Opinia innych: jak cię widzą, tak cię widzą( ;

Po moim ostatnim tekście [klik], czytelniczka Sylwia zwróciła moją uwagę na coś, co jest bardzo ważne. My sami widzimy siebie inaczej, niż nasi bliscy. Opinia innych jest czymś co może pozwolić nam na odrobinę dystansu.

Czyli… Jak cię widzą, tak cię widzą:)

To jak z odchudzaniem. Jeśli tracisz po poł kilo tygodniowo, sam tego nigdy nie zobaczysz z tygodnia na tydzień. I nawet strata 10 kilo nie wydaje się aż tak spektakularna. Bo przecież schodziło stopniowo.

A wyobraź sobi, że ktoś widzi cię po kilku miesiącach i mnieszego o 15 kilogramów. Ty wzruszasz ramionami, bo chyba trochę schudłeś, a innym szczęka opada do kolan jak postaciom z Looney Tunes. Bo nie widzieli procesu tylko efekt. 

Z rehabilittacją po udarze jest podobnie. Opinia innych (w sensie: tycch, którzy nie widują nas co drugi dzień) opiera się na zapoznaniu skokowym, a nie obserwacji procesu.

Trach – nie wstajesz z łóżka – trach – siadasz – trach – nagle ruszasz ręką – trach – nagle chwtasz, składasz słowa i jeździsz na wózku.

Albo, drugi scenariusz:

chodzisz niepewnie, mówisz, ale brakuje ci fluencji słownej– trach – następne spotknie i przynosisz innym herbatę i mówisz nieco płynniej.

Ty nie zaauważysz tego „nieco”. Dla innych to oznacza wooooooooooooooow.

To inni naprawdę zauważają postęp, który nam wydaje się niewystarczający i superpowolny. I umówmy się, często jest superpowolny. Ale jest.

Czasem nie chce się wierzyć w to każde wow, ale nasi przyjaciele nie mają powodu kłamać.

Moja mama chyba nigdy nie zapomni momentu, kiedy wróciła do szpitala po kilku dniach. Zostawiała mnie troszeczkę warzywną (leżałam i nic nie robiłam, bo byłam słaba i w ogóle), a może na wózku? nie pamiętam. Jak wróciła, popędziłam w jej kierunku opierając się na balkoniku.

Szpitalne korytarze są idealne do jazdy na balkonikach, a girls wanna have fun;)

Wydaje mi się, że to musiał być jeden z najszczęśliwszych momentów w jej życiu.

Tu miałam skok. Ale pewnie jak widziałaby proces wstawania, codziennego mozolnego ćwiczenia, nie byłaby tak zaskoczona.

Ale jeszcze lepiej to wypada przy znajomych.

Odwiedzam przyjaciół z warszawy raz na kilka miesięcy. Jeżdżę tam do mojego ukochanego lekarza i jesteśmy trochę „przy okazji”. I niemal za każdym razem (a minęły przeszło 3 lata) zwracają uwagę na mój postęp.  Widać go, słychać i czuć.

Przyjmowałam to sceptycznie. Ale potem zobaczyłam swoje zdjęcia. Przypomniałam sobie o smutnych rzeczach, których nie potrafiłam zrobić. I spojrzałam sobie na te zdjęcia.

Tutaj pierwsze zdjęcie zostało zrobione na oddziale udarowym po pierwszym udarze, drugie – na neurologii po drugim udarze. Nie widać go po mnie, c’nie? (;

pracujemy dalej:)

Tutaj mam neurologię poudarową i berlin po roku. Wyobraźcie sobie, że widzicie mnie z taką przerwą.

Wyobraźcie to  sobiesobie.

jestem „szczęściarą”, która dokumentuje swoje życie milionem zdjęć. Mogę porównać postęp. A jest całkiem spory;)

Dlatego, jeśli ktoś nam mówi, jeeeeeeeeeeeeeej, jaki zrobiłaś/eś postęp, czasem warto go posłuchać.

Wiem, że nigdy nie będzie tak dobrze i szybko jak byśmy chcieli… U mnie też nie jest. Dacie wiarę? Ale warto wiedzieć że go widać i słychać (i czuć).

Jesteśmy bohaterami. Nikt nie napisze o nas eposów, ale ja mogę próbować – bo rozruszanie palca, otworzenie łapki, jest jak superbohaterstwo. I to superbohaterstwo jest czasem bardziej widoczne dla naszych bliskich niż dla nas.

 

3 myśli nt. „Opinia innych: jak cię widzą, tak cię widzą( ;

  1. Dziękuję Ci za ten tekst. Chyba go sobie wydrukuje i powieszę w ramce na ścianie. Sama nie widzę efektu wow jak wtedy kiedy obudziłam się pewnego dnia rano w szpitalu w Piaskach i nagle sama zawiązałam swoje buty albo kiedy lewa ręką była w stanie wykonać gest „fuck you” i pokazywałam go z uśmiechem prawie każdemu. Sytuacji nie polepsza fakt, że zawsze byłam bardzo krytyczna wobec siebie i rzadko kiedy z siebie zadowolona. Postaram się obiecuję, może dzisiejszą wiosna mi to ułatwi, w końcu od zawsze działam na baterie słoneczne. A może zbliżający się ślub… Buziaki serdeczne

  2. Pingback: i przyrzekam,że uczynię wszystko…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.