Żałoba po udarze mózgu

żałoba po udarze mózguNie wszyscy zdają sobie sprawę, że żałoba nie dotyczy tylko okresu po stracie bliskich. Można jej doświadczać też po stracie kogo/czegoś bliskiego, ważnego.

Ja doświadczyłam jej, właściwie dalej doświadczam.

zasadniczo chyba przyjmuje się, że ta żałoba ma 5 etapów.

  1. ZAPRZECZENIE – Nie, to nie może być prawda. To na pewno jakaś pomyłka.

  2. GNIEW – Za co to spotyka akurat mnie? Są na tym świecie gorsi ludzie, którzy na to zasłużyli.

  3. TARGOWANIE – Jak bardziej o siebie zadbam, to może się poprawi. Jak będę się więcej modlił, to wyzdrowieję.

  4. DEPRESJA – To wszystko nie ma najmniejszego sensu.

  5. AKCEPTACJA – Teraz już nic nie zmienię, muszę się pogodzić z losem. (za tą stroną:)

     

Mówią, że nie musi być w tej kolejności. Może czegoś brakować, pewnie może być więcej.

żałoba po udarze u mnie

nie jest łatwo. Dwa pierwsze etapy przeszły błyskawicznie. Może przez to, że nie rozumiałam, co się dzieje w sumie. jakby to się działo, ale się nie działo. zaprzeczenie właściwie przyszło i przeszło w pierwszym szpitalu a gniewu w formie „dlaczego ja” nigdy nie miałam. gniewałam się na świat, że nałożył mi wbrew mojej woli tyle pracy. Bezsensownej. Czułam że to nie fair, że kurde, wszystko w życiu przyjdzie trudniej, byłam zła na siebie, że sobie zapracowałam na udar. Że dodałam swoje kamyczki do koszyka. Pytanie „dlaczego ja” zadałam tylko raz. W chwili pierwszego wielkiego kryzysu. Od razu się zreflektowałam, dosłownie zaraz po zadaniu tego pytanie. Bo jedynymi odpowiedziami na to pytanie są „dlaczego nie”, „bo tak” i „dlaczego ktoś inny”. albo szereg samooskarżających bzdetów.

Jak już pisałam, żałoba po udarze może być poplątana.

Targowanie, depresja, akceptacja są  u mnie poplątanym kłębkiem.

Bo niestety nie mogę powiedzieć, że się z tym uporałam. Już myślę, że już przyszło pogodzenie się ze wszystkim i akceptacja… aż tu nagle coś mi uruchamia etap depresji.

Pani z powyższego .linka tłumaczy to tak: „Myśli automatyczne: Już nigdy nie będę normalnie żyć. Nikt mnie nie zechce. Nienawidzę się. Zachowania: Zachowania autodestrukcyjne. Unikam lekarzy, artykułów i innych bodźców związanych z chorobą. Odsuwam się od ludzi”. Cóż. Zauważam odsuwanie się od ludzi i zwątpienie w lekarzy. I te myśli… z których najbardziej bolesna jest „już nigdy nie będzie normalnie. Nie mam szans”. Staram się to zwalczać logiką na wszelkie sposoby. To jak marsz pod wiatr. Dołujące myśli smagają mnie po twarzy a ja zmuszam się do pójścia w przeciwnym kierunku. Często działa. Czasem muszę odpuścić. gdyby depresja była zbyt głęboka, dzwoniłabym do swojego psychiatry. Póki co jego rady działają nieźle.

Ale chyba nie chodzi o takie chwilowe dołki. To trwa dłużej. I kiedy w końcu się wykopię z kupki nieszczęścia odkrywam coś nowego. I jakoś ta akceptacja nie następuje. Być może nigdy nie nastąpi i zostanę przy wiecznym targowaniu? Temu samodzielnemu pędowi ku poprawie i wierze w to, że się da? Póki co wytargowałam sporo. I tak swoją drogą: myślę, że akceptacja przyjdzie u mnie dopiero jak się wyprowadzę od rodziców. Póki co wieszczę sobie długie targowanie.

