Category Archives: inni udarowcy

inni udarowcy

Jessie J też jest udarowcem!

Published by:

By Eva Rinaldi - Jessie J, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=21183352

By Eva Rinaldi – Jessie J, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=21183352

Znacie Jessie J? Jeśli nie to trudno, uwierzcie mi na słowo, że jest międzynarodową gwiazdą. I udarowcem!

w wieku 18 lat przeszła udar mózgu, 17 mniejszy (TIA?) jako efekt dziecięcej choroby serca.

W jednym wywiadów powiedziała, że dzięki chorobie serca zaczęła pisać piosenki, dzięki udarowi stała się stała. Bo dał jej odwagę (kopa?) do wejścia na estradę.

dziewczyna mówi, że jej siła woli i determinacja są efektem choroby. Ale też podkreśla, że dba o siebie jak tylko może. Mówi, że oprócz bolesnej prawej ręki i problemów z nerwami (??) ma się dobrze.

Robi swoje. Czad, prawda?

Mi tam się za bardzo nie podoba jej muzyka, ale głos ma dziewczyna, trzeba przyznać. Poniżej piosenka o doświadczeniu udarowym, jak gdzieś wyczytałam:)

refren w tłumaczeniu:

Nie trać siebie w rozmazanych gwiazdach
Widzenie jest oszustwem, marzenie jest wiarą
W porządku jest nie być w porządku
Czasem ciężko podążać za swoim sercem
Lecz łzy nie znaczą, że przegrywasz,
Każdy ma jakieś blizny
Po prostu bądź szczery w tym, kim jesteś!

także tego;)

jakby ktoś chciał sobie poczytać coś więcej (po angielsku): http://www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-3164756/Jessie-J-says-teenage-stroke-heart-condition-helped-set-path-stardom.html

inni udarowcy udar Uncategorized

wszystkie dzieci nasze są… i u nich się zdarzają udary.

Published by:

DCF 1.0

Co tu dużo gadać… Udary W TAKIM MŁODYM WIEKU się zdarzają.

Choć udary wśród dzieciuszków i młodzieży nie są bardzo częste, to się  zdarzają. Nawet przed narodzeniem. Nawet czteromiesięczny płód może doznać udaru mózgu.

Wyobraźcie to sobie.

Proporcje udarów niedokrwiennych i krwotocznych są tylko nieco inne, ale to, co zostaje po udarze, zostaje podobne. niedowłady, problemy z pamięcią, połowiczna utrata wzroku, afazja, mogą tak samo dotyczyć trzylatka, trzydziestolatka i 93-latka.

 

Tylko dorosły, może sam zasygnalizować problem. U rocznego dzieciuszka symptomy trzeba zaobserwować. a potem w późniejszym wieku wytłumaczyć, czemu trochę się różni od reszty dzieciaków…

– Rehabilitacja chorego dziecka, najwcześniej, jak to możliwe, jest najlepszym sposobem na zminimalizowanie skutków udaru – wyjasnia Katarzyna. – Te pierwsze tygodnie i miesiące są rozstrzygające. Przeżyliśmy niesamowicie trudne chwile w walce o powrót Natalki do sprawności psychoruchowej. Ona płakała, buntowała się. Ból towarzyszył ćwiczeniom. Musiałam długo jej tłumaczyć, że to, co się stało, już się nie odstanie. Że teraz musimy myśleć o przyszłości i przeć do przodu. Natalka, do momentu zdarzenia przed telewizorem, była zwykłą, zdrową dziewczynką. Nawet przeziębienia łapała rzadko. Od pierwszej klasy podstawówki chodziła na basen. Należała do szkolnego klubu Sardynki. Marzyła o klasie sportowej. W wakacje z trzeciej do czwartej klasy przeszła pozytywnie testy kwalifikacyjne do klasy o profilu pływackim. Była bardzo szczęśliwa, gdy dostała kartę sportowca. Wykonano jej również badania, z których wynikało, że jest zupełnie zdrowa. Może uprawiać sport. Żadnych, najmniejszych nawet sygnałów, zapowiadających tragedię – opowiada matka.(za tą stroną)

