Zagrasz ze mną w operację?

Po udarze może się spełnić dużo marzeń, szkoda że tych z dzieciństwa;) Za każdym razem jak widziałam w tiwiku reklamę gry Operacja, chciałam mieć ją na własność. I udało się – dostałam ją w prezencie na wyjście ze szpitala.

Operacja dla większości dorosłych będzie nudą do porzucenia po minucie, jednak gra lewą ręką (lub prawą, jeśli jesteś praworęczny) jest wyzwaniem. Dużym wyzwaniem.

operation

 

Gra naprawdę ćwiczy precyzję. Wyzwaniem może być nawet samo chwycenie pensety, którą wyjmuje się z ciała chorego różne przedmioty. Jeśli się uda, naprawdę trudno jest usunąć przedmioty z ciała chorego  – o ile się nie ćwiczy. Ręka się trzęsie, jest niepewna, nawet wypuszcza się złapane przedmioty.

Zabawa jest ciekawsza i łatwiejsza niż wyciąganie koralików pensetą (co robiłam w Konstancinie) i jest to jedna z rzeczy, które można robić z innymi. Polecam zaproszenie znajomych, dzieci, wnuków, tak jak na bierki!, żeby pograć sobie wspólnie i nie odcinać się od świata, bo tyle się zmieniło. Gra oczywiście się nudzi po kilku rozgrywkach. Wtedy można ją odłożyć na półkę i zagrać za jakiś czas. Dziś szło mi dużo lepiej niż kilka tygodni temu! Na 5 prób wyciągnęłam 3 elementy! (fanfary).

MInusem jest cena – chyba najmniej 50 zł. Ale jak ktoś lubi pokombinować sobie z zabawkami – polecam:) zawsze po zrehabilitowaniu można grę oddać znajomym dzieciakom. Patrząc na entuzjazm moich małych gości, mogę ocenić, że dzieciaki to uwielbiają dużo bardziej niż ja:)

Jestem jąkajłą! O „jąkaniu się” po udarze i czytaniu na głos

readingNie trzeba mieć afazji* po udarze, żeby odczuwać problemy komunikacyjne (przedostatnia neurolog, którą widziałam, powiedziała, że jestem szczęściarą, że udar uderzył w prawą stronę mózgu, gdyby był lewostronny, miałabym na pewno afazję). Ja od początku mówiłam, że po udarze się bardziej jąkam. Absolutnie tego nie wymyślałam. Nie mam stuprocentowej pewności z czego wynikają (i wynikały te problemy), pewnie z dwóch rzeczy – porażenia mięśni twarzy i problemów z koncentracją.

W moim pierwszym wypisie ze szpitala, w opinii neuropsychologa (z której długo nabijaliśmy się z przyjaciółmi) stoi, że zgłaszałam subiektywne odczucie jąkania, ale konsultacja tego nie potwierdziła. Czyli – czułam problem, ale ekspert go nie potwierdził. Później było podobnie. Pani neurologopeda powiedziała, że nie mam żadnych problemów artykulacyjnych. Ciężko było mi się z tym zgodzić, bo ja je odczuwałam, i wiedziałam, że muszę nad tym ciężko pracować i że nigdy już nie czeka mnie już angaż w radiu.

Z tym problemem można sobie poradzić, jeśli nie zatraciło się umiejętności czytania. Pani neurolog z mojej udarówki zasugerowała, żeby poczytać sobie codziennie na głos – przy tekstach pisanych zdarzają się inne słowa, których używamy, na co dzień, dłuższe, zagraniczne, nie zamienimy ich na inne, żeby było łatwiej Rodzice tego bardzo pilnowali, zwłaszcza tato, który zdobył sobie miano „rehabilitacyjnego kapo”, czytałam mu na głos nową książkę Cejrowskiego. Nadawała się, miała krótkie rozdziały, każdy jest trochę zamkniętą całostką…

W czasie pierwszych 2,5 miesiąca w szpitalach przeczytałam 2,5 książki na głos i wiele artykułów. W konstancinie czytałam na korytarzu (żeby nie przeszkadzać współlokatorkom), i najzabawniej było wtedy, kiedy przychodzili inni pacjenci, żeby posłuchać tej książki w odcinkach. Bywało tak, że najpierw przechodzili kilka razy, nie przyznając się, że słuchają, potem się dosiadali. I czasem dziękowali, a nawet chwalili… To było naprawdę super. W swojej bezużyteczności czułam się lepiej. Pozdrawiam moich słuchaczy! W szczególności pana Czarka, który pewnie nie ma pojęcia o istnienia tej strony.

