Pani Madzia mnie opuściła. Dziękuję pani Madziu.

Moja pani Madzia zmieniła ostatnio miejsce zamieszkania. W związku z tym pozostaję bezpańska (bez fizjoterapeutowana). I czuję, że muszę Wam powiedzieć, ile jej zawdzięczam.

A zawdzięczam wiele.

  • zawdzięczam to, że dziś dobiegłam do autobusu,
  • i to, że chodzę w miarę prosto,
  • i to, że nie wykopyrtuję się na trawie za każdym razem jak na nią wchodzę,
  • i to, że wiem, jak ważny jest odpoczynek,
  • i to, że nie wstydzę się pisać bloga,
  • i to, że wiem, jak ważna jest systematyczność w rehabilitacji
  • i to, że trzeba mówić, że coś jest nie tak,
  • i to, że nie boję się jeździć na rowerze,
  • i to, że zanim zrobię coś szalonego, myślę i pytam,
  • i to, że nie od razu trzęsą mi się mięśnie przy wysiłku,
  • i to, że nie użalam się nad sobą,
  • i to, że czułam się mniej samotnie,
  • i to, że umiem prawidłowo zrobić deskę,
  • i to, że zjadłam jakiś czas temu swój ukochany słodycz,
  • i to, że jestem zmotywowana,
  • i to, rehabilitacja ręki nie oznacza u mnie wyłącznie fasolek,

Czytaj dalej

Klonus, czyli stopa mi drży czasem…

Wiecie, że mam lekką spastyczność w stopie i dłoni. Na szczęście dłoń się otwiera bezproblemowo, a stopa rozluźnia się wystarczająco, kiedy ją wymasuję wodą. Ale zauważyłam, że od czasu do czasu drga mmasaż stóp, fizjoterapiai stopa. Przez chwilę. Potem się uspokaja. I wygooglowałam problem. Wydaje mi się, że od czasu do czasu łapie mnie klonus. :o

Czym jest klonus? Pojawia się czasem przy spastyczności. Oddam głos ekspertom, lepiej ode mnie to wytłumczą.

kiedy twoja stopa przez przypadek gwałtowniej uderza o podłoże, zauważasz jej drżenie, które uspokaja się dopiero po kilku sekundach. Wrażliwość mięśni na rozciąganie jest u wielu osób po uszkodzeniu mózgu tak duża, że na jedno rozciągnięcie mięśnie reagują kilkoma lub kilkunastoma skurczami. Drżenie dłoni i przedramienia związane jest z rozciągnięciem mięśni odpowiedzialnych za ich prostowanie i zginanie. [źródło]

Oczywiście mocno natężony klonus jest kolejną upierdliwością, która może dopaść neurologicznych. [Tutaj] podrzucam temat z forum chorych na SM. Czytaj dalej

Jestem flakiem. Moje ćwiczenia na wzmocnienie

Downward Facing DogProblem z (moją) rehabilitacją jest ogromny. Jak nie ćwiczę, to się cofam. Zauważalna utrata formy następuje już po dwóch dniach lenistwa/złego saopoczucia.

Zatem po kilku miesiącach od ataku padaczki wciąż jestem słaba. Pani Madzia mówi, że trzęsę się jak galaretka. Wolę określenie „jak osika” albo coś podobnego. Nie udało mi się jeszcze zbudować formy sprawniejszej, niż słabowitość. W zasadzie wszystko się na siebie składa.

Jeszcze nie doszłam do siebie do końca po sierpniowym, a tu padaczka. Zalecono oszczędzanie się, aż nie ustabilizujemy lekarstw.

Potem 3 miesiące – trzy szpitale, kwiecień – święta, maj cały do tego tygodnia zajęty i teraz się poważnie zabieram za formę. Czytaj dalej

Dysk sensomotoryczny po udarze mózgu

Szukam, szukam i nie wierzę: dysk sensomotoryczny pojawił się u mnie wyłącznie przy tak zwanej okazji. Co to w ogóle jest?

Jak widać to taki pełen powietrza placek do ćwiczeń. Zazwyczaj (nie wiem, czy zawsze. Pewnie nie:)). Dysk taki też nazywa się beretem, ale słyszałam też UFO, placek, jeżyk… No wiecie, inwencja terapeutów może być spora;)

Do czego służy dysk sensomotoryczny? Ano do ćwiczeń. Rehabilitacja z nim też jest spoko, właściwie to zastosowanie dysk to jedyne, z którego kiedykolwiek korzystałam. I dyskom zawdzięczam sporo.

