Pomocy! Co po szpitalu?

Od czasu do czasu dostaję od Was (czytelników. Bo istniejecie!) wiadomości. Bardzo się z nich zawsze cieszę, ale często tylko do czasu, kiedy doczytuję do momentu pytania ‚i co dalej’?

Najszczerszą odpowiedzią byłoby ‚weź szybko ozdrowiej, bo tak naprawdę, jeśli ci jakiś krewny nie pomoże, to będzie ci ciężko ogarnąć’.

w każdym wypisie mamy coś jak zalecenia. mój pierwszy wypis z neurologii jest całkiem spoko, wszystko po kolei wypunktowane, wiedziałam, co robić. Badania były ustawione, pierwsza rehabilitacja też, ale oprócz tego trzeba wiedzieć całą masę rzeczy. Skąd wziąć pieniądze na życie, skoro nie można pracować, kto może mi pomóc zmieniać pieluchę, w czym może mi pomóc państwo, jak załatwiać kolejne rehabilitacje, i tak dalej, i tak dalej…

Wiecie co, ja nie wiem. Moja mama była i jest jak połączenie googli z wyższą formą wiedzy, na dodatek zorientowaną w papierach. Bez niej zginęłabym i na pewno bym nie prowadziła bloga, bo w noclegowniach dla bezdomnych nie ma raczej . Początkowo – nie było szans, żebym to ogarnęła. bez mamy byłabym bez pieniędzy, bez renty (zasiłek chorobowy), bez niczego.

Na pytanie: co dalej, mówię co wiem, ale nie wiem zbyt dużo. Można o coś starać się w MOPSie, o coś w PFRONie…. I tyle w sumie wiem. Od lekarzy niczego się nie dowiedziałam, ale to też nie powinna być ich praca tak naprawdę. Nie dziwię się ludziom, którzy nie wiedzą, jak się w ogóle zorganizować, co i jak. Trzeba pytać i znaleźć swoją drogę. Pytanie lewaczki.pl jest jakimś początkiem.

Podobno

(zdjęcie z Facebooka The Stroke Association0n)

wg danych jednej z brytyjskich fundacji 45% udarowców czuje się opuszczonych po opuszczeniu szpitala. Zgaduję, że dotyczy to brytyjczyków. Wyobraźmy sobie te dane w Polsce. Jeśli nie masz rodziny, która o ciebie zadba, jak o mnie rodzice i przyjaciele i/albo cudownego, życzliwego neurologa, też poczujesz się opuszczony. Widzę to po wielu wiadomościach. Nie wiem, co można z tym zrobić.

w wielkiej brytanii mają ludzi (niestety nie pomnę dokładnej nazwy), których można nazwać ‚udarowym doradcą’. Często widzę ludzi, którzy piszą, że właśnie się widzieli ze swoim ‚doradcą’ i on doradził im to i to i to…. często są zawiedzeni radami, ale ktoś ich gdzieś kieruje, ktoś pomaga w zorientowaniu się w tym, co mogą, gdzie mogą, jak mogą. I jest to ktoś, kto powinien rozumieć, że udarowiec ma inne ograniczenia niż ktoś z nieneurologiczną chorobą. Widziałabym taki zawód medyczny gdzieś obok rehabilitantów i neuropsychologów. Póki co, liczyć można na kilka działających fundacji. Ale czy powinno się zrzucać się wszystko na barki NGOsów?

A wiecie, że i ci Brytyjczycy mają masę problemów ze swoim systemem?

W przypadku udaru powiedzenie ‚umiesz liczyć – licz na siebie’ raczej się nie sprawdzi…Ja zgaduję,  że 80% z nas może się czuć opuszczonym po wyjściu ze szpitala. Bo musi sobie radzić samemu. Bo przyjaciół wokół coraz mniej. Bo rodziny – jeśli są! – niekoniecznie rozumieją.

Takie to smutne słowo na poniedziałeczek.

 

 

Jedna myśl nt. „Pomocy! Co po szpitalu?

  1. Poruszający temat, jednak tak naprawdę u nas w kraju nie ma w zasadzie jakiejś sensownej polityki dla udarowców ze strony państwa. Pozostaje w zasadzie rodzina (choć nie każdy przyjmuje fakt wystąpienia choroby i ogarnia całość).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.