Jak to jest zlać się w majty?

toilet paperUwierzcie mi – nie ma nic gorszego niż zlanie się w majty. Nietrzymanie moczu po udarze jest gorsze dla psychiki chorego niż niedowład, problemy z mową, a nawet te koszmarne mdłości w aucie.

Zsikanie się, nieważne czy do łóżka czy w spodnie, jest czymś naprawdę, naprawdę przytłaczającym i nikt mi nie powie, że jest inaczej.

Nie wiem, czy medycyna potwierdzi moją intuicję, że nietrzymanie moczu po udarze (inkontynencja – fajne słowo, no nie?) może mieć dwojakie przyczyny – zmiany neurologiczne, oraz po prostu osłabienie mięśni, wielkie osłabienie mięśni; o tym drugim, nie czytałam w internetach, ale moja intuicja jest tak silna, że aż się nią dzielę – bo to właśnie miało miejsce u mnie według mnie. Plus zmniejszone czucie – jeden z moich ‚wypadków’ zdarzył się tak dziwacznie, że w ogóle nie czułam, że muszę do toalety. Kiedy poczułam zaczęłam iść natychmiast do toalety, ale mimo wszystkich wysiłków nie doniosłam – to był koszmar, sprzątanie tego, potem zgłoszenie salowej, potem odpowiadanie współlokatorce ‚dlaczego tak wcześnie idę się kąpać dzisiaj’…

Niezależnie od przyczyny, niezależnie od tego, czy problem zaczął się po udarze, porodzie czy czymś innym – to jest okropne.

Na szczęście jestem pacjentem bezpampersowym – tzn. panuję nad pęcherzem, nie moczę łóżka. Mimo to i tak mi się zdarzyło kilka razy, więcej solidnie ‚popuścić’. Za każdym razem czułam się upokorzona przez własne ciało. Mogłam sobie tłumaczyć, że jestem po udarze, że raz nie zawsze, że to tylko zmoczenie się, a nie kolejny udar… Nic nie pomagało i nic nie pomaga. Zlanie się w majty jest doświadczeniem, którego nie umiem przerobić na ‚to nic takiego’, bo w mojej głowie jest to rzecz bardziej wstydliwa niż rzyganie po pijaku na ganku domu, o którym można po latach mówić ze śmiechem.

Niekontrolowane oddawanie moczu, zwłaszcza dla bezpampersowca, jest czymś, co się przydarza i wywołuje bezradność. Wiadomo, trzeba się umyć, zmienić portki lub pościel, ale człowiek jest tak zdezorientowany i przerażony, a przede wszystkim przytłoczony tym co się stało, a przecież trzeba działać.

Pani neurolog i reumatolog (opiekowała się mną podczas jednej rehabilitacji) mówiły, żeby się nie przejmować, że przyczyną prawdopodobnie u mnie nie był udar, bo udar nie był dość głęboki itd… (nie?)

Ok, pierwszy raz rzekomo zsikałam się w nocy przez plaster rozgrzewający, strasznie mnie bolały plecy od czegoś i babcia mi nakleiła.

Ok, miałam przewlekłą infekcję wykrytą w badaniu moczu, kiedy mi to wyleczono, sytuacja się bardzo poprawiła, ale nie nazwałabym jej taką jak przed udarem, skoro zdarzyło mi się jeszcze raz, po mojej kuracji antybiotykowej…

Ale kto z was zsikał się przez plaster? Ilu z was miało ten problem przez bakterie? (; najwyżej popuszczacie ze śmiechu;p

Wzięłam się za ten problem i zaczęłam ćwiczyć, podejrzewając, że problem nie tkwi w zalaniu krwią ‚ośrodka trzymania moczu’, lecz w osłabieniu każdego jednego mięśnia mojego ciała, szczególnie tych z lewej strony, ale przecież nie tylko. Z pomocą przyszła najpierw moja pani Madzia, kserując ćwiczenia z pisma fizjoterapeutycznego, które wykonywałam dzielnie przez jakiś czas (nie wiem czy dobrze), ale potem mnie a) znudziły, b) za bardzo absorbowały. Przerzuciłam się na ćwiczenia, których masa jest w internet ach, na przykład tutaj – polegają na spinaniu i rozluźnianiu tzw. mięśni Kegla/mięśni dna miednicy. Ja je robię codziennie i widzę efekty całej swojej terapii. Przyszły dość szybko i teraz czuję się dużo bardziej komfortowo, choć wciąż nie do końca pewnie.

Nie wiem, jak to wygląda u mężczyzn, ale z tego, co widzę, częściej dotyczy kobiet niż mężczyzn. I z tego co widzę w artykułach, większość udarowców w końcu dochodzi do normy w tym zakresie. Ale trzeba mieć świadomość, że nietrzymanie moczu, nie jest jedynym problemem związanym z układem moczowym, z którym możemy się zmagać. Częste oddawanie moczu, albo niemożliwość wypróżnienia pęcherza też należą są problemami, ale chyba nie tak traumatycznymi.

I nie rozumiem, dlaczego to jest dla mnie takie tabu – większe niż pampersy, niż to, że nie pamiętam ‚Gwiezdnych Wojen’, niż to, że były momenty, kiedy wolałabym zostać warzywkiem, niż starać się o powrót do normalności… Może dlatego, że najczęściej mamy z nim do czynienia u żuli, którzy z pomocą moczu walczą o przestrzeń w autobusach?

PS.

Tę notkę pisałam od kilku miesięcy – nie przyszło mi łatwo przyznanie się do czegoś, o czym wiedzieli dotąd rodzice, rehabilitantka i dwóch lekarzy. Ale wiem, że to duży problem wielu osób po udarze i ciężko o nim rozmawiać, więc wiedziałam, że trzeba o nim napisać. A żeby było szczerze – musiałam się przyznać.

PS2

Drodzy przyjaciele, nie lękajcie się. Wydaje mi się, że ten problem jest już poza mną. A wy, jeśli kiedykolwiek się zsikacie, możecie liczyć na uśmiech empatii, a nie wyśmianie. Obiecuję.

PS3

widzę, że popełniłam błąd. Kiedy piszę o zsikaniu się, piszę nie o popuszczeniu, ale o sytuacji, kiedy leci na podłogę, spodnie są mokre, podłoga jest mokra, oczy są mokre, wszystko jest mokre.

 

3 myśli nt. „Jak to jest zlać się w majty?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.