mówili, że będzie lepiej, może i jest. Ale tylko troszkę

jest tak, że po udarze nikt ci nie powie, jak będzie przebiegać rehabilitacja i leczenie. Od początku nikt nie mówi, czy jest szansa na pełne wyzdrowienie, bo nikt tego nie wie i bardzo to trudno szacować.

Kiedy chorujemy na cokolwiek, mamy do czynienia z…

Prognozami

prognozy to tak jak z długoterminową prognozą pogody. Niby robi się ją na podstawie jakichś przesłanek, ale i tak w dużej mierze  zostaje wróżeniem z fusów.

Ja się skupię na swoim własnym udarze. Początkowo prognozy były superkiepskie, przewidywano, że mogę nie przeżyć. Niespodzianka! Przeszliśmy tę część. Potem prognozy dotyczące rehabilitacji.

Nie wiem teraz, czy nazywać je marzeniami, prognozami czy planami, ale są rzeczy, które wg większości ludzi z którymi rozmawiałam, miały przejść. A nie przechodzą.

Ok, nie oczekuję, że nagle wróci mi czucie w łapie i będę w stanie wybierać monety z kieszeni, ale były rzeczy, które miały odejść, a nie odchodzą, skubańce.

uno: mdłości w aucie.

Większość osób, którym przydarzyła się ta smutna dolegliwość mówiła mi, że im przeszło to do roku.

Skonstruowałam sobie zatem diagnozę, że mi też przejdzie.

Przeszło 3 lata już się z tym męczę. Ćwiczłam ćwiczenia, które miały mi pomóc w ich opanowaniu, ale nic nie pomogło. Mdłości jak były, tak są. Ale prawda, nieco mniejsze niż kiedyś. Rzadziej mam tak, że kulę się w aucie i marzę o śmierci, teraz częściej mam takie mdłości jak ćmiący, długotrwały ból głowy. Upierdliwy, ale wstyd przez niego zostać w domu;)

Może kiedyś się z nimi uporam. Może nie. Ale najważniejsze jest to, że na długich trasach są mniej męczące! Czyli road-tripy są dla mnie dalej opcją otwartą. Hip-ip-hurra!

dos: wymęczenie przejdzie

Ogłaszam to wszem i wobec: jestem bardzo dzielna!

Dalej męczę się bardzo łatwo, dalej miewam odcięcie prądu i mnie nie ma. I tylko sen, ewentualnie leżenie w ciszy, są w stanie mnie uratować przed stoczeniem się po urwisku rozpaczy.

Ale! Umiem dużo lepiej przewidywać, kiedy mnie złapie. Mniej więcej wiem, co mnie po prostu męczy, a co prawdopodobnie mnie ‚odetnie’. Plus to mniej dotkliwe zmęczenie maskuję całkiem spoko;) Więc wszystko wygląda dosyć normalnie. I tak sobie funkcjonuję.

Wiedza jednak pomaga w uporywaniu się z problemami, co?

I przyznaję, że z roku na rok jest lepiej. Czekam na moment, w którym będę mogła przeżyć dzień w miarę aktywnie i bez drzemki. a jeśli bez drzemki, to żeby mi później głowa nie bolała do łez.

Ktoś mi ostatnio powiedział, żeby spróbować. Byłoby ciężko początkowo, ale może mogłabym przetrwać, tylko jest problem. To zmęczenie odczuwam bardzo, bardzo, bardzo podobnie do aury padaczkowej.

Nie chcę ryzyka. Szczególnie po tym, kiedy mój atak skończył się czymś takim:

bruises, padaczka, siniaki

po prostu nie chcę.

tres: jak poznam przyczyny, to strach przejdzie

przyznaję. Strach już mnie nie obezwładnia, nie myślę o tym cały czas, że w każdej minucie może mnie ściąć z nóg.

Ale generalnie boję się. Boję się tego, co może się powtórzyć i boję się tego, co będzie.

