leżę na trawie i czuję, że akurat boli mnie życie.

Właśnie się uśmiechnęłam do siebie. Okazało się, że od godziny próbuję nagrać dla was tekst i zaczynam go chyba milionowy raz. Postanowiłam przetestować narzędzie googlowskie, jakiejś nagrywanie głosem. Później będę poprawiać ten tekst, dodawać przecinki i kroki, ale i tak będzie bardzo chaotyczny. Wszystkie poprzednie wersję skasowałam, bo nikt by się nie zorientował, o co w nich chodzi, były tak nieuporządkowane. Teraz właśnie zaczynam po raz kolejny.

Po pierwsze, muszę przeprosić za to, że nie wrzuciłam zeszłym tygodniu tekstu a obiecałam. Wytłumaczenie mam takie jak zwykle, mnóstwo pracy. Myślę, że w czasie czytania tego tekstu trochę mi wybaczycie albo przynajmniej zrozumiecie sytuację w jakiej jestem.

Szczerze mówiąc, wolałabym móc skończyć tekst o odbarczeniu mózgu, który leży w szkicach i czeka na ukończenie. Z drugiej strony, musiałabym do tego włączyć komputer i popracować, a ja po prostu nie mam siły, bo czuję się dziś koszmarnie.

Dziś, zamiast pójść na trening, wróciłam do domu. I to wróciłam w sposób, który trochę mnie zmartwił, bo musiałem w drodze od dietetyka do autobusu zatrzymać się 2 razy bo po prostu nie miałam siły.

OK łączy się z tym mnóstwo rzeczy.

Pewnie pierwsze dni miesiączki, koszmarny upał i duchota, słabość bo wczoraj pisałam cały cały dzień, a na dodatek zły humor. No przyznaję: nie jestem ostatnio radosnym skowronkiem, przeważnie humor mam taki sobie,  bo nie umiem ogarnąć sobie bo nie umiem ogarnąć rzeczywistości wokół. Równowaga praca-życie prywatne u mnie nie istnieje, bo kiedy mam siłę, pracuję pod korek (czyli do końca. Podoba mi się to określenie). A później, następnego dnia (czy tam po trzech dniach) czuję się tak, jak dziś. Muszę wrócić z domu, rozłożyć sobie kocyk albo wrócić do łóżka, chociaż to już nie jest dobra dla mnie opcja w tej chwili, bo mam bałagan w pokoju i już mnie to męczy. Więc. Weszłam sobie do ogródka, znalazłem kawałek cienia i sobie leżę użalam się nad sobą  

[tu nastąpił długi fragment, którego nie rozumiem. Być może gadałam, zasypiając. Brawo ja;)]

Po raz kolejny mówię, że rozumiem, że każdy z nas, osób po udarze,, wracając do pracy musiał to przeżyć. Czyli przeżyć ten strach, to zmęczenie pod korek, takie przy którym ma się wrażenie że już krok dalej jest czarna dziura. Rozumiem, że nie jestem wyjątkowa pod tym względem. Chociaż… w pewnym sensie jestem. Bo ja nie muszę. Ja mogę się zastanawiać, czy ja chcę się tak czuć. Mam komfort, że rodzice się mną opiekują, i nie zmuszają do pracy, bo nikt z nas nie chce, żebym była nieszczęśliwa i zmęczona. Zapewne mogę się wycofać właściwie w każdym momencie. Myślę, że moja mama nawet mogłaby być zadowolona gdyby trochę sobie odpuściła. Nie bałaby się, że będę miała kolejny atak padaczki.

No ale mniejsza o to. Mam wrażenie, że byłoby u mnie dużo lepiej, gdybym potrafiła stawiać sobie granice.

Jakiś tydzień temu postanowiłam sobie, że nie będę pracować zawodowo przeszło 8 godzin dziennie (mój etat to 5h15min), że praca nie możesz zabierać mi całego czasu wolnego, nie może sprawiać, że bóle głowy wróciły do mnie i boli cały czas. Nie może sprawiać, że czuję się nieszczęśliwa, bo tak naprawdę wróciłam do pracy, żeby czuć się szczęśliwiej.

Sposób, w jaki pracuje, naprawdę nie ma sensu. Pracowałam od świtu do zmierzchu i co się stało? Nie poszłam dziś na trening. Siedziałam cały dzień w domu i cały czas pracowałam z przerwami na drzemki, bo wczoraj bardzo i potrzebowałam od rana, odkąd się obudziłam, do 22:30 wieczorem.

I gdzie jest to 8 godzin?

Chyba na kartce, na której zapisałam sobie nowe postanowienia.

Prawda jest taka, że jeśli nie nauczę się odpoczywać i nie dam sobie prawa do odpoczynku, to nic się nie poprawi. To za miesiąc będę leżeć w ogródku i nagrywać wam dokładnie taką samą notkę. I po co gadać ciągle o tym samym…

(swoją drogą, pamiętam, że zaraz po udarze tez miałam problem z odpoczynkiem. Ćwiczyłam cały czas i dostawałam za to solidny opieprzyk od pani Madzi).

