to jest przecież makrela, ela, ela

IMG_20150524_112813 (1)Z różnych przyczyn nie ma szans, żebym samymi obiadami wyrobiła tygodniowe minimum o którym pisałam tutaj, więc zaczęłam kombinować. Na pierwszy rzut poszła makrelka wędzona, pyszny dar matki natury.

Internet jest pełen różnych przepisów na pastę z makreli, chyba po prostu każdy, kto jadł ją w dzieciństwie ma swój. Mnie mama nie karmiła makrelką zbyt często, więc musiałam sobie coś sama wykombinować i wyszło przepysznie.

Przydadzą się:

jedna makrela (moja ważyła 300 g),

2 łyżki jogurtu greckiego (inny gęsty też pewnie się nada)*

odrobina chrzanu

 4 kawałki pomidora suszonego**

szczypiorek

a z przypraw

sól

pieprz

słodka papryka

I jedziemy: trzeba obrać makrelę i ją odościć, suszonego pomidora i szczypior posiekać na bardzo małe elementy, połączyć to z resztą przygotowanego dobra za pomocą widelca (trzymanego w lewej ręce! oczywiście), można gnieść, rozcierać, a nawet trochę podjadać. Wyjdzie nam nieatrakcyjna z wyglądu breja, czyli pasta rybna.

Nakładać na chleb i wcinać ze smakiem. A jeśli będziecie mieli niespodziewanego gościa, to można go (ją!) poczęstować pastą razem z krakersami, nada się zamiast czipsów, których osoba po udarze lub jej opiekun na pewno nie ma w domu ;)

* Większość podobnych temu przepisów zamiast jogurtu poleca majonez, ale mi nie chodzi o to, żeby od nowa zapychać sobie żyły…

**Wg tego artykułu Suszone pomidory mają podobno więcej likopenu niż świeże, a likopen to dla osoby po udarze samo dobro. Nie dość, że ma właściwości antynowotworowe (5 minut próbowałam przesylabować to słowo), to poprawia funkcjonowanie układu krwionośnego, zmniejszając ryzyko udarów i zawałów serca! Ponadto działa hamująco na syntezę złego cholesterolu, więc dziwię się, dlaczego na neurologii nie dostawałam rano zamiast zupki mlecznej słoika suszonych pomidorów albo przynajmniej szklanki soku pomidorowego.

jest i BONUS: oddzielenie części jadalnych od niejadalnych ryby jest naprawdę dużym wyzwaniem, nawet używając obu rąk czułam opór materii. Moim zdaniem to dobre ćwiczenie na poranną rozgrzewkę.

4 myśli nt. „to jest przecież makrela, ela, ela

  1. Nigdy takiej nie jadlam,fajny przepis!:) u mnie mama co piàtek robila z jajkiem na twardo i cebulką + majonez pol na pol z jogurtem. Ale z pomidorkami ciekawsze

Odpowiedz na „stefanAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.