Jestem trochę ćpunem – leki po udarze

tabletkiBardzo dziwne jest dla mnie to, że choć żadne lekarstwo nie zwróci mi martwego mózgu i tak od 21 grudnia wzięłam setki (jeśli nie tysiące pigułek) i zastrzyków.

Ich lista nie jest aż tak imponująca, jak myślałam – właśnie ją zrobiłam i  liczy najmniej 30 preparatów. Nie włączam w to leczenia trombolitycznego, wszystkie kroplówki liczę jako jeden i wszystkie przeciwbóle liczę jako jeden. I te same preparaty pod różnymi nazwami też policzyłam jako 1.

Lekarstwa mogę zasadniczo podzielić tak:

  1. leki i zastrzyki przeciwkrzepliwe i kardiologiczne – żeby we krwi nie robiły się już żadne skrzepliny wędrujące z serduszka do mózgu.
  2. suplementy, leki i zastrzyki i kroplówki przywracające odpowiedni poziom różnych pierwiastków, cholesterolów, witaminek itp.
  3. leki przeciwdepresyjne, w tym na przewlekły ból głowy.
  4. leki na różne świństwa, które przypałętały się do mnie w szpitalach – od wymiotów, przez hemoroidy, po zakażenie układu moczowego.
  5. leki osłonowe – żeby inne leki nie robiły tak dużej szkody!
  6. leki przeciwbólowe, które, jeśli dobrze pamiętam, na obrzęk mózgu działają tak sobie.
  7. lekarstwa i kroplówki z pierwszego szpitala, których nazw i przeznaczenia nie znam, a które na pewno mi podawano, np. żeby obrzęk mózgu zszedł. Może w wypisie ze szpitala są ich nazwy, ale jest tam miliard słów, których nie znam i nie mogę się ich doczytać – dlatego liczba 26 może być dużo większa:)
  8. leki prokognitywne – mają niby wspomagać funkcje poznawcze i pomagać w myśleniu.
  9. grupa leków które wyczytałam w wypisach, ale nie mam pojęcia na co są.
  10. leki nasenne – choć ja sporadycznie dostawałam nie nasenne, tylko w małych dawkach takie, które ułatwiały zasypianie. Bez sensu bo znałam je wcześniej i lekarz mówił o dawkach 4x większych niż to, co dostawałam w szpitalu.

dużo tego jest, bardzo dużo. Obecnie dziennie biorę 6 tabletek i żadna z nich nie powstrzyma spastyczniejącej łapy i nie wróci mi mózgu, a wszystkie są potrzebne, choć nie tak, że po ich odstawieniu miałabym natychmiastowo się narazić na kolejny udar. Nie chcę jednak się narażać i grzecznie łykam co każą, choć mózgu mi to nie zwróci.

Moim największym lekowym rozczarowaniem są szpitalne leki przeciwbólowe, które nie łagodziły bólów na tyle, żeby było dobrze (z tego co pamiętam). największą zaś nadzieją, jest to lekarstwo prokognitywne. Choć niektórzy w nie nie wierzą, mówią, że ‚stare baby masowo to łykają i studenci w czasie sesji, ale to nie bardzo działa’, jestem bardzo ciekawa efektów.

Branie lekarstw to uciążliwy obowiązek. Trzeba o nich pamiętać. Trzeba pamiętać o odpowiednio wczesnym pójściu do lekarza po receptę. Trzeba ich szukać po aptekach lub zamawiać – rzadko się zdarza tak, że idę do apteki, kładę receptę na stół, płacę i wychodzę z lekarstwami. Czasem znaleźć je jest strasznie trudno – spróbujcie znaleźć zastrzyki przeciwzakrzepowe, których nigdzie nie ma, nawet w hurtowniach – powodzenia. I kosztują. Część, nawet po refundacji jest bardzo droga dla przeciętnej kieszeni, inne kosztują kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, więc miesięcznie na pewno przeszło stówkę się wyda w tańszym okresie – ta stówka wciąż nie zwróci mi mózgu.

poza tym, na każde wyjście do lekarza muszę brać ostatni wypis ze szpitala, lub ewentualnie listę leków. Nie chciałabym przecież, żeby maść na kręgosłup  wchodziła w złe interakcje z moją aspiryną cardio, prawda?

