mój udar

Przychodzi baba do zusu

nie wiem jak zrobić attribution, więc napiszę, że zdjęcie jednej z siedzib ZUS wzięte z polskiej wikipedii. dzięki!

nie wiem jak zrobić attribution, więc napiszę, że zdjęcie jednej z siedzib ZUS wzięte z polskiej wikipedii. dzięki!

A w zusie też baba. A cała historia zaczyna się dużo wcześniej.

Swoje kontakty z ZUS rozpoczęłam przy okazji bałaganu w papierach i Instytucji, i firmy, w której pracowałam.  Przez pewien czas wszystko o czym mogłam myśleć zamykało się w myślach jak zaczną splywać do mnie faktury za szpitale, nie wypłacę się do końca życia. 

Potem jednak wszystko zostało wyprostowane i nastał okres uśpienia czujności – kontakty były bardzo przyjemne, okienko, błyskawiczne załatwienie, ciach, uśmiech, do widzenia, załatwione.

Kiedy leżalam w szpitalu z moimi reumatyczkami czekającymi na komisję, uspokajałam je, że ZUS wcale nie jest taki straszny, i że badanie to badanie i ich powykręcane ręce są wystarczającym na pewno dowodem na to, że naprawdę nie mogą pracować.

Sama na swoją ‚komisję’  zostałam wezwana dzień po jej terminie. Za to winię pocztę, ZUS kulturalnie do mnie zadzwonił wyjaśnić sprawę i powiedział, że jeśli kolejne wezwanie nie przyjdzie w ciągu 5 dni, dzwonić na numer…

W końcu dotarlam do ZUS, mama zdenerwowana, ja spokojna. Wizyta odwróciłam wszystko o 180 stopni. Poczułam gdzie jest miejsce petenta wobec Instytucji i dziś myślę, że nawet jeśli masz ręce wywrócone na lewą stronę, jeśli nie powiesz nazwy tej przypadłości, o świadczenie może być ciężko.

Oczywiście nie wypuszczono moich rodziców ani na badanie, ani na ‚ogłoszenie wyników’. Wypuszczają `tylko z ubezwłasnowolnionymi’, jak to powiedziała pani w okienku. Ja na szczęście nie jestem ubezwłasnowolniona, na nieszczęście ciężko mi się precyzyjnie wysłowić.

Podczas badania kilka razy dostałam lekarską (czyli delikatną, lecz stanowczą) zjebkę, za to właśnie chyba że nieprecyzyjne się wyraziłem. Proszę pani, jest pani na rozmowie kwalifikacyjnej, a nie ma pogawędce.  

pani doktor, naprawdę nie przyszło mi do głowy, żeby z panią gawędzić – pomyślałabym przed udarem, kiedy mogłam ogarniać więcej niż jedną rzecz na raz. Teraz niestety byłam zajęta popadaniem w rozpacz, że nie umiem fachowo opowiedzieć co jest nie tak z moją buzią.

Pani doktor, zabrawszy moje kopie ostatnich dwóch wypisów ze szpitala (wkurzyło mnie to, ale nie potrafiłam zaoponować) wypuściła mnie z instrukcją, by oczekiwać na korytarzu na decyzję.

Na korytarzu lekka irytacja zmieniła się na strach, który chyba czuły te panie w szpitalu, kiedy je pocieszałam. A co będzie, jeśli nie dostanę świadczenia?  Jeśli nie będę ubezpieczona, zaraz się wykopyrtnę i wezmą mnie znowu na tomografy? A co będzie, jak zostanę bez środków do życia (nie myślałam, ale panie na pewno myślały, bo były w wieku, w którym rodzicom raczej się pomaga, niż się na nich liczy)?

Zostałam wezwana przed oblicze, ale nie dostałam świadczenia rehabilitacyjnego, tylko rentę, pani doktor niby coś mi tłumaczyła, ale ja tylko zapamiętałem że mam złożyć złożyć wniosek o rentę, bo Instytucja nic mi nie da jeśli się o to nie ubiegnę( ; To ładne cwaniakowanie, bo ZUS dobrze wie, że renta będzie niższa niż świadczenie rehabilitacyjne.

