PRZECZYTAJ ZANIM PRZEJDZIESZ DALEJ

left handZebrałam się do tekstu, który powinnam była napisać przeszło 2 lata temu, kiedy zaczynałam pisać bloga.

W Internecie trzeba uważać. W ogóle trzeba uważać, ale gdy czytamy newsy, wiadomości wrzucane na fejsa, mamy często wrażenie, że skoro ktoś coś napisał, musi to być prawda. Albo, idąc dalej, ktoś kto pisze, zna się na rzeczy.

Jako ogarnięty czytelnik i były dziennikarz mówię Wam: NIC BARDZIEJ MYLNEGO.
Mam na Facebooku polubionych tak wiele stron udarowych, a grupy, do których należę, zalewają mnie tyloma wątkami, że mam wrażenie że to mój Facebook miał udar mózgu, a świat kręci się wokół tego.

Przeglądam informacje, czytam, zapisuję na później, wracam lub nie wracam, a potem coś wybieram dla siebie. Czy to dla mojej codzienności (jak sposób ‚nowych wyzwań’ dla mózgu włączony do rehabilitacji), czasem tylko coś dla czytelników, ale wybieram różne rzeczy. Najpierw jednak staram się sprawdzać źródła, doczytywać na temat,
żeby nie zrobić sobie krzywdy. Żeby nie zrobić Wam krzywdy.

Gdybym dowiedziała się, że komuś naprawdę zaszkodziłam, chyba bym przestała pisać. Nie po to mam Lewaczkę, żeby szkodzić.

Mam ją po to, żeby sobie i Wam pewne rzeczy ułatwić. Żeby zainspirować, a nie dawać gotowce. Żeby podzielić się nadzieją na lepsze jutro. Żeby pogadać z ludźmi, którzy rozumieją tę chorobę lub chcą zrozumieć. I, oczywiście, żeby się pożalić, kiedy mam się gorzej:) Czasem nawet wirtualne „trzymaj się” znaczy tak wiele, że hej!
Nie mam jej za to, żeby mówić komuś co i jak. I dawać gotowce. Opowiadam o swoim osobistym udarze, korzystam ze swojej osobistej wiedzy, i błagam każdego, kto tu trafi:
zanim zastosujesz jakąkolwiek radę, poradź się drugiego źródła. Jeśli nie możesz, proszę przemyśl, czy to, czym Cię zainspirowałam, Ci nie zaszkodzi. Dla swojego i mojego zdrowia.

Póki co, nie mam sygnałów, że coś nabroiłam, ale też ograniczam swoje poradnictwo.
Przykład? Kilka razy dostałam pytanie co dokładnie ćwiczono ze mną jeszcze na sali intensywnej opieki, bo rodzina bliskiego ma wrażenie, że ta rehabilitacja jest zaniedbana. Prośbie o to odmawiam. Nazywam ten etap machaniem nóżkami. Niewiele z niego pamiętam oprócz tego, że uważałam, że to machanie nóżkami jest zbędne i zbyt męczące. Ale nie dlatego, z łamiącym się sercem odpowiadam „nie”. Ten etap leczenia stanowi o „być albo nie być”, nie tylko o późniejszej sprawności pacjenta, ale też o jego życiu i śmierci. Podobno istnieją jakieś przeciwskazania wobec tej najwcześniejszej rehabilitacji i ja ich nie znam. Każdy udar jest inny. Przepraszam, ale jedyne co mogę to powtarzanie, pytajcie lekarzy, konsultujcie z innymi lekarzami, z fizjoterapeutami, a nie ufajcie jednej Lewaczce, której nóżkami i rączkami pomachano.

Proszę.

Jestem człowiekiem i się mylę i będę się mylić. Dlatego w ‚postach rehabilitacyjnych’ zawsze zaznaczam, że to działało u mnie, ale nie musi u Was. I żeby ‚przed użyciem, skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą’ (lub fizjoterapeutą).

Ta prośba nie dotyczy wyłącznie mojej strony, dotyczy każdej porady zdrowotnej, na którą się natkniecie. Pół biedy, jak uwierzycie, że Żywiec jest jednym z czystszych miast w Polsce (faktycznie jest odwrotnie – a takiej informacji udzieliłam niemal czytelnikom magazynu WSPAK), gorzej, jeśli uwierzycie w to, że czucie w ręce można odzyskać przez opalanie ogniem do pierwszych oparzeń. NIE MOŻNA. Ale można tak napisać. Papier zniesie wszystko.

Dlatego proszę o zdrowy rozsądek i otwartą głowę i zgłaszanie do mnie, że piszę bzdury bo… Wiecie jak jest.

Dziękuję:)

Za przeczytanie, i za to, że mimo zaznaczenia swojej niekompetencji na każdej możliwej płaszczyźnie, tu zostajesz;)