mój udar

Galeria twarzy 8: udar mózgu w pracy. Za stołem operacyjnym!

Published by:

Tej historii nie widziałam osobiście, ale jest na tyle niesamowita, że włączę ją do swojej Galerii. Stomatologa mógł pokonać udar mózgu w pracy, ale nie pokonał:)

Był sobie stomatolog. Połowa bliźniaków jednojajowych;z) W średnim wieku, ale z tych, którzy są wiecznymi chłopcami. Przystojniak, trochę kobieciarz, trochę wędkarz, trochę innych rzeczy o których nie wiem. To wszystko nie zmienia faktu, że był świetnym specjalistą. Leczy ząbki w gabinecie  (również babki, która mi o nim powiedziała) i operuje szczęki.

Pewnego dnia, po spędzeniu nocy z kobietą poszedł do pracy. Miał operować szczękę. Przygotował się do operacji, ale trochę mu zdrętwiała noga. Cóż, mógł siedzieć jakoś dziwnie, odrętwiała noga nie jest jakimś wielkim problemem. Ale gdy miał już zaczynać poczuł, że ręka jest jakaś mu obca. Skłamał więc pacjentce, że muszą odrobinę poczekać, bo znieczulenie jeszcze nie do końca działa. Ale kiedy wyciągnął rękę, żeby dotknąć jej ust, nie trafił. Słabo jak na chirurga.

Zaraz po tym na salę wpadł jego kolega pytając, czy się dobrze czuje, a on złapał się za twarz i poczuł, że jej jedna strona opada i… Przewrócił się.  Miał mnóstwo szczęścia w tym całym nieszczęściu. Po przeciwnej stronie ulicy znajdował się najbliższy oddział udarowy. Był tam w ciągu godziny od wystąpienia pierwszych objawów, szybko potwierdzono diagnozę udarową i włączono leczenie trombolityczne. Oczywiście, tak jak u mnie, podejrzewano zapicie (którego nie było), i narkotyki (których nie było). Przyznał się nawet do całonocnego seksu, który jak wiemy, nie jest przyczyną udarów.

Zadawał sobie tysiące pytań. Od racjonalnych(co spowodowało udar?), przez  ekstremalne (czy to od seksu?), po normalne (dla udarowca of korz- co zrobiłem źle?)… Przebadano go od stóp do głów, i jedynym czynnikiem, który mógł mieć znaczenie, było wielkie PFO. I zamknięto mu je.

Ale co tam. Wyszedł z udaru bez żadnych deficytów. Pracuje, żyje, może tak

Przebadano bliźniaka, nie miał żadnej dziury.

I teraz pytanie. Dlaczego ta historia nie miała miejsca w Polsce?

Tak. U nas potrzebujemy dwóch udarów dla zamknięcia PFO. Nawet udar mózgu w pracy nie pomoże…

Historia kończy się dobrze. Pan stomatolog dalej leczy ząbki i dalej jest superprzystojny:)

medycznie mój udar udar

Przyczyny udaru (IX): rozwarstwienie tętnicy szyjnej

Published by:

Ktoś mi powiedział, że rozwarstwienie tętnicy szyjnej może być przyczyną udaru. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej przypadłości, ale się zdarza.

Rozwarstwienie tętnic dogłowowych w odcinku zewnątrzczaszkowym odpowiada za 2–3% wszystkich udarów niedokrwiennych i 20% incydentów niedokrwiennych w populacji osób poniżej 45. roku życia. Rozwarstwienie tętnicy kręgowej występuje stosunkowo rzadko, z roczną częstością 1–1,5 na 100 tys. osób, ale wiąże się z poważnymi konsekwencjami.

rozwarstwienie tętnicy szyjnejpiszą państwo lekarze-naukowcy w streszczeniu swojej pracy na ten temat. Ok, ja nie rozróżniam tętnic dogłowowych, więc zostańmy przy tętnicach szyjnych.

