O fizjoterapeutach na Światowy Dzień Rehabilitacji

physical-therapy-1431535 (1)Wiecie, że dziś – 8.09 – obchodzimy Światowy Dzień Fizjoterapii? I dobrze, bo jest okazja, żeby powiedzieć jak ważna jest fizjoterapia w życiu niesprawnych ludzi.

Ok – jest bardzo ważna. Bardzo bardzo ważna.  W przypadku udaru mózgu od momentu uratowania życia, jest moim zdaniem dobry fizjoterapeuta jest ważniejszy od dobrego lekarza. I mniej od niego dostępny. I to jest chyba tragedia niesprawnych pacjentów – bo jak nie będą się usprawniać, sprawni nigdy nie będą. Publiczne oddziały rehabilitacyjne są oklejkowane, platne bardzo drogie, a na fizjoterapeute przychodzącego dwa razy w tygodniu wydasz 4/5 swojej renty. (; a bez tego jest trudno, nawet jak się naogląda na jutubcu godzin filmików.

Wczoraj świadkiem mojej rehabilitacji była koleżanka, która później powiedziała tak: niby te ćwiczenia wydawały się proste (nie były proste!), ale w życiu bym nie zwróciła uwagi na to, że krzywisz te stopy. (;

Te niuanse są ważne, utrwalanie złych nawyków może być wręcz szkodliwe,  więc jest cieżko. Ja cały czas słyszę LU-ZNO-RE-KA, PANI KASIU,NOOOGI, JAK ZOBACZĘ TE STOPĘ, TO URWĘ, OD-DY-CHAĆ, JEŚLI SIĘ PANI NIE NAUCZY, TO NIE BĘDZIE PANI UMIAŁA – czasem wystarczy że spojrzę na panią Madzię i wiem, co źle robię.

Po wyjściu ze szpitalnej rehabilitacji ćwiczyłam sama i było bardzo ok. Ale w końcu zauważyłam, że potrzebuję bata, wykonywałam ćwiczenia (te ze szpitala) coraz mniej starannie, nie poprawiały mojego stanu tak, jakbym chciała i wiedziałam, że czas już na telefon do profesjonalisty. I teraz dwa razy w tygodniu ćwiczę tak, jak sama bym nie potrafiła i wiem, że sobie nie zrobię krzywdy. Trochę jęczę, ale to wszystko są żarty i przekomarzanie się, bo moja terapeutka jest cudna, tak jak pierwsza fizjoterapeutka z którą miałam do czynienia na gruncie ‚zawodowym’ – przeszkoliła mi rodziców, którzy machali mi łapami, doradzała im (nie mnie, ja nie ogarniałam rzeczywistości) co ze mną robić, co może kupić, jak sobie radzić… ze szpitala wyszłam o swoich siłach, mój mózg nie ‚zapomniał’ do końca jak się stawia kroki. Trochę się potykałam, ale wtedy łapał mnie chłopak i wszyscy żyli ( ;

Jednej fizjoterapeutki nie lubiłam (tzn. jako osoba była fajna, ale zupełnie mi nie odpowiadała jako profesjonalista), bo czułam, że mnie olewa. Byłam za zdrowa, żeby być rehabilitowaną? Ze wszystkich zajęć w tym ośrodku najgorzej wspominam swoją terapię indywidualną – a i tak nie poprosiłam o zmianę terapeuty, wierzyłam, że jednak pani mnie nie olewa, tylko wie co robi i jej mimo wszystko ufałam – bo zaufanie do specjalistów jest bardzo ważne. No cóż, wyszłam z jej zajęć trochę wzmocniona. Nie narzekam, bo podobno pacjenci lepiej oceniają sympatycznych niż niesympatycznych lekarzy, nawet jeśli ci mniej uśmiechnięci są lepszymi specjalistami.

Ale dobre porozumienie między pacjentem i jego fizjo jest superważne. A jeśli fizjo potrafi zmobilizować do pracy i pokazać, że warto, jest genialny. Moja pani Madzia jest genialna (może się rumienić, nie dbam o to;p).

Z tego co widziałam, to strasznie ciężki zawód, trochę wdzięczny, a trochę niewdzięczny. W pewnym czasie myślałam, że może pójdę na fizjoterapię jeszcze – bo to takie piękne jest. Stawiać ludzi na nogi, usprawniać, to naprawdę wydaje mi się piękne. Kiedy obserwowałam pierwsze poudarowe kroki kilku osób, aż chciało mi się uronić łezkę ze wzruszenia.  Byłby ze mnie dziennikarz-kulturoznawca-fizjoterapeuta, miks super, może się wydarzy jeszcze, bo łajnot. Póki co, życzę wszystkim fizjoterapeutom satysfakcji z pracy, dobrych warunków pracy, morza cierpliwości, mocnych kręgosłupów i uśmiechniętych, pracowitych pacjentów. A chorym czy niesprawnym życzę znalezienia ‚tego’ terapeuty, z którym będzie się chciało się rehabilitować:)

PS/

Wczoraj z panią Magdą miałyśmy małą sprzeczkę, ale chyba po prostu się nie zrozumiałyśmy nawzajem, ale i tak robiłam grzecznie to, co chciała. Prawda?; P

Jedna myśl nt. „O fizjoterapeutach na Światowy Dzień Rehabilitacji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.