Otworzyłam sklepik: zapraszam na petswear.club :)

petswear.club logoW czerwcu spadła na mnie okazja. Chwyciłam ją i powstał mój petswear.club.  Decyzja na ‚tak’ była łatwa do przyjęcia, bo:

1. Miałam nie inwestować zbyt wiele,

2. Mam zupełnie cieplarniane warunki,

3. Tak bardzo chciałam wrócić do jakiejkolwiek pracy….

Ad. 1

Otwarcie tego sklepu, miało łączyć się z niskimi nakładami. Sklep internetowy, magazyn w pokoju, tylko zrobić stronę, zdjęcia produktów, I lecimy.   Czytaj dalej

Będę strzelać! Sportowo;)

strzelanieMoja mama wpadła na super pomysł, żeby mnie zaktywizować i sprawić, żebym w końcu miała jakichś znajomych.

I zapisałam się do Klubu Sportowego Inwalidów „Start”. Już  strzelałam śrutem! Mój trener powiedział „nieźle jak na pierwszy raz”.

To chyba komplement;)

Myślałam, co mi to strzelanie może dać rehabilitacyjnie. Ja poczatku myślałam że nic.  Teraz widzę, że to nieprawda.

Strzelanie wymaga koncentracji (skupienia), robienia kilku rzeczy na raz, hamowania odruchów, myślenia i robienia kilku rzeczy na raz. Czytaj dalej

czego się nauczyłam po udarze (III.2): una cervesa por favor!

Notatka na marginesie

marzyłam sobie, że jak pojadę do hiszpanii, moimi pierwszymi słowami po hiszpańsku będzie

una cervesa, por favor! – czyli piwko, proszę:)

Cóż, słowa były inne, trzeba było kupić bilet na autobus i pojechać z lotniska do miasta.

Wiecie, zaczęłam się uczyć hiszpańskiego prawie rok temu, pół roku po udarze i w chwilach zwątpienia (mam ich oczywiście bardzo dużo, ostatnio wręcz mnóstwo) to ten język trzyma mnie na powierzchni. Bo coś tam w tym pustym łbie się zatrzymuje.

Więc ze zwrotu podatku i premii dla rencisty kupiłam sobie bilet do Barcelony i pojechałam. Na króciutko, ledwie dwa dni, ale podróż była bardzo wymagająca, bo jechałam sama i nie do braciszka. Wszystko sama ogarnęłam, sama włóczyłam się po mieście i w końcu zamówiłam to piwko, po hiszpańsku, bo czemu nie. Miałam tam niby kolegę, ale to coś innego niż troskliwy braciszek na miejscu. Więc przygoda była! sprawdziłam mnóstwo swoich umiejętności, ale przede wszystkim mogłam ocenić swój hiszpański:)

cóż, doskonały to on nie jest, gadam wciąż słabo, to przez brak konwersacji w czasie nauki, ale wciąż COŚ gadam. Z rozumieniem Hiszpanów jest różnie. Spotkałam jednego takiego co mówił tak szybko, że nie rozumiałam nic. Dopiero jak poprosiłam, żeby mi napisał to, co mówił, okazało się że nic tam trudnego nie ma. Generalnie było dobrze:)))

I teraz oceniam siebie na takie B1, bo jak chodziłam na niemiecki na poziomie B1 radziłam sobie z nim dużo gorzej niż z hiszpańskim teraz. Czyli… można powiedzieć, że już trochę znam ten język. Co mnie bardzo cieszy.

Wrzucam kilka zdjęć kilka(naście) zdjęć:)

 

serio, jak bede mieszkac w miejscu, w ktorym sa takie owoce i soczki owocowe za euraka, to rzucę coca colę!

polski akcent w zagranicznym kościele. nie wiem, nie pytałam (nie było kogo)

 

 

 

czego nauczyłam się po udarze (II i połowa): pierwsza czapka!

tadaaaaaaaaaaaaaaaaam:

hat, knitting, handmade

mama mówi, że jest brzydko zakończona. tata mówi, że artystycnie. grunt, że samodzielnie zrobiona!

podczas robienia, miałam problemy. spastyczna łapa czasem bolała mnie tak bardzo, że dawałam radę jeden tylko rządek (46 oczek)(albo 45).

o początkach robienia na drutach można poczytać tutaj;)

Duma mnie rozpiera!

Jak mi powoli wraca angielski…

handsUwierzcie mi, rzadko kiedy bywam tak przerażona jak wtedy, kiedy tata poprosił mnie o tłumaczenie rozmowy. Rozmowa szła mi tak kulawo, że potem przeryczałam (cichutko, żeby nie budzić mamy!) w poduszkę pół nocy. Z osoby z płynnym angielskim, pracującej po angielsku, stałam się dukaczem, który fluencji po angielsku, ma jeszcze mniej niż kiedyś.

