obserwuję budzącą się spastyczność

physical-therapy-1431535 (1)i to jest strasznie  dziwaczne.

Moja noga przez większość czasu ćmi takim leciuchnym napięciem/bólem i nie daje zapomnieć o sobie.

Moje palce (lewej nogi) samodzielnie odrywają się od podłogi. Jakby wstąpiło w nie nowe życie, niezależne od mojego mózgu. A wiem, że to właśnie mój biedny mózg każe sztywnieć moim lewym kończynom.

Hej, mózgu! Robisz mi krzywdę, więc daj se na wstrzymanie i zostaw moją stópkę

Boję się, że to będzie się powiększać.

Szukam ćwiczeń, może jakiegoś rozciągania. Póki co staram się pamiętać, że jak stopa jest na podłodze palce mają być na podłodze też. I nie podkurczone, co jest problematyczne.

pani Madzia każe się modlić, żeby wszystko nie postępowało za bardzo. Ale ja się nie modlę. Tylko szukam rozwiązań i obsesyjnie myślę o swojej dolnej lewaczce.

2 myśli nt. „obserwuję budzącą się spastyczność

  1. Jak ja to dobrze znam… :(
    Ty i tak masz szczęście, że nie od razu u Ciebie tak „gruchnęło”. U mnie najpierw był paraliż (i to było wiotkie), a potem dopiero wkradła się spastyczność (i to zarówno w rękę, jak i w nogę)… I już nie było zmiłuj. Nic nie dało się z tym zrobić. Ok, można niby faszerować się botuliną, ale ile? dwa? Pięć lat? No dobra, dziesięć.
    A co potem? Niby są jeszcze leki na spastyczność typu: Sirdalud czy Baclofen, ale np. na mnie nie działają już w ogóle.
    Ale ćwicz. Najwięcej, jak się da. To, jak wyćwiczysz się teraz, będzie rzutowało na Twoją przyszłość. żałuję, że nie byłam taka mądra te 15 lat temu, żeby siebie przekonać do czegoś takiego…
    Ale mam wrażenie, że to nie tylko moja wina. Bałam się Mareczka i kilku innych osób…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.