Wolę też nie myśleć o mojej biednej wątrobie, o obciążonych jelitach… Jakoś tak jestem dziwnie przeświadczona, że część moich mdłości jest przez to, że organizm został nadwyrężony przez lekarstwa, jeśli nie te brane przeze mnie teraz, to przez te, które były ‚cięższe’.

W moim ‚pudelku na leki’ jest mnóstwo pigułek i trochę zastrzyczków – tych wykupionych i jeszcze niewykorzystanych, oraz tych, które zostały, po odstawieniu. W osobnym pudełku mam po listku lekarstw, których aktualnie biorę. W szpitalach jest łatwiej – przynoszą ci wszystko, łykasz i po sprawie. 2 razy zapomniałam o lekarstwie – pielęgniarki ganiały za mną, żeby sprawdzić, czy ładnie wszystko zjadłam, aż do końca mojego „turnusu”;)

Czekam na dzień, kiedy będę mogła nie wziąć niczego. Albo tylko aspirynkę, którą pewnie będę łykać do końca życia, niech jej będzie, choć mózgu mi nie zwróci.

 

Fluencja słowna

brainEureka! W końcu dokopałam się nazwy tego, czego wciąż widzę duże deficyty – to, co wczoraj nazywałam (nieprezycyjnie) jąkaniem, uczeni nazywają fluencją słowną, czyli płynnością:)

fluencja słowna to płynność i szybkość przypominania sobie i wypowiadania lub pisania słów.

Ja bym powiedziała gorzej – chodzi o fluencję mowy:) No, w porównaniu do ery przed udarem, mówię niepłynnie. Poszukiwanie słów czy form gramatycznych sprawia, że się zawieszam. I choć jeśli spotykam kogoś nowego, może nawet nie przypuszczać, że mam problem neurologiczny, ale wiecie jak jest – jest wolniej, mniej płynnie, jest to cholerne odgrzebywanie z zasobów pamięci, kopalnia odkrywkowa, warstwa po warstwie, może się do czegoś dokopię, może coś leży na wierzchu, może trzeba będzie szukać drogi naokoło, bo słowo którego szukam jest zbyt trudne, żeby je wypowiedzieć. Czasem znam je od początku, niczego nie muszę szukać, ale mięśnie (chyba) nie pozwalają mi tego płynnie powiedzieć. Wtedy sy-la-bi-zu-ję-i-cza-sem-się-u-da-je-coś-pooowiedzieć.

Ćwiczę to, przynajmniej leksykalnie. Czytanie na głos pomaga:) gram też sama ze sobą w państwa miasta. Staram się wymieniać słowa, które kończą się na -p, -g, -pi, -we… Czasem mama się ze mną bawi:) To naprawdę mi pomaga, teraz mówię dużo lepiej niż dwa miesiące temu, dwa miesiące temu mówiłam lepiej niż trzy…

Moim skromnym zdaniem jednak najważniejsze jest, żeby nie zaprzestać mówienia, ćwiczenia ćwiczeniami, ale jeśli ze wstydu, zażenowania, zmęczenia, będziemy milknąć, nie będziemy nawet próbować mówienia będzie coraz gorzej.

W Konstancinie leżałam z dwoma paniami, jedna z nich często komunikowała się ze mną gestami, czasem przez cały dzień słyszałam od niej tylko ‚tak’, ‚nie’, albo ‚to’. Mówiła słabo, ale druga współlokatorka zmuszała ją do gadania, cierpliwie mówiła „Ewa, powiedz to” i pomagała jej w trudniejszych słowach. Jakoś tam było, powolutku coraz lepiej.