Bałam się, że udar mózgu zabrał mi kolejną rzecz, na którą pracowałam całe życie (a takie rzeczy są dla mnie szczerze mówiąc bardziej bolesne, niż te, które po prostu były, bo jestem ludziem).

Nie mogłam rozmawiać za bardzo, filmy oglądałam z lektorem (!!! wcześniej tego nienawidziłam), o filmie bez napisów nie było (i nie ma dalej) mowy, zasady gramatyki były dla mnie zagadką w użyciu, słowa (lub nie) z głowy bardzo długo.

Poszukiwanie intensywnego kursu spaliło na panewce – a to nie tworzyli mi grupy, a to kurs kolidował z rehabilitacją, a to miałam szpital, nie wyszło.

Zarejestrowałam się więc na Skilltrade.org. Polskim portalu wymiany umiejętności, o którym słyszałam wcześniej, ale go nie znalazłam (słabe spozycjonowanie w googlu chyba). Pełna nadziei zaczęłam szukać trzech rzeczy – nauczyciela hiszpańskiego, konwersacji po angielsku i nauki jazdy na rolkach. Hiszpański i rolki w ogóle nie wyszły, baby do których pisałam, pozostawiały moje wiadomości bez odpowiedzi. A może po prostu moje zaoferowane umiejętności im nie odpowiadały? No mniejsza.

Raz umówiłam się na spacer,  gadaliśmy po angielsku, aż nie zaczął mi się język plątać – tak w angielskim, jak i polskim, język plącze mi się bardzo, jak za dużo mówię:)

W pewnym momencie jednak zorientowałam się, że skilltrade jest po prostu traktowane przez użytkowników jak portal randkowy, gdzie można spotkać nie desperata, tylko kogoś interesującego. No i udało mi się znaleźć kilka osób (głównie kolegów, choć nie tylko!;) z zagranicy, z którymi sobie koresponduję, od czasu do czasu gadam na Skypie, są dni, w których więcej używam angielskiego niż polskiego. I choć nie czuję się wciąż płynnie, lepsze to niż nic.

DZIĘKUJĘ SKILLTRADE, choć masz wiele wad. Portal działa dopiero od 2015 roku, ma wiele błędów – zaskakująco dużo, ale to sprawy techniczne. Mi pomogło, również to, że jak piszę wiadomości, nie wiadomo, że miałam udar. Jak się więcej gada, to w końcu wychodzi, ale nie ma już tego paskudnego torowania, które z resztą zwykle jest bardzo pomocne, bo prawda o udarze jest taka, że to ciężka, męcząca choroba. A jak się przejdzie do znajomości normalnie, potem też jest jakoś normalniej. I swobodniej się gada. Skilltrade to teraz takie moje okienko na świat i na POWRÓT do umiejętności.

Czego nauczyłam się po udarze (III): si, señorita!

Lekarze mówią, żeby koniecznie uczyć się czegoś na pamięć. Obojętnie czego. Babcia zaproponowała Pana Tadeusza… Ale mnie nie ciągnie ku poezji romantycznej. Żeby nauka miała sens, postanowiłam uczyć się nowego języka.

I miesiąc (i kilka dni) temu rozpoczęłam samodzielną naukę hiszpańskiego.

Do moich pomocy dydaktycznych należą:

fiszki

fiszki

kurs internetowy – hiszpański online

supermemo

kurs audio (Pimsleur)

i całe internety (youtuby, chomiki, portale polskie i hiszpańskie… )

Dlaczego język hiszpański? Nauka go już kiedyś chodziła mi po głowie, ze względu na Meksyk i Almodóvara, potem mi przeszło, ale z tego co się już kieeeeeeeedyś dowiedziałam, to język hiszpański jest możliwy do samodzielnego opanowania i dość nietrudny na poziomie codziennej komunikacji. I wymowa jest chyba do ogarnięcia (wyobraźcie sobie uczenie się wymowy arabskiego

hebrajskiego

 

czy koreańskiego?

Moja wyobraźnia się poddaje;) Hiszpański wydał mi się więc sensownym wyborem.

Oto jak wyglądał ostatni miesiąc jeśli chodzi o język.

Zaczęłam od fiszek, tata mówił, że bardziej bezsensownie się nie dało, ale w miarę uczenia z innych źródeł zauważyłam, że fiszki naprawdę mi pomagają. Trochę dodają wiary, że coś zostaje w głowie, ale też pomagają też lepiej wychwytywać zależności ponieważ kolejność słówek, wyrażeń i zdań jest przypadkowa, mam pewien zasób wszystkich części mowy. Fajne są również dlatego, że nie obowiązują tu reguły, nie trzeba kończyć zadań i nie ma się poczucia porażki – co dało mi odrobinę wiary, że jestem w stanie nauczyć się czegokolwiek, a przecież moja koncentracja jest szybuje jak szybowiec i nie jest mi w ogóle pomocna.

