To oficjalne: jestem niepełnosprawna. Umiarkowanie.

Cóż

przyznać Pani umiarkowany stopień niepełnosprawności do którego zalicza się osobę z naruszoną  sprawnością organizmu, niezdolną do pracy albo zdolną do pracy jedynie w warunkach pracy chronionej, lub wymagającą czasowej albo częściowej pomocy innych osób w celu pełnienia ról społecznych.

Czytam to orzeczenie i widzę, że nic z niego nie wynika. Nic, kompletnie, oprócz ułatwień w pracy.  Czytaj dalej

galeria twarzy (11): uśmiechnij się. Małe zmiany – wielki efekt:)

left handmam wirtualnego, udarowego kumpla. Udar mózgu 7 lat temu, do tej por walczy z wieloma ograniczeniami.

M. stracił po udarze bardzo wiele. Wcale mi nie chodzi o trudności fizyczne, raczej o zmiany w życiu.

Jego małżeństwo ni przetrwało. Nie ma kontaktu z córką. Znajomi gdzieś wyparowali. Ojciec, z którym ponoć nigdy się nie dogadywali, praktycznie się do niego wprowadził.

po 7 latach stracił też wiarę w sens ćwiczeń.

uderzyła mnie jego samotność i niechęć do zmian. depresja, powiecie, ale w tym przypadku leki nie działają. łyka je, ale poczucie bezsensu go nie opuściło.

Jak tak sobie gadaliśmy, okazało się, że najbardziej chyba brakuje mu ludzi. Nie wsiądę do samolotu niestety, żeby pospędzać  nim kilka godzin, ale wymyśliłam, ‚ćwiczenia z uśmiechania’. Czytaj dalej

Wszędzie widzę udary

Mieliście kiedyś tak, że wszędzie widzicie coś, co was dotyczy?

Coś jakby,  hm.  Jak kochasz sie w hindusie,  magłe zaczynasz widzieć hindusow na każdym kroku, mimo że wcześniej nie było ani jednego w twoim mieście.  Albo kiedy kupijesz małego yorskshire terriera, świat robi się pełen takich dziwnych szczurow.

Ja mam tak z udarami mózgu.  Już z trzy razy wysyłałam kogoś do neurologa, bo ‚to może być udar’.

Na swoje usprawiedliwienie mam proste: objawy, na tyle co je znałam, usprawiedliwiały  myślenie o najgorszym. Zgodnie z zasadą  ‚lepiej dmuchać na zimne’ w niedzielę wysyłałam kumpla na SOR, gdzie nie zrobili mu tomografii i powiedzieli, że (wzrok, ból, ręka, ciągłe zmęczenie) problemy są prawdopodobnie efektem stresu. I że to niemożliwe prawie mieć udar w tak młodym wieku. No, może w Niemczech, w Polsce – wiem to na pewno – to możliwe. Czytaj dalej

Jestem flakiem. Moje ćwiczenia na wzmocnienie

Downward Facing DogProblem z (moją) rehabilitacją jest ogromny. Jak nie ćwiczę, to się cofam. Zauważalna utrata formy następuje już po dwóch dniach lenistwa/złego saopoczucia.

Zatem po kilku miesiącach od ataku padaczki wciąż jestem słaba. Pani Madzia mówi, że trzęsę się jak galaretka. Wolę określenie „jak osika” albo coś podobnego. Nie udało mi się jeszcze zbudować formy sprawniejszej, niż słabowitość. W zasadzie wszystko się na siebie składa.

Jeszcze nie doszłam do siebie do końca po sierpniowym, a tu padaczka. Zalecono oszczędzanie się, aż nie ustabilizujemy lekarstw.

Potem 3 miesiące – trzy szpitale, kwiecień – święta, maj cały do tego tygodnia zajęty i teraz się poważnie zabieram za formę. Czytaj dalej

Była u mnie telewizja

W zeszłym tygodniu przyjechał do mnie TVN i będę w telewizorni.

Opowiedziałam o podstawach mojego udaru i będzie można mnie (i mamę!) zobaczzyć we wrześniu. I to jest super. I nie super.

Super, bo świadomość udarów wzrośnie po programie w prajmtajnie i w ogóle.

