Powrót do pracy po wylewie i udarze: moje pierwsze wrażenia

Ja pierwszą robotę zdobyłam po 3,5 roku od udaru, obecną – zaraz po niej. Jestem na stażu. Siedzę tam już 3 tygodnie i mogę podzielić się pierwszymi wrażeniami.praca, powrót do pracy, siła

Po pierwsze: nie stresuję się się

Należę do ludzi którzy naprawdę mocno lękają się nowych sytuacji. Niestety. Bardzo stresuję się przy nieznanych ludziach, tracę mowę, kiedy widzę wyraźną hierarchię, tłum, mam do kogoś interes… A tu… W tym miejscu odnalazłam się od pierwszego dnia. Zespól jest malutki (to ma znaczenie), składa się w większości z facetów (to nie ma znaczenia), w biurze jest wesoło (bardzo ważne). Trafiłam świetnie. Chłopcy z poczucia humoru przypominają brata, a jego kocham i uwielbiam, a czasem umiem cierpliwie znosić. Jestem jakoś przekonana, że nie każdy odnalazłby się w tym towarzystwie tak, jak ja. Po prostu moje poczucie humoru i klimat w biurze zrobiły momentalnie ‚klik’ i się nie rozkliczyły.

Nie stresuję się też dlatego, że szefowie naprawdę wiedzą, że jestem

  • początkująca,
  • niepełnosprawna,
  • nowa.

Pytają, jak mi idzie, jeśli proszą o zrobienie czegoś szybko, dają sensowny deadline. „Dasz radę zrobić to w dwa dni? Jeden tekst dzisiaj, drugi w poniedziałek”. No i poszło:)

Nie wstydzę się też czegoś nie umieć. To dla mnie nowość. Serio. I nawet proszę o pomoc. To coś niesamowitego. Jakby ktoś mnie podmienił.

Jak widzicie, cieplarniane warunki naprawdę pomagają w pierwszej pracy.

Po drugie: nie umieram w robocie, tylko po niej

Powrót do pracy po wylewie i udarze jest straszny z wielu względów. Dla mnie największym ograniczeniem było częste wymęczenie, spastyczna łapa (niestety nie pomaga w pisaniu na klawiaturze), ta cholerna koncentracja. Moja znienawidzona trójca. Do tego dochodzą oczywiście mniejsze rzeczy, ale te naprawdę spędzały mi sen z powiek.

Okazuje się, że 3 miesiące temu ręka bolała mnie o wiele bardziej, drzemki potrzebowałam po dwóch godzinach pisania, a teksty oddawałam na początku ze wstydliwymi błędami. Tutaj…

Ręka boli mniej (piszę 4, nie 10 godzin na dobę), wytrzymuję 4 godziny bez drzemki. Czasem czuję, że to zaraz, już, że nie dam rady, ale wtedy widzę, że już niedużo zostało do końca. Przesypiam za to całe popołudnia i wieczory. Niestety. Na razie niewiele mogę z tym zrobić, w końcu to początki. Problemy nie znikają też same z siebie ot tak. Gdyby tak było, pracowałabym już od dawna. Może byłabym wyprowadzona od rodziców.

Głowa boli. Nie migrenowo. Raczej tak, że ból przechodzi po dwóch paracetamolach

Po trzecie: uczę się. A nauczę się jeszcze więcej przecież

Ok. Nie powiem, że nauczyłam się dużo, ale coś tam mi wpadło do głowy i nie chodzi o robienie kawy szefowi.

Pewnie wykorzystam to przy Lewaczce, stroketales.com, czy petswear.club. Na pewno wyjdzie mi to na dobre. Koleżanka z biura powiedziała, że stara się nie pracować w miejscach, które jej nie rozwijają. Ja nie byłam taka wybredna. Samo się zrobiło jakoś;)

Po czwarte: lubię to miejsce

Tu bez dłuższego komentarza. Po prostu.