Do tej pory staram się codziennie czytać na głos. Widzę dużą różnicę w łatwości mówienia i częstości zacinania się, w okresach, w których czytam regularnie i pozostałych. Do tego wykonuję masaże i ćwiczenia, ale czuję, że czytanie pomaga najwięcej.

Kolejną wartością w tym wszystkim jest to, że czytając na głos, łatwiej jakoś jest się skoncentrować. Serio. Te dwie książki przeczytane były przeze mnie wtedy, kiedy, cicha lektura była u mnie prawie niemożliwa. A je do tej pory pamiętam mniej więcej:)

Naprawdę polecam czytanie na głos.

* czym jest afazja? Na tej stronie tłumaczą to w przystępny sposób, ale w skrócie chodzi o utratę umiejętności używania mowy na skutek problemu neurologicznego.

masaż twarzy po udarze

Do ćwiczeń, o których pisałam tutaj, warto dołączyć masaż. na rynku dostępne są profesjonalne masażery, ale wystarczy zwykła szczoteczka elektryczna. Im jest tańsza, tym lepsza – wtedy bardziej wibruje. Ja masuję sobie boczną stroną szczoteczki, żeby niepotrzebnie nie podrażniać skóry. Jeśli szczoteczka jest niedostępna, warto stymulować buzię dłońmi.

masaż twarzy po udarze

 

Na rysunku rozrysowałam schemat wg którego ja masuję sobie buzię.

1 – od kącika ust do płatka ucha

2 – od kącika ust  ku szczytowi małżowiny

3 – od kącika ust pionowo do góry

4 – od kącika ust pionowo w dół

5 – wokół ust

początkowo jeszcze masowałam owal twarzy i całą powierzchnię, ale bardzo słabo pamiętam te pierwsze ćwiczenia, więc nie powiem na pewno, jak to było.

Masaż wykonuję bardzo powoli, zazwyczaj 2-3 razy dziennie, po 15 powtórzeń, a jak mam wielkiego lenia – kilka. Od dwóch dni lewą ręką, bo nie naładowałam szczoteczki:)

I jeszcze – strasznie kichałam przez pierwsze dni masaży. Tak strasznie łaskotało! dlatego radzę trzymać szczoteczkę do góry nogami – wtedy na pewno nie uszkodzi się przez przypadek oka. Polecam te masaże, to dzięki nim uśmiecham się dziś całym buziakiem ( ;

 

Jak ćwiczyć buzię po porażeniu nerwu twarzowego? :)

facial palsyKiedy na jednej z rehabilitacji usiadłam przy stole udarowców, pomyślałam że to najbardziej niesympatyczna zbieranina ludzi jaką w życiu widziałam. Dopiero po jakimś czasie doszłam do tego, że prawie każdy z nas ma porażony nerw twarzowy i wszyscy siedzieli do mnie „złą” stroną.

Jak zaczęłam dochodzić do względnie dobrej formy, mój własny krzywy ryj zaczął mi coraz bardziej przeszkadzać i zintenyfikowałam (wordpress podkreśla to trudne słowo, ale nie mogę znaleźć błędu, wrócę do tego kiedyś, albo nie (; ) wysiłek ćwiczeniowy. Bardzo żałuję, że pogubiłam kartki z ćwiczeniami buzi, mogłabym poskanować wszystko i wrzucić, ale skoro nie mogę, wrzucę to, co pamiętam.

Trzeba pamiętać, żeby się nie przetrenować! I zaczynać delikatnie, tak żeby nie zrobić sobie krzywdy i żęby się nie zniechęcić. Przypominam, że nie jestem fizjoterapeutką, więc lepiej ćwiczenia przedyskutować ze specjalistą.