Ponieważ wyszła mi strasznie smutna notka, żeby nas wszystkich dobić, napiszę, że

UDAR MOŻE SIĘ PRZYDARZYĆ W KAŻDYM WIEKU

i wrzucam Wam cudnego chłopca:

zdjęcie ukradzione z fejsa world pediatric stroke asssociation

Życzę wszystkim Malcom, żeby najgorszą chorobą, z którą się będą zmagać był katar:) I dużo czekolady!

 

 

inni udarowcy moim zdaniem

jednoręcy też sobie radzą:)

Published by:

stanie na jednej ręceJa jestem dwuręczna. To, że lewaczka jest mniej sprawna, to nie znaczy, że jej nie używam. Wręcz przeciwnie.

Ale jest cała masa ludzi, którzy po udarze pozostali z jedną tylko ręką sprawną, a drugą mają zupełnie nieruchomą.

Zapraszam na wpis typu ‚co by było gdyby’. Gdyby lewaczka była o prawaczce, czyli o radzeniu sobie z jednorękim życiem.

Niektórzy jednoręcy, zwłaszcza ci, którzy  są niesprawni bardzo długo, mogą zrobić niemal wszystko – od podrapania się po nosie, przez otwarcie słoika, po grę w bilard. Serio!

Oczywiście wszystkie umiejętności przychodzą z czasem, praktyką i – niekiedy – przyrządami (niekiedy gadżetami). Można je znaleźć w internetach:)

zapraszam na subiektywną listę niesamowitych rzeczy, które można zrobić jedną ręką.

  1. otwarcie słoika. tak. okazuje się, że jest wiele gadżetów, które ułatwiają to trudne (nawet dla sprawnych) zadanie i butelek, różnorakich zakrętek.
  2. ubranie się. czynność, której od udaru dalej nienawidzę, mimo że rączkę mam operatywną. Jak to zrobić jedną ręką? Podobno się da! Wierzę na słowo tym, którzy sobie radzą.
  3. gra na komputerze/konsoli. Gry komputerowe mają to do siebie, że jakoś się personalizują. A co do konsoli – produkuje się kontrolery dla jednorękich.:) więc jak ktoś tęskni za Mortal Kombat, ma jeszcze szansę na dokopanie znajomym.
  4. zapalenie zapałki. Tak! tu aż wrzucam wideo.

pamiętam, że kiedyś (w liceum chyba) próbowałam to robić. ćwiczyłam i ćwiczyłam. prawie się udało:)

5. przygotowanie obiadu. tak… i to można. łącznie z krojeniem, siekaniem, trzymaniem patelni na ogniu (dostępne są specjalne deseczki i noże dla niesprawnych, które pomagają w gotowaniu:)

6. wiązanie butów. takkk!

8. gra w karty. i nie tylko w wojnę:) trzymadełka do kart już ktoś wymyślił.

9. nałożenie pasty na szczoteczkę. najmniejsze rzeczy mogą sprawiać masę kłopotów!

10. gra w bilard. niestety nie mogę wrzucić zdjęć, bo to prywatne zdjęcia pewnej kobitki i jej męża. Przed udarem facet uwielbiał bilard. I po udarze wymyślił ‚jak to się robi. Grał z jakimś urządzonkiem podtrzymującym kij na brzegu stołu, kij opierał sobie o ramię (jeśli się nie mylę). Żona napisała, że radził sobie nieźle. A jak się cieszył!

MNIE IMPONUJE.

Pani Madzia by mnie zabiła za próby nauki takich trików, bo w przypadku rehabilitacji bardziej sprawdza się próbowanie robienia wszystkiego chorą ręką, ale ja już nie jestem jednoręczna. I – mam nadzieję – nigdy nie będę.

A tym, którzy muszą radzić sobie z jedną ręką na co dzień, życzę powodzenia, pogody i uśmiechu!