Podziękowałam z 4 razy i wyszłam, i z pustki mózgu powtórzyłam rodzicom co i jak. Oczywiście źle.

Po godzinie wyjaśniania okazało się że renta wcale mi jeszcze nie przysługuje, bo nie mam 4 ostatnich lat składek ciągiem. Ale że od ukończenia studiów do podjęcia pracy nie minęło więcej niż 6 miesięcy,  może być dobrze.  Tylko teraz czeka mnie ciężka przeprawa z uczelnią i z ostatnim zakładem pracy. O uczelni napiszę kiedyś przy okazji. 

A oto, dlaczego zwykły człowiek,  zwłaszcza z problemem neurologicznym, jest wkurwiony w starciu z instytucją:

1. Nie może mi towarzyszyć bliska osoba. Podczas badania – rozumiem, byłaby przestrzeń do naciągania faktów i kombinowania, ale w czasie ‚ogłoszenia wyniku’ naprawdę potrzebowałam kogoś, kto by za mnie rozumiał pewne rzeczy i był bardziej przytomny. Moim największym problemem jest to co mam we łbie, a nie drętwiejąca łapa i to że bardzo źle piszę na komputerze. Gdybym była bardziej przytomna, to bym zapytała z czym wiąże się zmiana kwalifikacji świadczenia o które się ubiegam, może bym inaczej powiedziała o swoim przebiegu zatrudnienia (czy niezatrudnienia), może bym poprosiła panią doktor, żeby zapisała mi gdzie mam się udać po kolei…

2. Na ch.j w ZUS-ie są komputery? ZUS wie świetnie kiedy nikt ci nie opłaca składek, kiedy musisz udowodnić że świadczenie przysługuje ci zgodnie z obowiązującymi zasadami, ty, chory niezdolny do pracy, musisz dostarczyć im odpowiednie świstki.

3. Jeśli dostajesz list wzywający na komisję dzień po terminie komisji, ręce ci opadają. Nie z twojej winy przez kolejne dni nie jesteś objęty ubezpieczeniem, a już wiesz, że niewiele jest w życiu ważniejszych rzeczy niż ubezpieczenie zdrowotne. Drugie wezwanie już ładnie wysłane poleconym.

4. Na ch.j w ZUS-ie komputery (ii) – już tyle korespondujesz z Instytucją, że w końcu zakładasz sobie (w okienku) profil zaufany epuap (internetowy), żeby kontrolować twoje sprawy związane z ZUS. Tylko w systemie nie ma informacji o terminie twojej komisji, nie pofatygowal się też wysłać ci e-maila, żeby poinformować cię o sprawie, która jest dla ciebie niezwykle ważna, a której informacja została wysłana równie skutecznie jak list w butelce. Czyli daleko po terminie.

5. Pani w jednym okienku mówi co innego niż pan w drugim okienku, który mówi jeszcze co innego niż pan z infolinii… 

Co jest spoko – dwie rzeczy.

1. Panie w okienkach z biura obsługi petentów (te obcujące z petentami na co dzień) są naprawdę życzliwe i starają się pomóc – nawet podpowiadają jak niegroźnie obejść system, dzięki czemu już od dzisiaj powinnam być ubezpieczona.

2. W znanych mi ZUS-ach mają klimatyzację, marmur też ładnie chłodzi w upały.

Kiedy moja osobista kadrowa* tłumaczy mi te zawiłości, gubię się przy drugim zdaniu i mam wrażenie, że nie tylko przez to, że jestem po udarze. W innej notce postaram się dać kilka rad neurologicznym i ich bliskim którzy przygotowują się do badania lekarskiego:) będzie ich mało, ale mogą się przydać!

* mama

 

2 comments

  1. Niejestemsuchywśrodku

    Owoc żywota Twojego je ZUS! W tej walce z systemem nie pomoże nawet Kukiz.

    p.s.
    Mam nadzieję, że urzędnicy ZUSu nie dostali pewnego zaświadczenia lekarskiego ; )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.