Mój znajomy powiedział, że u niego żałoba po udarze trwała dość długo,

ale kiedy przyszła akceptacja doszedł od razu do wniosku, że jego życie po udarze jest lepsze niż było przed nim. Nie wiem na czym polega ta lepszość, ale wiem, że poznałam go jako radosnego, otwartego, faceta, z którego promieniowała ciekawość historii i spokój. Bardzo mi się spodobał. Spodobała mi się również ta jego samoświadomość i akceptacja zmian, które przyniósł mu udar.

Jedno z Was, moich czytelników, napisało mi, że jest przeciwne zbyt długiej żałobie po udarze. To przeszkadza w terapii. Ja się zgadzam i nie. Bo dla mnie żałoba jakoś nie znaczy tego, że się nic nie robi i użala nad sobą. Raczej na tym, że się opłakuje byłe życie. Jak zmarłą babcię. Tęsknimy i chcielibyśmy żeby była z nami, ale niekoniecznie uważamy się za bardziej biednych od innych. Moim zdaniem:

użalanie się nad sobą: nie,

żałoba po udarze: czasem można.

Aż do pełnego pogodzenia. Bo jakoś wierzę że większość doświadczeń można wcześniej czy później zaakceptować.

 

Co się dzieje z twoim mózgiem gdy ćwiczysz? Mózg jest szczęśliwy:)

Niestety to wideo jest po angielsku i wiem że nie wszyscy będą w stanie je zrozumieć, warto poznać nasz mózg, więc już opowiadam o kluczowych punktach.

 

Niestety to wideo jest po angielsku i wiem że nie wszyscy będą w stanie je zrozumieć, warto poznać nasz mózg, więc już opowiadam o kluczowych punktach.

Babka mówi o trzech rzeczach. Otóż mózg ładnie sobie radzi.

  1. poprawia się nastrój. W czasie wysiłku fizycznego wzrasta poziom czterech neurotransmiterów czy neurohormonów, które odpowiadają za poprawę nastroju (przez obniżanie złego, z tego co rozumiem)
  2. poprawia się koncentracja i uważność! istnieje wiele badań potwierdzających ten fakt
  3. ćwiczenia fizyczne stymulują tworzenie zupełnie nowych komórek w hipokampie. Hipokamp jest podobno superważny, ten mój Vetulani cały czas o nim gada;p To poprawia nam pamięć długotrwałą!

Ach, czyli trzy rzeczy superprzydatne osobom po udarze. Mi się podobają:) jeśli chcemy być weseli, lepiej się skupiać i pamiętać, to zapraszam na spacerek. a nie, dziś znowu śniegiem zasypało. Jednak na orbitreka;)

+mózg, brain

+kayak=

heart

;)

 

Oj, wrażliwa jestem – meteopatia po udarze?

meteopatia, udar mózgu, pogoda, chmuryCóż, przyznaję, że od udaru mózgu jestem superwrażliwa, chorowita i ogólnie taka jakaś słabeuszowata. I chyba stałam się meteopatą. Czyli stałam się delikatna jak szlachcianka sprzed lat. Albo jak Chico, pudelek mojej przyjaciółki z podstawówki, który jadł najsmakowitsze rzeczy, bo taki z niego wrażliwiec wybrzydzający był. No, tak to zapamiętałam:)

Meteopatia (zwana również meteoropatią) to nadwrażliwość na zmiany pogody. Jest dosyć powszechna, ale nie klasyfikuje się jej jako jednostki chorobowej. Wciąż nie ma bowiem odpowiednich badań jednoznacznie potwierdzających związek pogody z samopoczuciem. (za doz.pl)

Czyli meteopaci to ci, którzy czują się jak kupka błota, kiedy zmienia się pogoda. Albo, ale to tylko moim zdaniem, pogoda im nie sprzyja. Przyznam się,  że nie często nie wierzyłam w to, jak ludzie mówią, że nie się słabo czują przez pogodę. Aż tu nagle…. Moja pani Madzia i babcia zaczęły mi mówić że a) to możliwe, b) (szczególnie babcia) zaczęła wiązać moją senność i ogólne rozbicie – szczególnie rano!) ze zmianami pogody. I teraz coraz częściej to dostrzegam i już nie irytuję się, kiedy babcia sugeruje, że moje złe samopoczucie wynika z pogody.