Podstawą jest „robienie min” przed lustrem. Etap pierwszy zdrowej osobie wygląda na banał: 

– uśmiechnij się kilka razy;

– uśmiechaj się raz  jedną, raz drugą stroną buzi;

– zrób dziubek jak do buziaczka albo duckface’a! Potem możesz poruszać swoim dziubkiem na różne  strony;

– zrób „smutną minkę”, tzn. kąciki idą w dół. Jak wysuwasz rzuchwę, to zagryź zęby i wtedy próbuj! Tak samo przy wszystkich innych minach;

– nabierz powietrza w policzki;

– wyszczerz zęby;

– zmarszcz nos;

– zrób taką minę, jakby coś śmierdziało.

– wdychaj powietrze, jakbyś próbował coś wywęszyć, w którym pokoju ktoś robi kurczaka z cukinią;

– marszcz brwi, jakbyś był zły; unieś brwi kilka razy;

– unieś jedną brew, a potem drugą (autentyk, ja odpuszczam sobie to ćwiczenie;p)

– zmarszcz czoło najbardziej jak umiesz;

Przy każdym z tych ćwiczeń możesz sobie pomagać palcami! Np. ułożyć uśmiech i go podtrzymać!

Etap 2 jest super – każdą z powyższych min spróbuj wytrzymać kilka sekund; możesz oczywiście podtrzymać minkę palcami.

A potem mów sobie samogłoski. Aaaaa-eee-iiii-ooo-uuuuuuuuu-yyyyyyyyyyy. Pani neurologopeda mówiła mi dobrą kolejność, ale nie pamiętam, więc ćwiczę na chybił-trafił. Wiem, że mówienie  iii-ooo-iiii-ooo też jest spoko.

U mnie porażenia prawie nie widać, ale wprawne oko je wychwyci.Także ćwiczę codzinnie przy myciu zębów, wtedy też sobie masuję dzioba – o masażach napiszę może jutro.

Warto pamiętać o tych ćwiczeniach, bo naprawdę fajnie jest mieć mimikę!

 

Piłka – twój najlepszy poudarowy przyjaciel

mój zestaw piłek, których używam przy rehabilitacji. Niektóre nie chciały zapozować do zdjęcia i się ukryły.

mój zestaw piłek, których używam przy rehabilitacji. Niektóre nie chciały zapozować do zdjęcia i się ukryły.

A jeśli nie najlepszy, po udarze powinien wejść do Top 5.

Piłkami, na piłkach i z piłkami można ćwiczyć każdą część ciała. I warto w nie zaopatrzyć chorego już na samym początku.

Jeśli chwyta, ale nie ma siły, niech sobie miętosi tę piłeczkę po prostu przez kilka minut kilka razy dziennie. Na oddziałach udarowych są rehabilitanci, którzy pewnie nie mają piłek, ale mi (albo raczej rodzicom) właśnie przecudowna pani Bogusia doradziła piłeczki. Najpierw przydał się zwykły stress-ball z biura brata, potem dostałam piłeczkę ze sklepu rehabilitacyjnego która moim zdaniem od tej pierwszej niczym się nie różniła. Do tej pory ściskam piłeczki, najczęściej taką z kolcami (są w sklepach ze sprzętem rehabilitacyjnym, ale ja swoją mam ze sklepu z artykułami zoologicznymi – to zwykła psia zabawka), żeby pobudzać receptory w ręce, bo nie do końca mam w niej czucie.

Ja na początku ściskałam te piłeczki bardzo niechętnie, nie chciałam nawet robić serii po kilkunaście ściśnięć, a jak ktoś mi mówił, żebym się nimi bawiła, jak próbuję czytać czy oglądać film, to szlag mnie trafiał – choć nie na zewnątrz – bo jak ściskałam czy głaskałam tę piłeczki, to musiałam włożyć w to całą koncentrację. Dopiero potem zobaczyłam, że dzięki tym niepozornym piłeczkom, ręka staje się coraz sprawniejsza.