Jak wiecie (lub nie;), dość szybko zaczynałam chodzić po swoich udarach. Gorzej było z trudnościami z niespodziewaną utratą równowagi, jakością chodu, i tak dalej.

I z poprawą tego wszystkiego pomógł mi dysk, a właściwie dwa dyski. Pani Madzia kazała, rodzice kupili, ja ćwiczę.

Jakie ćwiczenia rehabilitacyjne można wykonywać na takim dysku?

Czytaj dalej

Moje piłeczkowe ćwiczenie źle świadczy o mojej sprawności

Notatka na marginesie

mój zestaw piłek, których używam przy rehabilitacji. Niektóre nie chciały zapozować do zdjęcia i się ukryły.

Ostatnio ćwiczę tylko (z uwagi na 2 tygodniowy ‚zakaz’ sportu) rękę i niestety jest sztywna tak, jak dawno nie była.

Jednym z moich ćwiczeń wykonywanych z panią Madzią jest bardzo proste łapanie piłeczek.

Mam dużo piłek do rzucania – od małych, takich z kolcami, prze tenisowe, antystresy,  i też większych, kilkukilogramowych.

I pani Madzia rzuca nimi we mnie, ja łapię. Na siedząco, stojąco, nawet kiedy stoję na moim trickboardzie (takiej desce, na której ciężko stać). Mogę mieć dysk sensomotoryczny pod tyłkiem, stać na nim. łapię w górze, na boku, wiecie – mnóstwo łapania. I to przynosi efekty.

Aż tu nagle tydzień bez ćwiczeń prawie, w szpitalnym łóżku bez wstawania mogłam zaledwie ćwiczyć na pościeli (jak nie drzemałam) i skutki są opłakane.

Pierwszego dnia po powrocie palce miałam tak niesprawne, że słabo nawet chwytałam, co jest dla mnie cofnięciem o jakiś  rok w rehabilitacji. No ale zaczęłam dłoń rozciągać, ćwiczyć na różne sposoby i myślałam, że wszystko, oprócz pisania na klawiaturze, wróciło do normy.

Ale dupa, szczerze mówiąc. Wczoraj pani Madzia rzucała piłeczkami, a ja co trzeciej, czasem co piątej, nie chwytałam. Dziwnie się z tym czułam. Zazwyczaj ćwiczenia z piłeczkami są nietrudnym, ale obowiązkowym elementem ćwiczeń rehabilitacyjnych, teraz stały się elementem trudnym.

Nie ma co płakać, wyćwiczy się. Ja siadam do pianina;)

Jak zejść ze schodów po udarze i się nie zabić? :o

Notatka na marginesie

Schody.

Żadne inne z udogodnień nie przysporzyło niepełnosprawnym tyłu frustracji, jestem jakiś przekonana. Jeśli nie chodzisz,  to schody (czasem bardzo skutecznie) odcinają od życia.  Są  barierą większą niż krawężniki i, mam wrażenie,  są największym problemem niepełnosprawnych ruchowo. Mieszkanie na piętrze i brak windy to problem,  dla wielu,  nie do pokonania.

Pamietam, naukę chodzenia po schodach po pierwszym udarze.

Po pierwsze: trzeba było być wystarczająco stabilnym, żeby na nie wejść.  Po drugie: nie było mowy,  żeby wejść na nie bez asekuracji.

Nauka chodzenia po schodach nie jest czymś,  co można zrobić samemu.  I naprawdę warto prosić o asekurację. Dla własnego komfortu i bezpieczeństwa.

Jestem pół roku po drugim udarze mózgu i naprawdę świetnie wchodzę po schodach.

Gorzej ze schorzeniem.  Boję się,  kiedy nie mogę się podeprzeć. Dziwnie przenoszę lewą nogę.  Tak,  jakbym opozniała zrobienie kroku w dół.  I krzywo tym wszystkim operuję… jeśli będzie możliwość,  to poćwiczę ten krok w szpitalu, nie na moich krótkich zakręconych domowych schodach.

I chyba po prostu się boję.  Blokada psychiczna, która nie blokuje,  tylko pięknie ogranicza.

Kolejne strachy na Lachy…

Andrzeja Przeradzkiego historia udarowa

left handNa lewaczkowym facebooku [klik!]  pisałam pewnego razu, że warto kupić Gazetę Wyborczą, bo w środku jest cudowny, pełen woli walki i informacji o udarze z bardzo osobistej perspektywy. Zachowałam go i czytam ponownie. Andrzej Przeradzki, mąż Magdy Umer, opowiada wraz z rodziną o swoim udarze.

Wrzucę tu kilka cytatów uporządkowanych, z odniesieniem do swojeg udaru.