Wydaje mi się że w temacie fluencji przecinają się te problemy mózgowe, które ja mam, zaburzegania koncentracji i uwagi, dziwaczne, nieprzewidywalne problemy z pamięcią, brak multitaskingu;) (w końcu trzeba jednocześnie powiedzieć i pomyśleć, jedno i drugie płynnie). Także z poprawą innych rzeczy widzę i poprawę mowy. Jak jestem zmęczona, gadam tak źle, że się zamykam, albo ograniczam mówienie. W końcu milczenie jest złotem;)

 

słońce świeci nad nami, obdziela nieodpowiedzialnych udarami… lato!

sunChyba każdy z nas słyszał o udarze słonecznym. Ja pierwszy raz w życiu spotkałam się z czymś takim, kiedy na obozie koleżanka właśnie udaru słonecznego.

Udar słoneczny, to szczególny przypadek udaru cieplnego i tak jak on, łączy się z przegrzaniem organizmu i następuje, kiedy zbyt długo jesteśmy na zbyt intensywnym słonku.

Wg źródeł popkulturowych (np. tego) dzieciaki są bardziej narażone na takie udary, bo nie mają w pełni rozwiniętego mechanizmu termoregulacji, ale dorosłych też może dopaść udar cieplny, zwłaszcza osoby starsze.

Objawy udaru słonecznego nie są może najbardziej charakterystyczne na świecie, ale łatwo zorientować się, że dzieje się coś naprawdę złego:

– występuje bardzo wysoka gorączka (nawet 42 stopnie – a przypomnijcie sobie do ilu stopni miał podziałkę wasz termometr rtęciowy…)

– osłabienie

– skóra bardzo czerwona, czasem poparzona (w przypadku udarów cieplnych może być też blada!)

– mogą być drgawki

– mdłości i wymioty

– stan niepokoju

– silne bóle głowy, zawroty głowy

– bełkotliwa mowa

– przyspieszone tętno

– zwiotczenie mięśni…

I tak jak przy udarze mózgu – nie muszą wystąpić wszystkie objawy!

Warto pamiętać, że od gorączki 42-stopniowej można umrzeć, dlatego chorego przede wszystkim trzeba przenieść do cienia, gdzie jest przewiewnie. Posadzić (jeśli jest blady, z głową między nogami, jeśli czerwony – w pozycji półleżącej), rozpiąć ubranie, zdjąć ciasne ciuchy i schładzać – lodem, mokrymi ręcznikami (przede wszystkim na głowę i kark!), zimną wodą w butelce.  I poić bardzo mocno nawadniać – małymi porcjami, najlepiej wodą z odrobiną soli – chory nieuchronnie traci elektrolity.

Wezwać pomoc:) a jeśli chory nie oddycha, tak długo przeprowadzać resuscytację, jak trzeba.

mzwopr

niestety w różnych źródłach różne rzeczy piszą o udarach słonecznych, a dostępu do literatury specjalistycznej nie mam – ale z tego co sobie przypominam, wszystko wyżej powinno być ok:) jeśli nie – proszę mnie poprawić!

a przede wszystkim na słońcu takim jak jest dzisiaj (gorąco, słonecznie, bardzo gorąco), chronić głowę i kark. Mogłabym powiedzieć, że wychodzenie na słonko w samo południe nie jest zbyt mądre, ale ludzie się tego nie nauczą, więc nie powiem.

A co do koleżanki udarówki z dziecińswa – żyje, nawet całkiem dobrze:)

 

przyczyny udaru (II): 25% udarów może być spowodowane paleniem papierosów

cigarette smokerOczywiście, że wiedziałam, że papierosy to samo zło (ale jakie przyjemne!) i że choroby serca, miażdżyce, brzydka skóra, wyrzucone pieniądze, rakolce… Ale konsekwencje nałogu miały przyjść później (albo nigdy).

Kiedy lekarze pytają, czy palę, mówię, że już nie. Od kiedy? Od 21 grudnia. Wtedy właśnie przewróciłam się w bok i prawie umarłam. Zapisują wtedy w swoich notatkach „nikotynizm w wywiadzie”.