Te rozwarstwienie tętnicy szyjnej może nastąpić po urazie, ale też bez niego. Continue reading

mój udar

lekarstwo na udar mózgu! Do tego jeszcze daleko, ale nadzieja wciąż się tli

Published by:

Nowi znajomi (głównie z internetu) często pytają mnie, czy istnieje lekarstwo na udar mózgu. Mówię, że nic nie może magicznie zwrócić nam mózgów i najlepiej dbać o zdrowie, ćwiczyć i rehabilitować ciało i umysł, żeby odzyskiwać sprawność.

Spójrzcie:

Researchers from the University of Manchester have developed a new treatment that could limit the damage caused by treatment for stroke and also promote repair in the affected area of the brain. What’s more, the drug they’re using has already been clinically approved.

=

Badacze z University of Michigan opracowali nową terapię która mogłaby ograniczyć uszkodzenia spowodowane leczeniem udaru oraz wspomagać naprawę dotkniętej części mózgu. Ponadto lekarstwo którego używają, jest już klinicznie zatwierdzone.

Czy nie brzmi to pięknie?

Wg artykułu naukowcy zauważyli szybsze tworzenie się nowych komórek mózgowych w obszarach, które zostały uszkodzone. Myszy na których testowano lek pod tym kątem odzyskiwały nawet utracone umiejętności motoryczne! Pytanie tylko, czy wyniki badań będą opublikowane w jakimś superprestiżowym czasopiśmie i czy zostaną potwierdzone.

Póki co dają nadzieję, a mi samej – uśmiech na twarzy. Bardzo chciałabym żeby ktoś odkrył lekarstwo na udar.  Nawet nie dla mnie samej, choć oczywiście jakbym miała możliwość zgłosiłabym się nawet do testów:D Ale są ludzie dużo chorszy. Tacy, którzy nie mogą się ruszać. Albo nie mówią, albo mają koszmarną spastyczność. Dla nich to miałoby ogromne znaczenie!

Źródło rewelacyjnych newsów znajduje się tutaj [klik!]

 

inni udarowcy mój udar Uncategorized

Żałoba po udarze mózgu

Published by:

żałoba po udarze mózguNie wszyscy zdają sobie sprawę, że żałoba nie dotyczy tylko okresu po stracie bliskich. Można jej doświadczać też po stracie kogo/czegoś bliskiego, ważnego.

Ja doświadczyłam jej, właściwie dalej doświadczam.

zasadniczo chyba przyjmuje się, że ta żałoba ma 5 etapów.

  1. ZAPRZECZENIE – Nie, to nie może być prawda. To na pewno jakaś pomyłka.

  2. GNIEW – Za co to spotyka akurat mnie? Są na tym świecie gorsi ludzie, którzy na to zasłużyli.

  3. TARGOWANIE – Jak bardziej o siebie zadbam, to może się poprawi. Jak będę się więcej modlił, to wyzdrowieję.

  4. DEPRESJA – To wszystko nie ma najmniejszego sensu.

  5. AKCEPTACJA – Teraz już nic nie zmienię, muszę się pogodzić z losem. (za tą stroną:)

     

Mówią, że nie musi być w tej kolejności. Może czegoś brakować, pewnie może być więcej.

żałoba po udarze u mnie

nie jest łatwo. Dwa pierwsze etapy przeszły błyskawicznie. Może przez to, że nie rozumiałam, co się dzieje w sumie. jakby to się działo, ale się nie działo. zaprzeczenie właściwie przyszło i przeszło w pierwszym szpitalu a gniewu w formie „dlaczego ja” nigdy nie miałam. gniewałam się na świat, że nałożył mi wbrew mojej woli tyle pracy. Bezsensownej. Czułam że to nie fair, że kurde, wszystko w życiu przyjdzie trudniej, byłam zła na siebie, że sobie zapracowałam na udar. Że dodałam swoje kamyczki do koszyka. Pytanie „dlaczego ja” zadałam tylko raz. W chwili pierwszego wielkiego kryzysu. Od razu się zreflektowałam, dosłownie zaraz po zadaniu tego pytanie. Bo jedynymi odpowiedziami na to pytanie są „dlaczego nie”, „bo tak” i „dlaczego ktoś inny”. albo szereg samooskarżających bzdetów.

Jak już pisałam, żałoba po udarze może być poplątana.

