Szardża – Dubaj. Po NCD Alliance global Forum 2017. Wpis turystyczno-zdrowotny. ;)

sharjh forumPisałam Wam już, że byłam uczestniczką Konferencji Chorych Ludzi w Dubaju, która nie była Konferencją Chorych Ludzi w Dubaju. Było to NCD Alliance Global Forum 2017. Czyli, w skrócie forum profesorów, NGOsów, polityków też trochę, dotyczące chorób niezakaźnych.

Wróciłam. I mogę napisać jak było;) Oczywiście mam sporo przemyśleń na temat tematu konferencji – NCD Alliance Global Forum 2017, ale równie ważne jest `to, jak to wszystko zniosłam, co? i to, jak tam było, nie? i co zobaczyć w tym Dubaju? ;)

Swoją drogą to strasznie długi wpis, więc podzieliłam go tematycznie, bo pewnie wielu z was będzie męczyć czytanie go na raz.

Podróże

Mnóstwo osób pytało mnie o lot (loty) i podróż. leciałam. Dwa loty w jedną, dwa loty w drugą, żadnych problemów. Nic nie bolało, uszy nawet  nie zatkało. Ból głowy w jedną stronę nie wystąpił, w drugą – minimalnie, ale zaczął się już w hotelu. Czytaj dalej

Szardża, NCD Alliance Global Forum: dzień 1 (samo poludnie)

ForumSzardża dzień pierwszy

Jak mogliscie wcześniej przeczytać, mój wyjazd do Szardży/Dubaju na na NCD Alliance Forum 2017 jest jedną z przygód osobistych i „zawodowych”: bo moja lewaczka jest dla mnie dzieckiem, pracą i (co za okropne słowo…) misją.

W każdym razie, dopóki tu jestem nie liczcie na przemyślenia z warsztatów i spotkań z bardzo waznymi ludźmi znajacymi sie na polityce i projektowaniu świata. A są tutaj! Czuję się jak zwykle na dużych wydarzeniach. Oniesmielona, i „out of place”. Come on. Już poznałam osobę, która słysząc, że jestem niezależną blogerką i piszę o udarach mózgu, powiedziała ze zdziwieniem „o, tylko?”.

No tylko.

No trudno.

Zdążyłam tutaj: Czytaj dalej

„Yes woman” – jak rzucam się na wszystko i jak to wpływa na moje zdrowienie

oman arabPisałam tę notkę odmrażając sobie tyłek na parapecie. Rozwlekłam ją tak, że uciekło mi sedno tego, co chciałam powiedzieć.

Zacznę zatem w zupełnie inny sposób. Myślę,że w dużej mierze, określa mnie fakt, że mówię TAK. Mówię TAK zadaniom, okazjom, ludziom, mówię tak, zrobię to, tak – wejdźmy w to.

Wchodzę we wszystko z nadzieją, że będzie lepiej, że kolejna okazja zmieni mnie lub świat na lepsze. Że wykonanie zadania przyniesie korzyść i satysfakcję.  Czytaj dalej

Jadę do Dubaju!

No tak. Nadszedł czas, żeby podzielić się tą radosną nowiną. za tydzień i jeden dzień jadę do DUBAJU. Jaram się, jak moje policzki w pełnym słońcu.

Oczywiście dzielę się nowiną z tymi, którzy nie towarzyszyli mi w tym porażkowym lajwie:

gdzie w którejś części powiedziałam, gdzie i dlaczego i po co jadę, a przede wszystkim: dlaczego się wstydziłam Wam o tym powiedzieć.

Po tym wideo kilkoro z was dość skutecznie mnie przekonało, że nie ma czego się wstydzić.

Jadę do Dubaju na konferencję chorych ludzi.

Ok, teraz słowo wytłumaczenia. To nie Dubaj (przynajmniej nie w większości), to nie do końca konferencja, i nie do końca chorych ludzi;) Czytaj dalej

a ja uratowałem życie chłopcu z udarem – o uczniu, którego nie przyjęli na SOR i moim tacie-bohaterze

Mój tato nie jest lekarzem. Ale sama  byłam świadkiem, jak zimną krew zachowuje w sytuacjach kryzysowych. W tym roku jego zimna krew uratowała życie jego zawodnikowi. Kilka lat temu jako jedynemu wpadło do głowy, żeby sprawdzić, czy nikogo nie ma pod przyczepą, która urwawszy się wjechała prosto w przystanek autobusowy… No była tam pani. I nawet nie poczekał na prasę, żeby opisała jego bohaterstwo. Nadrabiam;)

A  i nie jestem pewna, czy w międzyczasie coś podobnego się nie wydarzyło.

Ostatnio oglądaliśmy ten mój tevauenowy fragment i tata  mówi nagle: no, ja kiedyś uratowałem życie chłopcu po udarze. Czytaj dalej

telewizja, telewizja, i po telewizji

No tak. Byłam w TVN. To znaczy w programie 36,6 Ewy Drzyzgi był malutki reportaż o moim udarze. I nie mogę wystarczająo podkreśli, jak bardzo ten materiał mnie zawiódł. Nie moją próżność, nie Kasię Es., bo w sumie, mimo że mi mordka leciała mocno, wszscy wokół mówią, że pięknie wyglądałam, i nieźle mówiłam, ale Kasię, której życie jest zdeterminowane przez udar mózgu i która uchciałaby, żeby ludzie faktycznie wiedzieli co to jest. Bo wiedza = większe prawdopodobieństwo, że w razie potrzeby pomożemy sobie lub innym.

