnie zepsutych, i to na poziomie dość podstawowym, ale przewlekłym. Gdybym nie szukała przyczyn udaru, gdybym nie miała udaru tak właściwie, to bym się o nich nie dowiedziała i bym się za nie wzięła za 15, 20 lat, kiedy już będą dawać bardziej jednoznaczne objawy. Czyli już kiedy będzie bardziej niebezpiecznie.  Ale wciąż jestem daleko od odpowiedzi „skąd udar”.
I tylko się frustruję. Ale dłubię i oglądam te drzewa z każdej strony, bo chcę wiedzieć. Jeden raz może być wypadkiem przy pracy, dziurą w sercu, skrzepliną z malinki (czytałam że były takie dwa przypadki;p), dwa już niepokoją. I mogą sugerować że będą następne. Bardzo się tego boję, więc szukam.
Fakt. Im człowiek starszy, tym mniejszej liczby testów potrzebuje, bo więcej rzeczy przebadał raczej. I dlatego diagnozę wielu lekarzy zostawi na poziomie
wywiad,
cholesterol,
ciśnienie + serce,
doppler szyi,
może krzepliwość krwi,
i to będzie wszystko.
I w wielu przypadkach to wystarczy. W wielu nie. I nawet nie twierdzę, że trzeba znać dokładna przyczynę udaru. Trzeba robić tak, żeby było lepiej i zdrowiej. Bo u większości z nas przyczyna będzie prosta. Mi się tyle nazbierało, że czuję że warto dłubać.
ALE TEŻ CZUJĘ ŻE DAŁAM SIĘ ZWARIOWAĆ. 
Szukanie przyczyny udaru stało się dla mnie nowym hobby (obsesją?) i zaczyna dominować moje życie. Muszę trochę odpuścić, naprawdę. Ok, mam jakiś plan do wykonania na najbliższe miesiące, pewnie to przejdę, jeśli nie wyskoczą mi jakieś definitywne rozwiązania to trzeba będzie odpuścić trochę. Bo po co żyć cały czas w stresie (co podwyższa ciśnienie!). Jak wpadnę na jakiś trop to wpadnę. Jak nie, to nie. I tak mam poczucie że zrobiłam do tej pory absolutnie wszystko, co mogłam (oprócz schudnięcia, co zaraz się zmieni, powinno przynajmniej – i ze słonika stanę się łanią;))
I myślę sobie, że na pewno warto dłubać, kopać, sprawdzać, ale do czasu, kiedy to wszystko ma sens. I to dla swojego zdrowia psychicznego.
Wiem, że jeśli nie posprawdzam kilku jeszcze rzeczy, to nie będę spała spokojnie. Być może spokojny sen już nigdy nie będzie mi dany, ale ładnie sobie z tym radzę. Ale w tak zwanym międzyczasie nie chcę żyć życiem, którego celem jest dłubanie w swojej chorobie. Chcę frajdy i normalności, jakkolwiek bym ją definiowała.
 Zatem na pytanie postawione w tytule notki „Czy warto dociekać przyczyn udaru?” mogę odpowiedzieć na dwa sposoby.
Tak, ale… 
albo
TO ZALEŻY.  
jak powiedział mi mój psychiatra… wyżej dupy nie podskoczysz. Ten facet jest naprawdę mądry:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.