Nie super, bo nie wspomniałam o Lewaczce, więc nie będzie darmowej promocji;)

I jeszcze nie super, bo kurde, to zawsze moja morda w telewizji. Ćwiczyłam mięśnie buzi cały tydzień, ale wiecie, zawsze trochę krzywizny zostaje ( ; No i kamera dodaje kilogramów;)

Oby to zmontowali dobrze. I żebym nie stała się memem. Nie chcę;) a może?;)

Zapisałam się na wolontariat, bo inaczej samotność mnie zje

Smutniejsza część notki

Życie układa się tak, jak się układa. Nie ma sensu pytać „dlaczego ja”, bo na takie pytanie nie ma odpowiedzi. Zatem nie pytam, tylko staram się jakoś działać. Mam nadzieję, że to widać, nawet w chwilach kiedy narzekam:)

Prawda jest taka, że czuję się obrzydliwie samotna. I to nawet nie przez jakąś metafizyczno-nieokreślone poczucie odrębności i niezrozumienia siebie i innych oraz przez innych. To też jest obecne u mnie, ale w chwilach załamania. Teraz po prostu czuję się samotna, bo jestem sama.  Czytaj dalej

Przyczyny udaru (X): udar jako powikłanie zabiegu/operacji. Jak u pana Wodeckiego

Od tygodnia media donoszą o udarze mózgu pana Wodeckiego. Bardzo mi przykro z powodu jego choroby. Udar jako powikłanie zabiegu/operacji uderzył po raz kolejny.

:(

A teraz Pudelki i inne Onety podają przyczynę.  Udar mózgu jako powikłanie zabiegu (operacji?) serca. Ciężkie.  Wraz z zawałem serca udar mózgu jest bardzo poważną konsekwencją zabiegów chirurgicznych.

Liczby to potwierdzają. Według tego artykułu 1,5% operacji chirurgicznych skutkuje zawałem serca, a 7 promili udarami. 

I nie muszą to być zabiegi nieudane w chirurgicznym sensie. Wiecie. Udało się przyszyć paluszek, ale pacjent skrzepliny jakoś zablokowały mózg i pacjent, choć wszystko powinno być ok, obudził się z kolejnym wielkim problem. Czytaj dalej

Po komisji ds. orzekania o niepełnosprawności

Dziś stanęłam (usiadłam) przed komisją do spraw orzekania o niepełnosprawności. I, choć trudno mi w to uwierzyć,

BYŁO SPOKO. 

Oczywiście do końca będę mogła ocenić to wszystko wówczas, gdy dostanę decyzję.

Ma przyjść w ciągu 2 tygodni pocztą.

O samej komisji nie mogę zbyt wiele powiedzieć. Weszłam (i to z mamą! Na plus plus plus) i odpowiedziałam na kilkanaście pytań. Badanie lekarskie – bardzo szybkie.

Z pierwszego pokoju przeszłam do drugiego. Gdzie pani doradca zawodowy zapytała o kilka spraw, bo wcześniej powiedziałam, że bardzo chciałabym pracować.

I ta pani powiedziała, że decyzję otrzymam w ciągu 2 tygodniu.

Na minus:

  • budynek, ciężko w nim niepełnosprawnym na pewno, ale winda jakaś jest;)
  • nawet nie wysłuchano pełnej listy moich chorób
  • nie dostałam decyzji od razu, więc stresik zostaje.

Na plus:

  • wszystko inne:)

 

 

Udar+toczeń=problem w ciepłych krajach. Szybki pourlopowy wpis

Wiem, że ostatnio malutko mnie było na blogu i lewaczkowym fejsiku. Wywiało nas (to znaczy rodziców i mnie) w cieplejszy kraj, gdzie – dla odmiany – świeciło słońce! Tata wrócił spalony na raczka, mama stała się raczkiem częściowo, ja unikałam słońca jak mogłam, ale jednak rumieniec mam zdrowszy.

Czekało na mnie mnóstwo trudności. Ale takich zupełnie codziennych. Jednak wyjazd, w którym mamusia dba o rodzinkę, jest dużo łatwiejszy niż samodzielne planowanie czegokolwiek. Jak wyglądały moje przygotowania? Przede wszystkim lista. A właściwie dwie listy. Jedna z ciuszkami, druga ze wszystkim innym. Na mojej liście PASZPORT, BILET LOTNICZY I LEKRSTWA były podkreślone z milion razy.

Lista leżała na moim stole przez kilka dni, i tak sobie ją uzupełniałam. Na koniec sporo dopisałam z listy ‚ciuchowej’ i koniec końców niczego mi nie zabrakło. Sama się zdziwiłam;) Czytaj dalej