o mnie

Wigilii 2014 roku nie pamiętam. Spędziłam ją na oddziale udarowym, w ciężkim stanie po udarze mózgu i z lewostronnym – stąd ‚lewaczka’ – niedowładem Miałam 25 lat i jeszcze nie wiedziałam, że ‚trafiło’ mnie coś, czego bym nie życzyła nawet najgorszemu wrogowi.

Nazywam się Kasia, a swoją lewaczkę.pl założyłam przez brak wiedzy i nadziei. Oraz głębokie przeświadczenie, że skoro ja ich nie mam, są też inni, którym przydałoby się wsparcie, choćby przez proste usłyszenie ‚hej, nie jesteś tu sam’:) FB_IMG_1447954152926

Przed udarem byłam zdolnym leniuchem, lubiącym sztukę i kulturę, brzydkie piosenki, podróże i poznawanie świata. Kiedy nie wychodziłam przez 3 popołudnia pytałam współlokatorkę ‚synuuu, czy już jesteśmy stare?’. Pracowałam to tu, to tam, dziennikarzyłam, robiłam w branży wydawniczej, rzucałam się na każdy podsunięty przez życie ‚projekt. teraz przypominam sobie reguły gramatyki i głównym celem w moim życiu jest  ‚nie poddać się’. Rehabilituję się, walczę, piszę o tej walce i sprawach z nią związanych.

Jeśli masz jakieś pytania, uwagi, chciałbyś mi powiedzieć cokolwiek, proszę, skontaktuj się ze mną z pomocą formularza. Zawsze mi milo wiedzieć, że ktoś te moje wypociny.

 

 

UWAGA;) 

nie jestem lekarzem i fizjoterapeutą. oczywiście sprawdzam, jak mogę informacje, ale mogą mi się zdarzać błędy większe niż ortograficzne. piszę bez ogródek o tym, co u mnie zadziałało i nie zadziałało, ale nie radziłabym nikomu, żeby powtarzać moją drogę, najlepiej najpierw skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą.

Jak chcesz zobaczyć, co inni napisali o mnie i mojej chorobie…

kliknij [tutaj]

 

13 myśli nt. „o mnie

  1. Kaśka!
    Kiedyś miałyśmy okazje spotkać się we Wro i gadałyśmy na stronie o odchudzaniu :D Nieee,nadal nie schudłam!
    Myślałam,że zaginęłaś między jedną a drugą podróżą!
    Trafiłam tutaj bardzo przypadkowo i jak zaczęłam czytać,to aż mi się w głowie zakręciło.
    Cieszę się,że jesteś i mocno trzymam kciuki!
    Buziaki,

  2. Kasiu przez przypadek trafiłam na Twoj blog też jestem po udarze niedokrwiennym przeszłam ten udar 12 grudnia 2016 r,Teraz po szpitalnej rehabilitacji jestem w domu i nadal biorę rehabilitacje(prywatnie) Dużo mnie to kosztuje,ale są efekty. Mam okresy załamania,depresji ,ale walcze z tym.Dopadla mnie ta choroba i walczę z nią .Mam jeszcze taką dziwna mowę ,ale ćwiczę logopedycznie .Pokonuje wiele barier i dalej walczę.Cieszę się,że trafiłam na ten blog. Raźniej będzie mi walczyć wiedząc ,że Ty walczysz i masz efekty.Buziaczki od Eli z Wrocławia

    • Elu dziękuję za te słowa:) Zawsze mi miło słyszeć, że moje słowa nie idą w próżnię:)

      Życzę szybkiego pokonywania kolejnych barier!

  3. Trzymam
    Za Ciebie kciuki!! Jestem po udarze niedokrwiennym z niedowladem lewostronnym (papierosy,pfo i dorzucenie srodka odurzajacego w klubie). Mam 29 lat, udar mialam w maju tego
    roku. Nie jestes sama!

  4. Droga Pani Kasiu ! Piszę z Krakowa, jestem osobą, która przeszła udar niedokrwienny w 2006 roku, tuż po operacji kręgosłupa. Udar uszkodził lewe i prawe wzgórze. Przez te wszystkie lata żyję z narastającym bólem lewej połowy twarzy i z drętwieniem całej lewej dłoni.
    To, co przeszłam przez te 11 lat nie da się opisać słowami. Brak wiedzy medycznej u neurologów, nieznajomość tego rodzaju następstw udaru czuciowego, poniżanie mojej osoby, bezskuteczne szukanie pomocy u wielu profesorów neurologii w całym kraju. Jestem osobą, która przeszła czterokrotną operację założenia stymulatora korowego w Warszawie. Byłam pierwszą pacjentką poddaną takiej operacji, wykonanej przez poważanego neurochirurga. Wszystko to nie przyniosło ulgi w bólu twarzy. Zostałam „na lodzie”, Neurochirurdzy nie chcą mieć ze mną kontaktu i przekazali mnie neurologom ( którzy nie wiedzą, co to za ból i cierpienie). Jeżeli ktoś z czytelników tego bloga ma silne bóle neuropatyczne – prosiłabym o kontakt telefoniczny. Mój numer telefonu 506 – 157 – 660. Życzę Pani, Pani Kasiu dużo zdrowia
    Renata B.