W szpitalu w ogóle mi się nie chciało palić, potwierdziło się to, co ze zgrozą podejrzewałam – nie byłam po prostu nikotynistą. Czasem paliłam więcej, głównie dla towarzystwa, do alkoholu lub żeby sobie podumać, albo odstresować, ale to wszystko raczej przez rytuał, niż przez uzależnienie. Czasem mniej, czasem tygodniami w ogóle… Jednak w zasadzie byłam palaczem. I choć wolałabym tego nie dopuszczać do swojej świadomości, jest możliwość, że to ślepy los, ale ja sama sobie zapracowałam na udar.

Palenie tytoniu jest głównym czynnikiem zwiększającym ryzyko udaru, który poddaje się modyfikacji. Według niektórych badaczy nawet 1/4 wszystkich udarów może być związana z paleniem papierosów. To znaczy, że na 60 tys. udarów rocznie (najmniejsza liczba, którą znalazłam) 15.000 osób dostało go przez papierochy.

Mechanizmy związków papierosów a udarami nie są do końca poznane, ale mogą nam wystarczyć trzy rzeczy:

1. nawet jeden papieros podwyższa ciśnienie i jednocześnie zmniejsza zdolność naczyń tętniczych do rozkurczu (double fail)

2. papierosy są czynnikiem prowadzącym do miażdżycy;

3. ułatwiają powstawanie skrzepów.

Rozumiem, że dla palacza nie brzmi przerażająco, dopóki sam nie przeżyje udaru:)

Ale jak już się trafi, pewnie łatwo jest wrócić do nałogu. Oczywiście w szpitalach rehabilitacyjnych pacjenci, którzy mogą chodzić, często wymykali się na fajkę. Trochę się bali nakrycia, trochę się z niego podśmiewywali, ale się wymykali. Jestem w stanie ich zrozumieć, naprawdę, ale z drugiej strony, chłodna kalkulacja świadczy przeciwko fajkom, zwłaszcza po udarze. Ci, którzy po udarze wracają do fajek mają kilka razy większe szanse na kolejny udar. 

Przepraszam za moralizatorstwo, ale naprawdę nie warto. Zapytaj kogoś, kto nie może sformułować prostej myśli albo nie umie samodzielnie wstać z łóżka.

Ja po przeczytaniu mnóstwa
statystyk uświadomiłam sobie, że

statystycznie moja wspólokatorka może spać spokojnie, bo padło na mnie

ale też statystycznie jeśli wychodziłyśmy w cztery palaczki, dwie z nas umrą przedwcześnie przez nasz nałóg.

Na koniec powiem, że jest mi smutno, kiedy wszyscy idą na fajkę, a ja, bardziej niż inni, nie mogę. I że tęsknię trochę za dymem papierosowym w płucach, ale to taka romantyczna tęsknota, jak za, no nie wiem, uczuciem pierwszej miłości. Wiadomo, że nie wróci, i lepiej że nie wróci, bo okazało się, że chłopiec którego się tak bardzo kochało, był gnojem niewartym uwagi – ale to widać dopiero z perspektywy czasu.

PS

Podobno toksyny zawarte w papierosach uszkadzają czynności poznawcze! Ciężko mi w to wierzyć, bo moi palący znajomi to bystrzachy.

PS 2

Napisanie tej krótkiej i nieskładnej notki zajęło najmniej 5 godzin, może 1-2 więcej.

