Dziękuję moim przyjaciołom. Są najlepsi na świecie.

DSC_0193

część jedzenia, które zrobiłam (z pomocą!) na przyjęcie wydane w podziękowaniu dla moich kochanych gości. Zaproszeni byli tylko ludzie, którzy mnie odwiedzili w szpitalu. I dobrze, że nie wszyscy mogli wtedy przyjść, bo by się nie pomieścili na chacie;)

Osoba po udarze jest często zupełnie zależna od rodziny (to można poczytać o mojej mamusi, tacie, i Radku, zwanym również ostatnio Ryjem Niemytym). Ale czasem równie ważni są przyjaciele.

W moim przypadku byli tak ważni, że nie mam pojęcia, jak bym przetrwała, pierwsze, najcięższe miesiące w szpitalu, które były naprawdę ciężkie. Bez przyjaciółki prawdopodobnie w ogóle bym nie przeżyła.

To Stefan znalazła mnie w łazience, to ona, a nie mój ówczesny chłopak, pojechała za karetką do szpitala, to ona powiedziała lekarzom, na co choruję, to ona zaalarmowała moich rodziców, żeby mogli się zjawić u mnie tej samej nocy. I to ona była organizatorem mojego pierwotnego szpitalnego życia towarzyskiego:) Tak doskonałym, że lekarze nie mieli za dużo pretensji o pielgrzymki na mojej sali. Stefan była i jest kochaną przyjaciółką i powierniczką, której teraz jeszcze zawdzięczam życie i pierwsze poudarowe uśmiechy. How cool is she? ((:

Resztę przyjaciół mogłabym tu wymieniać po kolei, chciałabym każdemu poświęcić wpis, ale chyba życia by mi nie starczyło, gdybym miała wszystkich tych kochanych ludzi, którzy pokonywali kilometry albo setki kilometrów żeby mnie podtrzymać na duchu. Naprawdę, większość ludzi, których uważałam za przyjaciół, zdało ten ciężki egzamin śpiewająco. Inni, którzy nie zdali na celujący, dostają niższe noty, ale nie mierny. Nie każdy potrafi się odnaleźć w ciężkiej sytuacji. Rozumiem to. Są osoby, na których się zawiodłam, ale to kropla w morzu przyjaźni i uśmiechu wokół.

Nigdy nie przestanę się temu, ilu mam wspaniałych przyjaciół i znajomych. Nawet tych dalszych, o których nie pomyślałabym, że chcieliby się pofatygować do smutnego szpitala z truskawkami czy przemycaną butelką coli(; Chyba po prostu niektórzy ludzie mają dobre, życzliwe serduszka. A jeśli nie, to są przyzwoici. A jeśli nawet nie są przyzwoici, to przynajmniej mnie lubią( ;

A udar jest naprawdę ciężkim sprawdzianem dla przyjaźni. Wymaga masy zrozumienia, cierpliwości i optymizmu i z tego, co widzę, więcej ze strony przyjaciół, niż udarowca. Ja się czułam głupio za każdym razem, kiedy zasypiałam podczas wizyty przyjaciół, ale co mogłam zrobić.

Problem w tym, że nawet najbliższa osoba nie do końca zrozumie twój pierdolnik w głowie. I te zmiany, z którymi się zmagasz. I tu trzeba dużo zrozumienia. Ja mam łatwą do wprowadzenia strategię. Niektórych rzeczy nie tłumaczę. Nie staram się. Nie mam na to słów. Czytam o nich,  podpytuję innych udarowców, którzy ‚tam byli’ i łatwiej im przychodzi zrozumienie moich zmian.

Rok temu moi przyjaciele ze studiów zorganizowali mi przyjęcie urodzinowe. Było cudne. Czułam się prawie jak na wolności. Urodepresja była wcześniej.  Dostałam czekoladowy tort, najlepszy na świecie, którym najpierw wyświniłam całą salę (nie utrzymałam swojego kawałka) potem zjadłam kawał bez wyrzutów sumienia. Siedzieli u mnie do czasu, aż ich wyrzuciła pani doktor. I imprezę miałam dobrą. Naprawdę fajną:)

urodziny w szpitalu

Już wtedy mogłam chodzić z balkonikiem!

Dziękuję wam wszystkim. Kocham was bardzo i chciałabym, żebyście wszyscy wiedzieli, że doceniam was bardziej, niż to widać. Jak wygram 10 milionów to mi nie starczy forsy, żeby się wam odwdzięczyć, wszystkie moje Syny i nie Syny. Nie szkodzi, bo wszyscy dobrze wiemy, że nikt z was nigdy nie będzie z takim bidokiem-rencistą dla pieniędzy;)

Teraz oddalam się z bloga, pogrążać się w dorocznej urodepresji i zamknąć najbardziej obfity w święta okres w roku.

PS

dziękuję wam również za to, że rozumiecie moją niedyspozycję po udarze mózgu. i to, że czasem muszę wyjść z imprezy, zanim się zacznie. Nie Daruś, nie Tobie. Do Ciebie nigdy nie dotrze, że naprawdę nie mogę już łoić wódy jak niegdyś…

PS2

naprawdę ciężko jest być samotnym w szpitalu. dzięki każdej waszej wizycie chciało mi się walczyć trochę bardziej. gdyby nie wy, nie byłabym tu, gdzie jestem:)

Jedna myśl nt. „Dziękuję moim przyjaciołom. Są najlepsi na świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.