PS

to tylko kilka z wielu stron dostępnych na ten temat:)

www.zyjlatwiej.pl

www.pomocedlaseniora.pl

http://www.onehandcanshop.com/

http://www.eatonhand.com/hw/hw107.htm

https://www.amazon.com/gp/richpub/listmania/fullview/RIKD5FM6WHIT7

http://www.toysrbob.com/onearm/

inni udarowcy mój udar

Chciałabym do pracy

Published by:

Wczoraj złapała mnie duża niemoc. Zamiast iść do miasta i cieszyć się kinem i znajomymi poszłam do łóżka i przespałam kilka godzin. I zaczęłam myśleć o kilku medialnych udarowcach, takich jak Michał Figurski czy Bogusław Kaczyński, który od nas odszedł ostatni. Oni wrócili do pracy bardzo szybko.

Jak to możliwe?

Już prawie 1,5 roku od mojego udaru i coraz częściej myślę o tym, ze byłoby super wrócić juz do pracy. Ale tylko wtedy, kiedy świetnie sie czuję. Kiedy nie męczę się gadając, kiedy udaje mi sie skupić uwagę , kiedy nie mam mdłości, kiedy mogę przeczytać wiecej niz 2, 3 strony…

Przede wszystkim wtedy, kiedy nie potrzebuję wrócić do łóżka zaraz po porannej kawie, bo zmeczenie jest zbyt duze. No to jak oni to zrobili? Jak ludzie wracają do pracy tak szybko? I robi mi sie trochę glupio. Czuję sie leniwcem, który rozczula się nad sobą.

Kierunek studiów, który chcieliśmy założyć ze znajomymi. Byłby hitem moim zdaniem(;

Kierunek studiów, który chcieliśmy założyć ze znajomymi

I chciałabym, i sie boję. Jednocześnie czuję że powinnam i że nie mogę. Postarajcie się sobie to wyobrazić. Miks jest dość  przytłaczający.

Dla wielu udarowców powrót do pracy jest miarą powrotu do zdrowia. Dla mnie też, jedną z nich na pewno. Jedną z najbardziej widocznych miar.  Dlatego chyba pierwsze (i ostatnie:d) zarobione po udarze pieniądze chcialam oprawić w ramkę. Ale biednemu ta stówka się przydała jednak i wydałam ją. pewnie na pierdoły(;

inni udarowcy

galeria twarzy (2): z półuśmiechem

Published by:

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAz panią Basieńką leżałam krótko, ale bardzo ją polubiłam. Nie rozmawiałyśmy, jej afazja na to nie pozwalała. Na początku się jej bałam, jak to się człowiek może bać ludzi, których nie rozumie. Potem zaczęłam jej współczuć. Moje miesiące w szpitalu były takie męczące również przez nudę. A pani Basieńka musiała się nudzić dziesięć razy bardziej niż ja. Często siedziała i patrzyła w ścianę. Nie mogła czytać, nie miała komputera, rzadko ją odwiedzano, a podejście do telewizji było całą wyprawą. Kiedy się zorientowałam, co się dzieje, dałam jej gazetki. Nie wiedziałam, czy może czytać, ale obrazki i zdjęcia oglądała bardzo uważnie. Też trochę dla niej wybrałam swoją miejscówkę na czytanie na głos, bo wyjeżdżała czasem na wózku, żeby coś usłyszeć. Pani basieńka zaczęła się do mnie uśmiechać, i jakoś czuję, że żałowała, kiedy mnie przeniesiono do innego pokoju.

Pani Basieńka, kiedy przyjechała na rehabilitację, podobno się nie ruszała. nasza druga współlokatorka, która sama się nie ruszała, powiedziała mi, jak wielki postęp poczyniła od początku. Ona była  z tych, którzy nie mogli absolutnie niczego, a zaczynali móc robić rzeczy.