Bo to jest dziwactwo przecież i wymówka. Ale jednak… Moja pani Madzia mówi, że u jej udarowych pacjentów często pojawia się meteopatia, której wcześniej nie było. Wiecie, mózg jest tajemnicą i przyjmuję to. Zwłaszcza że wyczytałam w jednym fajnym artykule [klikać:)]  że im więcej dolegliwości współistniejących, tym większe prawdopodobieństwo meteopatii. A nie chcecie chyba, żebym znowu wymieniała wszystkie swoje choróbska.

To nie jest choroba niby, ale wpływa na samopoczucie. Czyli warto się zastanowić czasem, czy nasze chwilowe

  • uczucie ogólnego osłabienia,
  • bóle głowy,
  • bóle kości i stawów,
  • skoki ciśnienia tętniczego krwi,
  • senność,
  • bezsenność,
  • wahania nastroju,
  • zaburzenia koncentracji i uwagi. (za podlinkowanych przed chwilą artykułem)

Nie są winą pogody. I odpuścić złość na siebie. Bo ja, szczerze mówiąc, wściekam się, kiedy jestem senna „bez powodu” i łeb mnie boli. Wściekam się na swoją słabeuszowatość. Ale co poradzę, jak nic nie poradzę?

Mnie chwytają bóle głowy, uczucie ogólnego osłabienia, senność, wahania nastroju, zaburzenia koncentracji. Także taki typowy poudarowy zestaw;0Rzadko odpuszczam sobie całkowicie w takie dni, ale przyznaję, że jest wtedy spokojniej u mnie. Mniej robię, jest jeszcze bardziej powolnie, więcej leżę. I mam jakąś wymówkę na dodatek;)

Ale staram się z niej nie korzystać. Tata chyba by mnie za to zabił. No. Także tego. Ponieważ dziś pogoda raczej sprzyja, idę na spacer. Trzymajcie kciuki, żebym nie zabiła się na resztkach lodu;)

Jeju, dziwnie jest

Powiem tak. Wczoraj, jak ktoś poprosił mnie, żebym napisała o czymś na blogu, powiedziałam, że nie mogę, bo kolejka ważnych tematów czeka na opracowanie/ujawnienie.

Teraz na pewniaku usiadłam do komputera i… Pustka. Nic. Moje ważne tematy zniknęły tak, jakby ich nie było.

Aż mnie zatkało. Jestem pewna, że tu były. Coś czuję że tętno mi podskoczyło, bo słyszę moje serce. Chyba.

Tak, wiem, że sobie planowałam, rozmyślałam, ale nie zapisałam. To jeszcze potęguje moje wrażenie zagubienia w rzeczywistości. Ja wiem, nie wolno panikować, każdemu (nawet mojej mamie!) zdarza się czegoś zapomnieć. Lub o czymś zapomnieć. Ja wiem. Tylko że przy moim ogólnym rozbiciu i poczuciu odstawania od rzeczywistości, mam dziwne wrażenie, że ktoś wyjął mi z głowy solidny kawał mózgu.

I wcale nie mam poczucia, że coś się po prostu schowało w szufladce i muszę to odkopać. Mam poczucie że coś straciłam, i to przez udar mózgu.

Hm. To pewnie nic. Znam ten stan, wiele razy to przechodziłam. Przede wszystkim to spokój może nas uratować. Spokój i odpoczynek i nieprzejmowanie się. Uciekło, to wróci. Przewróciło się, niech leży. Postanawiam się tym nie przejmować i obejrzeć sobie coś na netflixie.

Z nowości:

straciłam wszystkie zdjęcia, które miałam. dysk padł.

jutro idę do dietetyka,

już za kilka dni zaprezentuję wam stronę o spastyczności,

kończę czytać pierwszą z mózgowych książek, które zakupiłam ostatnio

trochę jestem głodna.