No ok. Pod tym linkiem znajdziecie historię Kasi, która przed ukończeniem 30 roku życia  Czytaj dalej

moja nowa zabawka:)

Wiecie co jest najbardziej irytujące w fasolkach? po kilku dniach się nudzą. Nawet jak wybiera się je samemu ze sobą na zawody. Niestety. Po jakimś czasie wszystko się nudzi, dlatego rehabilitacja jest taka  trudna. Myślę, że połowa ludzi po prostu przerywa ćwiczenia przez nudę.

Ja, przyznaję bez bicia, też mam gorszy ćwiczeniowo czas. I nudzą mnie ostatnio fasolki. Dlatego tak rzuciłam się na zabawkę z Lidla za 15 zł. Tadaam!

zabawka

Wzięłam wersję z mniejszymi elementami, myślałam sobie pffff, co to dla mnie.

I niestety. Nie ma tak łatwo! Aż sama się sobie dziwię, jak opornie mi to idzie. Złapanie tego małego plastikowego gówienka jest raczej łatwe, ale obrócenie go w dobrą stronę supertrudne. I włożenie. Cały czas mam wrażenie, że coś nie pasuje.

Moja neurolog mówi w ogóle, że to niemożliwe, ale wydaje mi się, że od ataku padaczki

  1. dużo mniej boli mnie głowa (tzn. zaledwie kilka razy do tej pory i nie do płaczu)
  2. dużo gorzej operuję moją lewaczką.

Śmiesznie. Bo neurolog mówi, że to są dwie kompletnie odizolowane sprawy. Jakoś tak się zbiegło akurat w czasie. Dziwne…

 

Moje lepieje:) cz. I

Doczekaliście się;p Co jakiś czas lepię sobie jakiegoś lepieja udarowego.

NIestety, nie zawsze je zapisuję w telefonie, ale proszę:) to, co udało mi się znaleźć.

:)

Lepiej ryż szpitalny wżerać, niż go sobie z brzucha ścierać.

Lepiej tiwi zdzierżyć dzielnie, niż na sali milczeć szczelnie. Czytaj dalej

O porównywaniu problemów – znowu filozuję, przepraszam za to!

Bardzo często słyszę ostatnio tekst „w porównaniu do Twoich problemów, te nie są problemy”, albo „w porównaniu do Twoich problemów z…, to moje są…”.

empatia, roman kraft, ręce, razemSzczerze mówiąc, nie wiem, jak odpowiadać na takie stwierdzenia. Powoli przeformułowuję swój pogląd na problemy. Zawsze myślałam, że największymi problemami, są NASZE problemy. Bo bolą nas, a nie innych. Mawiałam, że bez znaczenia, czy jest to zerwanie dachu przez huragan, czy zerwanie z chłopakiem, nasz problem, to nasz problem. Może inna skala, ale i tak mało kto jest na tyle empatyczny, żeby bardziej odczuć problem tsunami, niż złamanego serduszka. Dalej tak twierdzę.

Ale widzę też, że niestety nie ma co walczyć z porównywaniem. Bo, niestety bądź stety, cała socjalizacja od maleńkości jednak nas wrzuca w system porównań. Porównujemy zabawki w przedszkolu. Porównujemy zarobki. Porównujemy trawę we własnym, i sąsiadowym ogródku. Ja się jakoś tego nie nauczyłam (na szczęście!), pewnie dlatego mnie to razi, może dlatego, że wiem, jak umiem się zadręczać pierdołami, kto to wie. Czytaj dalej

Ostatni dzień naszego życia >>przed<<...

dean burnett gupi muzgSzukając czegoś do czytania po „Gupim Muzgu” [kliknij, żeby przeczytać moją niby-recenzję], sięgnęłam po „Listy przeciwko wojnie”. Musiałam już je kiedyś zaczynać, bo w pierwszym tekście znalazłam zaznaczony obszerny fragment z podpisem Lewaczka:

„Ostatni dzień naszego życia „przed” – przed 11 września, Twin Towers, Bliźniaczymi Wieżami, przed nowym barbarzyństwem, przed ograniczeniem naszej wolności, przed wielką nietolerancją, wojną technologiczną, masakrami więźniów i niewinnych cywilów, przed wielką hipokryzją, konformizmem, obojętnością albo, co gorsza, przed małostkową złością i źle rozumianą dumą. Dzień, po którym nasze marzenia o rosnącej wzajemnej miłości, braterstwie, większym uduchowieniu i większej radości zmieniły się w więcej nienawiści, dyskryminacji, materializmu, więcej bólu.
(..) Świat się zmienił. My też musimy się zmienić. Przede wszystkim musimy przestać udawać, że wszystko jest tak, jak było, że możemy dalej tchórzliwie żyć normalnie. (…)”
Tiziano Terzani
Czytaj dalej