Pierwsze lepsze linki na temat z googla, tu można poczytać szerzej o związkach fajek z udarami, na pierwszej z prac w dużym stopniu się oparłam.

http://ppn.ipin.edu.pl/archiwum/2008/1/t17n1_8.pdf

http://www.roik.pl/powrot-do-palenia-po-udarze-trzykrotnie-zwieksza-ryzyko-zgonu/

http://www.polskatimes.pl/artykul/466722,papierosy-alkohol-stres-co-szostego-z-nas-doprowadza-do-udaru-mozgu,id,t.html

http://zdrowie.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/446805,uszkadzaja-mozg-wywoluja-udar-palenie-papierosow-grozniejsze-niz-sadzisz.html

http://www.kardiolo.pl/dwukrotnie_wieksze_ryzyko_udaru_u_nalogowych_palaczy.htm

Udar mózgu: przyczyny mogą być różne

Poniżej wrzucam linki do wszystkich notek z cyklu:

(I) PFO 

(II) Fajki

(III) Migotanie przedsionków

V) Wysokie ciśnienie 

(VI) Udar kryptogenny

(VII) Problemy hormonalne

(VIII) Toczeń

(IX) Rozwarstwienie tętnicy szyjnej

 

 

na skrzydłach spastyczności

spastyczność po udarzeBardzo wielu udarowcom rośnie skrzydło, które nie jest niczym dobrym. Normalna, zdrowa ręka jest luźna i ładnie się układa wzdłóż ciała, a nie jest szponem przyciśniętym powyżej brzucha.

Przestrzegała mnie przed tym pierwsza pani doktor i rehabilitantka z udarówki, ale nie miałam z tym żadnych problemów. Dopiero po miesiącu tata zauważył, że z dłoni robi mi się  szpon, Rada była taka, żeby próbować rękę rozluźniać. Z biegiem czasu jednak ręka była coraz mniej luźna, na ostatniej rehabilitacji pani Madzia często waliła mnie po głowie skandując LU-ŹNO-RĘ-KA, ale problem nie był jeszcze dla mnie niepokojący. Teraz widzę duże pogorszenie i jeśli nie chcę nie mieć ‚skrzydełka’, muszę cały czas o tym myśleć, co jest po pierwsze – męczące, a po drugie – niewykonalne.

Dopada mnie powoli problem wielu udarowców – SPASTYCZNOŚĆJest to stan wzmożonego napięcia mięśni, powodujący ich sztywność i ograniczenie ruchów. Z tego, co widzę, jestem szczęściarą, że ten problem nie jest u mnie w pełni rozwinięty – bo nie mogłabym zagrać w bule, mogłoby bardzo boleć itd… To właśnie przez spastyczność, wielu fizjoterapeutów odradza moje „ściskanie piłeczki”, bo samo ściśnięcie jest nie mniej ważne od wyprostowania łapska. W Konstancinie na terapii zajęciowej bardzo pilnowano, żeby np. podczas ćwiczenia na siłce dla dłoni odkładać rękę na stół dla odpoczynku.

siłownia dla dłoni, rehabilitacja

 

Widziałam powolną walkę o otwieranie dłoni i ludzi, którzy bez problemu chwytali klocki, ale zmagali się z ich odłożeniem – mieli zatem, a przynajmniej tak mi się wydawało, problem zupełnie odwrotny od mojego. A teraz jest inaczej. Jeszcze niewiele wiem o spastyczności, oprócz kilku podstawowych rzeczy, ale na pewno wiem dwie: po pierwsze, kurczliwość (stara nazwa), spastyka mięśni (niepoprawna, ale używana nazwa), spastyczność jest wielkim zagrożeniem dla udarowca, po drugie – jest nie tylko niebezpieczna, ale też po prostu upierdliwa. Nawet w moich, łagodnych, zaczątkach zdiagnozowanych przez mnie samą.

mój szpon - niewiele widać, ale tak to mniej więcej wygląda teraz, jak się nie pilnuję

mój szpon poglądowo zapozowany do zdjęcia – niewiele widać, ale tak to mniej więcej wygląda teraz, jak się nie pilnuję

 

Dziś na przykład poszłam na nordic-walking i złapałam się na tym, że w pewnym momencie przestałam używać lewej ręki, trochę ją przykurczyłam i tak sobie szłam. Słuchałam wtedy audycji radiowej, więc byłam skupiona na czymś innym, ale trochę mnie to zaniepokoiło. Chyba w przyszłym tygodniu skontaktuję się prywatnie z fizjoterapeutą, bo mam wrażenie, że szybko posuwam się w złym kierunku.

