Ile kosztuje mój udar?

6679444993_9c4afa41e8_zw związku z tym, że ostatnio wrzucałam tekst o tym że NFZ zmienia wycenę udarów,

a ja pilnie potrzebuję oszczędzić na nowy komputer, często myślę o pieniądzach ostatnio.

postanowiłam wycenić swoje stałe wydatki udarowe i się nimi pochwalić.

Otóż.

  • Stawka mojej pani rehabilitant to 70 zł/godz. Przychodzi do mnie 2 razy w tygodniu (jak pięknie mnie dziś chwaliła!:D). Ni to dużo, ni mało. W niektórych miastach stawki mogą być dużo wyższe, w niektórych są niższe. Z tego co się orientuję, moi sąsiedzi płacą za fizjoterapeutę więcej:)

policzmy: 70*4,5*(tygodnia w miesiącu, tyle to chyba wychodzi)*2=630

  • masaż wirowy ręki i nogi – po 7 zł  (ze zniżką. Normalnie 14 zł). Chodzę 2 razy w tygodniu.

policzmy: 7*2 (ręce i nogi)*2=63

  • lekarstwa mogę tylko szacować, bo zależy to od tego, kto mi je zapisuje – różną refundację lekarze wpisują;) Szczególnie moja rodzinna. Ale nie wydaję na nie jakiegoś majątku raczej (moja mama wydaje duuuużo dużo więcej) odkąd nie biorę superdrogich leków na krew.

policzmy: na oko niecałe 100 zł miesięcznie.

ze stałych wydatków okołoudarowych to będzie tyle. 793 zł miesięcznie. o 40 zł więcej niż moja renta.

  • ale liczmy dalej. do części lekarzy specjalistów chodzę publicznie, ale do niektórych prywatnie. Ostatnio mile się zaskoczyłam że udało mi się dorwać alergologa (tu szczególnie) i laryngologa publicznie w sensownych terminach. Ale są i tacy specjaliści, do których raczej prywatnie trzeba się wybrać. A to konsultacja, a to szybszy termin… Nie wszytko jest stricte-okołoudarowe, ale wciąż to lekarze;) W tym miesiącu tylko wizyta u ginekologa była (będzie;) płatna, w zeszłym nic, wrzesień przeleżałam w szpitalu, ale i tak udało mi się zapłacić za endokrynologa;D

policzmy: uśrednijmy to do 100 zł miesięcznie. 

  • badania. łatwo dostać skierowanie na TSH i cholesterol raz w roku. Tomograf raz na dwa lata i tak dalej… Ale jak musiałam zrobić sobie poziom prolaktyny, trzeba było zrobić z pieniążków rodziców. te hormonalne rzeczy kosztowały mniej niż 20 zł w większości, ale są i droższe

policzmy: załóżmy jedno badanko w miesiącu (jak ostatnio…) – 20 zł. 

w sumie kolejne 220 zł . Mogłabym to pozyskać z wyprzedaży swoich książek. 793+220 = około 1000 zł miesięcznie. przy rencie około 750 zł.

Nie wspominam o zabawkach do rehabilitacji. Nawet kupione w Lidlu albo w sklepie zoologicznym na wyprzedaży kosztują… Na szczęście to już się udało skompletować. Na zumbie, yogę i basen bym chciała chodzić nawet wtedy, kiedy nie miałabym udaru:) nie liczę tego.

JAK MOGŁABYM OGRANICZYĆ WYDATKI?

1.Mogłabym się spotykać z panią Madzią raz w tygodniu albo w ogóle, kosztem sprawności.