Targowanie, depresja, akceptacja są  u mnie poplątanym kłębkiem.

Bo niestety nie mogę powiedzieć, że się z tym uporałam. Już myślę, że już przyszło pogodzenie się ze wszystkim i akceptacja… aż tu nagle coś mi uruchamia etap depresji.

Pani z powyższego .linka tłumaczy to tak: „Myśli automatyczne: Już nigdy nie będę normalnie żyć. Nikt mnie nie zechce. Nienawidzę się. Zachowania: Zachowania autodestrukcyjne. Unikam lekarzy, artykułów i innych bodźców związanych z chorobą. Odsuwam się od ludzi”. Cóż. Zauważam odsuwanie się od ludzi i zwątpienie w lekarzy. I te myśli… z których najbardziej bolesna jest „już nigdy nie będzie normalnie. Nie mam szans”. Staram się to zwalczać logiką na wszelkie sposoby. To jak marsz pod wiatr. Dołujące myśli smagają mnie po twarzy a ja zmuszam się do pójścia w przeciwnym kierunku. Często działa. Czasem muszę odpuścić. gdyby depresja była zbyt głęboka, dzwoniłabym do swojego psychiatry. Póki co jego rady działają nieźle.

Ale chyba nie chodzi o takie chwilowe dołki. To trwa dłużej. I kiedy w końcu się wykopię z kupki nieszczęścia odkrywam coś nowego. I jakoś ta akceptacja nie następuje. Być może nigdy nie nastąpi i zostanę przy wiecznym targowaniu? Temu samodzielnemu pędowi ku poprawie i wierze w to, że się da? Póki co wytargowałam sporo. I tak swoją drogą: myślę, że akceptacja przyjdzie u mnie dopiero jak się wyprowadzę od rodziców. Póki co wieszczę sobie długie targowanie.

Mój znajomy powiedział, że u niego żałoba po udarze trwała dość długo,

ale kiedy przyszła akceptacja doszedł od razu do wniosku, że jego życie po udarze jest lepsze niż było przed nim. Nie wiem na czym polega ta lepszość, ale wiem, że poznałam go jako radosnego, otwartego, faceta, z którego promieniowała ciekawość historii i spokój. Bardzo mi się spodobał. Spodobała mi się również ta jego samoświadomość i akceptacja zmian, które przyniósł mu udar.

Jedno z Was, moich czytelników, napisało mi, że jest przeciwne zbyt długiej żałobie po udarze. To przeszkadza w terapii. Ja się zgadzam i nie. Bo dla mnie żałoba jakoś nie znaczy tego, że się nic nie robi i użala nad sobą. Raczej na tym, że się opłakuje byłe życie. Jak zmarłą babcię. Tęsknimy i chcielibyśmy żeby była z nami, ale niekoniecznie uważamy się za bardziej biednych od innych. Moim zdaniem:

użalanie się nad sobą: nie,

żałoba po udarze: czasem można.

Aż do pełnego pogodzenia. Bo jakoś wierzę że większość doświadczeń można wcześniej czy później zaakceptować.

 

medycznie mój udar Uncategorized

Co się dzieje z twoim mózgiem gdy ćwiczysz? Mózg jest szczęśliwy:)

Published by:

Niestety to wideo jest po angielsku i wiem że nie wszyscy będą w stanie je zrozumieć, warto poznać nasz mózg, więc już opowiadam o kluczowych punktach.

 

Niestety to wideo jest po angielsku i wiem że nie wszyscy będą w stanie je zrozumieć, warto poznać nasz mózg, więc już opowiadam o kluczowych punktach.

Babka mówi o trzech rzeczach. Otóż mózg ładnie sobie radzi.

  1. poprawia się nastrój. W czasie wysiłku fizycznego wzrasta poziom czterech neurotransmiterów czy neurohormonów, które odpowiadają za poprawę nastroju (przez obniżanie złego, z tego co rozumiem)
  2. poprawia się koncentracja i uważność! istnieje wiele badań potwierdzających ten fakt
  3. ćwiczenia fizyczne stymulują tworzenie zupełnie nowych komórek w hipokampie. Hipokamp jest podobno superważny, ten mój Vetulani cały czas o nim gada;p To poprawia nam pamięć długotrwałą!