Na dobry sen wrzucam Wam Marcina Dorocińkiego. Z fejsa, to chyba legalnie;) Bo fajny jest:)

 

Wesołych świąt!

Kochani przyjaciele!

wesołych świąt!

wesołych świąt!

Na Boże Narodzenie

życzę wam:

zdrowia

szczęścia

sprawnej lewaczki

i sprawnej prawaczki

braku kłótni przy stole

ani poza stołem

braku spastyczności

braku kłótni

rodziny i przyjaciół wokół

a nielubianych ludzi daleko daleko tak

milionów monet

niezależności

braku udarów

braku tocznia

braku bólów głowy

braku bólu brzucha

braku zatruć pokarmowych

braku tocznia

braku bólu gardła

braku wszystkich bóli

czasu na serialiki

czasu na hobby

fajnych imprez

albo ciszy

dobrej pogody

śniegu

pieniędzy (prezentów;)

ale braku obowiązku odśnieżania

długich godzin odpoczynku

czynności poznawczych w normie

zadbanych paznokci

czasu dla samego siebie

wsparcia i zrozumienia ze strony innych

bombki

naprawdę wszystkiego, wszystkiego najlepszego. Życzę Wam wszystkim (a może nam wszystkim?) wszystkiego dobrego. Dziękuję za zaglądanie do mnie:)) Kasia

 

 

 

Jak mówić do osoby po udarze mózgu? – rady dla bliskich, przyjaciół i opiekunów

Udar mózgu może skutkować masą problemów komunikacyjnych, afazja jest tylko jednym z nich. Od pewnego czasu w moim googlowym folderze [klik;)] jest także zagdanienie „jak rozmawiać z osobą po udarze”. Niezależnie, czy udarowiec cierpi (cierpiał) przez afazję, komunikacja z nim może być utrudniona…

Czytałam na ten temat tylko jeden artykuł który jednocześnie pokrywał się z moimi odczuciami i w pełnie mnie przekonał. I, w przeciwieństwie do innych artykułów zawierał tylko 3 rady. Niestety nie pamiętam tych trzech podpunktów, ale i ja mogłabym je skrócić do dwóch. Moim zdaniem podstawowymi zasadami komunikacji z udarowcem są proste:

  • Bądź życzliwy.
  • Bądź cierpliwy.

kolejną zasadą jest również coś bardzo ważnego, co czasem nam umyka, ale łączy się z życzliwością i szacuniem.

  • 13893457063_5101d7b246_z-1 nie traktuj udarowca, jakby był głupszy (niż przedtem).

tak sobie myślę, że to są jedne z podstawowych zasad komunikacji między bliskimi. Z taką różnicą, że naprawdę czasem będzie trzeba morza cierpliwości, żeby dogadać się z udarowcem (lub afatykiem). Życzliwość jest ważna nawet wtedy, kiedy w wyniku udaru chory nie czyta cudzych emocji, tonu głosu albo mimiki. Życzliwość po prostu pomaga obydwu stronom poradzić się. Ale uwierzcie że osoba po udarze często czuje, kiedy ludzie traktują ją jakby była głupsza niż przedtem. Albo nabijają się z niej, a naprawdę łatwo nabijać się z kogoś, kto nie umie dobrze się łatwo wysłowić.

Nawet ja, miałam takie dziwne sytuacje niepewności. Z moimi najlepszymi na świecie przyjaciółmi. Rzadko, bardzo rzadko, ale tym lepiej je pamiętam. Ja reaguję na złe podejście do mnie zamknięciem się i wycofaniem ( ;

Jak przyjrzycie się poniższym punktom – każdy w ten czy inny sposób wpisują się w powyższe punkty.