I boję się interakcji z obcymi. I demencji. Ale to już tak pozaudarowo.

cuatro: to moja nadzieja. Muzyka do mnie wróci.

Od udaru żyję niemal bezmuzycznie. Z nielicznymi wyjątkami. Te wyjątki cenię bardziej niż lody słony karmel ;)

Wysłuchałam niemal całego konkursu chopinowskiego. Słuchałam Goorala. całycch setów. Sprzątałam chatę na Cyprze i słuchałam na ripleju. Dlaczego od tego nie rzygałam? Nie wiem. Ktoś może mi wyjaśnić?

bardzo często przesłuchuję po jednym. Jak próbuję dwa, dalej jest czasem spoko. Jak próbuję, powietrze schodzi. Aż trudno mi wytłumaczyć, co się wtedy ze mną dzieje. I potulnie wracam do ciszy.

cinco: będę znowu dobrze czytać

któryś z lekarzy mi to powiedział. Że skoro w ogóle czytam, to niedługo wrócę do pełnej sprawności pod tym względem.

Co to jest niedługo? Póki co niedługo trwa na mój gust całkiem długo.

seis: wrócę do pracy.

najpierw w ciągu kilku miesięcy (pamiętacie, jak się nie pozbywałam warszawskiego pokoju?)

potem w ciągu roku,

potem już lada dzień,

teraz jak będzie, tak będzie. Robię wszystko, żeby wrócić do roboty.

To na tyle na teraz.

krótka ta lista. ale też upierdliwa.

To też nie znaczy, że wszystko inne jest w normie. Ale… W tych przypadkach spodziewałam się na podstawie tego, co inni mi mówili, że progres będzie dużo większy.

Nie pytajcie, jak będzie na pewno. O to by trzeba pytać jakichś autorytetów. A autorytetów od waszych osobistych udarów nigdzie nie znajdziecie. Pomoc, drogowskazy – tak, autorytetów – niestety nie.

:)

2 myśli nt. „mówili, że będzie lepiej, może i jest. Ale tylko troszkę

  1. Przykro mi czytać ten wpis. Wiesz dlaczego? Bo uświadomił mi jakiego pieprzonego fuksja miałam/mam. Lewą ręką jestem już w stanie na prawdę dużo zrobić, siegnę talerz z półki, doniosę go z obiadem na stół, przytrzymam pomidora kiedy go kroję…. A to że nie za długo wytrzymam z wyprostowaną do góry ręką… Albo że w podporze po 10 minutach zaczyna lekko drżeć… Lewa stopa nie chce się jeszcze podnosić i w związku z tym zdzieram swoje ukochane buciory do mięsa… Ale przecież do diabła chodzę sama, jeżdżę komunikacją pozałatwiać różne sprawy, te ważne i te trochę mniej… Najbardziej tak na prawdę dokucza mi ciężki umysł.. Męczy mnie czytanie, nudzi,nuży…od dwóch miesięcy zbieram się do wypełnienia papierów o rentę i ilość pustych kratek odpycha mnie na maksa. Mało rzeczy na prawdę mnie cieszy.. Co prawda pławię się w nieoczekiwanej miłości i odnajduję radość w drobiazgach z przygotowań do ślubu. Ale wciąż żyje przeszłością. Tamtą Sylwią… Sprawną, biegającą, jeżdżącą na rowerze… Bystrą, oddaną pracy, robiącą kilkanaście rzeczy naraz… A co jeśli już nigdy nią nie będę?? Usłyszałam kiedyś, że tylko niewielki procent udarowców wraca w 100 procentach do sprawności sprzed… I strasznie mnie wkurza każda próba zaakceptowania tej informacji…

  2. Cholera to nie tak… Wkurzam się tak naprawdę sama na siebie… A Tobie współczuję i bardzo mocno trzymam kciuki… Damy radę.. Musimy w to wierzyć bo inaczej jaki byłby sens tej męczarni… Siły Ci życzę i wytrwałości i wiary właśnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.