Ach, czyli trzy rzeczy superprzydatne osobom po udarze. Mi się podobają:) jeśli chcemy być weseli, lepiej się skupiać i pamiętać, to zapraszam na spacerek. a nie, dziś znowu śniegiem zasypało. Jednak na orbitreka;)

+mózg, brain

+kayak=

heart

;)

 

mój udar Uncategorized

Oj, wrażliwa jestem – meteopatia po udarze?

Published by:

meteopatia, udar mózgu, pogoda, chmuryCóż, przyznaję, że od udaru mózgu jestem superwrażliwa, chorowita i ogólnie taka jakaś słabeuszowata. I chyba stałam się meteopatą. Czyli stałam się delikatna jak szlachcianka sprzed lat. Albo jak Chico, pudelek mojej przyjaciółki z podstawówki, który jadł najsmakowitsze rzeczy, bo taki z niego wrażliwiec wybrzydzający był. No, tak to zapamiętałam:)

Meteopatia (zwana również meteoropatią) to nadwrażliwość na zmiany pogody. Jest dosyć powszechna, ale nie klasyfikuje się jej jako jednostki chorobowej. Wciąż nie ma bowiem odpowiednich badań jednoznacznie potwierdzających związek pogody z samopoczuciem. (za doz.pl)

Czyli meteopaci to ci, którzy czują się jak kupka błota, kiedy zmienia się pogoda. Albo, ale to tylko moim zdaniem, pogoda im nie sprzyja. Przyznam się,  że nie często nie wierzyłam w to, jak ludzie mówią, że nie się słabo czują przez pogodę. Aż tu nagle…. Moja pani Madzia i babcia zaczęły mi mówić że a) to możliwe, b) (szczególnie babcia) zaczęła wiązać moją senność i ogólne rozbicie – szczególnie rano!) ze zmianami pogody. I teraz coraz częściej to dostrzegam i już nie irytuję się, kiedy babcia sugeruje, że moje złe samopoczucie wynika z pogody.

Bo to jest dziwactwo przecież i wymówka. Ale jednak… Moja pani Madzia mówi, że u jej udarowych pacjentów często pojawia się meteopatia, której wcześniej nie było. Wiecie, mózg jest tajemnicą i przyjmuję to. Zwłaszcza że wyczytałam w jednym fajnym artykule [klikać:)]  że im więcej dolegliwości współistniejących, tym większe prawdopodobieństwo meteopatii. A nie chcecie chyba, żebym znowu wymieniała wszystkie swoje choróbska.

To nie jest choroba niby, ale wpływa na samopoczucie. Czyli warto się zastanowić czasem, czy nasze chwilowe

  • uczucie ogólnego osłabienia,
  • bóle głowy,
  • bóle kości i stawów,
  • skoki ciśnienia tętniczego krwi,
  • senność,
  • bezsenność,
  • wahania nastroju,
  • zaburzenia koncentracji i uwagi. (za podlinkowanych przed chwilą artykułem)

Nie są winą pogody. I odpuścić złość na siebie. Bo ja, szczerze mówiąc, wściekam się, kiedy jestem senna „bez powodu” i łeb mnie boli. Wściekam się na swoją słabeuszowatość. Ale co poradzę, jak nic nie poradzę?

Mnie chwytają bóle głowy, uczucie ogólnego osłabienia, senność, wahania nastroju, zaburzenia koncentracji. Także taki typowy poudarowy zestaw;0Rzadko odpuszczam sobie całkowicie w takie dni, ale przyznaję, że jest wtedy spokojniej u mnie. Mniej robię, jest jeszcze bardziej powolnie, więcej leżę. I mam jakąś wymówkę na dodatek;)

Ale staram się z niej nie korzystać. Tata chyba by mnie za to zabił. No. Także tego. Ponieważ dziś pogoda raczej sprzyja, idę na spacer. Trzymajcie kciuki, żebym nie zabiła się na resztkach lodu;)

moim zdaniem

W sumie nic – „Bez ograniczeń” Jerzego Vetulaniego.