  • Mów w prosty sposób, ale jak do dorosłego.  Come on,  wciąż jesteśmy dorośli! Nikt nie lubi być traktowany jakby był dzieckiem. Im „chorszy” jest Twój bliski tym prostsze mogą być zdania.
  • postaraj się o uwagę udarowca zanim zaczniecie rozmowę. Wiecie jak prod. Bralczyk czasem uciszał salę wykładową i zdobywał pełną uwagę? Zaczynał mówić szeptem;) do mikrofonu.  Ładnie skupiały się na nim wtedy oczy prawie setki osób na sali:D Ty potrzebujesz latającej gdzieśtam uwagi jednej osoby;)
  • pozbądź się niepotrzebnych hałasów:)
  • mów normalnym tonem. chyba że wiesz o ubytkach słuchu albo chory cię poprosi o to, żebyś mówił głośniej:)
  • Daj Twojemu choremu czas, żeby mógł coś powiedzieć. Podsuwanie słów jest czasem dobre, czasem nie i nie powinno być używane przedwcześnie.
  • Potwierdzaj czy się rozumiecie. Zwykłe tak/nie pytania wystarczą:)
  • Jedno pytanie na raz! „czy chcesz kawę? a może lemoniadę z ciasteczkiem” będzie trudniejsze do odpowiedzenia ;)
  • Używaj „dodatkowych materiałów” typu mimika, gesty, gestykulacja, pokazywanie, rysunki, uśmiech… No wiecie. Obok mowy, nie zamiast niej!
  • Ignoruj błędy w mowie (możesz chwalić wysiłki, ale ja bym była z tym ostrożna…, ja jestem na to trochę alergiczna). Nie wszystko musi być idealne, wiecie? Byłam wczoraj na imprezie. Kilkoro znajomych po długim dniu, czułam że nie mówię jakoś super, często  gubiłam słowa, wątek, moje żarciki były powolne, ale wydawali się tego nie słyszeć.
  • Nie ignoruj udarowca i tego, że ma coś do powiedzenia.
  • Słuchaj i patrz:)
  • Nie naciskaj. To nigdy nie pomaga, tylko zniechęca;)
  • Jeśli trzeba, zrób przerwę w rozmowie.
  • Pokazuj, kiedy czegoś nie rozumiesz.
  • próbuj powiedzieć coś „innymi słowami” ;)
  • daj odpocząć – próbowanie powiedzenia czegoś jest męką. Naprawdę. I strasznie męczy. Jeśli się nie pali, to nie ma takiej rozmowy której nie można
  • Ucz się sposobu komunikowania swojego chorego… Na  jednej rehabilitacji była pani z afazją, która chyba nie była leczona. Nauczyłam się, że jak chciała wyrazić zadowolenie/aprobatę zaczynała śpiewać co było super. Nie pogadałyśmy za bardzo, ale mogłam się z nią porozumieć.

Mieszkałam w pokoju z jedną panią, z którą długo nie potrafiłam się dogadać. Była dopiero na początku  terapii swojej afazji… czasem mówiła lepiej, czasem gorzej, miała mało cierpliwości i do innych i do siebie. Ja też miałam mało cierpliwości tak ogólnie. To była moja pierwsza rehabilitacja.  udawało się nam komunikować dość sprawnie metodą życzliwości-powtarzania w innych słowach i słuchania uważnie odpowiedzi-pojedynczych pytań ‚tak/nie’;)

Mówią że nie ma dwóch takich samych udarów, gdzieś przeczytałam że nie ma dwóch takich samych afazji, więc nie jest łatwo. Powyższe punkty to tylko garść rad które wygrzebałam w internetach i które sprawdziły się przy mnie i chorych, których widziałam. Nie jestem neurologopedą, ale też wydaje mi się że każda ze wskazówek wygląda jak zwykły zdrowy rozsądek.

  • wszystko z umiarem. I powodzenia w Waszych rozmowach.

 

 

Jeśli przekaz jest zrozumiały dla osoby z afazją, będzie zrozumiały dla każdego

Ktoś w dyskusji o afazji* powiedział że jeśli przekaz będzie zrozumiały dla afaktyka, będzie zrozumiały dla każdego.