Potem dodałam kurs supermemo. – jest dziwnie skonstruowany i ma trochę wad, ale generalnie dzięki niemu jestem systematyczna i powoli się uczę nie tylko słówek, ale i gramatyki i wymowy.

Do wymowy przydaje się kurs audio – w moim przypadku na razie Pimsleur; jestem na razie na 12 lekcji, ale gdzieś tak od 7-8 czuję, że jest dla mnie za dużo na raz, zbyt szybko, więc słucham lekcji po kilka razy, ale to się jednak nudzi więc żmudnie posuwam się do przodu nie umiejąc wszystkiego. To mimo wszystko ma sens, coś tam w łepetynie zostaje i trochę się osłuchuję, bo większość piosenek SKA-P jest trochę za szybkie do nauki – ja tak szybko nie gadam teraz po polsku, co dopiero po hiszpańsku!

A czekają niezliczone inne źródła – Don Kichot (; którego uwielbiam po polsku, dobre hiszpańskie kino… Tylko opanować podstawy i będzie powoli szło do przodu!

Notka może powinna nazywać się: czego uczę się po udarze, ale w końcu coś umiem. Kilka dni temu śmiałam się, że mogłabym być hiszpańskim mężem, bo umiem powiedzieć ¡Quiero comer!, ¡Quiero vever una cervesa! (chcę jeść! Chcę pić piwo!) Jakoś idzie do przodu ten hiszpański – nauka z sukcesami jest podstawą.

Udarowo powiem, że uczenie się na pamięć jest bardzo ważne dla mózgu łatającego dziury. Nie jest łatwo – walczę z koncentracją – chcieć to nie jest móc niestety. Ale dużo czasu spędzam nad tym językiem i widzę w tym sens. Porównując siebie do siebie sprzed stracenia zdrowia, idzie mi bardzo opornie, ale w moim przypadku nie chodzi o szybkie nauczenie się zwrotów przydatnych przy zbieraniu truskawek w Hiszpanii, więc nie mam przez to wielkiej spiny.

Adiós.

ps

Angielski bardzo się pogorszył, więc smuteczek. Nie mam tyle motywacji, żeby samemu siedzieć nad nim, może kiedyś będę miała.

PS

hiszpański online można znaleźć w wielu miejscach – w końcu miliony, jeśli nie miliardy ludzi, mówią w tym dziwnym języku (nie podoba mi się bardzo jego melodia). Mi za słownik służy zwykle translator (translate.google.pl)

za kurs supermemo: supermemo.net.pl udiach

przeglądam sobie strony el pais – http://elpais.com/ jedynej hiszpańskiej gazety, która jakimś cudem została mi w łepetnie po studiach

bbc http://www.bbc.com/mundo

http://www.bbc.co.uk/languages/spanish/

do tej pory prawie zrozumiałam jednego niusa, jarałam się tak bardzo, że nie mogłam spać!:)

 

czego nauczyłam się po udarze? (II)


Na początku to był koszmar, ale nauczyłam się robić na drutach! w mniej niż 3 tygodnie zrobiłam trzy kominy moim przyjaciółkom, na zdjęciu dumnie prezentuję wszystkie naraz. Są na tyle ładne, że da się je nosić bez wstydu:)

handmade

 

Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam z siebie tak dumna jak po skończeniu pierwszego z nich. Powinnam zapisać się do klubu wymiataczy razem z moją ulubioną handless organist, która już mnie nie bawi, tak jak dawniej:

handless organist

Palce wciąż niesprawne, sztywne i beznadziejne, ale udało się opanować podstawy. Oczywiśie, kiedy coś się psuje dalej krzyczę „mamoooooooo, naprawisz mi?”. Dawno temu, kiedy próbowałam brać się za druty, rzuciłam je w kąt przed upływem pół godziny. Może po udarze nauczyłam się też trochę cierpliwości?

czego nauczyłam się po udarze (I)?: strony www!

strona wwwPrzede wszystkim robienia prostych stron w WordPressie, dzięki czemu się tu widzimy. Lewaczka jest postawiona na wykupionej przeze mnie domenie, na wykupionym przeze mnie serwerze, wszystko zrobiłam tu samodzielnie. Może nie ma tu wielkiego WOW, ale kombinuję, uczę się dalej i będzie coraz lepiej i coraz piękniej.