Pierwsze chwile udaru

Facet poczuł pierwsze objawy planując nurkowanie! Już był w wodzie…

Pierwsze nurkowanie nazywa się chceck drive – sprawdzanie ciężarków, sprzętu… zanurzyłem się i poczułem mrowienie w ręce, dałem znak znajomej, że coś się ze mną dzieje. Stałem na statku i nie mogłem ściągnąć pianki. W grupie była Czeszka z dużym doświadczeniem nurkowyn. Zorientowała się, że to udar. Statek zawrócił do brzegu, pogotowie wodne miało w pobliżu bazę.

Pierwsze – nie pierwsze wrażenia

Tak właśnie to pamiętam ze swoich pierwszych dni. Tzn. nie wiem jak wyglądałam z zewnątrz… I nie byłam przerażona, raczej nic nie rozumiałam.

Zobaczyłem, że tata ma sparaliżowaną połowę twarzy, połowę ciała, do tego duże problemy z mówieniem, pamięcią. Był okropnie zdezorientoway i przerażony. Nie mógł zrozumieć, co się tak naprawdę dzieje. Czas mu się zjeżdżał i rozjeżdżał – wydawało mu się, że minęło dużo czau, a mięła chwila, i na odwrót. Nie rozumiał,gdzie jest i dlaczego, a jednocześnie potrafił powiedzieć jakiś błyskotliwy żart.

Przeradzki mówi o czymś superważnym dla mnie. Mówi, że po jakimś czasie te historie udarowe nabrały charakteru anegdoty. Ale udar nie jest anegdotą. Jest szokiem i bardzo ciężkim przeżyciem dla pacjenta i jego bliskich. Ja mam taką notkę w ‚zaplanowanych’

Chęć walki…

Czytaj dalej

Trudna droga do nieświadomej kompetencji w rehabilitacji

left handDziś poszłam na warsztat z medytacji.

Na moje szczęście (już teraz przekroczyłam dwukrotnie budżet miesięczny) i nieszczęście (bardzo chciałam…) zabrakło miejsc dla wszystkich. Musiałam zadowolić się wykładem. Ciekawym, z takich, w których nauczyciel nie zna wszystkich odpowiedzi. Prowadzący posłużył się czymś, czego nie znałam wcześniej – fazy kompetencji. Posługiwał się tym nienachalnie, nie w sposób NLP-coachingowy (tfu, ble) ale zupełnie nieinwazyjnie, dlatego pomyślałam, że można posłużyć się tym narzędziemteorią?. 

Wyróżnia się cztery fazy kompetencji. Są to:

  1. Nieświadoma niekompetencja
  2. Świadoma niekompetencja
  3. Świadoma kompetencja
  4. Nieświadoma kompetencja

Blablablablabla.

I spójrzmy na to, jakby to przełożyć na rehabilitację.

Najpierw jest nieświadoma niekompetencja. Coś się dzieje z moją łapą po udarze, ale nie mam pojęcia co. Trochę mnie to martwi, ale ponieważ nie wiem, co z tym zrobić, nie  panikuję. Czytaj dalej

Ręka czy noga?

Notatka na marginesie

(c) Johnson d, na flickr.comNa mojej pierwszej rehabilitacji zapytano mnie: z czym ma Pani największy problem? Oczywiście miałam go ze swoją lewaczką (lewa ręka) i nad nią głównie pracowaliśmy, zajmując się resztą ciała dość sporadycznie/prawie wcale. Dzięki temu wyszłam stamtąd z ręką tak sprawną, jak to było możliwe.

Wielu z nas wybiera swój największy problem i się na nim skupia, zapominając o całej reszcie. To błąd, który prędzej czy później się na nas odbije.

Pisało do mnie do tej pory przynajmniej kilka osób zaniepokojonych tym, że ich tata/babcia/partner zawzięli się, żeby zacząć znowu chodzić i w ogóle nie rehabilituje ręki.

rozumiem tę potrzebę niezależności. Chodzenie sprawia, że nie jesteśmy skazani na innych.   Ale bywa tak (nawet często! z tego co widzę), że to skutkuje tym, że jesteśmy pójść do kuchni, ale otworzyć słoika – już nie. I wtedy się żałuje.