2. Mogłabym też zrezygnować z hydromasazu kosztem bólu w nodze.

3. Mogłabym czekać z konsultacjami do specjalistów i czekać na kolejny udar. Mogłabym zdać się na NFZ…

CZEGO CHCIAŁABYM JESZCZE?

chciałabym psychoterapii. Bo bez kitu by się przydała. Rehabilitacji jeszcze raz w tygodniu, bo nie widzę potrzeby codziennych wizyt fizjoterapeuty. Terapii zajęciowej (niekoniecznie codziennie!). Neuropsychologa. Z którym mogłabym popracować nad uważnością i pamięcią. I byłoby idealnie niemal na teraz. Teraz sama jestem sobie neuropsychologiem, przyjaciele psychoterapeutą, fasolki terapią zajęciową i jakoś sobie radzę;)

Na szczęście (dla mnie, nie dla nich…) moi rodzice są tytanami pracy i mogą póki co utrzymywać swojego starego bachora;) Pracują noc i dzień. Ciężko mi się o tym myśli. Uwierzcie mi: zamożni nie jesteśmy, takie średniaczki-szaraczki. Ani bardzo mało, ani dużo. Moja zdrowienie odbywa się kosztem pracy ponad siły moich rodziców, kosztem urlopów poświęcanych na wyjazdy z chłopakami i jeżdżenie ze mną po lekarzach (lub odwiedzanie mnie w szpitalu w poza Szczecinem). Serce mi płacze, naprawdę. Bardzo, bardzo, bardzo często to wszystko powoduje bezsenność, czasem ataki paniki.  To jest strasznie frustrujące i smutne. A mama wrzuca monetki do baby bez gadania bo wie, że to mnie motywuje do zdrowszego trybu życia… I wie, że to pozwala mi oszczędzać na nowy komputer, bo czas tego, na którym piszę dobiega końca;)

Wiem, że wielu ludzi jest w gorszej sytuacji finansowej. Wiem. I jestem wdzięczna moim rodzicom za wszystko co robią. Bez nich nie byłabym tak sprawna jak jestem. Pieniądze nie kupią nam zdrowia, ale pomagają je odzyskać. Miałam kiedyś bloga ‚onamapecha’. Teraz powinnam mieć ‚wswoimpechumozeliczycnarodzicow'( ;

Nie marudzę, śmieję się z wysokości renty i pracuję nad tym, żeby zacząć zarabiać licząc na to że bardzo szybko zrobię hyc – i wracam do pracy.

Jeśli którykolwiek ekspert-orzecznik ZUS to przeczyta to niech uwierzy że człowiek w takiej sytuacji jak ja, piszący taką przesmutną notkę w czterech ratach, naprawdę te 700 zł zamieniłby na etat za najniższą krajową i publiczną rehabilitację. Byle tylko mógł pracować.

PS.

Próbowałam wybadać, czy moja mama nie ma nic przeciwko temu tekstowi. Zaczęła liczyć ze mną;) więc chyba nie. choć wiem, że ciężko będzie jej się to czytało i powtórzy że mam się nie martwić 10 razy.

PS 2

notki nie napisałam żeby prosić  współczucie. chciałam tylko pokazać że samotny rencista ma mniejsze szanse na sprawny powrót do zdrowia.  bo i nfz, i zus, a pewnie i cały świiat niekoniecznie są stroke-friendly.

 

Jedna myśl nt. „Ile kosztuje mój udar?

  1. jak ja to dobrze znam…
    u mnie w Ełku ceny rehabilitacji są bardzo podobne(70 zł płacę za sam masaż), a tak samo, jak nie pójdziesz prywatnie, to musisz czekać przynajmniej pół roku (ostatnio, jak byłam w szpitalu na rehabilitacji dziennej, to czekałam dziesięć miesięcy!), tam mi dali salkę, na której było kilka urządzeń (jak np. bieżnia, steper i bloczki) i rób, co chcesz przez cztery godziny dziennie. I oczywiście był tylko jeden rehabilitant, który „ćwiczył”. Bo reszta popijała gdzieś kawkę po kątach, albo błąkała się po korytarzach… I to nie jest chyba tak, że tych rehabilitantów nie ma, oni są, tylko, że im albo nikt nie płaci od pacjenta, albo oni mają to serdecznie w czterech literach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.