Jej pół uśmiechu – twarz pani Basieńce bardzo opadała – zapamiętam na całe życie, bo wyglądał jak po prostu dobry, szczery uśmiech, który też łatwo nie przyszedł.

P.S.

pani Basieńce zmieniłam imię, choć tego nie przeczyta pewnie nigdy, to tak jest lepiej.

inni udarowcy moim zdaniem

kilka refleksji o „My beautiful broken brain”

Published by:

Od kiedy dowiedziałam się, że Netflix wyprodukował ten dokument

chciałam, żeby już, teraz, był dzień premiery. Ale kiedy w końcu film się pojawił, bałam się go zobaczyć, bo sama nie odnajduję piękna w mojej nowej łepetynie.

W końcu zdobyłam się na odwagę i obejrzałam film. Z długą przerwą w środku, nie dałam rady na raz. Fakt, zrobiłam się emocjonalna, ale i bez tego, ten film byłby dla mnie trudny, ze względu na to, że szczerze pokazywał cudzy udar i emocje z nim związane.

Pierwszy raz miałam do czynienia z tak obnażonymi emocjami innego udarowca. O niedowładach i trudnościach z koncentracją się naczytałam, ale żeby mówić o emocjach, trzeba chyba specyficznego podejścia. Okazało się, że to, co przeszła Lotje, było niemal takie samo jak to, co ja czuję. W sferze przemyśleń i emocji, bo deficyty mamy zupełnie różne. Ale strach łączy bardziej niż niedowład.

Gdyby ktoś mnie spytał kim jestem, powiedziałabym, że mam wielu przyjaciół, ciężko pracuję, podróżuję po całym świecie i kocham czytać. A gdyby usunąć te fakty? Kim wtedy jestem?

powiedziała Lotje, 34-letnia wówczas „udarowiczka”. I to nie jest przesadna filozofia, z tego co widzę, to pytanie nawiedza wielu udarowiczów, w chwilach kryzysu. Kryzys przynosi pytanie o tożsamość. Film jest pełen momentów które możemy rozpoznać i pokazuje, jak bohaterka sobie z nimi radzi radzi. Czasem lepiej, czasem gorzej. I to jest takie poruszające.

Dla mnie w tym wszystkim ważny był jeszcze aspekt robienia filmu. Gdzieś pod skórą czuję, że nagrywanie wszystkiego było jest dla Lotje tym, czym Lewaczka stała się dla mnie. Wiecie, bloga zakładałam z różnymi celami i wątpliwościami, ale wynikła z niego wspaniała rzecz – zrozumiałam swój udar lepiej, niż rozumiałabym go bez pisania. Pisanie wymusiło na mnie refleksję, ale też nadało strukturę całemu doświadczeniu, w której jakoś się odnajduję. Mam wrażenie, że dla Lotje też nagrywanie wszystkiego wokół, które przecież miało być „pamięcią zewnętrzną” też pozwoliło zrozumieć, co się dzieje. Przejście z dezorientacji ku zrozumieniu siebie jest najlepszym prezentem jaki udarowiec może sobie dać.

To wszystko jest cenne dla mnie, osoby, która zmagała się (i wciąż zmaga) z udarem. Ale dla mnie, dokumentalisty z wykształcenia (hahahahaha) film jest po prostu wspaniały. Historia przykuwa do ekranu, bohaterka jest wspaniała, montaż bardzo dobry,  sfera wizualna olśniewa, „gadające głowy”pojawiają się rzadko i zawsze są potrzebne. To wszystko tworzy jeden z lepszych dokumentów, które widziałam w życiu. A widziałam ich sporo. Mogłabym łatwo wyobrazić sobie ten film nominowany do Oscara, nie tylko dlatego, że to „mój” temat.

stroke

leaf

 

 

Tytuł dokumentu, „My beautiful broken brain” oznacza tyle, co „Mój piękny, zepsuty mózg”. I ten film jest tak piękny, jak mózg Lotje.

P.S.

