Jak nie lubię telewizji. Szczególnie w szpitalu

pilotSzpital to środowisko, w którym raczej na sali nie poleżysz z przyjaciółką, z którą przegadasz całą noc. Szpital to środowisko, w którym cały czas trwa walka o dominację na sali. Wygrywa pacjent, który decyduje, kiedy i co się ogląda na sali. Mówię to serio.

To wszystko, co się dzieje wokół telewizora, jest bardzo zabawne. Najpierw wzajemne obwąchiwanie, kto ma jakie zwyczaje telewizyjne. Możesz mówić, że nie oglądasz, ale to nie ma znaczenia. Skoro stoi, to ma grać. Nieoglądający zazwyczaj wycofują się, bo skoro stoi, ma grać.

Jest jeden plusik – telewizja szpitalna jest przeważnie płatna. Niestety niedużo, za kilka złotych może grać od rana do wieczora. Idąc do szpitala, trzeba być przygotowanym na wydawanie dwuzłotówek. Dostawy zawsze w cenie, jak nie dla ciebie, to dla kogo innego się przyda. Po południu, czasem wieczorem, zaczynały się wędrówki ludów w poszukiwaniu dwuzłotówek, nieprzygotowanych zawczasu. Ach, jakie garści klepaków miałam w szufladzie w zamian za  okrągłe sumki. Ach, jak karnie się składałam na wieczór jazgotu, od którego odwracałam się plecami w słuchawkach.

Z jakim zainteresowaniem słuchałam awantury o telewizor w innym pokoju. Pani nr 1 chciała oglądać, druga chciała wyłączać. Rozumiem i jedną, i drugą, ale to nie do rozwiązania. Krzykana i były, wyzywanie, a salomonowy wyrok nie był możliwy. Koniec końców zasada została prosta – oglądanie do 22, nie dłużej.

Były i inne rzeczy. Zagadałyśmy się z panią Marią. Nagle usłyszałyśmy walenie pięścią w ścianę. Ok, za późno, za głośno i przeszłyśmy do szeptu. Nie usłyszałyśmy się, bo z tej pukającej sali zagłuszył nas telewizor.

Mój towarzysz stołówkowy, którego bardzo lubiłam, niestety imienia nie pamiętam… żalił się czasem na swoich współlokatorów. Robił to z takim humorem, że nie sposób było opuszczać posiłki;) jeden z tych współlokatorów, zyskał miano Telemaniaka. Telemaniak był gościem bezsennym. Miał swój telewizor (w Konstancinie nie było telewizorów na salach!) i ubytki słuchu. Wyobraźcie sobie mojego kolegę przy śniadaniu, uśmiechającego się mimo tego, że  do rana zasypiał przy telewizorze i od rana drzemał przy nim.

W Konstancinie była świetlica z telewizją. I odbiornik na korytarzu. Kiedy był mecz piłki ręcznej, cały szpital siedział i patrzył. Najzabawniejsza jednak była pora ‚Wspaniałego stulecia’, tureckiej telenoweli o życiu Sulejmana Prawodawcy. Była jeszcze w czasie zajęć, wszyscy idący, zwalniali, żeby popatrzeć. Wracając ustawiali się za kanapą i patrzyli. Miejsc było zawsze za mało:)

To rozwiązanie było dobre – przynajmniej na salach nie było jazgotu. Ludzie sobie mieli o czym pogadać potem, rozmawiali, tworzyła się fajna wspólnota osób, które były zamknięte razem na rehabilitacyjnej odsiadce.

Ja sama telewizor włączyłam raz, po wyjściu z SINN-u, na neurologii. Byłam sama na sali. Za 6 zł mogłam oglądać do nocy. NIC NIE BYŁO W TYM PUDLE. Nawet wiadomości. Obejrzałyśmy ze Świnią zły dokument o świniach, resztę pieniędzy straciłam. Jak pamiętacie, mnie hałas męczy. Więcej nie popełniłam tego błędu:)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.