Jeśli chory w ogóle nie chwyta i ma dużą spastyczność ręki, na pewno powinien trafić na oddział rehabilitacyjny, ale z tego co wiem, nie każdy potrzebujący ma tyle szczęścia, więc warto chyba próbować tę rękę uaktywniać z pomocą miękkiej piłki, na przykład kładąc jego dłoń na piłce i zachęcając, żeby ją dociskał drugą ręką.

Piłki mogą też służyć do wzmacniania całych rąk, nóg, a nawet mięśni grzbietu i brzucha! Jeszcze napiszę o swoich ćwiczeniach z piłkami, ale wszystko po kolei:) Spójrzcie na zdjęcie – ja doszłam od takich małych piłeczek, przeszłam przez wszystkie ze zdjęcia i jeszcze inne, aż do tej wielkiej. A chciałabym zakupić jeszcze większą piłkę, ale może to nie teraz, gdzie to wszystko trzymać potem. Jestem pewna, że mama uważa, że środek salonu to nie jest dobre dla nich miejsce.

 

/UWAGA! to, co piszę, sprawdziło się w moim przypadku lub w przypadku ludzi, których obserwowałam. Zanim zainspirujesz się wpisem, najlepiej skonsultować go ze specjalistą, żeby nie zrobić sobie lub komuś krzywdy. Ale za rady z piłeczkami już dużo osób mi dziękowało/

Zrób to lewą ręką, powtarzają, lewą ręką

left handJa: jak jutro będę musiała ćwiczyć zakrętki, to chyba się zabiję

Braciszek:Tylko proszę, zrób to lewą ręką. 

Ledwo zaczęłam chwytać, a zaczęło się nieśmiałe „spróbuj lewą ręką”, „a może lewą się da?”, „próbowałaś lewą ręką?”, „masz jeszcze lewą rękę!”. Najpierw ze strony taty i brata, potem dużej części odwiedzających mnie. Mistrzem zwracania uwagi był kumpel-Holender, który nie odpuszczał mi nawet na minutę. Przy nim nawet jadłam lewą ręką, co pewnie nigdy wcześniej się nie zdarzyło.

Wkurzałam się (i dalej wkurzam) o to straszliwie, zwłaszcza na początku, kiedy nawet lekkie chwytanie szło mi źle, a Oni nie chcieli mi odpuścić. Kiedy po raz setny słyszałam od taty „spróbuj lewą ręką”, to myślałam, że mu przywalę ręką prawą, a potem go wyrzucę i powiem, żeby przez tydzień nie ważył się pokazać w szpitalu. Mimo że chciało mi się wyć (czasem z wysiłku, czasem z frustracji, czasem z wściekłości, czasem ze smutku) potulnie próbowałam i próbowałam. Jak nie szło, trudno.

Nie musiałam od razu stawiać domków z kart czy grać w bierki. Wszyscy się ze mnie nabijali, że będę grała w bierki i w jengę lewą ręką, hahahahhha, śmiałam się z nimi, a potem poprosiłam, żeby goście mi kupili bierki. I grałam i w bierki, i w jengę. Zazwyczaj przegrywając, ale zawsze jest to gra, która mnie usprawnia.

Moi najbliżsi dalej zwracają na to uwagę, każą mi robić rzeczy nie tak, jak natura mi każe. Nawet kiedy biegam, słyszę głos mamy „lewa luźniej, ruszaj nią bardziej!”, dziś brat kazał mi wyciągać miseczki lewą, nie prawą, tata powiedział, że mogę się napić piwa (2%, 0,33l),  jeśli otworzę je lewą ręką… Ale prawda jest taka, że gdyby nie to wkurzające przypominanie, odruchowo bym łapy używała dużo mniej. A widzę, że jeśli o niej nie myślę, to momentalnie robi się sztywna, często dłoń układa się w takie dziwaczne szpony, a całość podkurczam. To typowe u udarowców.

Strona miała nazywać się na początku lewareka.pl – lewą ręką, ale zajęte. Lewaczka też dobra. A kiedy powiedziałam bratu o czym piszę, zapytał oczywiście którą ręką… No, staram się obiema, więc nie jest najgorzej. Proces nauki pisania jest powolny, czasochłonny i żmudny, ale jeszcze będę pisać bez wysiłku.