„My beautiful broken brain” w reżyserii Lotje Sodderland i Sophie Robinson można zobaczyć na Netflixie. Nawet polski lektor jest (wczoraj nie było;p)! I napisy! Hurra:))))

 

inni udarowcy moim zdaniem mój udar

A jak wyglądał Twój udar?

Published by:

czy może tak, jak ten „pijany policjant”?

Teraz okazało się, że ten policjant miał udar. 

Jak ja wyglądałam? Przewróciłam się w łazience. Bełkotałam. Próbowałam wstać, ale się nie udawało. Nie orientowałam się, co się dzieje. I nie współpracowałam z moimi ocalicielami. I pewnie bełkowałam, nie, pogotowie nie… Jakbym dobrze poszukała, to bym znalazła takie wideo z moimi znajomymi ze studenckich czasów.

Umówmy się. Gdyby mój udar przydarzył się kilka godzin później, gdyby moja współlokatorka nie wiedziała na pewno, że nie byłam pijana, mogłaby pomyśleć, że poszłam w tango i nie mogę wstać z ziemi. Zamiast wezwać pogotowie, przeprowadziłaby mnie na kanapę. Albo gdybym akurat była na naszej dorocznej imprezie świątecznej w gronie licealnym, bardzo by się ze mnie nabijali, że Kasia „taaaaaaaaaaaka pijana”. A rano byłabym martwa. Hurra.

Pomyślcie, każdy udarowiec, który przeżył, jest szczęściarzem, że nie jechał akurat metrem i nie został nagrany. Ten policjant ma teraz podwójnie zniszczone życie.

policeman after stroke

Nie chcę mówić, że musimy koniecznie pomagać każdemu, kto ma trzy promile we krwi, ale bardzo, bardzo chciałabym, żeby jak najwięcej ludzi zdawało sobie sprawę z tego, jak wygląda udar mózgu i nie przechodziło obojętnie koło tego, co się dzieje wokół nich. Choćby dlatego, że sami chcielibyśmy pomocy, kiedy będzie potrzebna.

 

 

inni udarowcy mój udar

galeria twarzy (1): boliboliboli

Published by:

Z przebłysków, które mam z sali intensywnego nadzoru neurologicznego, pamiętam panią, którą nazywam ‚boli boli’, bo nie mam o niej innych wielu danych. Wiem, że ją bolało i dzień i noc krzyczała, rozdzierającym krzykiem, że ją boli.

Musiała krótko spać, bo nie pamiętam dłuższych przerw w tym krzyku. A może je przesypiałam (bo ja spałam na okrągło. A moja pamięć o pierwszych dniach po udarze, jest jak mój mózg – dziurawa).

Bolało ją. Ale było z nią także trochę śmiechu – mojemu, czarnemu jak smoła chrześcijańskiemu chłopakowi powiedziała, że przy nim się nauczy gadać po arabsku ;) , a komu innemu kazała przekazać jej serdeczne przekleństwa.

Krzyk pani Boliboli mógł wynikać z czegokolwiek, mogła przecież mieć taki uraz mózgu, który nie pozwalał jej kontrolować krzyku, mogło tak bardzo boleć, że nikt z nas nie opanowałby krzyku…

Nie wiem nawet, czy pani Boliboli miała udar mózgu, ale myślę o niej często. Bardzo serdecznie. I ze współczuciem. Czasem się śmieję, ale bez złośliwości, bo wiem, że bolałobolało. A kiedy jej krzyk nagle ucichł, w szpitalu zrobiło się cicho i pusto.

inni udarowcy moim zdaniem

kiedy szukasz pomocy, a jej nie ma…

Published by:

left handBardzo głośna sprawa: królowa snapchata umarła po udarze mózgu.

Pisze o tym zarówno The Guardian, jak i The Sun, tak Pudelek jak TVN24. To duża, smutna sprawa, bo modelka szukała pomocy, próbowała się zdiagnozować. Koniec końców osierociła córeczkę.

