Przepraszam, czy tu karmia?

 

Sa szpitale, do ktorych powinni przyjmowac dopiero po tym, jak ktos napisze pisemne oswiadczenie, ze spodziewa sie codziennie odwiedzajacych z swieza dostawa jedzenia, bo jak na moj gust, nie da sie w nich przelknac niczego, nie narazajac sie na trwaly uszczerbek na zdrowiu (psychicznym?).

 

Na szczescie, zazwyczaj kuchnie sa po prostu niedobre lub zwykle-nierowne- to jest do przezycia. Zdarzaja sie jednak wyjatki od tej reguly, jak na przyklad w Konstancinie, gdzie karmili w miare smacznie (!!!), drugie dania udawalo mi sie czasem zjesc w calosci (zup w szpitalach nie jem programowo, i nie bede!). No, moze oprocz jednego dania – raz sprobowalam i zalowalam do konca. Kiedy widzialam w menu mieso mielone, po prostu nie wchodzilam na stolowke. Po co sie meczyc! Na pewno dodam kiedys zdjecie dania, teraz tablet odmawia wspolpracy. Przyjaciolka zobaczywszy ten cud gastronomii zapytala „co to za gruz?”. Przyznam, ze pytanie bylo jak najbardziej zasadne.

 

Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze zawsze znajdzie sie ktos, komu zalezy, zebys zjadl obiad, i to najlepiej szpitalny, nie przyniesiony przez przyjaciol. To moze byc lekarz (rzadko), mama (musisz jesc, sprobuj chociaz lyzke zupy, proooooosze <smutna minka>), na oddzialach rehabilitacyjnych opiekun (opiekunka potrafila przygotowac mi kanapke z tego co zostawilam po sniadaniu i kazala wspolokatorkom pilnowac, czy na pewno zjadlam, pielegniarka, kuchenkowa… Kiedy odmawiasz wziecia obiadu, bo wiesz ze go nie ruszysz, zawsze beda gadac, a to ze na pewno jesz smieci, a to ze to jest zdrowe i nie za duzo, a to ze costam, a to ze cos innego. W zaleznosci od tego w jakim akurat jestem nastroju jest to zabawne lub wkurzajace, czesciej jednak wkurzajace. Na te okolicznoci przygotowalam kilka strategii, ktore pozwalaja przetrwac:

 

1. Uzycie klucza ‚u mnie w domu zawsze/nigdy…”. U mnie w domu na przyklad zazwyczaj sie nie je zup na obiad, samo drugie. Mimo ze to nieprawda. Kuchenkowej zawsze latwiej przyjac to, niz proste ‚nie chce, bo mnie brzydzi’.

2. Obserwowanie, co bedzie podane. Zazwyczaj na oddzialach wisi menu na dany dzien, albo da sie zobaczyc co dostaja pacjenci w pokojach wczesniej. Wtedy warto zrobic troche smutna, troche zaklopotana mine „chcialbym, ale nie moge” i krotko wytlumaczyc. Zauwazylam, ze od udaru nie sluza mi smazone/ mleczne dania i dobrze, ze akurat dzisiaj maz mi przyniosl lekki rosolek. Kolejne klamstwo, ale dobre.

3. Opcja ryzykancka – jemy to, co najbardziej jest zjadliwe, a reszte rozgrzebujemy. Moga to byc ziemniaczki, albo salatka, albo mieso . Wazne, zeby z talerza zniknelo duzo, niewazne czego.

4. Zwykle, umiejetne rozgrzebanie posilku. Zazwyczaj przejdzie, chociaz tu czesto marudza przy odbiorze talerzyka; Warto mieszac i chowac pod salatka mieso! Dzis tak zrobilam i jedyna kara byla dezaprobata przy odbiorze.

5. Na sniadaniach jesc chleb z maslem, jesli pasta/wedlina nie nadaja sie do spozycia. Na sniadania i kolacje jem tylko to. Wazne, zeby skibki zniknely z talerza. Jesli i tak spodziewamy sie komentarzy, mozna rozrzucic reszte po talerzu. Nikt nie bedzie sie doliczac mortadeli i nie bedzie ci robic kanapek ;) z ruszonego.

6. Niekiedy zwykle wytlumaczenie i niewziecie posilku, moze zdac egzamin. Ja czasem probuje, bo wiem ze jesli cos rozgrzebie, to pojdzie na smietnik, a tak moze sie nie zmarnuje, przynajmniej mam nadzieje.

 

Oczywiscie do zastosowania ktorejkolwiek strategii potrzeba pomocy z zewnatrz – albo kogos, kto nam doniesie posilek, albo barku, do ktorego mozna sie wybrac. Po udarze (w innych przypadkach pewnie tez) komorki naszych mozgow musza sie regenerowac i miec z czego odbudowywac, dlatego dobra dieta, picie i odpodczywanie sa bardzo wazne. Dzis piateczek, czyli pewnie rybka. Mam wieksze obawy niz zazwyczaj, bo wczoraj tez byla rybka. Ale juz wstepnie umowilam sie na obiad spoza szpitala, dlatego przetrwam.

Zazdroszcze troche osobom, ktore wydaja sie przystosowane do wyzwan wspolczesnej gastronomii szpitalnej i dzielnie radza sobie z posilkami. Moze to sa wlasnie ci, ktorzy maja zadatki na wspolczesnych herosow?

Jedna myśl nt. „Przepraszam, czy tu karmia?

  1. Witam, Pani Kasiu

    Mam nadzieję, że te wszystkie Pani teksty nie znikną. Proszę pomyśleć za jakiś czas o wydaniu tego drukiem. To nieoceniona wiedza dla innych ludzi borykających się z takim problemem.
    Ostatnio pozwoliłam sobie wydrukować i dać mamie do przeczytania Pani tekst o piciu wody. Moje słowa nie podziałały. Za to Pani słowo pisane zdziałało cuda – mama sama woła o szklankę picia regularnie co dwie godziny. DZIĘKUJĘ.
    Życzę dużo samozaparcia, siły i wytrwałości (szczególnie na szpitalnym wikcie).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.