Kocham Lady Gagę

sharon stone harper's bazaarNie lubię Lady Gagi.

A tak precyzyjniej – nie lubię jej muzyki. Za to ostatnio pokochałam ją, jak największą bohaterkę. Bo narobiła szumu wokół swojej chronicznej choroby i dzięki temu więcej osób wie, co to jest fibromialagia.

Kocham Angelinę Jolie za to, że powiedziała światu, że miała porażenie Bella, a teraz już możemy obserwować jej piękną twarz.

Kocham Selenę Gomez za to, że podzieliła się z fanami informacją, że cierpi na toczeń.

Kim Kardashian za to, że nie ukrywała łuszczycy,

Michaela J. Foza za to, że opowiedział o chorobie Parkinsona,

Jessie J za ujawnienie prawdy o swoim udarze mózgu,

Sharon Stone, za to, że powiedziała, dlaczego zniknęła z życia publicznego na kilka lat (udar),

Shannen Dohety za to, że pokazała, jak walczy z rakiem piersi…

Podziwiam tych celebrytów za to, że ujawnili ten kawałek intymności, który bardzo boleśnie się odkrywa. Jestem pewna, że fakt ujawienia fibriomialagii przez Lady Gagę sprawił, że większość jej fanów usłyszała o tej chorobie po raz pierwszy. O chorobie, która cechuje się ciągłym życiem w bólu.

Nie na darmo wiele miesięcy ogłaszanych jest ‚miesiącami walki z…’ albo ‚miesiącami świadomości o…’ (akurat mamy miesiąc walki z rakiem piersi…). Nie na darmo ludzie opowiadają o swoich przypadłościach. Ekshibicjonizm? Być może, ale ciężko mi wyobrazić sobie, że Lady Gaga szuka popularności w ogłaszaniu światu, że cały czas ją boli. To kobieta, która nagrała „just dance” i ubrała się w sukienkę z mięsa. Nie potrzebuje tego rodzaju uwagi.

Artyści i osoby publiczne mają tę przewagę nad nami, że mogą pokazać prostą rzecz: faktycznie,  mimo bólu, trudności, upierdliwości życia w chorobie, można żyć i w tej chorobie szukać swojego komfortu. I nie ma co się wstydzić, jak bierzemy zwolnienie lekarskie, bo nas boli.

Możemy mówić, że mają lepszy dostęp do leczenia, to pewnie prawda. Ale ja wiem, że ich boli tak samo, jak nas. I że w przypadku tysięcy chorób różnica między leczeniem za sto tysięcy a tysiąc złotych jest niewielka. Celebrytów boli tak, jak nas.

Zniszczony mózg, to zniszczony mózg.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.