Myślałam przez chwilę o jeździe autem z instruktorem

 I porzuciłam ten pomysł.

Wsiadłam ostatnio za kierownicę naszego auta.  Brat mi zaproponował i chyba szybko pozalowal.

Miałam przejechać z 20 metrów i zaparkować.  Nic trudnego?

Nic bardziej mylnego! Zapomniałam jakoś o istnieniu pedału gazu. Tzn.  wiedziałam, że gdzieś tam jest,  ale gdzie?:o

Dopiero po chwili ruszyłam.  Na pustej ulicy było lepiej.  Zaparkowałam lepiej.

Zaczęłam się zastanawiać nad jazdami doszkalającymi. Z instruktorem.  Bo może kiedyś udałoby się wrócić.

Ściągam się jednak na ziemię gdy przypominam sobie,  że muszę odczekać 2 lata od ataku padaczki.  I nie wiem,  czy dodatkowy hamulec by mnie odpowiednio zabezpieczył.  Pewnie nie.

Nie chcę,  żeby zdarzyło mi się coś takiego.

Myśląc o koszmarze TIA za kierownicą

Tia…TIA – czy to tzw. mikroudar, czy przemijający atak niedokrwienny?

Wiem,  że nie chce tego powtarzać.

Nie ma zatem jazdy.  Może będzie za 2-3 lata.  Na pewno nie teraz.

2 myśli nt. „Myślałam przez chwilę o jeździe autem z instruktorem

  1. dzien dobry.
    Szkoda,ze nie moge myslec o jezdzie autem.Bardzo lubilam jazde,36 lat jezdzilam duzo,bo mialam prace terenowa.Teraz po 22 miesiacach od udaru ucze sie dopiero schodzic po 3 schodkach przy uchwytach.Pogodzilam sie ,ze jazda nie dla mnie.
    JESTES MLODA DOCZEKASZ.POZDRAWIAM

  2. Noga lewa nawet na tym sprzęgle jako tako a kierownicą kręcę przy pakowaniu prawą ręką ale do niedawna to nieogarniający wszystkiego mózg był największym problemem. Ale zmuszona okolicznościami wsiadłam raz i drugi sama no i jeżdżę z powrotem. Jeszcze bardzo ostrożnie i ze strachem ale… Taki mój mały sukces… Wierzę, że Ty też będziesz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.