Padaczka poudarowa: odsłona druga

Udało mi się kogoś namówić, żeby obejrzał ze mną trzeci sezon Twin Peaks, jednego z najgenialniejszych i najstraszniejszych seriali w historii telewizji.

Wyszła z tego całkiem miła randka. W pewnym momencie kolega wyszedł o kuchni czy toalety, ja chciałam ubrać sweterek, i okazało się, że nie mogę.

Pomyślałam, przepraszam, za słowa brzydkie: o kurwa, nie znowu. Oby to nie był kolejny udar. 

Ale to była raczej moja padaczka poudarowa, odsłona druga.

kolega wrócił do pokoju, ja powiedziałam, że będzie musiał mi pomóc ubrać sweterek, bo dziwnie się czuję, i wtedy

podono odrzuciłam głowę

i cała zesztywniałam

i przestałam oddychać

i zrobiłam się niebieska.

Potem kolega próbował mi zrobić jakieś amatorskie usta usta, i pierwsze co pamiętam to szept ‚Kasia, oddychaj ze mną, Kasia, oddychaj ze mną”.

I chyba zaczęłam oddychać, bo się zaróżowiłam.

Pierwszą rzeczą, którą powiedziałam, na pełnym skołowaniu, było:

„no, teraz przynajmniej wiemy, że to nie był Bob”.

Moim zdaniem świetny żart. O ile ktoś zna Twin Peaks. Jak nie, informuję, że to ten straszny gość za łóżkiem. Koszmar z moich snów.

Jest mi strasznie smuno.

Bo za dokładnie miesiąc byłby rok od ataku.

Bo nie umiem wytrzymać trzech miesięcy bez nowej diagnozy lub nawracającego problemu zdrowotnego.

Bo zniszczyłam nam bardzo fajny dzień i obiecującą randkę.

Bo teraz rodzice będą się bali bardziej, kiedy będę wyjeżdżać gdziekolwiek.

Bo przestraszyłam chłopca bardzo.

Bo…

Jest mi szalenie smutno. najbardziej od dawna.

Jeśli jest coś dobrego w tym wszystkim, to to, że się nie zsikałam i nie ośliniłam. Ale marne to pocieszenie.

PS

chłopiec zachował się rewelacyjnie, przez co jeszcze bardziej mi się podoba. Tylko ja mu się podobam jakoś mniej po tym spotkaniu.

PS 2

o pierwszym ataku pisałam tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.