Spastyczność dotyczy nie tylko rąk – choć u osób po udarze to jest bardzo widoczne. Może również zaatakować inne grupy mięśni i narządy wewnętrzne. Jest nie tylko problemem osób po udarze. Zmagają się z nią chorzy na różnorakie choroby, np. SM i porażenie mózgowe.

Bardzo ważna jest rehabilitacja ruchowa, lekarze mogą na to zaordynować lekarstwa (chociaż spodziewam się, że to w ciężkich przypadkach). Ale trzeba pamiętać, że choremu nie wolno otwierać ręki na siłę. Jak to się robi – niestety nie mam wiedzy. Ale polecam ściągnięcie poradnika opracowanego przez Fundację Udaru Mózgu – tu można go pobrać, na innych podstronach, można poczytać skrót o objawach, rehabilitacji, to przydatna wiedza i dla chorych, i dla ich bliskich.

Mnie nie boli, ale nie mam jeszcze (i mam nadzieję że nigdy nie będę miała) problemów z otwieraniem dłoni. Niestety, odkąd zauważyłam że mam problem, nie widziałam neurologa, więc muszę poczekać z rozmową o tym z fachowcem. Póki co staram się trzymać porad z poradnika FUM-u i to tyle mogę:) Bo na skrzydłach lata się dopiero jak są rozłożone;)

PS mam wrażenie że nie popisałam bzdur, ale nie mam pewności, dlatego jakby ktoś coś zauważył, proszę o sygnał, poprawię

PS 2 Wywiad z chorym na stwardnienie rozsiane – on pokazuje, jak wygląda żywot osoby, którą trafiło to cholerstwo.

PS 3 połknęłam pestkę od czereśni – a tak się pożalę;)

Śpię i nie chcę żeby budzić mnie!

ucinamy sobie z koleżanką krótką drzemkę, podczas długiej podróży, zdjęcie oczywiście z czasów głęboko przedudarowych

ucinamy sobie z koleżanką krótką drzemkę, podczas długiej podróży, zdjęcie oczywiście z czasów głęboko przedudarowych

Nie minęło dużo czasu od udaru, kiedy moja przyjaciółka powiedziała, że trzeba przyznać, że od kilku lat mnie nie widziała wyspanej.

To prawda, po udarze spałam (i śpię dalej) bardzo dużo. Śpię jak nakarmione, przewinięte i ukołysane do snu dziecko, co jest dla mnie nowością – bo wcześniej męczyłam się wybudzaniem, po którym nie udawało mi się zasnąć. Przesypiam noce! W ciągu dnia drzemkuję! Rano dosypiam. Noc przesypiam!

Prawda jest taka, że po prostu mój układ nerwowy potrzebuje snu jak powietrza (albo wody), dużo bardziej niż u osób, które nie są 5/6-mózgami (lub 7/8 mózgami). Sen jest niezbędny do dobrej regeneracji. Pamiętam, jak na rehabilitacji, pani neurolog, kiedy przyszła ze mną porozmawiać, zobaczywszy, że śpię, machnęła ręką i powiedziała, żebym spała – a to jest coś! Powiedziała, że świeżo po udarze, muszę odsypiać.

To wieczne marudzenie rodziców „idź już spać”, „nie ma czytania”! Jest głęboko osadzone w pierwotnej ludowej wiedzy – do rozwoju, do zdrowienia też sen jest potrzebny. Choć każdy to wie od zawsze i próbuje się buntować, co i rusz potwierdzają to amerykańscy naukowcy. Choć to się wydaje dziwaczne – w końcu oddychamy, śnimy, wiercimy się – mózg też sobie odpoczywa podczas snu – jego aktywność spada (w tym artykule jest kilka  ciekawych informacji), szybciej się regeneruje i odpoczywa.

