nawet udar mnie nie nawrócił…

Powiem szczerze: nie odnalazłam Boga w chorobie. Niektórych to martwi (dziadkowie), innych bardzo dziwi, na szczęście ci, którzy mnie znają, wiedzą, że dobrowolnie odwiedzam kościoły tylko przy okazjach typowo turystycznych.

Spędziłam w kościołach wiele niedziel, dobrze pamiętam zszokowane trochę miny znajomych, którym odmawiałam wspólnego pójścia na mszę. To mnie nawet nie irytowało, bo sama się dziwię, dlaczego nie próbowałam się zwrócić ku religii w myśl zasady ‚jak trwoga to do Boga’.

Wkurzyło mnie za to jednak, że kiedy powiedziałam księdzu na „obchodzie” że dziękuję za komunię, skomentował to słowami, że „nie jestem gotowa” i uciekł. Jakby ostatnie słowo musiało należeć do niego. Jakby mój wybór nieprzyjmowania komunii, trzeba było tłumaczyć.

Z tym samym księdzem łączy jedna z moich ulubionych historii z SINN-u.  Jest to, że ktoś mi podrzucił święty obrazek z Janem Pawłem II.  I to pod moją minichoinkę;)

Ach jaka ja byłam zła! Robiłam nawet małe dochodzenie(: ale uznano (uznałam?) że była to sprawka właśnie kapelana szpitalnego. Jak się śmiałam z tego, że jestem taką grzesznicą, że trzeba mi cichcem podrzucać święte obrazki….

mimo wszystko chodziłam czasem do kaplicy. No, w swoim poszukiwaniu ciszy (nie macie pojęcia jakimi głośnymi miejscami są szpitale…) i spokoju zawędrowałam i tam. Okazało się, że kompletnej ciszy tam nie znajdę.

 

krzyż, religiaWierzę, że niektórym religia i duchowość (to absolutnie nie są te same rzeczy) pomagają w zdrowieniu czy radzeniu sobie z chorobą

ale czy bardziej niż wiara w pozytywne myślenie?

co jest jest mocniejsze? modlitwa wielu ludzi wokół? czy ich zaciśnięte kciuki?

Macie przed sobą osobę wiecznie myślącą negatywnie, i niewierzącą, która próbuje podchodzić do swojej choroby racjonalnie

czy wiara jest w stanie nam pomóc?

czytałam gdzieś, że średnia długość życia amerykańskich Mormonów,  jest blisko o 10 lat dłuższa, niż innych białych białych mężczyzn Ameryki (czy to skutek wiary, a może mniej przetworzonej żywności?)

w tym samym artykule babeczka mówiła, że wierzący pacjenci z problemami z sercem, wychodzą z chorób 3 razy lepiej (szybciej?) niż niewierzący…

jak jest – nie wiem. mi wiara nie pomogła, bo jej nie mwm,

 

 

 

 

https://www.medme.pl/artykuly/na-ile-wiara-pomaga-w-leczeniu,33515.html

 

 

Jedna myśl nt. „nawet udar mnie nie nawrócił…

  1. Masz prawie tak samo, jak ja. Mnie nigdy do Kościoła nie ciągnęło – co najwyżej w celach turystycznych. Wolę połazić po górach, czy też innych zamkach niż latać co niedziela na mszę. Jedynie co udar u mnie zmienił to to, że więcej się ruszam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.