do zabawy! – ja i konsola w rehabilitacji

Kiedy moja rehabilitantka pierwszy raz postawiła mnie przed konsolą – Nintendo Wii bodajże – byłam zachwycona. Niklawiaturae jestem typem gracza, w życiu nie miałam playstation czy innej konsoli, nie mówiąc już o tych szczytach techniki czytających ruch. I tu nagle, po raz pewnie piąty w życiu, kazano mi się bawić, ku zdrowotności.

Grałam we wspinaczkę. Rąsia do góry – złap, druga rąsia do góry – złap, podciągnij się, skocz… oczywiście było ciężko:)

początkowo nie zorientowałam się, że konsola ‚widzi’ nawet moje dłonie i nie wiedziałam, że muszę łapać… potem, , jak to ogarnęłam, treningi były żmudne i trudne. Wyzwań było mnóstwo – od wyciągnięcia rąk w górę po koordynację.

Nigdy nie wygrałam swojego wyścigu wspinaczkowego, nawet na najłatwiejszych trasach, ale były już takie, w których nie byłam ostatnia, więc i tu widziałam efekty swojej pracy.

Problem w tym, że nawet konsola może się znudzić. po jakichś 2 tygodniach zajmowania się sobą miałam jej dość. Czułam efekty – naprawdę, przede wszystkim ręka się wzmocniła, nawet wydolnościowo było trochę lepiej – w sensie już pół godziny przed ekranem było do przetrwania;) – ale samo granie mnie nudziło. wróciłam więc do ‚tradycyjniejszej’ rehabilitacji:)

 

wg badań terapia kończyn górnych za pomocą konsoli wii działa;) tu można o tym poczytać:)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.