 

 

Najważniejsze narzędzie rehabilitacyjne

oto ono:
beautiful chair

Dlaczego rehabilitanci na oddziałach udarowych nie rehabilitują nas od razu przez 3 godziny dziennie?

Dlaczego koło każdej osoby ćwiczącej na stojąco jest zazwyczaj krzesło?

Ćwicząc, a szczególnie ćwicząc samemu w domu, bez czujnego profesjonalisty, trzeba pamiętać o odpoczynku. Rehabilitacja to nie wyścigi i nie przygotowanie do maratonu. To (niestety) długotrwały proces.Jeden z rehabilitantów powiedział mi, że przesadzając, można nawet zrobić sobie krzywdę. Nie wiem (ale się dowiem!) jak dokładnie, wiem, że moja pani Madzia, często musiała wręcz pilnować, czy robię sobie odpowiednio długie przerwy.

Rehabilitanci mają często ciężkie zadanie ocenienia, czy ich marudzący pacjenci są naprawdę zmęczeni, czy po prostu im się nie chce. Ćwicząc samemu czy z kimś bliskim też trzeba na to uważać.

Ja się „przetrenowałam” kilka razy. Raz „zapomniałam się” z ćwiczeniami precyzyjnymi dłoni. Koleżanki mnie odwiedziły w szpitalu i siedziały u mnie przeszło 2 godziny. Przez cały ten czas ćwiczyłam rękę. Następnego dnia ledwo mogłam złapać cokolwiek, nie mówiąc już o ćwiczeniach. Dłoń odpoczywała potem „z musu” kilka dni.

Całe szczęście, że mam też problemy z mózgiem, tak bym musiała być niemal bezczynna ( ;

Rehabilitcyjny plan minimum

file9071336337066Wyjście ze szpitala po udarze/rehabilitacji jest wielkim sprawdzianem. Wtedy okazuje się, że zapału do samodzielnej pracy, którą obiecywaliśmy sobie przez cały ostatni tydzień w szpitalu, starcza nam na maksymalnie 4 dni. Tak było u niemal wszystkich „weteranów” rehabilitacyjnych (czy to z ortopedii, reumatologii, czy z neurologii). Właściwie poznałam tylko jedną osobę, która mówiła, że ćwiczy codziennie i bardzo o siebie dbała. To procentowało. Żyje już prawie 20 lat z SM (stwardnieniem rozsianym), i dopiero w ubiegłym roku zaczęła chodzić o lasce. Dlatego warto ustalić sobie plan minimum który musi być zrealizowany. Mojego planu minimum nie wykonuję wtedy, kiedy jestem rozłożona przez mdłości lub . inne choroby. Pamiętając, że mam największe problemy z lewą dłonią, plan wygląda tak:

1.ćwiczenia siłowe dłoni/15 min (można to robić wszędzie)

2. ćwiczenia manualne/15 min (tego niestety nie można robić wszędzie, chyba że zaliczymy do tego ćwiczenia manualne dla reumatyków, o których potem napiszę)

3. jedna zagadka/łamigłówka/zabawa logiczna, na spostrzegawczość lub ćwicząca pamięć (można to robić wszędzie)

4. 15 min ćwiczeń fizycznych – ale ponieważ to plan minimum i jest przewidziany na dni, kiedy nie ma na nic czasu albo bardzo się nie chce, zazwyczaj jest to kwadransowy spacer.

5.czytanie (lub ćwiczenie czytania cicho, ale to wymaga więcej czasu) na głos. Nawet przepis z opakowania, albo artykuł z internetu.

To oznacza, że wolnego od wszyskich innych rzeczy trzeba sobie zrobić 20 minut. Siłowe ćwiczenia można robić idąc do sklepu jednocześnie bawiąc się samemu ze sobą w „państwa miasta”.

Każdy sam wie, co jego przypadku jest najpilniejsze.I moim zdaniem to właśnie powinno się znaleźć w planie minimum.