Czego nauczyłam się po udarze (XIII)?: doswiadczenia z pracy

Lewaczka strona internetowaMam wrażenie, że u mnie nie może być spokojnie. Z drugiej strony wiem, że pewnie większość z nas przeważnie tak sobie myśli.

No to tak. Straciłam pracę. Tak musiało być, po prostu okoliczności. Dlatego nie piszę „chłopaki mnie wywalili” albo „dałam ciała”, bo nikt nie zawinił. Po prostu czas w najlepszym miejscu się skończył. I nawet nie chcieli mnie przytulać na do widzenia! Jeden, bo nie znikam (mamy współpracować, tylko nie codzienne), drugi – bo chory. Ale ja nie choruje! Nie na grypy;)

Kocham tę pracę. Atmosferę w tej firmie. To, ze po miałam najfajniejszych szefów na świecie – świry dwa, ale też kompetentni, mnóstwo potrafią i mają dobre serduszka. I jeszcze robią mi Lewaczke!;)

No ale ja nie o tym. Przecież cykl nazywa się „czego nauczyłam się po udarze”. W tej firmie nauczyłam się mnóstwo. Wszystkiego co mogłam po trochu.

1. Nauczyłam się podstaw SEO, czyli pozycjonowania stron internetowych. Podstaw, ale chyba wychodzą mi jednak lepiej, niż makijaże. To trudna sztuka, ale z podstawami można walczyć, żeby było coraz lepiej.

2. Nauczyłam się troszkę htmla i cssa. A właściwie się uczę. Powoli. Szefowie robią mi Lewaczke, ale portfolio zrobię sama:) pewnie za dwa lata, ale będzie.

3. Nauczyłam się tego, jak wygląda prowadzenie sklepów internetowych i już wiem, czemu mój sklep z obrożami (przypominam: https://pestwear.club ) tak właściwie nie wystartował, bo sprzedane ilości towarów są żenująco niskie. Teraz zaczynalabym inaczej. A poprawiać nie umiem i nie mam serca.

4. Nauczylam się trochę żargonu informatycznego. Tzn. znam więcej słów i wiem, z czym się je je.

Nauczyłam się wielu innych rzeczym jednak przy fakcie odkrycia, że mogę (i umiem!) być systematyczna, nie odkładać wszystkiego na ostatnią chwilę, ale to nic przy jednym fakcie: umiem być systematyczna! Prokrastynacja już nie definiuje mojej pracy. To jest wspaniałe. Szkoda, że przyszło do mnie, po 25 roku życia, dobrze, że w ogóle.

Jak nic nie potrafiło mnie tego nauczyć, dopiero chorowanie zmusiło mnie do porządkowania przestrzeni, bo chaos (jak muzyka) męczy ogromnie. Przynajmniej mnie:) Bałagan mam bardzo rzadko, najczęściej mam swój kalendarz w torebce, staram się mierzyć siły na zamiary: odpada już przecież nadrabianie zaległości w jedną noc (w tym kiedyś byłam całkiem dobra), sprzątanie wszystkiego na raz (siły brak, a schylanie powoduje mdłości niemal natychmiast), spotykanie się ze znajomymi późny wieczorem. Patrzę na pewne rzeczy bardziej racjonalnie. A praca w General Informatics stała się sprawdzianem. Przeszłam go chyba celująco:)

Z drugiej strony muszę powiedzieć, że miałam wręcz cieplarniane warunki i chyba nie ma lepszego miejsca, żeby wracać do pracy.

  • Proces załatwiania pracy nie leżał po mojej stronie,
  • Moi szefowie byili cierpliwi, kochani i rozumieli to, że potrzebuję lecieć do lekarza, kiedy indziej potrzebuję drzemki (aleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee wygodną kanapę mieli!),
  • nie naciskali na to, żeby pracować szybciej (i tak bym nie mogła, jednak ta lewa łapa stwarza ograniczenia), szybko, do roboty, yalla, yalla, jak to mówią po arabsku,
  • wymagali, ale mądrze:)

Lepiej być nie mogło.

Mówią, że nie wylatuję z rodziny, że będę odwiedzać i robić dla nich zlecenia:) ale… cóż. Obiecywali też, że wezmą mnie do klubu go-go. I nie wzięli! (grrr).

Ps

aaaaaaaaaaaaaa, w tej firmie robią najlepsze strony. ładne jak z obrazka, funkcjonalne, zamówiłam u nich nową wersję Lewaczki (już wkótce – tak, wiem, że mowię to od 3 miesięcy. Nie mam czasu/energii przysiąść do tego na spokojnie). Nie mówię tego, żeby się im przypodobać, bo już tam nie pracuję ;p Mówię, bo nigdy nie pracowałam w firmie która tak starannie wykonywała to, co im powierzyli klienci:) polecam:)

PPS

W poniedziałek zaczynam kolejny staż. Mimo uspakających głosów z każdej strony jestem przerażona. Zobaczymy, jak to będzie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.