  5. Pani Kasiu, witam serdecznie zupełnie przypadkiem odkryłam Pani bloga i czytam jednym tchem zamiast pójść spać. Jestem rownież po udarze niedokrwiennym lwej półkuli -maj 2012. Jak czytam to tak jakby to mnie dotyczyło wiele objawów podobnych , a których nie potrafiłam ubrać w slowa. Wcześniej nie wiedziałam co to jest udar a padaczka mnie przerazala, teraz z nią żyje i powtarzam sobie dziennie ze mogło być gorzej, choć nie zawsze jest łatwo. Życzę wszystkiego najlepszego i wytrwałości w pracy nad soba. Pozdrawiam Ewa z Chorzowa

  6. Witam serdecznie
    Czytam twojego bloga od czasu mojego udaru.Jestem również młodą osobą.twoja imienniczka twoj blog to miejsce do ktorego często wracam i bardzo mi pomaga w moim powrocie do zycia ,dziękuję :-) :-)

  7. Miałam udar w 2012. Nadal mam problemy z pamięcią. Nagle znika mi czyjeś imię i nazwisko, zapominam kiedy konkretnie miałam się z kimś spotkać, albo coś załatwić… to jest dziwne, bo wcześniej miałam pamięć mega, zwłaszcza do imion ludzi. Teraz wpadają one jednym uchem, by drugim zaraz wypaść ;) Ale… ja żyję… nie mam niedowładów, radzę sobie ze wszystkim, z czym radzą sobie zdrowi ludzie. Szczęście w nieszczęściu?
    Po drodze nie było jednak aż tak różowo. W szpitalach spędziłam 3 miesiące, z czego połowy po prostu nie pamiętam. Może to i dobrze. Codziennie myślałam, że obudzę się i okaże się, że to był tylko nieprzyjemny sen, że jestem zdrowa.
    Początkowo miałam problemy z rozmową z ludźmi, gdy ktoś mi przerywał (a to jest przecież normalne), zapominałam o czym to ja mówiłam. Szłam do sklepu i zaraz po wejściu nie pamiętałam co to ja chciałam kupić.
    Zdecydowanie najgorszy był powrót do pracy. Moja bezmyślna szefowa dzwoniła do mnie do szpitala pytając kiedy wracam, bo na moje miejsce trzeba będzie zatrudnić kogoś innego. Miłe, prawda? Koniec końców, wróciłam do tej pracy, w której radziłam sobie naprawdę ciężko, bo wymagano ode mnie tyle, co od zdrowej osoby. A ja przecież nie myślałam normalnie, ja nie kojarzyłam i nie pamiętałam wielu rzeczy. Chciało mi się nieraz płakać, a czasem nawet płakałam. I co? I dostałam wypowiedzenie, bo za mało się starałam. Zero słowa o chorobie, podczas rozmowy, przy której zostałam zwolniona. Wersja oficjalna brzmiała tak, że coś nie zostało zrobione, coś, o co nikt się nigdy nie upominał, nie zapytał też dlaczego… Dla mnie wyglądało to trochę krzywo…
    Ale co? Udało się, pracuję, w zawodzie, w kolejnej firmie, radzę sobie i to bardzo dobrze nawet. Z poprzedniej zaś firmy otrzymywałam maile, że jak ja mogę pracować u konkurencji i że podadzą mnie do sądu (nie miałam podpisanego zakazu konkurencji i to oni sami mnie zwolnili. Zatem miło z ich strony…)
    Wielu ludzi nie wie czym jest ta choroba, z czym się ludzie zmagają. Mają do tego prawo. Wkurza mnie tylko bezradność lekarzy, ich nieznajomość tematu nieraz, albo zagubienie- co z Tobą zrobić… Zostałam np. wysłana do psychologa na badanie. Pani zaczęła robić ze mną testy pamięci i jęczeć, że o jeju, ja rzeczywiście mam problemy, bo np. nie umiem liczyć od tyłu (chodziło o odejmowanie 5 od chyba 1000 i schodzenie z tym odejmowaniem w dół; w pewnym momencie nie skupiałam się nad tym, co robiłam, myślałam tylko o tym, żeby to się skończyło). Wkurzały mnie jej uwagi. Na pytanie czy może mi jakoś pomóc, powiedziała, że ona nie ma żadnych ćwiczeń i że nie jest do tego przygotowana, ona może mi tylko zrobić ten test. Śmieszne, prawda? Nie zjawiłam się u niej już nigdy. Czułam się po tej wizycie naprawdę niefajnie, jak eksponat muzealny, taki niedorobiony, na którym pani odkrywa braki i się im głośno dziwi. Żałuję, że jej wtedy o tym nie powiedziałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.