Dostęp do trombolizy na świecie jest mierny. Ale nie tylko.

Nie, na NCD Alliance Global Forum 2017 nie było panelu o trombolizie. Ale rozmawiałam z ludźmi. Kardiologami, takimi lekarzami ogólnymi… Niestety nie znalazł się żaden neurolog, za to działacze, którzy zjmują się udarami mózgu.

Wiecie co, ja raczej myślałam, że Polska to taki trzeci świat, jeśli chodzi o leczenie udarów i rehabilitację, ale od jakiegoś czasu nie byłam tego pewna, konferencja utwierdziła mnie w przekonaniu, że wcale tak nie jest.

Są miejca, w których jest lepiej niż u nas (mam wrażenie, że w Wielkiej Brytanii tak jest… Przynajmniej jeśli chodzi o opiekę „po”), ale między Polską a rozwiniętymi państami naprawdę nie ma tak wielkiej różnicy.

A jest cały świat regionów rozwijających się, bardzo ubogich. W porównaniu z nimi pławimy się w luksusie.

Byłam w w szoku rozmawiając z australijską kardiolog, która, przez powiązanie problemów z serduchem i ciśnieniem, a udarami, ma wielu udarowych pacjentów. Powiedziała mi, że obecnie największym wyzwaniem w Australii jest dostęp do leczenia trombolitycznego.i

W Australii!

Byłam w  szoku.

Wg badań, na świecie pomoc dociera aż do 89% ludzi po udarach (ciężko mi w to uwierzyć), ale trombolizę stosuje się tylko w przeszło 20% przypadków udarów. Oczywiście są przeciwskazania do tego leczenia, jest też niebezpieczne, ale jednak liczby są niskie. I to nie tylko moim zdaniem.

Jako że leczenie trombolityczne jest główną, najpopularniejszą na pewno, metodą radzenia sobie z udarami mózgu w pierwszych godzinach choroby, to jest dość niepokojące.

Nie myślmy sobie, że tromboliza jest jedyną formą dość podstawowych kuracji, do których wielu nie ma dostępu. I to nie tylko najuboższych. Wiecie co, co państwo, to inny system opieki zdrowotnej. Inne możliwości. Inne pieniądze. Inne priorytety. Ale nie jest tak, że u nas jest beznadziejnie.

Z resztą od dawna uważam, że nasz system opieki zdrowotnej nie jest tak zły, jak jesteśmy przyzwyczajeni mówić. Ok, mamy wiele problemów, ale też wiele plusów.

Na przykład z książki Jill B. Taylor pamiętam, że autorka musiała najpierw sprawdzić, w których szpitalach jest ubezpieczona. Nie wyobrażam sobie tego.

— hej, przechodzę udar,

— no co tam,

— powiesz mi, w których szpitalach nie będę musiała płacić milionów dolarów za leczenie?

— niestety mówisz dziwnie i nie rozumiem.

— mam udar, gdzie…

–piiiiiiiiiiiiiiiip.

Nie wyobrażam sobie tego.. Prywatny system opieki zdrowotnej.

A u nas karetka nas zbiera i w szpitalu oceniaja, jak nas leczyc. Za moim drugim udarem tez dostalam trombolize, mimo ze juz jedna mialam. Tak się to ulozylo.

A dostep do długotrwałej rehavilitacji jest kiepskawy niezaleznie od yego, gdzie mieszkamy.

Tym optymistycznym akcentem kończę ten wpis.

Usciski:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.