Published by:

Na lewaczkowym Fejsbuniu chwaliłam się że kupiłam dwie książki:

Byłam ciekawa obydwu, ale szczególnie tej drugiej, bo słyszałam cudną audycję w programie Off Czarek. Oczywiście się pomyliłam i audycja była o innej książce Vetulaniego.  jestem pierdołą. No nic, poszło „bez ograniczeń”;)

Za całą recenzję mógłby mi posłużyć komentarz, który zamieściłam na lubimyczytac.pl

Vetulaniego wolę kiedy mówi, niż kiedy jest spisany. Jakoś formuła ciekawostek lepiej się w takiej formie sprawdza. Książka jest ot tak uporządkowanym zbiorem ciekawostek. ja to z takimi informacjami – są ciekawe, czasem zabawne, czasem szokujące, ale to wciąż ciekawostki, nie spójna całość. Lektura może być pomocna w czasie erudycyjnych rozmów;)

Mnie razi fakt, że Vetulani jest niekonsekwentny w swojej postawie. W jednych miejscach zdaje się dopuszczać swoją omylność, otwierać na fakt, że cos może się zmienić w stanie nauki, ale im bardziej kontrowersyjny temat, tym bardziej się okopuje na swoim stanowisku. A ja, na mocy swoich doswiadczeń, oraz jego drobnych niekonsekwencji w interpretacji, nie wszystko kupuję.

Mimo tego to świetna popularyzatorska lektura:)

I to w sumie tyle. Dodam tylko że niektóre rozdziały zawiodły mnie bardziej niż inne. Na przykład ten o tym, jak różnią się między sobą mózg kobiety i mężczyzny. Jakoś w tym miejscu nie mogę zaakceptować tego, że facet gdzie indziej mówi o ewolucji, a tutaj trwa przy tym, że przez tysiąclecia baby się zajmowały tym i tym, więc wszystko jest takie proste. Jakoś wierzę że na przestrzeni ostatnich kilku pokoleń nasze mózgi zmieniały się szybciej niż wcześniej i część prawd o neandertalczykach nie musi  być prawdziwa wobec współczesnych podziałów płciowych. Jestem jakoś nieekspercko przekonana że na stare prawdy o różnicach w mózgu należy nałożyć kolejną warstwę interpretacji. No, ale to taka nienaukowa opinia.

Jerzy Vetulani jest wielkim zwolennikiem legalizacji marihuany.

Ja też jestem za tym, ale nigdy, pamiętając o znajomych z przeżartym trawką, z brakami koncentracji i pamięci, o przyjacielu na którym nie można niestety polegać, nie mogę tak łatwo powiedzieć, że to nie jest niebezpieczne.

 

Dobra lektura dla tych, których interesują mózgi – są moim nowym hobby;) ale bez przesady.

A, udar mózgu pojawia się tylko w jednym, niezbyt istotnym fragmencie, tak gwoli ścisłości(;

Życzę miłej soboty!

odchudzanie

Pierwsza wizyta u dietetyka za mną

Published by:

A więc.

Wybrałam sieciówkę Naturhouse, bo przy wielu dietetykach w mieście, i tak nie wiedziałam gdzie iść, a znam kilka osób, które Naturhouse odchudził. Więc jest to spoko:) Może drogo, niestety… ale zakładam samo jedzenie będzie tańsze i się opłaci:D bo będzie tak:

Nie dowiedziałam się niczego odkrywczego, jednak

a) potrzebuję bata nad sobą,

b) widać że stawiają na naukę nawyków dobrych,

c) pani fajnie ze mną rozmawiała o tych chorobach wszystkich, widać, że ogarnia temat

d) wiem co mogę, o jakiej porze, co robić, jak mnie w nocy przyciśnie (pić gorącą herbatę albo (nawet lepiej) kawę Inkę

e) pół godziny temu zjadłam obiad i już jestem głodna:D (ale dużo mniejszy niż przepisowy, więc chyba dobrze)

f) dużo rzeczy robię dobrze:D

g) dużo kilogramów do stracenia

h) chcę stracić jak najwięcej do ślubu przyjaciółki

i) wiem już, że tak czy inaczej będę chudła trochę wolniej niż zdrowochudnąc (ten kilogram na tydzień…), bo ta insulinooporność…

No, proces przemiany ze słonika w żmiję (ok, może być w łanię;) został rozpoczęty. Tzn. został rozpoczęty już dawno, tylko był przeciwskuteczny.

