Czego nauczyłam się po udarze (III): si, señorita!

Lekarze mówią, żeby koniecznie uczyć się czegoś na pamięć. Obojętnie czego. Babcia zaproponowała Pana Tadeusza… Ale mnie nie ciągnie ku poezji romantycznej. Żeby nauka miała sens, postanowiłam uczyć się nowego języka.

I miesiąc (i kilka dni) temu rozpoczęłam samodzielną naukę hiszpańskiego.

Do moich pomocy dydaktycznych należą:

fiszki

fiszki

kurs internetowy – hiszpański online

supermemo

kurs audio (Pimsleur)

i całe internety (youtuby, chomiki, portale polskie i hiszpańskie… )

Dlaczego język hiszpański? Nauka go już kiedyś chodziła mi po głowie, ze względu na Meksyk i Almodóvara, potem mi przeszło, ale z tego co się już kieeeeeeeedyś dowiedziałam, to język hiszpański jest możliwy do samodzielnego opanowania i dość nietrudny na poziomie codziennej komunikacji. I wymowa jest chyba do ogarnięcia (wyobraźcie sobie uczenie się wymowy arabskiego

hebrajskiego

 

czy koreańskiego?

Moja wyobraźnia się poddaje;) Hiszpański wydał mi się więc sensownym wyborem.

Oto jak wyglądał ostatni miesiąc jeśli chodzi o język.

Zaczęłam od fiszek, tata mówił, że bardziej bezsensownie się nie dało, ale w miarę uczenia z innych źródeł zauważyłam, że fiszki naprawdę mi pomagają. Trochę dodają wiary, że coś zostaje w głowie, ale też pomagają też lepiej wychwytywać zależności ponieważ kolejność słówek, wyrażeń i zdań jest przypadkowa, mam pewien zasób wszystkich części mowy. Fajne są również dlatego, że nie obowiązują tu reguły, nie trzeba kończyć zadań i nie ma się poczucia porażki – co dało mi odrobinę wiary, że jestem w stanie nauczyć się czegokolwiek, a przecież moja koncentracja jest szybuje jak szybowiec i nie jest mi w ogóle pomocna.

Potem dodałam kurs supermemo. – jest dziwnie skonstruowany i ma trochę wad, ale generalnie dzięki niemu jestem systematyczna i powoli się uczę nie tylko słówek, ale i gramatyki i wymowy.

Do wymowy przydaje się kurs audio – w moim przypadku na razie Pimsleur; jestem na razie na 12 lekcji, ale gdzieś tak od 7-8 czuję, że jest dla mnie za dużo na raz, zbyt szybko, więc słucham lekcji po kilka razy, ale to się jednak nudzi więc żmudnie posuwam się do przodu nie umiejąc wszystkiego. To mimo wszystko ma sens, coś tam w łepetynie zostaje i trochę się osłuchuję, bo większość piosenek SKA-P jest trochę za szybkie do nauki – ja tak szybko nie gadam teraz po polsku, co dopiero po hiszpańsku!

A czekają niezliczone inne źródła – Don Kichot (; którego uwielbiam po polsku, dobre hiszpańskie kino… Tylko opanować podstawy i będzie powoli szło do przodu!

Notka może powinna nazywać się: czego uczę się po udarze, ale w końcu coś umiem. Kilka dni temu śmiałam się, że mogłabym być hiszpańskim mężem, bo umiem powiedzieć ¡Quiero comer!, ¡Quiero vever una cervesa! (chcę jeść! Chcę pić piwo!) Jakoś idzie do przodu ten hiszpański – nauka z sukcesami jest podstawą.

Udarowo powiem, że uczenie się na pamięć jest bardzo ważne dla mózgu łatającego dziury. Nie jest łatwo – walczę z koncentracją – chcieć to nie jest móc niestety. Ale dużo czasu spędzam nad tym językiem i widzę w tym sens. Porównując siebie do siebie sprzed stracenia zdrowia, idzie mi bardzo opornie, ale w moim przypadku nie chodzi o szybkie nauczenie się zwrotów przydatnych przy zbieraniu truskawek w Hiszpanii, więc nie mam przez to wielkiej spiny.

Adiós.

ps

Angielski bardzo się pogorszył, więc smuteczek. Nie mam tyle motywacji, żeby samemu siedzieć nad nim, może kiedyś będę miała.

PS

hiszpański online można znaleźć w wielu miejscach – w końcu miliony, jeśli nie miliardy ludzi, mówią w tym dziwnym języku (nie podoba mi się bardzo jego melodia). Mi za słownik służy zwykle translator (translate.google.pl)

za kurs supermemo: supermemo.net.pl udiach

przeglądam sobie strony el pais – http://elpais.com/ jedynej hiszpańskiej gazety, która jakimś cudem została mi w łepetnie po studiach

bbc http://www.bbc.com/mundo

http://www.bbc.co.uk/languages/spanish/

do tej pory prawie zrozumiałam jednego niusa, jarałam się tak bardzo, że nie mogłam spać!:)

 

2 myśli nt. „Czego nauczyłam się po udarze (III): si, señorita!

  1. Kurde, skoro po wódce robią się dziury w mózgu to chyba też muszę się zacząć uczyć czegoś na pamięć :( Brawo Kasiu! Świetny wpis! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.