Chora na pogodę? Moja meteopatia

Zawsze myślałam że meteopatia rzeczywiście istnieje, ale też się ją trochę wyolbrzymia.

„Główka mnie boli bo pada”. „Boże, jak jestem śpiący, bo jest niż bla bla bla”… Okay, wiedziałam że to istnieje, ale myślałam, że większość ludzi przesadza. Oczywiście do czasu, kiedy mnie złapało.

Teraz jestem delikatna jak jabłonka, którą w lipcu złapał przymrozek. Może nie do końca adekwatne porównanie, ale chodzi w zasadzie o to, że ciężko przeżywam zmiany pogody. No boli mnie na przykład. Bo może.

 

No ale – meteopatia to nie tylko ból. Lista symptomów jest dłuższa.

  • Zmęczenie
  • Senność i bezsenność,
  • Osłabienie,
  • Trudności z koncentracją,
  • Ból stawów,
  • A nawet migrena.

Meteopatia często łapie osoby, które rozchorowały się na coś kiedyś. W tym neurologicznych. To oczywiście nie jest jakaś bezwzględną regułą, ale wiecie, jak jest. ;) Dowiedziałam się tego od mojej pani Madzi, doczytałam i musiałam zaakceptować.

Meteopatia nie jest chorobą. Jest dolegliwością. Ale to tylko terminologia. Można w sumie zapytać, dlaczego meteopatia nie jest uznana za chorobę Czytałam gdzieś, że WHO zastanawiało się nad tym, żeby włączyć ją w jakiś rejestr chorób. Ale wierzę, że byłoby to dość trudne. Bo akie mogą być objawy? Kiedy występują? Jaki poziom złego samopoczucia uprawiałby do zwolnienia lekarskiego? Ale jeśli w tym przypadku ból dawałby możliwość otrzymania zwolnienia lekarskiego, to dlaczego ból wynikający z innych problemów – nie? I kto by w ogóle pracował? No przecież 3/4 Polski co kilka dni chodzi i jęczy ‚aaaaaaaaaaaaaaaa, chyba jest niskie ciśnienie, bo wszystkim chce się spać’… I tak dalej.

A propos terminologii. Ból głowy też nie jest chorobą, jest objawem. Udar też nie jest ponoć chorobą. Tak przeczytałam kiedyś w ulotce w szpitalu. Czym jest zatem? Nie pamiętam, ale wiedzcie, że kiedy leżeliście pod trombolizą i walczyliście o życie, to nie chorowaliście. Teraz też nie chorujemy, tylko wydajemy miliony na lekarstwa, łatwo się męczymy, a rączki często zwijają się nam w skrzydełka. ;)

I jeszcze wam powiem jedno.  Mimo że to wszystko wiem, wkurza mnie trochę, że jak mówię „kiepsko się czuję”, to przeważnie usłyszę w odpowiedzi „no, taka jest pogoda”. Albo coś o zmianie pogody… Jeśli chodzi bo osoby po czterdziestce, w 90% przypadków. Tylko że… Okazałoby się, że głowa mnie boli i szybko się meczę przy każdej pogodzie i zmianach we wszystkie strony. Poza tym, nie wiem i tak, jak rozpoznać, czy ból jest od pogody, czy udaru, czy czegoś innego. Zauważyłam u siebie, że jestem wrażliwsza na pogodę, ale trudno mi to rozgraniczyć z innymi dolegliwościami. Nie znam też siebie za bardzo. Obserwuję i obserwuję i dalej nie znam subtelności. Wiem, przez co miewam mdłości, ale co do  innych obserwacji… Nie pytajcie!;)

Ps

Czasem na tę dolegliwość mówi się „meteorologia,”. Mi się kojarzy z tym, że -niczym Alex Jones, jest się wrażliwym na uderzenie meteorytem. Hmmm. Myślę, że jak każdy z nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.