Muszę tylko pamiętać, że chuda krowa to jeszcze nie sarenka.

 

 

 

mój udar Uncategorized

Jeju, dziwnie jest

Published by:

Powiem tak. Wczoraj, jak ktoś poprosił mnie, żebym napisała o czymś na blogu, powiedziałam, że nie mogę, bo kolejka ważnych tematów czeka na opracowanie/ujawnienie.

Teraz na pewniaku usiadłam do komputera i… Pustka. Nic. Moje ważne tematy zniknęły tak, jakby ich nie było.

Aż mnie zatkało. Jestem pewna, że tu były. Coś czuję że tętno mi podskoczyło, bo słyszę moje serce. Chyba.

Tak, wiem, że sobie planowałam, rozmyślałam, ale nie zapisałam. To jeszcze potęguje moje wrażenie zagubienia w rzeczywistości. Ja wiem, nie wolno panikować, każdemu (nawet mojej mamie!) zdarza się czegoś zapomnieć. Lub o czymś zapomnieć. Ja wiem. Tylko że przy moim ogólnym rozbiciu i poczuciu odstawania od rzeczywistości, mam dziwne wrażenie, że ktoś wyjął mi z głowy solidny kawał mózgu.

I wcale nie mam poczucia, że coś się po prostu schowało w szufladce i muszę to odkopać. Mam poczucie że coś straciłam, i to przez udar mózgu.

Hm. To pewnie nic. Znam ten stan, wiele razy to przechodziłam. Przede wszystkim to spokój może nas uratować. Spokój i odpoczynek i nieprzejmowanie się. Uciekło, to wróci. Przewróciło się, niech leży. Postanawiam się tym nie przejmować i obejrzeć sobie coś na netflixie.

Z nowości:

straciłam wszystkie zdjęcia, które miałam. dysk padł.

jutro idę do dietetyka,

już za kilka dni zaprezentuję wam stronę o spastyczności,

kończę czytać pierwszą z mózgowych książek, które zakupiłam ostatnio

trochę jestem głodna.

Na dobry sen wrzucam Wam Marcina Dorocińkiego. Z fejsa, to chyba legalnie;) Bo fajny jest:)

 

mój udar

Stanę się rzeczownikiem pospolitym! Czy warto dociekać przyczyn udaru?

Published by:

(c) globalpanorama @ flickr

(c) globalpanorama @ flickr

Jak wiecie, ja się uparłam odkryć przyczyny udaru.

Prawda jest taka, że im więcej wiem, tym bardziej to wszystko jest skompliowane.

Dziś wyszłam z endokrynologii po 8 dniach i sobie myślę o tym wszystkim. Nie wszystkie wyniki mam prawidłowe, ale też za wcześnie jest by mówić o konkretach. Część wyników będzie do odbioru dopiero za miesiąc. I wtedy zobaczymy. Na razie dowiedziałam się, że mam lekką insulinooporność. Nie powinno to dziwić przy mojej wadze, ale mnie zdziwiło, bo zawsze gdy miałam mierzony cukier ładnie mi się mieścił w normie. Aż tu nagle…. No nic. Napiszę o tym niedługo, pewnie w tym tygodniu.

Ale wróćmy do mojego pobytu na endokrynologii. Wyszły mi pewne nieprawidłowości. I póki co nie mogę napisać wielu konkretów, oprócz tego że ginekolog mnie strasznie nastraszył. Uśmiałam się kiedy w rozmowie z przyjaciółką napisała:

