narzekanie – o nie!

with left handWydaje mi się, że nie jestem z tych narzekających. To znaczy, że jak zapytasz mnie co słychać, zazwyczaj uczciwie powiem. „jest ok” lub „nic dobrego”, zazwyczaj po prostu powiem „jest tak sobie” albo „jest normalnie”. Bywało lepiej, ale bywało gorzej. Tak jest uczciwie.

Oczywiście też czasem się pożalę, bo co, no jestem człowiekiem. Ale uważam, żeby nie popadać w przesadne użalanie się nad sobą i mówienie o wyłącznie złych stronach życia, staram się zawsze dodać to „ale”. Albo powiedzieć moje (czy raczej nasze licealne) „dobre to i złe, jak wszystko w życiu”. Tak jest uczciwiej.

Jak mam bardzo zły okres w życiu, jak jest mroczniej niż zwykle mogę się żalić bardziej niż zwykle. Pilnuję się jednak, żeby nie popadać w narzekactwo. To nic nie daje:) Skupiajmy się na konkretach  i sposobach na ich rozwiązanie.

To, że jestem czarnowidzem i pesymistą to odrębna sprawa. Nie widzę powodu, żeby zarażać innych moim czarnowidztwem i od rana narzekać na pogodę, kolejki do specjalistów i fakt, że pocałowana żaba znowu nie zamieniła się w księcia.

Ostatnio trafiłam na ciekawy artykuł. Postawiona jest w nim hipoteza, że uczymy się narzekania. Tak ładnie mi to pasuje do rehabilitacji. Wiecie, ćwiczymy tyle, żeby stworzyć i utrwalić nowe obwody neuronalne. Albo uaktywnić już istniejące (nie wiem!). I jak narzekamy często to też „przyzwyczajamy” mózg do tego. I koniec końców łatwiej nam powiedzieć „strasznie dzisiaj wieje:(” niż „ale ładne słoneczko!:)”, nawet jeśli dwie informacje są prawdziwe.

Bradberry porównuje to do budowy mostu: bez sensu byłoby tworzyć most tymczasowy za każdym razem, kiedy musimy przejść przez rzekę, zdecydowanie lepiej jest zbudować jeden, trwały most. Podobnie działają neurony: zbliżają się do siebie, a im bardziej, tym połączenia między nimi są silniejsze.

Często narzekanie przeprogramowuje twój mózg tak, by w przyszłości było to łatwiejsze. W efekcie po jakimś czasie odkryjesz, że łatwiej ci być negatywnym niż pozytywnym, niezależnie od tego, co się wokół ciebie dzieje. Narzekanie staje się twoim "domyślnym" zachowaniem, co wpływa na odbiór twojej osoby u innych.

To jednak nie wszystko, podkreśla Bradberry. I wskazuje, że według badań naukowców z Uniwersytetu Stanforda narzekanie zmniejsza hipokamp – część mózgu odpowiedzialną m.in. za rozwiązywanie problemów, inteligencję i pamięć.

W artykule z którego pochodzi cytat jest więcej ciekawostek, polecam!

Bo wiecie co? Każdy tak naprawdę wie, że życie po udarze jest niefajne. Że rząd nie jest fajny, a pływacy na olimpiadzie dali ciała. Ale jak by nie było, lepiej to obśmiać.

Prawda jest taka, że codziennie mogłabym wam tutaj narzekać na coś związanego z udarem. Każdy z nas mógłby, każdemu będzie ciężko i źle czasem albo i często. Ale nie fiksujmy się na tym. Próbujmy przynajmniej. Żeby do tych złych rzeczy, sztywnych łap i wózków na których jeździmy nie dodawać jeszcze połączeń neuronalnych które ułatwią nam narzekanie i jeszcze lepsze narzekanie. Uwaga na to!:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.