Po piąte: nigdy chyba się nie przyzwyczaję do hałasu. A słucham muzyki

CV, pracaWyjście do ludzi oznacza dla mnie kompromis. Ze swoim zdrowiem, z nimi, z rzeczywistością. Jedną z rzeczy, które naprawdę mi w życiu przeszkadzają jest hałas, w tym muzyka. Wiedziałam, że pracując w biurze  będzie głośno. Głośniej niż w domu, niż na strzelnicy (mam zatyczki).

No trudno. Jest z tym jak z barami, miastem, imprezami. Wzruszam ramionami i mam nadzieję, że zmęczenie nie dopadnie mnie szybko. Już, o ile łeb mnie nie nawala, nie chowam się przed muzyką i hałasem tak dokładnie, jak jakiś czas temu. To też jest spoko:)

Po szóste: robię to, o co jestem proszona, na czas

Już pisałam o tym powyżej. Ale zasługuje na osobny punkt/

Po siódme: daję radę

Do tej pory daję radę:)

jak widzicie, to chyba najbardziej pozytywny wpis,jaki do tej pory napisałam

Wiecie co, to chyba najbardziej pozytywny wpis, jaki kiedykolwiek napisałam do tej pory.

Pewnie trochę przesadzam, ale prawda jest taka, że odkąd chodzę do biura, psychicznie czuję się lepiej.

Może prawda jest taka, jak myślałam. Żeby wrócić do pracy, potrzeba dobrych warunków. Nikt nikogo nie zmusi do bycia sympatycznym. Można jednak stwarzać chorującym osobom odpowiednie warunki. Ktoś pisał w komentarzu na moim fanpage’u, że w Danii osoby powracające do pracy zaczynają od 5 godzin dziennie. Czad. To byłby sposób na zaktywizowanie niepełnosprawnych, co?

Mi lekarz medycyny pracy zezwoliłna na pół etatu. Czuję, że te 4 godziny dziennie w biurze to mój maksymalny wymiar. Nie płaczę. To kolejny pierwszy krok dla mnie.

PS

Chłopcy z klubu strzeleckiego ściągają mnie na ziemię. Niewielu z nas ma „normalną” pracę. Część błąka się od stażu do stażu. No… Zobaczymy, jak będzie u mnie:) na razie jest ok.

Jedna myśl nt. „Powrót do pracy po wylewie i udarze: moje pierwsze wrażenia

  1. Bardzo sie ciesze,ze znalazlas swoje miejsce.Bedziesz sie szybko rozwijac przy Twoim pozytywnym podejsciu do zmian w zyciu codziennym.Zycze powodzenia .Sa ludzie potrafiacy dac milosc w kazdym miejscu i czasie.
    U mnie tez mala zmiana.Od kiedy pochwaliam sie ,ze czesciej wstaje z wozka,robie pare krokow wiecej.Zapraszaja mnie do siebie w odwiedziny.Dwa razy bylam u kolezanki ,ktora nie ma polaczenia do mnie .Drugi raz u przybieranej siostry ,ktorej dziewczyny mnie odwiedzaja.Warunek to latwe wejscie do domu.Zawiozla mnie synowa.
    Bardzo mile byly te godziny.Wymagaly niesamowitego wysilku z mojej strony-fizycznego i psychicznego.Dalam rade,wracalam zmeczona pozytywnie.Odsypialam.
    Juz mam kolejne zaproszenie .Nie pasuje im byc u mnie ale chetnie widza mnie u siebie.Tak,maja obowiazki w obejsciu i przy 6 wnukach od 0 do 13 lat.
    Moze uda sie do nich pojechac.Wiesz mam swoje 74 lata i czasem doluje.
    Ty jestes mloda i przy Twojej checi do zycia dasz rade i z czasem wszystkie cele osiagniesz.
    Nie pisz o sobie niepelnosprawna.My mamy pecha ,ze nasze ulomnosci widac.Sa tacy ,ktrych ulomnosci widac kiedy sie odezwa -moze maja szczescie/watpliwe/
    Pozdrawiam. Sylwia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.