czy to robot? nie to moja mama

motherMój udar przydarzył się pomiędzy 20.00 a 21.00, daleko od domu rodzinnego, do którego już przyjechał brat-ekspat, żeby spędzić z nami wigilię. Pamiętam, że wołałam rodziców – tak właśnie: rodziców, nie mamy. Lekarz zapewniał mnie, że niedługo przyjadą do mnie. Jako dobrze wychowana dziewczynka, powiedziałam lekarzowi, że kłamie, bo rodzice są w Szczecinie. Na szczęście mógł tego nie zrozumieć, bo tego co wydobywało się z mojej paszczy „mową” nie można było nazwać.

Doktor jednak miał rację. Ania, moja ocalicielka – przyjaciółka od razu wezwała mamę. Ta, wyrwana z łóżka, znalazła dokumentację medyczną moją i brata, wsiadła w samochód, pojechała do pubu skąd wyciągnęła tatę i brata i jechała do mnie całą noc w ulewie, ze śpiącymi chłopakami, którzy na pewno nie pomagali jej odganiać snu, od czasu do czasu rozmawiając przez telefon z lekarzem lub z Anią*. Na korytarzu w szpitalu podobno tata i brat rozklejali się na zmianę i to ona musiała być ogarniaczem wszystkiego. Kiedy rano odwiozła Ankę do domu, pierwsze co, zaczęła zmywać moją krew ze ścian.

W pierwszym okresie popłakała się podobno raz, kiedy otworzyła mój komputer i zobaczyła moje uśmiechnięte i beztroskie zdjęcie z wakacji.

Nie mam pojęcia, skąd mama wzięła na to wszystko siłę, ale od tamtej pory nie raz powtarzałam, że moja mama jest twardzielką jakich mało.

*muszę to sprostować, podobno mój braciszek ją wspierał w odbieraniu telefonów. Jemu też dziękuję, ale robo-brat brzmi, jakby był postacią z kreskówki.

 

Jedna myśl nt. „czy to robot? nie to moja mama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.