I rączki, i nóżki są ważne. :)

Mój ci on! I dlaczego właśnie on?;)

Byłam sceptyczna wobec zagracania domu dużym sprzętem sportowym. Orbitreki wydawały mi się niepotrzebną fanaberią, która a) zagraca pół domu, b) jest łatwo zastępowalna przez bieganie, spacery i inne takie takie. Nawet motywacja, jaką było prawdopodobieństwo dofinansowania z PFRON nie była dla mnie jakoś szczególnie zachęcająca

A potem postawiono mnie w szpitalu na orbitreka i się zakochałam. Po tym jak w ciągu 10 minut doszłam do tego jak skoordynować prawaczki i lewaczki (czyli ręce i nogi czy cośtam. nie było łatwo!) Cichutki, niewielki, szłam na nim z większą prędkością niż biegałam i w ciągu 10 minut pociłam się bardziej niż w ciągu godziny marszu i pierwszy raz od miesięcy czułam zakwasy (które, swoją drogą, uwielbiam).

w końcu wybraliśmy sprzęt (z pomocą strony pana Orbitrek Guru;), mama go złożyła w ciągu jednego popołudnia, stanęłam i…

elliptical trainer

to byłam inna ja, to była  inna maszyna;( opanowywałam koordynację krócej, jakieś 5 minut tylko;)  ale po tym było ciężko. Po minucie miałam dość. Po pięciu minutach zrobiłam przerwę na wodę. Pomyślałam jednak ‚no bezjaj, nie dojdę nawet do 10 minut?’ Więc przeszłam powoli te 10 minut, doszłam do 20 i wzięłam prysznic. Było ciężko. Było tak bardzo ciężko. Kolejnego dnia zrobiłam sobie dwa treningi, rano i wieczorem. Żółwim tempem, ale udało mi się wydłużyć czas treningu. I na powrót się zakochałam w swoim sprzęcie. Przez tydzień zrobiłam sobie tylko jeden dzień przerwy (pamiętaj by dzień święty święcić) i się cieszę:) Nie mówię, że jest łatwo, jest bardzo ciężko, prawdę mówiąc, ale  wierzę, że będą efekty.

Ale tak sobie gadam o swojej maszynie ukochanej, ale nie tłumaczę czym jest. Mam nadzieję, że pan Orbitrek Guru się nie obrazi za posłużenie się jego wytłumaczeniem

Orbitrek, trenażer eliptyczny, crosstrainer.

Maszyna do treningu tlenowego, umożliwiająca zaangażowanie w ruch zarówno dolnych jak i górnych partii ciała. Ćwicząc na orbitreku odchudzamy się i wyrabiamy kondycję, ćwicząc całe ciało. Technika ćwiczeń jest łatwa, a plan treningowy nie jest skomplikowany. Geniuszem orbitreka jest prostota. Trening jest  bezpieczny i co najważniejsze – bardzo skuteczny.

No, to już wiecie. A teraz ja wam powiem, jakie korzyści widzę u siebie lub jakich się spodziewam.

  1. rehabilitacja mojej lewaczki (lewej ręki);) przy orbitrekowaniu używa się również rąk. I nie ma, że boli, ręka musi się rozprostować i zgiąć w określonym stopniu.
  2. poprawa koordynacji! wiecie jaki jest normalny chód?

 

bez znaczenia tu jest to gadanie, szczerze mówiąc. Chodzi mi o tę koordynację, wiecie, lewa ręka idzie do przodu wtedy, kiedy prawa noga. Takie proste niby, a po udarze supertrudne do opanowania. Dalej o tym czasem zapominam… Albo unieruchamiam górę, tak niby jest łatwiej;) ale mało zdrowo, gorzej  i w ogóle bleee.  A orbitrek wręcz WYMUSZA poprawną koordynację. I ciało się przyzwyczaja.

3. Poprawa wydolności i wytrzymałości. Wiecie, ogromne zmęczenie po przejściu kilometra na przystanek nie jest fajne. Właściwie uniemożliwia funkcjonowanie osoby przed trzydziestką. Dlatego z sukcesami poprawiam swoją wydolność i wytrzymałość:) Orbitrek cudnie mi w tym pomoże. Mam nadzieję;)

4. Chudnięcie. Czy, w moim przypadku, zahamowanie tycia. ;)

póki co zdarza mi się wciąż jęczeć tatoooooooooooooooooooo, albo jestem dużo bardziej chora niż poprzedmio, kiedy na tym ćwiczyłam, albo mam dużo gorszą kondycjęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęę.  a tata mówi, jesteś bardziej chora, więc masz gorszą kondycję. taki mądrala!

Wiem, że to nie jest ćwiczenie dla każdego, ale i też nie ma żadnych ćwiczeń, które by się nadawały dla każdego. Ja tam jestem przekonana, że moja maszyna jest dla mnie dobrym wyborem.

No to tyle;) dziś zumba, więc nie wiem czy ośmielę się stanąć na maszynie:)