Ależ neurologia to okropny oddział

hospital bedNeurologia. Trudno mi opisać ten oddział z punktu widzenia osoby odwiedzającej.

Depresja i smutek. Wielu ludzi, którzy już nie będą zdrowi. Zaduch. Bo przecież wielu pacjentów rusza się w minimalnym stopniu, pampersy są zmieniane w błyskawicznym tempie, ale czasem, przy natłoku roboty, i to nie starcza. Karmienie pacjentów, namawianie do jedzenia innych. Na twarzach ludzi maluje się cierpienie lub zdezorientowanie. Założę się, że niewiele jest oddziałów, na których tak trudno porozumieć się z pacjentami.

Ja osobiście widziałam tylko jedno smutniejsze miejsce. Dziecięcą kardiologię.

Nie mówię, że ich nie ma. Ale moje doświadczenie odwiedzającego jest bardzo negatywne.

Nie widziałam tego, kiedy sama leżałam na neurologiach, to było poza mną. Jakoś sale trafiały mi się bardziej przystępne. A i leżałam, nie miałam wiele wyboru. Z ostrego też mało pamiętam. Salę, w których byłam bez świadomie,  nie smierdzialy zaduchem pieluchomajtek  zmienianych o dwie minuty za późno.

Zastanawiam się,  na ile patrzę na to wszystko przez szare okulary osoby,  która odwiedza bliskiego. Zastanawiam się, czy smutek byłby podobny, jeśli bym przyszła na oddział z ulotkami albo dostawą pizzy.

Myślę,  że byłoby podobnie.  Nieme twarze,  z którymi żadna pielęgniarka się nie porozumie, bo musi lecieć do kolejnego pacjenta.  Powykrecane ręce.  Między innymi, zwiększając jeszcze spektrum,  osoby z mniejszymi kłopotami kognitywnymi.

Żaden pacjent w pojedynkę nie uzmysłowi w takim stopniu, jak trudne jest chorowanie. I jak ciężkie choroby mogą dotknąć nas i naszych bliskich.

Można odwrócić głowę w stronę pacjentów w lepszym stanie,  uśmiechniętych i chodzących,  ale od zastygnietej rozoaczy nie ucieknie się daleko.

 

2 myśli nt. „Ależ neurologia to okropny oddział

  1. Dzien dobry
    Masz racje tak bylo.Pierwsze 3 dni bez kontaktu ,nie wiedzialam co sie stalo,gdzie jestem.Po odzyskaniu mglistej swiadomosci widze pielegniarke ,ktora mnie myje, pana obok na lozku i sciaga posciel,,panie podobne do mnie,corke krzykliwa ,ktora odwiedza matke i wydaje jej sie ,ze tylko matka jest chora.Siostra mnie poznala,mowila,ze wszystkie jestesmy podobne.
    Polozono mnie po drugiej stronie sali pod oknem.Widze panie ciagle jedzace drozdzowki.Przyszedl fizjoterapeuta,pani logopeda i zaczelam cos artykulowac.
    Ale z tego okresu po 2 miesiacach troche mi sie rozjasnilo i wiecej wiem co bylo.
    Ciezki to byl czas.
    Po 9 dniach wypisuja do domu a po 2 kolejnych /tego znow nie pamietam/do oddzialu rehabilitacyjnego.Tam dochodzi do mnie,ze z niczym sobie nie radze bo tylko lewa reka jest wladna.Tu wiem jak jest zle.Widze i czuje te stosy pampersow i poscieli,czasem zapach dochodzi,czasem zaraz po przebraniu trzeba znow od poczatku.Dobijal mnie cewnik .
    Ciezki czas o tyle gorszy,ze przezywalam go coraz bardziej swiadomie.
    W tej chorobie jestesmy sobie rowni.Niepalaca ,niepijaca, w miare ruchliwa a tez udar mnie dopadl.Zawsze mi zal tych mlodych ludzie ,ktorzy tez sa ofiara udaru.
    Sama ciagle mysle ,by sie nie chcialo powtorzyc.

  2. Mnie ominęła taka świadomość. Przynajmniej w szpitalu. Ktoś litosciwie wcisnął standby i mimo iż gadałam z odwiedzającym mnie bliskimi, płakałam, jadłam itp nie wiele z tego okresu pamiętam. Ciężar choroby dotarł do mnie dopiero na rehabilitacji w Piaskach. Najpierw wózek, wywrotka w toalecie bo mi się wydawało, że dam radę… Niezgrabne ruchy na sali ćwiczeń, wysiłek koncentracji na zajęciach z psychologiem i logopedą…. Potem gdy poruszałam się już sama szok kiedy przywieziono dwie młodziutki dziewczyny po dopalaczach. Totalne warzywa. I przypływ optymizmu gdy na moich oczach ze stadium warzywa właśnie wychodził młody chłopak po wypadku. Ogrom nieszczęść i szczęść przeplatających się codziennie. Mam nadzieję, że to już za mną,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.