Brak motywacji? To się zdarza niestety

No tak. Troszkę tu rzadko zaglądałam, miałam głowę gdzie indziej. Ale nie, żeby mi brakowało motywacji. Po prostu działy się inne rzeczy. A teraz boję się, że przyjdzie brak motywacji. Zobaczymy.

Wiele tekstów wskazuje na to, że brak motywacji, a nawet apatia, dokuczają nam, udarowcom, dość często.

Z tego co widzę, może to wynikać z dwóch przyczyn. Jedną z nich są zmiany w strukturze mózgu. Nic o nich nie wiem. Nie wiem, jak to wyleczyć, i czy w ogóle się da. Pewnie jakoś da się nad tym pracować.

Ale inna przyczyna apatii jest mi wręcz bliska. Brak motywacji po udarze mózgu (w sumie i bez niego) wynikać może z faktu, że miliony rzeczy wydają się zbyt trudnych do wykonania, a nawet niemożliwych. A próbowanie osiągnięcia niemożliwego jest bezensowne, nie?

Jak próbuje się odkręcić butelkę sześćdziesiąty raz i się nie udaje, nietrudno włożyć tę czynność do szufladki ‚niemożliwe”. Ale prawda jest taka, że w takiej szufladce rzeczy znajdują swoje miejsce czasem za wcześnie.

Brak motywacji do pracy, a nawet do normalnego życia przychodzi szybko, jeśli oczekujemy niemożliwego. Bo tak to działa. Warto mieć jakiś cel w zasięgu wzroku, ale oczekiwanie „niemożliwego” nie oznacza, że to osiągniemy. Prawda jest taka, że chwilowe niemożliwe za chwilę może zmienić się w możliwe. I warto raczej zmieniać cele, niż je wyznaczać za wysoko.

Nie wiem jak inni sobie z tym radzą, wiem jak ja to robię.

Bowiem u mnie apatia zaczyna się od naprawdę niskiego nastroju. Widząc go, zmuszam się do odpoczynku. Staję się trochę Kasią Kanapową, skupioną na swoim złym nastroju i tym, że naprawdę mi się nie chce. I nie mogę. I nie będę. Kiedy już wszystkimi sposobami zwalczę zły nastrój, próbuję dalej. Zmuszam się do dalszego odpoczynku, który, jak zamienia się w lenistwo, zaczyna mnie niesamowicie wku…wiać. Chce mi się zrobić cokolwiek. Ale i tak zmuszam się do leniuchowania. Jak się zaczynam czuć słabo, to biorę się do pracy sama.

Bo mi się nudzi.

Bo mi słabo.

Bo nie chcę, żeby było tak zawsze.

Oglądam sobie wszystko pod różnym kątem i zaczynam wierzyć, że lepiej ruszyć dupkę i sobie poćwiczyć. Albo zrobić coś konstruktywnego.

I, nawet jak motywacja w pełnym zakresie nie wraca, to coś tam robię. I coś się dzieje. I mogę poczekać do chwili prawdziwego powrotu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.