Kilka dni temu napisała do mnie pani, której mama miała udar. Tylko przetrzymano je na SORze dużo za długo i teraz, stan pacjentki się pogarsza, zamiast polepszać.

Tyle się mówi o tym, że gdy widzi się objawy udaru mózgu od razu trzeba dzwonić po karetkę, bo każda minuta to miliony straconych komórek w mózgu, ale nic się nie mówi, jak się zachować, kiedy jesteś zbywany…

tu historia z wykopu:

Już dwa razy przytaczałem na wykopie sytuację mojej mamy. 68 lat, potężny ból głowy, poważne nadciśnienie, ciśnienie >200/150, utrudniony kontakt werbalny, co prawda potrafiła dotknąć nosa, czy klasnąć, ale już samodzielnie założyć rękaw od ciśnieniomierza nie. I co? Przyjechała karetka, pani powiedziała, że mama się zdenerwowała, bo skoczyło ciśnienie, podała zastrzyk i na nic moje prośby o przewiezienie do szpitala. Tłumaczyłem, prosiłem, nic. Następnego dnia nasza lekarz rodzinna, jak tylko zamieniła z mamą zdanie, wypisała i szpital, i karetkę, po paru godzinach było wiadomo, że to wylew. Dwa miesiące leczenia. Oczywiście próbowałem coś z tym robić, ale – co ciekawe – w szpitalu zaginęła dokumentacja z pierwszej wizyty pogotowia, którą – niemądrze – oddałem :(

Wiecie, myślę, że nawet jeśli stan służby medycznej będzie i sto razy lepszy niż teraz, tragiczne pomyłki będą się zdarzać. Pytanie, czy teraz nie  zdarzają się zbyt często, pozostawiając rodziny zbyt długo w rozpaczy. Strasznie mi przykro, kiedy o takich rzeczach słucham i doceniam swoje szczęście, bo za każdym razem, kiedy trafiałam do szpitala na SOR byłam traktowana poważnie, a po udarze nawet się nie naczekałam, bo udar (stwierdzony szczególnie) powinien działać jak zaklęcie, przesuwające pacjenta na początek (lub drugie miejsce, po osobach wykrwawiających się) kolejki oczekujących. Nie ma to tamto, bo niewiele jest poważniejszych, nagłych choróbsk.

I jakoś trzeba wywalczyć zainteresowanie swoją osobą, jeśli się widzi, że sytuacja jest poważna. Ja nie wiem jak. Póki co, słowa ‚udar mózgu’ otwierają mi drzwi do każdego lekarza… Dobrze skończonych historii z SOR-u jest więc równie wiele (jeśli nie więcej!), co tych złych.

Powiem Wam jeszcze w skrócie historię mojego braciszka. Bolała go łapa, siniała. I chodził do lekarzy, nawet na pogotowie, słyszał ‚leczenie przez leżenie’, ‚zgłosić to po weekendzie, jeśli nie przejdzie’… Ostatecznie w bardzo poważnym stanie, w ostatniej chwili właściwie, jak powiedzieli w szpitalu, trafił na stół operacyjny. I co? Nie jeden lekarz go diagnozował, rodzice niczego nie zaniedbali (tata mnie wysyła do szpitala nawet z guzem na głowie, nie ma mowy, żeby zbagtelizować poważną chorobę), a prawie by stracili dziecko z fioletową rączką.

Ja i brat fartem żyjemy. Czego z całego serca życzę mamie pani, która do mnie napisała. Trzymajmy za nią kciuki wszyscy. Złe historie mają czasem dobre zakończenie. Naprawdę.

I, póki nie ma filmiku ‚jak się zachowywać na SORze’, przypominam o pierwszej pomocy po udarze mózgu – klik!