Rozumiałam to. Rozmawialiśmy o stronie również dla osób po udarach, z których duża część ma afazję. I szczerze mówiąc strona w tamtym kształcie nie byłaby przydatna żadnej osobie z afazją. No bo jak strona, która ma tyle tekstu i obrazy zupełnie od czapy (uśmiechnięte pielęgniarki itp.) miałaby być zrozumiana?

Ale to internet. Choć w niektórych państwach (jak np. w Norwegii jak mówiła mi znajoma norweżka) istnieje prawo zobowiązujące twórców stron www do dostosowywania przekazu dla potrzeb osób niepełnosprawnych (nie wiem czy dotyczy to tylko organizacji finansowanych z pieniędzy publicznych, nie w tym rzecz teraz;) to wątpię, żeby ktoś myślał projektując prawo o afatykach.

Są różne rodzaje afazji, wiec załóżmy, że nasza bohaterka nie czyta i nie mówi. Musi iść do Żwiązku Emerytów i Rencistów w Szczecinie po kartkę uprawniającą do dwóch zniżkowych przejazdów w roku. Wie co ma zrobić i gdzie mniej więcej biuro się znajduje, ale nigdy tam nie była.

Punkt gdzie się odbiera świstki znajduje się na Jana Pawła II w szczecinie. Szyld (napisany) znajduje się w otoczeniu miliona innych szyldów. Jest łatwy do przeoczenia, a dla osoby z afazją niemożliwy do przeczytania (no, przynajmniej sporej grupy z nich). I jak temu zaradzić? Ja nie wiem, może ktoś ma jakieś pomysły… agencje kreatywne, często inne firmy posługują się na szyldach swoimi logo. Polskie urzędy i miejsca finansowane z publicznych pieniędzy najczęściej mają czerwony szyld z białym napisem. Weź tu człowieku odróżnij napis ‚Wojewódzki Inspektorat Bardzo Niebezpiecznych Rzeczy’ od napisu ‚XIII Liceum Ogólnokształcące’. Afatyków spotykają takie problemy na okrągło. Wydaje mi się, że sklepy i centra handlowe są dużo bardziej afazjoprzyjazne’ niż urzędy. Nie wiem. Być może pobożnym marzeniem jest to, żeby coś się z tym zrobiło. Ale podjazdy dla wózków też były pobożnym życzeniem do niedawna, prawda? Nawet prosty system znaków mógłby być pomocny. (Dla obcokrajowców też!)

Ta myślę sobie że się mądrzę i może mogę wkurzyć ludzi którzy mieli doświadczenie afazji, ale ryzykuję, bo widziałam ostatnio niesamowite wideo na ten temat. Tzn. wideo sygnalizujące problem. Niestety nie mogę go znaleźć. :/

Tak. wiem że ten wpis nie jest aphasia-freindly. I nie umiem z tym nic zrobić niestety. gdybym była świetnym rysownikiem… posługiwanie symbolami nie byłoby takie głupie;)

*[klik]

Boję się zusu

nie wiem jak zrobić attribution, więc napiszę, że zdjęcie jednej z siedzib ZUS wzięte z polskiej wikipedii. dzięki!

nie wiem jak zrobić attribution, więc napiszę, że zdjęcie jednej z siedzib ZUS wzięte z polskiej wikipedii. dzięki!

Za tydzień kolejna komisja ZUS. Oczywiście list jeszcze nie doszedł, ZUS został wydzwoniony.

Oczywiście wiem,  że nie ma co się bać,  zdrowy rozsądek podpowiada że powinni mnie ocenić uczciwie.  Ze nie trzeba kombinować,  ale po zeszłorocznych doświadczeniach nie myślę o ZUS dobrze i wiem,  że interes instytucji nie musi równać show mojemu interesowi.  Plus niewidzialnej choroby lekarz może jej po prostu nie zauważyć.  I wtedy mogę zostać z niczym.  Bez pracy,  bo jestem za słaba,  żeby pracować, bez pieniędzy i bez ubezpieczenia.  Coraz częściej słyszę ‚wiesz,  jak się nie uda,  to się nie załamuj, damy radę’. Ale ja się boję.  Również tego,  że się załamię.  No,  zobaczymy.  Póki co czeka mnie joga,  przedostatnia że zniżką rencisty.  Dobrze, że zaczęłam medytować,  nie idzie mi,  ale się staram. Za tydzień spokój na który pracuję tak ciężko, może się bardzo przydać.