Dlatego właśnie postanowiłam, że dziś nie będę już pracować więcej niż półtorej godziny i przez Resztę czasu będę doprowadzać się do stanu użytku. Może poczytam książkę. Może pomaluję kolorowe psy. Może wieczorem pójdę na spacer. Chciałabym

Mam nadzieję, że wciąż komuś się udaje nadążać za tym pseudostrumieniem świadomości. Mam nadzieję bo się nie kończy;))

Powiem to, co mówiłam przy wielu okazjach w ciągu ostatnich dwóch lat. Po prostu mam wrażenie, że za dużo na siebie wzięłam. I nie chodzi nawet o konkrety. Chodzi o stres.  Stresu mnie wyczerpuje. Wysiłek psychiczny i fizyczny.  Praca bardzo mnie stresuje, mniej męczy fizycznie, boli czasem i to nie jest ten fajny zakwasowy, sportowy ból, tylko taki od komputera, który kończy się wyczerpaniem takim, jak dziś.

Może przesadzam, ale wydaje mi się że nie. Chociaż w chwilach złego humoru łatwo o przesadę.

Nawet ten, którego się troszeczkę boję, wykazał się zrozumieniem,  gdy dzwoniłam. Powiedziałam, że się kiepsko czuję, powiedział, że taka pogoda, do zobaczenia w piątek.

[i teraz robię eksperyment. Zostawiam, jak się nagrało i zobaczymy, czy ktokolwiek zrozumie;ppp]

dlatego jutro nie mogę przesadzić ten sam sposób bo naprawdę nie chce opuszczać trzeciego treningu pod rząd Dlaczego trzeciego bo w poniedziałek czułam się dokładnie tak samo miałam ten komfort że mój tatuś dzwonił na trening i powiedział nie No Kasia wracamy i chcemy pod powtórki z rozrywki czyli ataku padaczki Obecnie muszę uważać najwięcej rzeczy niż jakiś czas temu i naprawdę muszę bardziej uważać na to jak bardzo jestem przemęczony No bo właśnie to przemęczenie wzmaga prawdopodobieństwo wędrowania na info intensywnej neurologii i przerywania moich rzadkich długich ataków padaczki

Teraz jest czas żeby o siebie dbać żeby sobie układać a nie dokładać

Bo ja się nie poukładam to będę miała więcej dni takich jak teraz czyli jęczącą wycofujących się wstanę smutku trochę takie depresyjne które oczywiście też męczą i wpada się w takie błędy na koła dlatego w tym momencie muszą podejmować dobre decyzje i zanim zrobię Cokolwiek czyli zanim zgodzę się na wyjście do kina czy odwiedzanie znajomych czy fuchę jakąś Muszę pomyśleć jak to się ma do moich obowiązków jakoś mam wrażenie że nie dotyczy to podróże bo nawet od udaru nie było podróży takiej która by mnie zmęczyła tak jak ostatnie 3 dni

Leżę tutaj i nagrywam tak długo że słońce pokonał o taką wielką wędrówka na niebie i czajnik przesunął się w ten sposób że już pół z mojego ciała za bardzo się nagrzewa czas więc kończyć ale powiem że jestem ciekawa jak ta notka będzie wyglądać kiedy wstawię do niej znaki interpunkcyjne i może wielkie litery bo jeśli będzie wiadomo o co mi chodziło może będę tak nagrywać częściej bo przynajmniej w ten sposób nie męczy mi się ręka i oczy od światła komputera No zobaczymy pomimo wielu wielu minusów tego dnia i kiepska wego samopoczucia byłby to całkiem duży plus a jeszcze powiem że planuje na sobotę jakiegoś lajwa na Facebooku Chciałam zrobić je co 2 tygodnie ale zeszły weekend była wystawa dla psów i w ogóle był wariacki jak ogólnie wszystko w moim życiu komputer treningi i same wariactwo ale w tym tygodniu się ogarnę sprawdzę tylko czy nie mamy jakiś rodzinnych planów jeśli nie to zobaczymy się w samo południe Już planuję o czym wam opowiem właściwie planowałam opowiedzieć o tym o tym teraz notka miała być bardziej udarowa No ale ponieważ nie jestem w stanie zrobić dziś niczego innego oprócz jęczenia A odbarczanie mózgu jakby nie było nie łączą się w moim mózgu z jęczenia No to mamy co mamy Wiem że nie wyglądam ostatnio na osobę która pisze bloga o udarach ale cały czas zapraszam do dyskusji na temat tej choroby no mam nadzieję że trzymam ci się lepiej niż ja i mam też nadzieję że już za kilka godzin będę się czuła dużo lepiej istnieje taka możliwość właściwie ja się Odpocznę porządnie i nie będę miała wyrzutów sumienia jest dość duża no to pojebane

PS

:D

Czad. strasznie mi się podoba ta końcówka. ;)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.