Poza tym – bardzo mi przykro to mówić, dziurawe mózgi udarowców, potrzebują więcej energii i pracy, żeby wykonać coś, co wcześniej przychodziło im bez problemu. Impulsy nerwowe wśród naszych neuronów muszą znaleźć sobie nową drogę, żeby czegoś dokonać. Ilustruję to w poniższym komiksie pt. Przygody jednego Impulsa;)

Przygody jednego Impulsa

Mamy prawo być senni, prawda?;)

Oczywiście, zwiększona potrzeba snu, może wynikać też z innych rzeczy, np. uszkodzenia ośrodków, odpowiedzialnych za regulację cyklu sen – czuwanie (tak czytałam), co działa w dwie w strony może powodować też bezsenność. Hipersomnia wg jakiegoś artykułu w internecie, może dotykać nawet 20% udarowców! I jeśli nabiera niepokojących rozmiarów, nawet się ją leczy.

Póki co, moim zdaniem, moje spanko nie przekracza zdrowych standardów, ale już męczy – kiedy doba jest o kilka godzin krótsza, jest naprawdę króciutka.

Po raz kolejny muszę zaznaczyć, że każdy udar jest inny;) i wcale nie jest regułą, że udarowiec śpi więcej – poznałam i bezsenników, którzy wymykali się nocami ze szpitala, żeby sobie zapalić i oglądali nocami TVP Kulturę, a w ciągu dnia wcale niczego nie odsypiali.

Dziś przesypiałam ból głowy, więc cieszę się, że udało się skończyć notkę przed północą. Dobrych snów!

 

PS Szanowni rodzice, jak znam życie, ten wpis może wam posłużyć jako narzędzie do zaganiania mnie do łóżka, ale spróbujcie tylko na mnie naciska, a się pogniewamy! ( ;

Przyczyny udaru: PFO

heartKiedy slysze moje ulubione udar? W takim mlodym wieku? Spiesze z szybka informacja o prawdopodobnej przyczynie tego wszystkiego. W moim przypadku bylo to prawdopodobnie (ech, niestety zaden udar nie wyjdzie ze mna na drinka i nie powie ‚sluuuuchaj, to wszystko przez antykoncepcje/nadwage/PFO’, wiec mowimy o prawdopodobnej przyczynie) PFO, czyli przetrwaly otwor owalny, nazywany przeze mnie dziura w sercu.

 

Jest to wlasnie taka dziura pomiedzy przedsionkami serca, ktora ma cala masa ludzi – wg moich lekarzy od 15 do 20% nas, a wg Internetu nawet 30%. Zostaje nam po zyciu plodowym, bo ‚niezarosniete’ przedsionki pomagaja nam oddychac do czasu, kiedy nasze pluca jeszcze nie dzialaja. Po narodzeniu, dziura zarasta, ale nie u wszystkich.

 

Kiedy skrzeplina przedostanie sie z prawego do lewego przedsionka serca, zamiast przeplynac caly organizm, rozpuscic sie gdzies, lub zatrzymac nawet na plucach, od razu jest wypychana prosto do mozgu, a mozg nie lubi skrzeplin i robimy ‚hyc o podloge’ i jesli mamy szczescie, ladujemy w szpitalu, a nie kostnicy.

 

Z zamykaniem PFO jest jednak problem. Jesli czyta to 100 osob, to 15-30 z nich statystycznie powinno miec swoja wlasna dziure i pewnie zadne z was o tym nie wie i nigdy nie bedzie potrzeby, zeby sie dowiadywalo. Wiec jesli ktos z czytelnikow pomysli sobie ‚dobrze wiedziec! Zrobie sobie badania w tym kierunku!’, faktycznie je zrobi i okaze sie ze ma PFO, nikt mu raczej na NFZ;p mu tego nie przeprowadzi, chyba ze wzgledu na to, ze system by padl, gdyby mial placic za te wszystkie zabiegi PFO…

 