o czym pamiętać podczas rehabilitacji?

footprintsMyślę sobie, że nie wiem w sumie, na co zwracać uwagę przy rehabilitacji. Po kilku rehabilitacjach w szpitalach, które naprawdę skupiały się na zupełnie różnych  rzeczach i myślę, że wszystkie były ważne i wybierano mi najważniejsze elementy do zrealizowania w danych warunkach. Ale właśnie zobaczyłam ładne zestawienie pt. ‚co trzeba zrealizować w dobrej rehabilitacji”. Mam nadzieję, że Stroke Associacion mnie nie pozwie.

Rehabilitacja poudarowa powinna zawierać:

  • trening dla zwiększenia ruchomości
  • Naukę wykonywania codziennych czynności
  • Indywidualnie dobrany poudarowych ćwiczeń reahbilitacyjnych
  • Dostęp do aktywności poznawczych i zwiększjących koncentrację (książki, gry, komputer)
  • terapię mowy
  • ćwiczenia widzenia dla tych, którzy mierzą się z problemami z wzrokiem
  • trening równowagi dla tych, którzy mają problemy z równowagą
  • (Ja też bym dodała) terapia zajęciowa

Uwaga: przed wypisem program zapobiegający upadkom jest koniecznością.

No. Czyli trening równowagi + rehabilitacja ruchowa + neurorehabilitacja i ćwiczenia życia są drogą do lepszego życia:)

Jak macie coś do dodania, chętnie dołączę do listy:)

 

 

Galeria twarzy (5): z uśmiechem i determinacja

masaż stóp, fizjoterapiaPrzypomniała mi się dziewczyna,  o której myślałam jak o słoneczku oddziału. Dla każdego supermiła, uśmiechnięta,  jej dobra energia aż promieniała wokół.  była też bardzo pracowita, aż chciało się więcej ćwiczyć samemu.

Nie miała udaru mózgu, tylko udar rdzenia kręgowego.  z tego co wyczytałam, mechanizm jak przy udarze niedokrwiennym, tylko skrzeplina zatyka naczynie krwionośne w rdzeniu. Kończy się niedowładami lub paraliżuje, w zależności od wielu czynników i objawy ma takie,  jak przy mechanicznym uszkodzeniu kręgosłupa. Tylko że może ustąpić.

I to Słoneczko na początku zeszło kilka pięter,  żeby się dostać do karetki,  a potem zostało zupełnie sparaliżowany. Z tego co mówiła jej mama wynikało,  że dziewczyna nie mogła ruszyć ani ręką, ani nogą. Ale coś tam ustąpiło i przy bardzo ciężkiej pracy i pacjentki, i rehabilitantów, kiedy wychodziłam że szpitala,  bardzo sprawnie jeździła na wózku.

Mimo że to ją dotknęła tragedia,  jej mama była bardziej niepocieszona. I miałam wrażenie,  że potrzebowała, żeby jej pokazywać przykłady udanej rehabilitacji. Pierwszym byłam ja.  Niby nie to samo, ale sukces za sukcesem:)

Wiecie co,  szczerze mówiąc,  trochę zazdrosciłam wtedy dziewczynie że zachowała pełną sprawność intelektualną.  Ale to było głupie. Pewnie bym się nie zamieniła. Przecież nie wiem,  czy ona chodzi,  czy jest samodzielna,  czy mogła wrócić na studia.  Mam nadzieję że tak. Nie udało mi się z nią zaprzyjaźnić,  z nikim w sumie się nie udało,  byłam wówczas bardzo wycofana i bardziej nieśmiała niż zazwyczaj.  Ale kiedy wrobię w głowie przegląd twarzy,  dziękuję jej za uśmiech.  Pewnie niejeden pacjent tego oddziału jest wdzięczny za niego :)0