G: moze zostaniesz rzeczownikiem i beda twoim nazwiskiej nazywac stan podobny do twojego
G:zdiagnozowali mi […wru…] (i tu moje nazwisko, którego nie lubię tu ujawniać;)  Katarzynę
G:how cool is that
No rzeczywiście cool. Ale też problem w tym, że kręcę się w kółko. Raz mam dużo nadziei , a potem tracę ją całą. Kiedy lekarz mi mówi że przyczyną drugiego udaru jest pierwszy udar to już w ogóle wątpię na maksa. To po co cała prewencja wtórna? To po co w ogóle dociekam?
No w każdym razie ja nie wierzę w to, że przyczyną mojego drugiego udaru jest pierwszy. Więc dociekam, jak w zasadzie zdrowy człowiek z taką se małą niepełnosprawnością, ale zdrowy, miał drugi udar. Pewne rzeczy wykluczam, inne badam głębiej i mam wrażenie że stare polskie porzekadło o drzewach nagle nabrało dla mnie nowego znaczenia.
Im dalej w las, tym więcej drzew.
I się przerażam, bo faktycznie nie wiedziałam ile rzeczy jest we mnie zepsutych, i to na poziomie dość podstawowym, ale przewlekłym. Gdybym nie szukała przyczyn udaru, gdybym nie miała udaru tak właściwie, to bym się o nich nie dowiedziała i bym się za nie wzięła za 15, 20 lat, kiedy już będą dawać bardziej jednoznaczne objawy. Czyli już kiedy będzie bardziej niebezpiecznie.  Ale wciąż jestem daleko od odpowiedzi „skąd udar”.
I tylko się frustruję. Ale dłubię i oglądam te drzewa z każdej strony, bo chcę wiedzieć. Jeden raz może być wypadkiem przy pracy, dziurą w sercu, skrzepliną z malinki (czytałam że były takie dwa przypadki;p), dwa już niepokoją. I mogą sugerować że będą następne. Bardzo się tego boję, więc szukam.
Fakt. Im człowiek starszy, tym mniejszej liczby testów potrzebuje, bo więcej rzeczy przebadał raczej. I dlatego diagnozę wielu lekarzy zostawi na poziomie
wywiad,
cholesterol,
ciśnienie + serce,
doppler szyi,
może krzepliwość krwi,
i to będzie wszystko.
I w wielu przypadkach to wystarczy. W wielu nie. I nawet nie twierdzę, że trzeba znać dokładna przyczynę udaru. Trzeba robić tak, żeby było lepiej i zdrowiej. Bo u większości z nas przyczyna będzie prosta. Mi się tyle nazbierało, że czuję że warto dłubać.
ALE TEŻ CZUJĘ ŻE DAŁAM SIĘ ZWARIOWAĆ. 
Szukanie przyczyny udaru stało się dla mnie nowym hobby (obsesją?) i zaczyna dominować moje życie. Muszę trochę odpuścić, naprawdę. Ok, mam jakiś plan do wykonania na najbliższe miesiące, pewnie to przejdę, jeśli nie wyskoczą mi jakieś definitywne rozwiązania to trzeba będzie odpuścić trochę. Bo po co żyć cały czas w stresie (co podwyższa ciśnienie!). Jak wpadnę na jakiś trop to wpadnę. Jak nie, to nie. I tak mam poczucie że zrobiłam do tej pory absolutnie wszystko, co mogłam (oprócz schudnięcia, co zaraz się zmieni, powinno przynajmniej – i ze słonika stanę się łanią;))
I myślę sobie, że na pewno warto dłubać, kopać, sprawdzać, ale do czasu, kiedy to wszystko ma sens. I to dla swojego zdrowia psychicznego.
Wiem, że jeśli nie posprawdzam kilku jeszcze rzeczy, to nie będę spała spokojnie. Być może spokojny sen już nigdy nie będzie mi dany, ale ładnie sobie z tym radzę. Ale w tak zwanym międzyczasie nie chcę żyć życiem, którego celem jest dłubanie w swojej chorobie. Chcę frajdy i normalności, jakkolwiek bym ją definiowała.
 Zatem na pytanie postawione w tytule notki „Czy warto dociekać przyczyn udaru?” mogę odpowiedzieć na dwa sposoby.
Tak, ale… 
albo
TO ZALEŻY.  
jak powiedział mi mój psychiatra… wyżej dupy nie podskoczysz. Ten facet jest naprawdę mądry:)