Wskazania do zamkniecia sa chyba rozne, np. zamyka sie serducho, kiedy otwor jest bardzo duzy (z tego co wyczytalam – powyzej 10 mm) i na przyklad po DWUKROTNYM epizodzie udarowym. Wielu oburza to, ze trzeba 2 razy przez to przechodzic, zeby zostac zakwalifikowanym do zabiegu, mnie niespecjalnie, i to nawet mimo tego, ze moja dziura byla za duza na plytke, ktora mi wprowadzili lekarze i musieli uzyc wiekszej;) Kardiolodzy tu gdzie jestem mowia, ze to PFO bylo na 99% przyczyna tego wszystkiego, co oczywiscie nie zwalnia mnie z obowiazku dbania o siebie, dobrej diety, cwiczen, chudniecia, walki ze zlym cholesterolem, i tak dalej….

 

Ja mialam zamykane PFO przez ktoras z zyl, lekarze dostawali sie do serducha przez pachwine – czy to nie jest magiczne? Sam zabieg zamykania jest ‚nieskomplikowany, ale nie prostacki’ – lekarze jakos tak o nim powiedzieli, trwa okolo pol godziny. Jeszcze o nim na pewno napisze, ale tutaj nie ma sie czego bac.

 

Gorzej jest w przypadku badania, dzieki ktoremu dostrzegamy, czy nasza dziure. Podczas zwyklego echo serca, ktore robiono mi po moim ‚zemdleniu’ kilka lat temu, dopiero na tym przezprzelykowym (z kontrastem) okazalo sie, ze jestem dziurawa. Jeszcze napisze o tym badaniu, ale uwierzcie, jest duzo gorsze od samego zabiegu. Jednak warto bylo sie przemeczyc, teraz serducho mam zamkniete i jutro/pojutrze okaze sie, czy wszystko sie dobrze zarasta.

 

Dodam jeszcze, ze mam oczywiscie wielkie szczescie, ze zostalam szybko zdiagnozowana, zwlaszcza ze nie wszystkich bada sie tak dokladnie jak mnie – jestem mlodziutka i trafilam na swietna lekarke na udarowce. Jesli masz wsrod najblizszych kogos, zwlaszcza mlodego u kogo nie odkryto przyczyny udaru (lub sam go, drogi czytelniku, miales), warto bardziej sie wysilic, nawet prywatnie, i wykonac to badanie.

Ja po tym zabiegu spie odrobine spokojniej – wierze, ze to zamkniecie, zamknelo;) liczbe moich udarow w skonczonej liczbie 2.

 

Pozdrawiam z lozka w Szpitalu dzieciatka Jezus;) ( ;

 

Ps przepraszam za brak pl znakow, mam klawiature do tabletu, za ktora bardzo dziekuje Radkowi, ale ktorej jeszcze nie ogarniam

Ps2 za jakis czas dodam zdjecia, teraz posluchajcie najbardziej znanej piosenki o PFO – Prawy do lewego! ( ;

 

Udar mózgu: przyczyny mogą być różne

Poniżej wrzucam linki do wszystkich notek z cyklu:

(I) PFO 

(II) Fajki

(III) Migotanie przedsionków

(IV) Otyłość 

V) Wysokie ciśnienie 

(VI) Udar kryptogenny

(VII) Problemy hormonalne

(VIII) Toczeń

(IX) Rozwarstwienie tętnicy szyjnej

„Tylko zdrowie” udarowe

Spodziewałam się czegoś więcej, niż podstaw dla „błądzących we mgle”. To nie jest zarzut – na pewno istnieje masa ludzi, którym ni zaoferowano tych podstaw i którzy przez długi czas nie są zdolni do tego, by samodzielnie je zgłębić. Ja jednak tna coś inngo, np. podpowiedzi, gdzie w internecie szukać sposobów ćwiczenia koncentracji, jak ćwiczyć, kiedy skończy się już przysługujące nam 80 dni na rehabilitacji. Wyciągnę najważniejsze informacje z tych czterech tekstów, postaram się je poszerzyć „albo nie” i zamieszczę na stronie.