Co znamy z czasów „przed”?(:

Jedną z rzeczy, które mówi się osobom opanowującym  komunikację z afatykiem?

nie mów do chorego, jak do dziecka.

To samo mówi się tym, co przejmują opiekę nad osobami po udarze. Nie traktuj chorego jak dziecka, bo nie jest dzieckiem (chyba że jest dzieckiem, wiecie).

Wielu z nas dzieli życie na czas „przed”i „po” (swoją drogą, tak nazywał się okropnie smutny reportaż radiowy którego byłam bohaterką. Link gdzieś na końcu;)). Ma to dla mnie ogromnie wiele sensu. Choćby z tego powodu, że doświadczenia „przed” są po prostu zupełnie inne niż te, „po”.

No właśnie. Są inne, ale nie znikają (chyba że w głębokiej amnezji). Są mniej widoczne spoza problemów chorującej rzeczywistości, ale wciąż są. Przecież wcześniej

Szef nieraz potraktował mnie nie w porządku,

Nieraz miałam złamane serce,

Stawałam przed wyborem  „kurczak, piwko czy proszek do prania”,

Nie dostałam należnej mi wypłaty,

Informowałam o pogrzebie przyjaciela,

Płakałam z bezsilności,

Źle wybrałam orbitrek,

Wyszły mi pyszne pączki,

Wyszły mi pyszne, ale przypalone pączki.

To, że teraz stawia przede mną inne wyzwania, nie znaczy, że nie znałam innych.

A tak właściwie to fakt, że prę do przodu jak nawałnica, stawia przede mną (i rodziną, która mnie wspiera, rzecz jasna) wyzwania sprzed udaru mózgu łączą się z tymi z rzeczywistości „po’. A tak szczerze mówiąc, to „przed” dużo gorzej radziłam sobie z przeciwnościami. Histerycznie i obsesyjnie. Teraz jest inaczej. Więc może coś się równoważy:)

Niemniej, walczenie z tym traktowaniem jak dziecka trochę wygląda jak przekonywanie osób starszych od siebie, że jednak coś się zna z życia. A te sytuacje najbardziej rozwalają mnie na kawałki, kiedy rozmawiam z kimś, kto jest o 5 lat starszy.

Myślę, że łatwiej jest w tym temacie tym z nas, którym udało się szybko wrócić do jako takiego funkcjonowania mimo przeciwności. Albo którzy nie mają nad sobą cudownego parasola ochronnego że strony rodziny. Ja go mam, zawsze miałam. i mi jest łatwiej w życiu. Ale to nie znaczy, że nie znam życia.

No. Wchodzę do pracy;) bo naprawdę się staram!

Wiecie, jestem już prawie 5 lat po pierwszym udarze, radzę sobie świetnie, a jednak moje możliwości są nieco ograniczone.

Czasem zastanawiam się, czy nie za dużo wymagam od mojego otoczenia w zakresie rozumienia moich problemów.

Ostatnio wyszedł kolejny problem. Okazuje się, że można za, że kiedyś nasz chory był zdrowy.

Jedna myśl nt. „Co znamy z czasów „przed”?(:

  1. Ja sprzed i ja po to zupełnie inna ja. Ale nie tylko ze względu na udar. U mnie udar był „tylko” dodatkiem do rozwodu, wyprowadzi syna, śmierci psa, nowego związku, konieczności wyprowadzenia się z domu pod miastem, który uważałam za swój a okazał się nie moim do małego mieszkanka w centrum miasta… Te wszystkie ogromne zmiany nalozyly się na siebie w jedną okropną całość. Każda z nich w jakiś sposób zmniejszają wpływ pozostałych. Raz najważniejsze było odzyskanie zdolności samodzielnego poruszania się, raz rozmowy z adwokatem o ugodzie, raz nowa szafa, raz trudne rozmowy z Synem… Kiedy wróciłam z rehabilitacji w Piaskach wróciłam już do nowego mieszkania, do nowego Mężczyzny i do nowej siebie. Qrczę jak było trudno. Ale nie miałam wyjścia, musiałam dać radę i tak kroczek za kroczkiem… Jestem taka dobie nowa stara ja… A co do traktowania jsk dziecko… Jak ja chciałam być traktowana jsk dziecko! No bo przecież taka byłam biedna, tak strasznie los mnie doświadczył… Chciałam żeby nade mną rozczulali się wszyscy, nosili na rękach i dali spać w nieskończoność… Jaka im jestem wdzięczna, że jednak się ze mną nie cackali… Nie zebrałabym się w sobie inaczej…

Odpowiedz na „SylwiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.