 

inni udarowcy mój udar rehabilitacja

powrót do zdrowia jest decyzją…

Published by:

udar i przebudzenieKsiążka Jill Tylor  porusza superważny wątek, który zdrowym może wydawać się bzdurą, a dla nas, udarowców, na początku – a i potem – jest kluczowa.

powrót do zdrowia był decyzją, którą musiałam podejmować milion razy dziennie. Czy chcę wysilić się i spróbować? Czy jestem skłonna chwilowo porzucić ekstatyczną błogość, postarać się zrozumieć świat zewnętrzny i ponownie nawiązać z nim łączność? I najważniejsze: czy jestem gotowa stawić czoło trudom rekonwalescencji?(…)

wybrałam bolesny chaos rehabilitacji(…).

Jill pisze dużo o tym, że samo podjęcie decyzji o rehabilitacji jest ciężką decyzją. Ja potwierdzam. Pamiętam w przebłyskach jak starałam się marudzić, żeby tato nie „machał moimi nóżkami” (pierwsza rehabilitacja w szpitalu spadła częściowo na tatę, bo w święta rehabilitantów w szpitalu nie ma). Wysiłek włożony w próby niespania i poddania się ćwiczeniom naprawdę wydawał się niewarty podjęcia, nawet jeśli stawką  miałoby być całkowite wyzdrowienie.

Może i z niedowładem da się żyć. Przecież są ludzie i w gorszej formie. Nie werbalizujesz tego, na zewnątrz świat może myśleć, że jesteś po prostu leniem, ale to po prostu myśl, że nie warto, przemieszana ze strachem o twoje skromne zasoby. Fizyczne, intelektualne, energetyczne. Bronisz się przed utratą i przed jeszcze gorszym samopoczuciem.  To zrozumiałe. Jeśli twój udar wyglądał tak, jak udar Jill, bronisz nowej, innej, spokojniejszej rzeczywistości.

Zdrowym może się wydawać, że wybór jest oczywisty. Uwierzcie, że nie. Każdy na swoją miarę dokonuje swoistej analizy SWOT, bilansu szans i potencjalnych strat, a w przypadku neurologicznej rehabilitacji, nagrody wcale nie muszą być na miarę włożonego wysiłku.

Kiedy patrzyłam w szpitalu na ludzi, którzy nie chcieli ćwiczyć, najpierw się dziwiłam, potem byłam zła (za marnowanie naszych zasobów, rehabilitanci, zamiast namawiać opornych, mogliby się zająć chętnymi…), dopiero po poukładaniu sobie w głowie pierwszych poudarowych tygodni zrozumiałam, że często to nie kwestia lenistwa, tylko braku przekonania. Trochę komunikacji.

Walka jest ciężka. Kiedy słyszałam „pościskaj trochę piłeczkę” najchętniej rzuciłabym nią mówiącego w łeb, ale nie miałam siły. Kiedy słyszałam „prześpij się, a potem poczytasz mi na głos”, zdarzyło mi się (dwa razy!) skłamać, że już czytałam na głos i nie muszę. Decyzja o rehabilitacji musiała być moją decyzją, nie mamy, taty, lekarza, bo to mój wysiłek miał być w nią włożony, to ja musiałam wiedzieć, że warto. Ja się przekonałam w 100% do ćwiczenia dopiero po jakimś czasie. I, oczywiście, z miłości – przekonałam się, że każde usprawnienie mojego ciała i mojej głowy będzie oznaczać łatwiejsze życie dla moich bliskich. A że jestem dość młoda, moich rodziców (a potem ukochanego, dobrego brata) mogło czekać długie życie z niepełnosprawną córeczką. Wtedy się spięłam. Łatwiej jest potem, kiedy widzi się efekty. Teraz jestem wypracowana na tyle, że ludzie mi mówią, że udaru w ogóle po mnie nie widać. Nie mogę tylko używać długich słów(; i lewej ręki za bardzo.

Ja wiem, że mnóstwo pracy przede mną, mam mnóstwo deficytów, których nie widać na pierwszy rzut oka, ale nie rezygnuję. Efekty, które wypracowałam, są sukcesem mojego życia. I łatwo je zaprzepaścić. Nie warto:)

pracujemy dalej:)

pracujemy dalej:)