Pierwsza wizyta u dietetyka za mną

A więc.

Wybrałam sieciówkę Naturhouse, bo przy wielu dietetykach w mieście, i tak nie wiedziałam gdzie iść, a znam kilka osób, które Naturhouse odchudził. Więc jest to spoko:) Może drogo, niestety… ale zakładam samo jedzenie będzie tańsze i się opłaci:D bo będzie tak:

Nie dowiedziałam się niczego odkrywczego, jednak

a) potrzebuję bata nad sobą,

b) widać że stawiają na naukę nawyków dobrych,

c) pani fajnie ze mną rozmawiała o tych chorobach wszystkich, widać, że ogarnia temat

d) wiem co mogę, o jakiej porze, co robić, jak mnie w nocy przyciśnie (pić gorącą herbatę albo (nawet lepiej) kawę Inkę

e) pół godziny temu zjadłam obiad i już jestem głodna:D (ale dużo mniejszy niż przepisowy, więc chyba dobrze)

f) dużo rzeczy robię dobrze:D

g) dużo kilogramów do stracenia

h) chcę stracić jak najwięcej do ślubu przyjaciółki

i) wiem już, że tak czy inaczej będę chudła trochę wolniej niż zdrowochudnąc (ten kilogram na tydzień…), bo ta insulinooporność…

No, proces przemiany ze słonika w żmiję (ok, może być w łanię;) został rozpoczęty. Tzn. został rozpoczęty już dawno, tylko był przeciwskuteczny.

Muszę tylko pamiętać, że chuda krowa to jeszcze nie sarenka.

 

 

 

Jedna myśl nt. „Pierwsza wizyta u dietetyka za mną

  1. Znać to się nie znam, ale możeeee powinnaś zjeść jednak większy obiad przepisowy (jeśli to już od dietetyk przepisowy) niż na własną rękę zmniejszać porcję? Ona to tam pewnie ma policzone ile czego musisz dostarczyć :) a jak zgłodniejesz i się skusisz na coś nieprzepisowego? :D
    Oczywiście nie wiem, tak tylko gdybam! Więc sory za wtrącanie w sumie ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.